moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Korfanty, czyli sto twarzy bohatera

Był człowiekiem bez reszty oddanym polskiej sprawie, który jednak odczuwał głębokie rozczarowanie II RP. Piewcą demokracji walczącym o prawa ubogich, a zarazem typem despoty. Wojciech Korfanty jak mało kto potrafił rozpalać emocje wśród sobie współczesnych. Ale to właśnie – jak przyznają historycy – cecha wybitnych osobowości.

Był 23 czerwca 1930 roku. Sejm Śląski obradował w niezwykle gorącej atmosferze. Rozgwar unoszący się ponad poselskimi ławami nie gasł nawet na chwilę, raz po raz przeradzając się w salwy śmiechu, okrzyki dezaprobaty albo zadowolenia. Na mównicę wszedł właśnie Wojciech Korfanty, poseł Chrześcijańskiej Demokracji. Zaczął przemówienie, które jednak w pół zdania przerwała mu Maria Kujawska. Jeszcze kilka lat wcześniej wspólnie brali udział w III powstaniu śląskim – Korfanty stał na jego czele, podczas gdy Kujawska zajmowała się rannymi w kilku punktach sanitarnych. Później jednak stali się zaprzysięgłymi wrogami. Posłanka reprezentowała sanację, która Korfantego atakowała przy każdej okazji. Na sejmowej sali doszło do słownej utarczki. Ponoć Korfanty na zaczepkę zareagował „bardzo kurtuazyjnie”. Tyle że pyskówka miała ciąg dalszy. Kilka dni później w kawiarni hotelu Savoy Korfantego dopadł mąż Kujawskiej. W obronie czci małżonki, która rzekomo została naruszona, uderzył go w głowę. Korfanty jednak nie pozostał dłużny. Efekt? Kujawski dostał od niego „solidną nauczkę”. Kilka miesięcy później prezydent Ignacy Mościcki rozwiązał Sejm. Oficjalny powód: uchwalony dla Śląska budżet groził nadmiernym deficytem.

Incydent z małżeństwem Kujawskich w przebogatej biografii Korfantego był niewiele znaczącym epizodem. Doskonale ilustrował jednak atmosferę, z którą w pewnym momencie życia przyszło mu się mierzyć, i mówił całkiem sporo o jego charakterze.

„Ścigali mnie jak psa”

– Pytając o Korfantego, zawsze należy zadać sobie pytanie pomocnicze: o którego Korfantego nam chodzi? Bo przecież jego trwająca dobre trzy dekady działalność polityczna obfituje w zwroty, czasami wręcz o 180 stopni – zastrzega dr hab. Grzegorz Bębnik, historyk z Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach i współautor biografii bohatera.

Korfanty przyszedł na świat 20 kwietnia 1873 roku, w osadzie Sadzawki, która dziś stanowi część Siemianowic Śląskich. Jego ojciec był górnikiem, matka opiekowała się domem. Dorastał na Śląsku, gdzie od wieków krzyżowały się wpływy polskie i niemieckie. W tamtych czasach region należał do Rzeszy, a mniejszości narodowe w imię jedności państwa poddawane były germanizacji. Korfanty w wydanej po latach „Odezwie do ludu śląskiego” wspominał, że ku nieistniejącej jeszcze Polsce pchnęła go właśnie polityka obecnych władz. „Zasługę mojego uświadomienia narodowego przypisać muszę moim hakatystycznym profesorom w gimnazjum w Katowicach, którzy zohydzaniem wszystkiego co polskie i katolickie wzbudzili we mnie ciekawość do książki polskiej, z której pragnąłem dowiedzieć się, czym jest ten lżony, poniżany naród, którego językiem w mojej rodzinie mówiłem” – pisał.

Jeszcze w szkole założył tajne koło, którego celem było propagowanie polszczyzny. Korfanty już wówczas stąpał po kruchym lodzie. Doigrał się kilka miesięcy przed maturą. Za krytykowanie otaczanego kultem kanclerza Ottona von Bismarcka został relegowany ze szkoły. Pomógł mu wówczas Józef Kościelski, polski poseł do Reichstagu. Dzięki jego wstawiennictwu Korfanty podszedł do matury jako ekstern. Potem studiował na politechnice w Charlottenburgu (dziś dzielnica Berlina), skąd przeniósł się na wydział filozofii we Wrocławiu. Dyplom ostatecznie zdobył w Berlinie.

Korfanty nadal uparcie działał w polskich organizacjach. Był wśród osób reaktywujących Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, został redaktorem naczelnym pisma „Górnoślązak”, zapisał się też do Ligi Narodowej Romana Dmowskiego, z którą jednak zerwał kilka lat później. Po latach wspominał: „Policję pruską wciąż miałem na piętach. Ścigała mnie jak psa”. W końcu śledczy znaleźli pretekst, by Korfantego posłać za kratki. W 1901 roku pruski sąd skazał go na odsiadkę za nieprawomyślne publikacje. „[...] więziono mnie jak zbrodniarza zakutego w kajdany, odtransportowano, głowę mi jak złoczyńcy ogolono i ubrano w mundur więzienny” – opisywał we wspomnianej „Odezwie do ludu śląskiego”. Legenda więźnia politycznego ugruntowała jego popularność na tyle, że już dwa lata później wygrał wybory do Reichstagu. W parlamencie Rzeszy zasiadł w Kole Polskim. Głosił jednak nie tylko idee narodowe, lecz także starał się realizować rozbudowany program socjalny. Jak zauważał znany śląski historyk, prof. Zygmunt Woźniczka, postulaty Korfantego były podobne do tych, które głosili socjaldemokraci. Poseł domagał się m.in. wprowadzenia ośmiogodzinnego dnia pracy, żądał też, by pracodawcy przestrzegali zakazu zatrudniania kobiet i nieletnich. „Korfanty był dla górników wiarygodny, pochodził z rodziny górniczej, sam pracował na kopalni i był Górnoślązakiem” – podkreślał prof. Woźniczka.

Tymczasem mijały lata. Przez Europę przetoczyła się wielka wojna. Stare mocarstwa upadły, pojawiła się realna szansa na odrodzenie Polski. Korfanty powoli dobijał pięćdziesiątki. Cel, do którego dążył przez całe swoje dorosłe życie, znalazł się dosłownie na wyciągnięcie ręki.

O walce i braku chemii

W początkach grudnia 1918 roku Poznań utonął w bieli i czerwieni. Polskie flagi wisiały niemal na każdym rogu. Miasto ciągle jeszcze leżało w granicach Niemiec, ale wśród mieszkańców wrzało. Polacy głęboko wierzyli, że niebawem Poznań wróci w granice odradzającej się Rzeczypospolitej. Nie tylko zresztą on – taka miała być przyszłość całej Wielkopolski, Górnego Śląska, Pomorza oraz Warmii i Mazur. Obradujący w mieście Sejm Dzielnicowy uznał, że polityczną zwierzchność nad tymi terenami sprawuje Naczelna Rada Ludowa – organ, który reprezentował interesy Polaków w całej Rzeszy. Niebawem też członkowie NRL-u wyłonili spośród siebie sześcioosobowy Komisariat. – W tym gremium potrzeba było ludzi z dużym politycznym doświadczeniem. Takich nie było wielu. Kandydatura Korfantego, wieloletniego posła do Reichstagu, wydawała się oczywista – tłumaczy Zdzisław Kościański z Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego 1918/1919. W Komisariacie miał odpowiadać za wojsko i politykę zagraniczną. Kilka tygodni później stał się jedną z twarzy zakończonego zwycięstwem powstania wielkopolskiego.

Uroczystość zaprzysiężenia wojsk powstańczych i wręczenie sztandaru 1 Dywizji Strzelców Wielkopolskich. Widoczni m.in.: gen. Józef Dowbor-Muśnicki (5. z lewej, bokiem, salutuje), członek Naczelnej Rady Ludowej Wojciech Korfanty (2. z prawej, trzyma sztandar), komisarz Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu, ks. Stanisław Adamski (1. z prawej). Poznań, 1919-01-26.

Niedługo potem znalazł się w centrum kolejnych zrywów, tym razem na rodzinnym Śląsku. Najpierw zaangażował się w II powstanie śląskie, które stanowiło polską odpowiedź na działania niemieckiej policji na obszarze plebiscytowym. A kiedy w obliczu skrajnie niekorzystnego dla Polski podziału terytorium po plebiscycie wybuchło trzecie powstanie, Korfanty stanął na jego czele. Początek walk wiązał się dla niego z pasmem sukcesów, potem jednak karta zaczęła się odwracać. Niemcy wypchnięci z Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego zdołali zewrzeć szyki i wyprowadzić częściowo udane kontruderzenie w okolicach Góry św. Anny pod Opolem. Ostatecznie Korfanty zdecydował się na rozmowy z Niemcami. Walki ustały, a Śląsk w 1922 roku został podzielony pomiędzy Polskę i Niemcy. Granica stała się ewenementem na skalę Europy. Bywało, że przecinała podwórka czy tereny zakładów pracy.

Potem polityczni przeciwnicy zarzucali Korfantemu, że przez swoje kunktatorstwo w rzeczywistości stał się grabarzem powstania. Jak podkreśla dr hab. Bębnik, po taką retorykę sięgał zwłaszcza Michał Grażyński, sanacyjny wojewoda śląski i główny antagonista Korfantego. Podczas powstania należał do grupy buntowników, którzy chcieli kontynuować walkę za linią Odry. – Tyle że taki scenariusz groził wybuchem pełnoskalowej wojny polsko-niemieckiej. A gdyby do niej faktycznie doszło, Polakom jako prowodyrom konfliktu trudno byłoby utrzymać poparcie Francji – uważa dr hab. Bębnik. Sam bunt miał wymiar epizodyczny, ale w ustach zwolenników sanacji wydarzenie urosło do rangi jednego z najważniejszych podczas III powstania śląskiego. Takiej narracji przyklasnęła później część weteranów powstania, rozczarowanych sytuacją gospodarczą regionu. Ale to później. – W 1922 roku Korfanty był na Śląsku niekwestionowanym liderem. Wydawał się wówczas zmierzać po wysokie, może nawet najwyższe urzędy w samej Warszawie. Na przeszkodzie stanął mu jednak Józef Piłsudski, który jeszcze w listopadzie 1918 roku spotkał się z Korfantym i dobrze go zapamiętał – opowiada historyk. – Pomiędzy obydwoma panami zdecydowanie nie było chemii...

Z emigracji za kratki

Korfanty jednak do stolicy wyjechał. W lipcu 1922 roku Komisja Główna Sejmu RP desygnowała go na premiera. Skompletował gabinet, ale stanowiska nie objął. Sprzeciwił się temu Piłsudski, grożąc strajkiem generalnym. Mimo to Korfanty został posłem z ramienia Chrześcijańskiej Demokracji, przez kilka miesięcy sprawował nawet urząd wicepremiera w rządzie Wincentego Witosa. Kolejne lata upłynęły mu pod znakiem coraz ostrzejszych batalii z obozem Piłsudskiego, politycznych układów i wolt. Przykładem tego może być choćby kwestia śląskiej autonomii. Jeszcze w czasach plebiscytu Korfanty był jej zwolennikiem, ale w początkach wolnej Polski myśl tę porzucił. Autonomia według niego przestała być potrzebna, bo Górny Śląsk pod względem administracyjnym i gospodarczym szybko integrował się z resztą kraju. Po przewrocie majowym Korfanty znów jednak wyciągnął ją na sztandary. – Z jednej strony można w tym dostrzec działanie wybitnie instrumentalne. Autonomia stała się wygodnym terenem do sporu ze zwolennikami sanacji, którzy faktycznie dążyli do jej ograniczenia czy wręcz likwidacji. Z drugiej było widać, jak w negatywny sposób może się odbić na regionie zniesienie tego statusu – wyjaśnia dr hab. Bębnik. Korfanty, jak mówi historyk, balansował na linie. – Nieraz przyszło mu zawierać taktyczne kompromisy z niemieckimi posłami na Sejm Śląski, co oczywiście sanacja skwapliwie nagłaśniała – dodaje.

W 1927 roku Korfanty został oskarżony o finansowe nadużycia, malwersacje podatkowe i pobieranie subsydiów od niemieckich organizacji. Odpowiadał przed Sądem Marszałkowskim, który tylko częściowo oczyścił go z zarzutów. Korfanty, chcąc je odeprzeć, wydał wspomnianą już „Odezwę do ludu śląskiego”. Wyznał tam z goryczą: „[…] o innej Polsce wolnej i niepodległej śniłem”. Trzy lata później wraz z grupą opozycyjnych posłów został osadzony w Twierdzy Brzeskiej. Prokuratura zarzucała im m.in. działalność antypaństwową. Skończyło się to tzw. procesem brzeskim, podczas którego na ławie oskarżonych zasiedli tacy działacze, jak Wincenty Witos, Adam Pragier i Stanisław Dubois.

Korfanty przed sądem ostatecznie nie stanął, ale w Polsce nie pozostał na długo. W 1935 roku, zagrożony kolejnym aresztowaniem, wyemigrował do Czechosłowacji, a później Francji. Do kraju wrócił w kwietniu 1939 roku i niemal natychmiast trafił na Pawiak, gdzie spędził trzy miesiące. Został zwolniony, gdy stan jego zdrowia dramatycznie się pogorszył. Zmarł kilkanaście dni przed wybuchem wojny. – Do dziś krążą pogłoski o celi wymalowanej farbą z dodatkiem arszeniku. Ale to mit – uważa dr hab. Bębnik. Korfanty był nałogowym palaczem, przyczyną jego śmierci zaś stał się najpewniej nieoperacyjny nowotwór wątroby – dodaje.

Według historyka wysiłek, jaki pomajowa władza włożyła w ściganie jednego człowieka, ciągle budzi zdumienie. Pozostaje pytanie, dlaczego spór pomiędzy Korfantym z sanacją przybrał aż tak gwałtowny charakter. – Konflikt ten postrzegałbym w wymiarze personalnym. Bez wojewody Grażyńskiego i jego swoistej fiksacji na punkcie osoby dyktatora III powstania Korfanty pozostałby zapewne jednym z wielu opozycyjnych polityków. Kto wie, czy w którymś momencie na gruncie, nazwijmy to, antyniemieckości nie zdecydowałby się na współpracę z piłsudczykami, zwłaszcza po śmierci samego Marszałka. Potrzebna byłaby tylko wyciągnięta z tamtej strony dłoń. Ale tego zabrakło – podkreśla historyk. Sam Korfanty jednak również uchodził za człowieka niełatwego. – Był typem rzeczywistego dyktatora. Łatwo przysparzał sobie wrogów. Jeśli uznał, że ktoś stoi mu na drodze, potrafił go z niej usunąć w sposób bezwzględny – zaznacza dr hab. Bębnik.

Wojciech Korfanty został pochowany w Katowicach. W uroczystościach wzięło udział kilka tysięcy osób. Do dziś uchodzi on za jednego z najwybitniejszych Ślązaków w dziejach. W lipcu ubiegłego roku Sejm uznał, że rok 2023 będzie Rokiem Korfantego.

Podczas pisania korzystałem z: Jadwiga Lipońska-Sajdak, Korfanty w anegdocie, Katowice 2009; Grzegorz Bębnik, Sebastian Rosenbaum, Mirosław Więcki, Wojciech Korfanty, Warszawa 2018; Wojciech Korfanty. Różne punkty widzenia, praca zbiorowa pod red. Zygmunta Woźniczki, Warszawa 2021; Wojciech Korfanty, Odezwa do ludu śląskiego [wersja zdigitalizowana, dostęp – Odezwa Wojciecha Korfantego do ludu śląskiego – Śląska Biblioteka Cyfrowa (sbc.org.pl)].

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: NAC

dodaj komentarz

komentarze


Bruksela przed szczytem
 
Podwyżki dla zawodowców coraz bliżej
Nagroda dla reporterów „Polski Zbrojnej”
Eurofightery znowu w Polsce
Spadochroniarze na Podlasiu
Miliardy dla Ukrainy w nowym budżecie UE
Invictus w zimowym stylu
Ślubowanie kadetów OPW
Walka w bliskim kontakcie to poważne wyzwanie
Komandosi szkolą psy bojowe w Iraku
Liban uznany za strefę działań wojennych
Abramsy pod dobrą opieką
Śnieg może być groźną bronią
Którą drogą do armii?
Zmiany w zarządzie PGZ-etu
Zamiana po włosku
Co z podwyżkami dla żołnierzy?
Jakie podwyżki dla żołnierzy
Misja Polaków dobiegła końca. Czas na Niemców
Wojna o porządek świata
Zachód przeciwko „korsarzom”
Szef MON-u w Brukseli
Lista trupich główek
Pies, który skoczył z aparatem tlenowym
Szczury Pustyni dotarły do Polski
Rakietowy szach
Zimowy sprawdzian podchorążych
Nowy szef CWCR
Rusza kwalifikacja wojskowa
Pierwszy skok
Roszady personalne w PGZ-ecie
Lekcje z frontu
Sukcesy wojskowych w żeglarstwie i łyżwiarstwie szybkim
Ustawa budżetowa przyjęta przez parlament
W Polsce będzie centrum NATO-Ukraina
BAP przenosi się z Estonii na Łotwę
Wyposażenie indywidualne żołnierzy do wymiany
Mocny sygnał od NATO
W rezerwie pasywnej będą oceny
Brąz razy sześć dla żołnierzy na mistrzostwach świata i Europy
Lotnisko skażone, czyli chemicy na ćwiczeniach
Strzelczyni CWZS-u na pucharowym podium
Pierwsze Homary-K w Wojsku Polskim
Szefowie obrony NATO o zakupach amunicji
Operacja „Gryf” i „Rengaw” na Podlasiu
Dobrowolsi – czas start!
Medale dla sportowców z „armii mistrzów”
Skromny początek wielkiej wojny
Podwójny Półmaraton Komandosa
Rozmowy w Pałacu Prezydenckim o bezpieczeństwie
Zielone światło dla Barbary
Offset dla „Wisły”
Zmiany w dowództwie Żandarmerii Wojskowej
„Avenger” na Monte Cassino
Złota taekwondzistka, srebrni hokeiści na trawie
Nowoczesna łączność dla armii
Cud w Trewirze
Air Show ’25 – do zobaczenia
Gdzie są szczątki Tu-154M? Podkomisja Macierewicza pod lupą

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO