moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Wojny dronów

Konflikt w Ukrainie otworzył zupełnie nową epokę. Stał się wojną dronów, a pośrednio także katalizatorem rewolucji, która w armiach świata pączkowała już wcześniej. Teraz państwa w szybkim tempie starają się nie tylko rozwijać systemy bezzałogowe, lecz także włączać je w funkcjonujące już wojskowe struktury.

Bezzałogowy statek powietrzny Camcopter S-100 startujący z okrętu patrolowego fińskiej straży granicznej „Turva” na wodach Zatoki Fińskiej Fot. Schiebel

Przykład pierwszy. Gdynia, port wojenny. Przy nabrzeżu stoi zacumowany ORP „Albatros”, jeden z niszczycieli min projektu 258. – Okręt przeznaczony został do poszukiwania, identyfikacji i niszczenia min morskich. Dzięki posiadanemu wyposażeniu może też skutecznie zabezpieczać infrastrukturę krytyczną. Jesteśmy w stanie monitorować wszystkie jej elementy – zarówno na wodzie, jak i pod jej powierzchnią – wylicza kmdr ppor. Michał Bober, dowódca jednostki. Pomagają w tym nie tylko okrętowe sonary, lecz także autonomiczne pojazdy podwodne. Taki Hugin na przykład podczas całodobowej misji potrafi przeskanować nawet dziewięć mil kwadratowych morskiego dna. I właśnie dzięki podwodnym dronom okręty projektu 258 są tak przydatne podczas operacji „Zatoka”, prowadzonej przez Centrum Operacji Morskich – Dowództwo Komponentu Morskiego. Polega ona na ochronie kluczowych dla Polski linii przesyłu surowców i energii przed atakami hybrydowymi, których w ostatnim czasie na Bałtyku nie brakowało.

 

Przykład drugi. Podlasie, pogranicze Polski i Białorusi. Po zachodniej stronie kolejna zmiana żołnierzy patrolujących tereny wzdłuż postawionej dwa lata temu zapory, po wschodniej – grupy potencjalnych migrantów, których białoruskie służby zwabiły na pogranicze, a teraz wbrew prawu próbują przepchnąć do Unii Europejskiej. Na tym nie koniec – nie można wykluczyć, że tą samą drogą na terytorium Polski będą przenikać białoruscy agenci i dywersanci. To dziś jedno z najbardziej newralgicznych miejsc na kontynencie. Dlatego żołnierze monitorują je także z powietrza. Swego czasu Sztab Generalny Wojska Polskiego zamieścił na swoim profilu w mediach społecznościowych krótki film z podniebnego patrolu, a samo nagranie spowodowało wysyp komentarzy. Powód? Obraz najpewniej został zarejestrowany przez Bayraktara – drona rozpoznawczo-uderzeniowego sił powietrznych, który stanowi jeden z najnowszych nabytków polskiej armii.

Bayraktar. Fot. Damian Łubkowski/18 DZ

Przykład trzeci. Inowrocław, teren 56 Bazy Lotniczej. Na rozległych przestrzeniach lotniska ćwiczą operatorzy amunicji krążącej Warmate. Jedno z zadań: przeniknąć na terytorium przeciwnika, przeprowadzić rozpoznanie, zaatakować. Najpierw do akcji rusza zespół, który zbierze niezbędne dane. Staną się one podstawą do zaprogramowania misji drona kamikadze. Operator wystrzeli go z bezpiecznej odległości i… będzie czekał na efekt. A ten jest łatwy do przewidzenia. – Warmate to broń o ogromnej skuteczności – przyznaje instruktor z Centrum Szkolenia Wojsk Obrony Terytorialnej, czyli jednostki, która zorganizowała zajęcia (ze względu na specyfikę pracy tego żołnierza nie ujawniamy jego danych). Wspomniany kurs odbył się ponad dwa lata temu. Od tego czasu liczba operatorów amunicji krążącej w WOT wzrosła znacząco. – Szkolenia trwają nieprzerwanie, choć dokładnej liczby żołnierzy, którzy je ukończyli, podawać nie możemy – zaznacza instruktor.

Trzy przykłady, rożne rodzaje wojsk, różne drony, a… to zaledwie drobny wycinek coraz bardziej rozbudowanej układanki. – Wojska dronowe są przyszłością polskiej armii, przyszłością wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Będą w nich setki tysięcy dronów – latających, naziemnych i podwodnych – podkreślał wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz podczas dorocznej odprawy rozliczeniowo-zadaniowej resortu. Pierwszy krok został już zrobiony. W początkach roku w strukturach Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych został utworzony Inspektorat Wojsk Bezzałogowych Systemów Uzbrojenia, na czele którego stanął gen. bryg. Mirosław Bodnar. Jego celem będzie spięcie bezzałogowców w spójny system. Tak więc sztabowcy tworzą plany, operatorzy dronów w jednostkach liniowych ćwiczą, a w tle tego wszystkiego pobrzmiewają wyraźne echa konfliktu w Ukrainie. W dużej mierze bowiem to właśnie on stał się katalizatorem obecnych zmian.

Jak wyrównać szanse?

Dla wszystkich, którzy śledzą toczącą się w Ukrainie wojnę, jest oczywiste, że za sprawą dronów całkowicie zmienia się współczesne pole walki. Obydwie z walczących stron korzystają już nie z tysięcy, ale wręcz setek tysięcy bezzałogowych platform różnego typu. Według ukraińskiego ministra obrony Rustema Umerowa Siły Zbrojne Ukrainy w 2024 roku pozyskały ich aż 1,5 mln. Z kolei według opublikowanego w lutym 2025 roku raportu brytyjskiego think tanku RUSI (Royal United Services Institute) drony mają odpowiadać nawet za 60–70% zniszczeń, które Ukraińcy poczynili w rosyjskich systemach walki. Dzieje się tak, choć – jak twierdzą autorzy raportu – wiele ukraińskich systemów bezzałogowych nawet nie osiąga celu ze względu na specyfikę danego odcinka frontu, niskie umiejętności operatorów, kłopoty z pogodą czy zakłócanie sygnału przez systemy walki elektronicznej przeciwnika. Nic więc dziwnego, że konflikt w Ukrainie przez ekspertów został już okrzyknięty „wojną dronów”.

Siły powietrzne dysponują wyleasingowanymi rozpoznawczo-uderzeniowymi Reaperami. Fot. USAF

Skąd tak szerokie ich zastosowanie? Odpowiedzi na to pytanie prowadzący wojnę Ukraińcy już udzielili – bezzałogowce pozwalają zniwelować ogromną przewagę techniczną, którą w tradycyjnych środkach walki ma Rosja jako mocarstwo o globalnych ambicjach. „Drony stały się jednym z najważniejszych narzędzi w walce z okupantem”, stwierdził kilka tygodni temu w serwisie Telegram prezydent Wołodymyr Zełenski. „Chronią życie naszych obywateli i rekompensują niedobór innych rodzajów broni, w tym artylerii”.

Sprawa zresztą wydaje się jasna nie tylko w kontekście wojny w Ukrainie: platformy bezzałogowe po prostu sprawdzają się na polu walki. Najczęściej i najchętniej wykorzystywane obecnie bezzałogowce – platformy latające – są zdecydowanie tańsze od maszyn załogowych. Wystarczy proste porównanie. Jeden używany m.in. przez amerykańską armię dron bojowy Reaper kosztuje około 64 mln dolarów amerykańskich, podczas gdy za samolot F-35 trzeba zapłacić około 110 mln, nie wspominając już o ponad trzykrotnie od niego droższym myśliwcu F-22 Raptor. Mało tego, choć utrata znacznej liczby dronów pod względem czysto finansowym może okazać się dotkliwa, to jednak mniej niż straty w ludziach.

Maszyny stają się więc swoistym substytutem siły żywej, której nie ma dużo – jak w przypadku walczącej Ukrainy – albo też która wcale nie garnie się do wymagających ćwiczeń i poligonów, czego doświadcza wiele armii na Zachodzie. Te trudności mogą wynikać z faktu, że w społeczeństwach zachodnich, które od dziesięcioleci nie doświadczyły wojny i które są w dużej mierze pacyfistyczne, etos żołnierza ulega swoistej erozji, co oznacza, że armie zawodowe mogą mieć (i faktycznie mają) problemy z pozyskaniem chętnych do służby. Przed problemem takim stoją na przykład brytyjskie wojska lądowe. Według oficjalnych danych w ostatnich latach więcej osób ze służby rezygnuje, niż do niej wstępuje. W służbie czynnej pozostaje tam obecnie około 73 tys. żołnierzy, a krytycy w alarmistycznym tonie konstatują, że to najmniej od czasów napoleońskich. Brytyjskie ministerstwo obrony utrzymuje jednak, że to działanie planowe, realizowane w związku z podjętym w 2021 roku programem „Future Soldier”. Zakłada on, że armia będzie co prawda mniej liczna, ale za to lepiej uzbrojona i przygotowana do walki na dystansie, m.in. dzięki szerokiemu wykorzystaniu platform bezzałogowych.

Najsłabsze ogniwo

Zastosowanie tego rodzaju rozwiązań wydaje się korzystne także pod innym względem. Drony, o ile są właściwie serwisowane, działają bezproblemowo, potrafią spędzać na służbie długie godziny, nie męczą się, a ich efektywność nie spada wraz z upływem czasu. Ważną rolę w tego rodzaju systemach zaczyna odgrywać sztuczna inteligencja. – Rozwój AI w systemach bezzałogowych zmierza w kierunku zbierania danych, samodzielnej analizy informacji i podejmowania decyzji – podkreśla płk dr Tomasz Gergelewicz z Centrum Operacyjnego MON i dodaje: – Odnosi się to nie tylko do misji bojowych. Sztuczna inteligencja może okazać się przydatna podczas działań patrolowych, rozpoznawczych czy akcji poszukiwawczo-ratowniczych.

Rozwój i wykorzystanie AI w dronach wojskowych przebiega dwutorowo: – Z jednej strony celuje się w możliwości poszczególnych systemów, które w sposób bardziej efektywny niż człowiek i w pełni autonomiczny mogą ukończyć zadanie. Z drugiej, ważną kwestią pozostaje budowa możliwości współdziałania wielu systemów, które mogą się wzajemnie uzupełniać – tłumaczy pułkownik.

Robert Sendek, Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: Schiebel, Damian Łubkowski/18 DZ, USAF

dodaj komentarz

komentarze


Trzymajcie kciuki za Biało-Czerwonych!
ŻW zatrzymała operatora drona, który spadł na teren wojskowy
Polscy oficerowie obejmą prestiżowe stanowiska
Maj polskich żywych torped
Na styku zagrożeń
Czarne Pantery odsłaniają swoje tajemnice
Ekstremalne zimowe nurkowanie
Amunicja dla Pilicy i Rosomaków zamówiona
Outside the Box
HIMARS-y w Rumunii
GROM szkoli przyszłych operatorów
Weterani razem przełamują bariery
Zimowi podhalańczycy
Miliardy euro na polskie bezpieczeństwo
„Horyzont” (dla) bezpieczeństwa
Kosiniak-Kamysz o strategii na 2026 rok
Kolejne Husarze prawie gotowe
W Sejmie o abolicji dla Polaków walczących w Ukrainie
Premier wojenny
Bezzałogowa rewolucja u brzeskich saperów
Co nowego w przepisach?
Klucz do przyszłości
Szef MON-u o wzmacnianiu NATO
Gdy woda czy kredki są wyjątkowym prezentem
Buzdygan Internautów – głosowanie
Amerykanie zarobią na Duńczykach
To nie mogło się udać, ale…
Szef MON-u spotkał się z olimpijczykami w mundurach
Ostatnia minuta Kutschery
Badania i leki dla Libańczyków od żołnierzy z PKW UNIFIL
„Ratownik” o krok bliżej
Rosyjskie inwestycje wojskowe na kierunku północnym
Dwa razy po 10 km ze zmianą nart
Antydronowa tarcza dla polskiego nieba
Terytorialsi konstruktorami dronów
W Sejmie o zmianach w ASzWoj-u
Oko na Bałtyk
Żołnierze zdominowali zapaśniczą imprezę mistrzowską
Trójkąt Warszawa–Bukareszt–Ankara
Podwyżki coraz bliżej
Medal Honoru dla Ollisa
Vespa, czyli jak wykorzystać drony na polu walki
Z Ustki do kosmosu
Abramsy zaparkowały u pancerniaków z Wesołej
Ojciec chrzestny bojowego wozu piechoty Borsuk
„Bezpieczny Bałtyk” z podpisem prezydenta
Taniec na „Orle”
Wojsko buduje drony
Together on the Front Line and Beyond
ORP „Garland” w konwoju śmierci
Tusk: Ukraina nie może pozostać sama
GROM w obiektywie. Zobaczcie sami!
Kierunek Rumunia
„Chcę być ładowniczym czołgu”
Czekamy na pierwsze podium wojskowych
SAFE: szansa i wyzwanie dla zbrojeniówki
Mistrzyni schodzi ze ścianki
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Nie tylko przemyt, także ataki hybrydowe

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO