moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Jesień przeciwlotników

Jeszcze przed przyjazdem na poligon w Ustce założyliśmy sobie, że jedną trzecią strzelań będziemy prowadzić w nocy. Jak się okazało – niekiedy, ze względu na pogodę, było to prostsze niż rażenie celów w dzień – przyznaje płk Robert Borowy, dowódca zgrupowania wojsk przeciwlotniczych 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej.

Jeśli mamy listopad, to możemy być pewni, że przeciwlotników zastaniemy na poligonie pod Ustką…

Płk Robert Borowy: Tak, to tradycyjny termin ćwiczeń wyznaczony odgórnie przez Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych. W październiku i listopadzie, podobnie zresztą jak w marcu i czerwcu, na Centralnym Poligonie Sił Powietrznych w Ustce szkolą się pododdziały praktycznie ze wszystkich jednostek przeciwlotniczych Wojska Polskiego. Tutaj mamy najlepsze warunki, by strzelać do celów powietrznych. To dla nas czas próby. Test, który ma sprawdzić, czego tak naprawdę nauczyliśmy się przez ostatnie miesiące. Tak też jest w przypadku 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej. Na poligon przyjechaliśmy 13 listopada i będziemy tutaj ćwiczyć niemal do końca miesiąca.

Jak wielkie siły zaangażowaliście w to zgrupowanie?

Swoich żołnierzy, także żołnierzy rezerwy, do Ustki skierowały wszystkie dywizjony przeciwlotnicze z jednostek wchodzących w skład 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej, ale nie tylko. Razem z nami ćwiczą obsługi armat przeciwlotniczych z 10 Opolskiej Brygady Logistycznej, operatorzy PPZR-ów, czyli przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych z wojsk obrony terytorialnej, z 5 Pułku Dowodzenia, podchorążowie z Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu. Łącznie w szkolenie zaangażowanych jest 600 osób.

Płk Robert Borowy.

A co ze sprzętem?

Podczas ćwiczeń wykorzystujemy praktycznie wszystkie rodzaje uzbrojenia, którymi dysponują dywizjony artyleryjsko-rakietowe wchodzące w skład brygad pancernych i zmechanizowanych. Prowadzimy ogień z 23-mm armat przeciwlotniczych ZUR-23-2 KG, 23-mm samobieżnych zestawów przeciwlotniczych ZSU-23-4 Biała, samobieżnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych Poprad, a także PPZR Grom oraz Piorun.

Ćwiczycie, jak rozumiem, nie tylko w dzień?

Nie, oczywiście, że nie tylko. Jeszcze przed zgrupowaniem założyliśmy sobie, że mniej więcej jedną trzecią zadań będziemy realizowali w nocy. Paradoksalnie mieliśmy dni, kiedy ze względu na pogodę strzelania łatwiej prowadziło się nam po zmroku. Po prostu była lepsza przejrzystość powietrza oraz warunki lotne były zdecydowanie korzystniejsze dla zdalnie sterowanych celów powietrznych.

To proszę powiedzieć więcej o samych zadaniach.

Zacznijmy od tego, że choć to zgrupowanie wojsk przeciwlotniczych, strzelamy także… do celów naziemnych. Są to makiety transporterów opancerzonych – stojące w miejscu albo ruchome, czyli holowane po torowisku. Zadania tego typu realizują obsługi 23-mm armat przeciwlotniczych. Są to jedne z prostszych bojowych strzelań zaliczeniowych, które szczególnie dla niedoświadczonych żołnierzy stanowią dobrą okazję, by zapoznać się ze sprzętem i oswoić ze strzelaniem. Dla przeciwlotników, którzy dopiero zaczynają służbę, jest to rodzaj przetarcia przed bardziej skomplikowanymi zadaniami. Pojazd opancerzony na pewno łatwiej jest trafić niż imitator śmigłowca czy samolotu. Po pierwsze jest większy, po drugie, nawet jeśli się porusza, to zdecydowanie wolniej od celu powietrznego.

Ale to, jak rozumiem, zaledwie drobny wycinek tego, co robicie w Ustce.

Skupiamy się oczywiście na zwalczaniu celów powietrznych. Strzelamy bezpośrednio do zdalnie sterowanych urządzeń, które zarówno kształtem, jak i parametrami lotu przypominają samoloty, lub do rękawów, które urządzenia te mogą holować. Sterowane cele powietrzne poruszają się w różny sposób, w zależności od warunków zadania ogniowego – czasem oddalają się od stanowisk ogniowych w stronę morza, innym razem zbliżają się do nich, imitując szturmującą maszynę, czasami przemieszczają się wzdłuż nich tzw. kursem defilującym. Oczywiście parametry ruchu celu powietrznego możemy dowolnie modyfikować, dostosowując je do warunków zadania ogniowego – na przykład sterować celem tak, by najpierw poruszał się kursem defilującym, a następnie ruszył ku otwartemu morzu. Na tym oczywiście nie koniec. Nasi żołnierze prowadzą ogień do ICP – imitatorów celów powietrznych, wystrzeliwanych z wyrzutni na lądzie. To obiekty, które wzbijają się w powietrze na kilkaset metrów, a następnie opadają do wody. Osiągają przy tym prędkości zbliżone do lecącego lub nurkującego samolotu bojowego. Strzelania bojowe artyleryjskie albo rakietowe do zbliżających się, nurkujących lub oddalających się ICP, to zadania trudne i wymagające, przeznaczone dla najlepiej wyszkolonych obsług i operatorów.

Czy zdarza się, że ogień do celu prowadzą równocześnie żołnierze obsługujący różne rodzaje uzbrojenia?

Oczywiście. Część zadań ogniowych zaplanowaliśmy tak, by aktywować różne rodzaje sprzętu. Strzelania bojowe odbywają się wtedy z zestawów artyleryjskich i rakietowych, zarówno do imitatorów celów powietrznych, jak i do sterowanych celów powietrznych. Na przykład do sterowanego celu powietrznego przemieszczającego się wzdłuż stanowisk ogniowych strzelały obsady armat, ale kiedy zaczął się od nas oddalać, ich zadanie przejęli operatorzy systemów rakietowych. Tego rodzaju scenariusze są dla nas o tyle ważne, że nawiązują do sytuacji, z którymi rzeczywiście możemy mieć do czynienia na polu walki.

Dodajmy jeszcze, że w przypadku celów powietrznych operatorzy nie muszą trafić dokładnie w cel powietrzny.

Zgadza się. Imitator czy model jest znacznie mniejszy od rzeczywistego celu. Dlatego wystarczy, gdy pocisk przeleci w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Choć rzecz jasna zdarzają się sytuacje, że obsługa lub operator trafi bezpośrednio w cel. Nawet tak niewielki, jak latający dron.

Zgrupowania przeciwlotników powtarzane są regularnie. Jak często wprowadzacie do nich nowe elementy?

Staramy się. W tym roku na przykład uczestnicy ćwiczeń mierzyli się z imitatorami celów powietrznych o trochę innych parametrach niż te, z którymi mieli do czynienia wcześniej. Modele inaczej zachowywały się w powietrzu, w odmienny sposób manewrowały. Według opinii powtarzanej przez samych żołnierzy trudniej było je namierzyć i skutecznie ostrzelać. Ale i tu zdarzały się trafienia bezpośrednio w cel. Na podsumowania przyjdzie czas po zakończeniu zgrupowania, ale wstępnie mogę powiedzieć, że jestem zadowolony z jego rezultatów.

Myślicie już o przyszłym roku? Jakie zadania Was czekają?

Ćwiczeń z udziałem przeciwlotników naszej dywizji będzie oczywiście sporo, ale ja myślę już o marcu. Wówczas ponownie pojawimy się na zgrupowaniu w Ustce, by zgrywać pododdziały.

Rozmawiał: Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: kpr. Adam Centka / 4 pplot

dodaj komentarz

komentarze


54 sekundy próby
Sejm uchwalił ustawę o SAFE
Marynarze po raz trzeci z rzędu najlepsi w wieloboju żołnierskim
Wzmocnienie polskiej tarczy powietrznej
Zmiany kadrowe na szczycie PGZ-etu
Jelcz coraz silniejszy
Kolejne SSR dla Wojska Polskiego
Zbrodnia bez kary
Twarde na poligonie
Groźny incydent w Libanie
Podwójny emeryt, jedno świadczenie
Terytorialsi zdobyli amerykańskie ostrogi
Koniec niemieckiej misji powietrznego wsparcia
Senat przyjął ustawę o SAFE głosami koalicji
Szef MON-u Człowiekiem Roku 2025
Wyróżnienia za sportowe sukcesy
Bliski Wschód: wojna bez wyjścia, stawka rośnie
Nowy BWP potrafi onieśmielić
Fińska armia luzuje rygory
NATO i USA o Iranie
Francuzi zbudują satelitę dla MON-u
Pierwsze loty
Na pierwszej linii wojny i pokoju
Marynarz w koreańskim tyglu
Mała Orka?
Finansowanie szkolenia wojskowych medyków
Wypadek w PKW UNIFIL
Antydronowa DIANA w Polsce
Były żołnierz WOT-u z zarzutami szpiegostwa
Większe możliwości Nitro-Chemu
Pasja i fart
Apache w polskich rękach
Grzmoty zamiast Goździków
Pierwsze szkolenie Legionu Medycznego
Tusk: Francja to wiarygodny sojusznik
Bądź bezpieczny w sieci
Jubileuszowa i rekordowa Setka Komandosa
Syndrom Karbali
Polska i Norwegia zacieśniają współpracę
Kolarskie gwiazdy na legendarnym okręcie
Architekci pola walki
Ruszyły Wojskowe Targi Służby i Pracy
Debata o bezpieczeństwie
Nie udostępniamy nieba do ataków na Rosję
Początek wielkiej historii
Australijską armią będzie dowodzić kobieta
„Końca cywilizacji” w Iranie na razie nie będzie
Nowe zasady finansowania szkolenia żołnierzy-medyków
Psiakrew, harmata!
Adaptacja i realizm
Polski sukces w Duńskim Marszu
Rosomaki na lądzie i morzu
Judoczka Wojska Polskiego znów na podium
Logistyczna rewolucja w Opolu
Zbrodnia i kłamstwo
Alert gotowości dla żołnierzy WOT-u
Misja zdrowie, czyli lepiej zapobiegać niż leczyć
Miecz w ręku NATO
Ustawa o SAFE uchwalona. Opozycja przeciw
Nieszczęśliwy wypadek na strzelnicy

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO