moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Pożegnanie z Columbią

Lotnicy mówili o nich kałasznikowy, bo tak jak słynny sowiecki karabin były nie do zdarcia. Porównywali je też do wahadłowca Columbia – ze względu na solidne gabaryty i nasycenie nowoczesnymi systemami. Śmigłowce zwalczania okrętów podwodnych Mi-14PŁ służyły w Wojsku Polskim przez ponad 40 lat. Aż do końca sierpnia.

Mi-14PŁ.

Tego dnia loty zaplanowane zostały na drugą część dnia, tak więc do Darłowa przyjeżdżamy późnym popołudniem. Przy bramie do 44 Bazy Lotnictwa Morskiego czekają na nas pilot-dowódca klucza i jeden z techników pokładowych. Obydwaj mają duże doświadczenie, Mi-14PŁ znają od podszewki, ale... do rozmowy potrzebuję kogoś starszego. Kogoś, kto pamięta początki tych maszyn w darłowskiej jednostce. Lotnicy przez chwilę się zastanawiają. No, jest ktoś taki! Był pilotem, lata temu przeszedł na emeryturę i mieszka w bloku, o tu zaraz... Nazywa się Janusz Janukowicz. Szybki telefon. Czy zgodziłby się na rozmowę. O Czternastkach? Zawsze! Bo do tych maszyn w Darłowie nie podchodzi się po prostu jak do śmigłowców. Są trochę jak towarzysze długiej podróży. Podróży, która trwa już 42 lata.

 

„Okręt? Już go nie chcemy”

Pierwsze Mi-14PŁ trafiły do Darłowa w 1983 roku. Zastąpiły śmigłowce Mi-4ME, eksploatowane od połowy lat sześćdziesiątych. – Nagle przesiedliśmy się z syrenki na mercedesa – wspominali swego czasu piloci, którzy mieli okazję latać na obydwu maszynach. Czternastki były masywne. Zostały nasycone elektroniką i nowoczesnymi jak na owe czasy systemami. Do tego potrafiły bezpiecznie wylądować na powierzchni morza, a potem z niej wystartować. – Oczywiście taki manewr można było wykonać jedynie w awaryjnych sytuacjach, ale załogi go ćwiczyły – przyznaje Janusz Janukowicz, emerytowany pilot, który z wojska odchodził w stopniu kapitana. Za sterami Mi-14PŁ zasiadał przez prawie 20 lat.

Tymczasem dojeżdżamy na miejsce. Parkujemy tuż pod wieżą kontroli lotów. W przylegającym budynku trwa odprawa przed popołudniowymi zadaniami. Mamy czas, by z bliska przyjrzeć się śmigłowcom. Idziemy do pobliskiego hangaru. Tam obchodzimy maszynę dookoła, a potem wchodzimy do wnętrza. Przysiadam na fotelu drugiego pilota i omiatam wzrokiem kokpit. Dziesiątki przycisków i przełączników – wszystkie opisane cyrylicą. – Ja sam uczyłem się rosyjskiego, więc nie miałem większych problemów z ich odczytaniem. Młodsi piloci po Szkole Orląt przychodzą do nas z angielskim i muszą się uczyć przełączników na pamięć. Ale mają swoje sposoby, radzą sobie... Zawsze też mogą liczyć na naszą pomoc – uśmiecha się kpt. pil. Jarosław Thiede, dowódca klucza śmigłowców ZOP. Na Mi-14PŁ lata już od ponad 18 lat. Na fotelu drugiego, a potem pierwszego pilota spędził prawie 2 tys. godzin. To dwie trzecie jego dotychczasowego nalotu. Dziś latał nie będzie, więc ma czas, by o Czternastkach poopowiadać. – To śmigłowiec bardzo wdzięczny w pilotażu, choć podatny na boczne wiatry i temperaturę. Ze względu na ciężar, trzeba się z nim obchodzić bardzo delikatnie – podkreśla oficer.

Załoga maszyny liczy od czterech do pięciu osób. Z przodu – tak jak my teraz – siedzą pierwszy i drugi pilot. Pomiędzy nimi technik pokładowy. W tylnej części jeden bądź dwóch nawigatorów. Wszystko zależy od tego, jak skomplikowana jest misja, na którą została wysłana maszyna. Nawigatorzy pełnią zarazem funkcję oficerów taktycznych. Kiedy rozpoczyna się poszukiwanie okrętu podwodnego, zaczynają grać w załodze pierwsze skrzypce. To właśnie oni bowiem obsługują specjalistyczny sprzęt. – Okrętu najczęściej poszukujemy w parach, ale może to robić też pojedynczy śmigłowiec. Zwykle też współpracujemy z jednostkami nawodnymi – tłumaczy kmdr ppor. Karol Szprendałowicz, starszy nawigator grupy lotniczej, a zarazem nawigator-oficer taktyczny, który na Mi-14PŁ lata od przeszło trzech dekad.

Zadania ZOP załoga może realizować na trzy sposoby. Śmigłowiec ma wbudowany sonar, którego antenę opuszcza się do wody. Emituje ona sygnał, a ten odbija się od przeszkody i wraca do urządzenia. W ten właśnie sposób można namierzyć poruszający się pod wodą okręt. Innym sposobem jest wrzucenie do morza pław hydroakustycznych, które zbierają rozchodzące się pod powierzchnią sygnały. Czternastka ma też detektor anomalii magnetycznych. – Mierzy on zmiany ziemskiego pola magnetycznego. A te mogą zostać wywołane choćby przez obecność dużego metalowego obiektu. Na przykład okrętu podwodnego – tłumaczy kmdr ppor. Szprendałowicz. Do tego śmigłowiec ma solidne uzbrojenie. Na pokład zabiera osiem bomb głębinowych PŁAB bądź jedną torpedę MU-90. Skuteczność tych pierwszych jest już niewielka. Natomiast torpedą można przeciwnika solidnie postraszyć. – Przyjmuje się nawet, że jedna torpeda to jedno trafienie – zaznacza kmdr ppor. Szprendałowicz.


Realizacja: Łukasz Zalesiński, Aleksander Kruk

W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych Czternastka uchodziła za prawdziwy cud techniki. – Możliwości śmigłowca były ogromne. Maszyna robiła wrażenie nawet po tym, jak Polska weszła do NATO – podkreśla Janukowicz. – Pamiętam jak swego czasu wybraliśmy się na ćwiczenia z nowymi sojusznikami. Mieliśmy namierzyć francuski okręt podwodny. Lecimy więc, opuściliśmy stację i w pewnym momencie nawigator mówi to mnie: „Janusz, tam coś jest na dwunastym kilometrze”. I faktycznie, okazało się, że złapaliśmy okręt szybciej niż ktokolwiek mógł podejrzewać. Pamiętam, że ćwiczenia obserwował jeden z naszych admirałów w towarzystwie francuskiego kolegi. Ponoć przymierzaliśmy się wówczas do kupna tych okrętów. Ale jak się okazało, że go namierzyliśmy, nasz admirał miał powiedzieć do swojego gościa: „wiesz, to my już ich nie chcemy” – opowiada emerytowany pilot.

Czas jednak nieubłaganie mijał, Czternastki się starzały, a lotnicy coraz głośniej mówili o potrzebie zmiany. Wreszcie ich słowa zaczęły się materializować.

„Świat nas widział, świat o nas słyszał”

Dziś będziemy świadkami jednego z ostatnich lotów Mi-14PŁ. Można nawet powiedzieć, że za kilka godzin domknie się najważniejszy rozdział tej historii, bo załoga po raz ostatni wzbije się w powietrze, by zaliczyć szkolenie. Potem zostaną już tylko loty okazjonalne – choćby udział w paradzie z okazji Święta Wojska Polskiego.

Tymczasem powoli kończy się odprawa. Załoga schodzi do magazynu, gdzie lotnicy pobierają sprzęt wysokościowo-ratowniczy. W pakiecie każdy otrzymuje aparat oddechowy z trzyminutowym zapasem powietrza – to na wypadek, gdyby śmigłowiec awaryjnie lądował i dostał się pod wodę. Do tego świeca sygnalizacyjna w wersji dziennej i nocnej, rakietnica, nóż, którym można przeciąć pasy, liny, ale też wystawić go do słońca, by odbił światło i puścił sygnał dla ekip poszukiwawczych, radiostacja. Każdy z lotników zakłada na siebie specjalną uprząż z kamizelką ratunkową. W magazynie czekają też na nich spadochrony.

Kiedy formalnościom staje się zadość, załoga idzie do śmigłowca. Maszyna jest sprawdzana przez techników, potem lotnicy zajmują swoje miejsca i wykonują próbny oblot tuż nad lotniskiem. Następnie jeszcze na moment Czternastka przysiada na płycie, wreszcie podrywa się z niej na dobre i rusza w kierunku morza. Pierwszy z dzisiejszych lotów trwa niespełna godzinę.

– Loty nad morzem są dość specyficzne – przyznaje kpt. mar. Wiktor Mrzygłód, dowódca Mi-14PŁ. – Przede wszystkim brak tam naturalnych punktów odniesienia. Dodatkowo, kiedy pogoda się psuje, może nam zniknąć sprzed oczu horyzont. A jeśli jeszcze pod nami nie ma kutrów czy statków, łatwo ulec złudzeniom wzrokowym i błędnie ocenić choćby wysokość. Dlatego w takich przypadkach należy skupić się na przyrządach. Na tym, co do nas mówią, jakie informacje nam przekazują... – dodaje.

Dzień powoli dobiega końca, pakujemy się. Tymczasem przed pilotami jeszcze kilka lotów. Na domknięcie długiej historii. Kpt mar. Thiede: – Sentyment jest wielki, bo z Mi-14PŁ wiąże się niemal cała moja służba. Te śmigłowce wychowały wiele lotniczych pokoleń. Były świetnymi maszynami, ale czas płynie nieubłaganie. Technologia poszła mocno do przodu. Czas się więc z Czternastkami żegnać.

Kmdr ppor. Szprendałowicz: – Mi-14PŁ brały udział w niezliczonych ćwiczeniach krajowych i międzynarodowych. Lataliśmy nimi do Norwegii, Danii, Szwecji. Lataliśmy w fiordach, Cieśninach Duńskich, lataliśmy wokół Gotlandii. Świat nas widział, świat o nas słyszał. To była fantastyczna przygoda i trochę żal, że dobiega końca. Jednak inaczej być nie może. Część pokładowych systemów przeszła co prawda modernizację, m.in. rękami inżynierów z Politechniki Gdańskiej. Sonar, system sonoboi – to wszystko zostało zrobione bardzo dobrze i nadal może być wykorzystywane. Ale już sam płatowiec, systemy komunikacyjne, systemy dowodzenia – to już nie jest to. Na szczęście następca Mi-14PŁ już jest... – mówi i obraca głowę. Za naszymi plecami ćwiczy jedna z załóg nowego śmigłowca AW101. Polska kupiła cztery takie maszyny. Obecnie trwa szkolenie lotników. – Wspaniałe narzędzie, jedna z najlepszych maszyn na świecie. Teraz wypada tylko czekać aż AW101 osiągną pełne zdolności operacyjne, a to powinno nastąpić niebawem – podsumowuje lotnik.

Epilog

Ostatni rozdział tej opowieści miał zostać dopisany w pierwszy piątek września. Na ten dzień w Darłowie została zaplanowana uroczystość z okazji 60-lecia użytkowania przez Polskę śmigłowców ZOP i 65-lecia eksploatacji śmigłowców w marynarce wojennej. Według pierwotnych planów jedna z Czternastek miała zostać zaprezentowana na miejskim rynku. Ostatecznie jednak do tego nie doszło. Uroczystość co prawda odbyła się, ale miała o wiele skromniejszy wymiar niż pierwotnie zakładali organizatorzy. Powód? Dokładnie tego dnia na drugim końcu Polski został pochowany ppłk Maciej „Slab” Krakowian – pilot F-16, który zginął tragicznie podczas próby przed Air Show w Radomiu.
I tak jedne z najbardziej rozpoznawalnych śmigłowców morskich przeszły do historii.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: DGRSZ

dodaj komentarz

komentarze


Przemyślany każdy ruch
Torami po horyzont
Fenomen podziemnej armii
Chciałem być na pierwszej linii
Outside the Box
Wojskowi nurkowie trenowali pod lodem
Sprintem do bobsleja
Podwyżki dla żołnierzy wchodzą w życie
Więcej pieniędzy dla żołnierzy na mieszkanie
Polska poza konwencją ottawską
Debiut skialpinizmu
Przełom w sprawie Huty Pieniackiej
„Jaskółka” na Bałtyku
Życie pod ostrzałem
Kiedy marzenia stają się rzeczywistością
Śmigłowce przyszłości dla NATO
Wniosek o Krzyż Wielki Orderu Zasługi RP dla żołnierza US Army
Polski Piorun trafi do Bundeswehry?
Zmiany w wojskowym szpitalu w Żarach
Kierunek Rumunia
„Chińczykiem” do jednostki nie wjedziesz
Borsuki, ognia!
Wojsko zyska na inwestycjach w infrastrukturę w Małopolsce
Nowe otwarcie w psychiatrii wojskowej
Ustawa o SAFE uchwalona. Opozycja przeciw
Tomczyk o SAFE: nie możemy stracić tej szansy
Together on the Front Line and Beyond
Czy polskie Pioruny „zestrzelą” amerykańskie Stingery?
W Sejmie o abolicji dla Polaków walczących w Ukrainie
Biegały i strzelały – walczyły do końca
Desant w Putlos
Koniec olimpijskich zmagań
Polscy piloci przetarli szlaki w USA
Bezszelestny napęd dla „Ratownika”
Focus of Every Move
Wojsko wskazało priorytety
Polska i Norwegia razem dla bezpieczeństwa
Skromny początek wielkiej wojny
Komponent Obrony Pogranicza wzmocni Tarczę Wschód
Polski sektor obronny za SAFE
Inżynier Kościuszko ratuje Amerykę
Modernizacja indywidualnego wyposażenia żołnierzy trwa
PGZ szykuje Baobaba na eksport
Morskie koło zamachowe
Kmdr Stanisław Nahorski – bohater flotylli rzecznych i morskich
Dolina Dronowa – polskie centrum technologii bezzałogowych
Spluwaczki w nowej odsłonie
Arktyczny „Szlachetny obrońca”
Selonia, czyli łotewski poligon
Walka o pierwszą dziesiątkę
W Sejmie o zmianach w ASzWoj-u
Oko na Bałtyk
Laboratorium obrony państwa
Oficer od drona
Kosiniak-Kamysz: SAFE to szansa dla Polski
Polska sprzeda broń na kontynent afrykański
Senat przyjął ustawę o SAFE głosami koalicji
Wyprawa w przyszłość, czyli studenci z AWL-u w Korei
Wspólnie dla bezpiecznej Europy
Oczy armii, czyli batalion, jakiego jeszcze nie było
Gdy woda czy kredki są wyjątkowym prezentem
Cztery lata wojny w Ukrainie
Polskie wojsko stawia na polskie bezzałogowce

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO