Wojsko pracuje nad nowym programem szkolenia wykorzystującym walkę w bliskim kontakcie, który ma objąć wszystkich żołnierzy. Chodzi o przygotowanie ich na wyzwania, z jakimi mogą mierzyć się w czasie codziennej służby. Według założeń, w każdej jednostce będzie instruktor walki w bliskim kontakcie, prowadzący szkolenia. To właśnie powszechność takich zajęć ma być kluczem reformy.
Walka w bliskim kontakcie zakłada, że do konieczności odparcia ataku dochodzi, gdy żołnierz jest w pełnym umundurowaniu i oporządzeniu oraz ma ze sobą broń.
Sprzęt naszpikowany sztuczną inteligencją, zaawansowane bezzałogowce, systemy rozpoznania zdolne wykrywać cele z odległości wielu kilometrów. Na współczesnym polu walki coraz częściej dochodzi do starcia technologicznego. Obrazy z Ukrainy tylko wzmacniają to przekonanie. Operator drona obserwuje przeciwnika na ekranie monitora. Artyleria razi cele oddalone o dziesiątki kilometrów. To jednak tylko część prawdy. Bo są i inne nagrania z tej wojny, pokazujące starcia w okopie czy dwóch żołnierzy, którzy od strzałów przechodzą do walki na noże. – Współczesne pole walki to przede wszystkim duży dystans. Nie oznacza to jednak, że żołnierze nigdy nie znajdą się twarzą w twarz z przeciwnikiem. Pokazują to doświadczenia nawet z tych ostatnich konfliktów. Dlatego żołnierz musi być przygotowany także do działania w bezpośrednim kontakcie – mówi płk Krzysztof Rybczyński ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.
Koordynuje on pracę zespołu ekspertów, działającego zgodnie z wytycznymi Zarządu Szkolenia – P7, którego celem jest aktualizacja standardów szkolenia walki w bliskim kontakcie. Choć bowiem żołnierze potrafią się bić i nie brakuje wśród nich nie tylko pasjonatów, lecz także mistrzów sportów walki, wciąż nie ma czegoś innego – jednolitych standardów dla całych sił zbrojnych, które zagwarantują, że każdy noszący mundur Wojska Polskiego opanuje przynajmniej podstawowe techniki.
Zajęcia z walki w bliskim kontakcie są obecnie organizowane w ramach zajęć wychowania fizycznego. Każdy dowódca jednostki jest zobowiązany je przeprowadzać, ale to od niego zależy, jak ułoży program. Może zatem postawić głównie na przykład na treningi lekkoatletyczne. Dlatego Sztab Generalny WP chce, żeby walka w bliskim kontakcie była wyjęta z zajęć WF-u, bo jak podkreślają tamtejsi planiści, nie ma wiele wspólnego ze sportem. Planują tym samym stworzenie nowego przedmiotu pod nazwą szkolenie bojowe, w którym znajdzie się walka w bliskim kontakcie.
Techniki nie tylko dla komandosów
Pokazy walki wręcz często uświetniają wojskowe pikniki. Efektowne kombinacje ciosów i kopnięć, rzucanie przeciwnika na ziemię czy obezwładnianie napastnika z nożem imponują i budzą respekt. A kiedy żołnierze gołymi pięściami rozbijają betonowe bloczki, entuzjazm publiczności sięga zenitu. – Te pokazy są bardzo ciekawe i na pewno dowodzą ogromnej sprawności żołnierzy. Ale nie mają nic wspólnego z realnymi sytuacjami, w jakich może dojść do walki – podkreśla ppłk Tomasz Dembiński z 2 Brygady Zmechanizowanej Legionów, który jako doświadczony instruktor i autor podręcznika „Walka wręcz w działaniach bojowych” jest jednym z ekspertów w zespole płk. Rybczyńskiego. – Dlatego uczymy żołnierzy bojowego systemu walki, a nie sportów czy sztuk walki – dodaje. Na czym polega różnica? – Sztuka walki ma kształtować charakter, rozwijać ducha i niesie ze sobą pewne ponadczasowe wartości. Sport opiera się na rywalizacji i jasno określonych zasadach. Wojskowy system walki jest zaś narzędziem. Ma przygotować żołnierza do wykonania konkretnego zadania i skutecznego działania w sytuacji realnego zagrożenia – tłumaczy kmdr por. rez. Włodzimierz Kopeć, były żołnierz jednostki specjalnej Formoza, wykładowca Akademii Wojsk Lądowych w Zespole Walki w Bliskim Kontakcie Zakładu Wychowania Fizycznego i Sportu. Należy do grona żołnierzy, którzy stworzyli system walki w bliskim kontakcie, a dziś jest jednym z ekspertów pracujących nad jego reformą.
Ppłk Dembiński formułuje to jeszcze dobitniej: – W starciu sportowym celem jest zwycięstwo nad przeciwnikiem, w walce z realnym napastnikiem stawką zaś zdrowie i życie – zaznacza. Dlatego niezbędne było stworzenie systemu, który działa, gdy nie ma mowy o zasadach fair play. Nie od początku było to jednak oczywiste. – Gdy zaczynałem służbę, wojskowa walka wręcz była bardzo archaiczna. Ćwiczyło się boso, w dresach, na materacu. Mieliśmy gumowe karabinki i wykonywaliśmy z nimi kata. Wyglądało to wręcz śmiesznie –wspomina Włodzimierz Kopeć. Kata to wykorzystywane w sztukach walki sekwencje ruchów i technik, wykonywane w określonej kolejności. Wyglądają widowiskowo, ale trudno je traktować jak przygotowanie do prawdziwego starcia z przeciwnikiem. Poza tym żołnierze w poszczególnych jednostkach trenowali popularne wówczas ju-jitsu czy karate, ale wciąż daleko było do opracowania kompleksowego systemu szkolenia. Tym systemem stała się walka w bliskim kontakcie stanowiąca bazę szkolenia polskich żołnierzy od 2006 roku. To był jeden z elementów reformy w armii, która nastąpiła po wejściu Polski do NATO. Otwarcie na współpracę z krajami sojuszniczymi i możliwość czerpania z ich doświadczeń pokazały, jak wiele metod szkoleniowych stosowanych w Polsce było już anachronicznych.
Prosto i skutecznie
Walka w bliskim kontakcie to system zbudowany na podstawie izraelskiej krav magi (krav maga po polsku oznacza walkę w bliskim kontakcie właśnie). Podobnie jak krav maga wykorzystuje techniki pochodzące z boksu, ju-jitsu, judo, muay thai, zapasów i innych sztuk walki, ale dobrane tak, by były maksymalnie proste i efektywne w realnym starciu. Walka w bliskim kontakcie zakłada, że do konieczności odparcia ataku dochodzi, gdy żołnierz jest w pełnym umundurowaniu i oporządzeniu oraz ma ze sobą broń. Dlatego w szkoleniu wykorzystuje się nie tylko techniki wykonywane gołymi rękami, lecz także sposoby użycia wyposażenia – od karabinka po nóż czy łopatkę. Instruktorzy przestrzegają jednak przed nazywaniem tego „walką wręcz”. Takie określenie może sugerować pojedynek dwóch osób, podczas gdy w rzeczywistości głównym celem żołnierza nie jest wygranie starcia, tylko niedopuszczenie do niego. Dopiero kiedy przeciwnik przełamie dystans, żołnierz sięga po wyuczone techniki. – Wiele osób utożsamia walkę w bliskim kontakcie z umiejętnością bicia się. To błędne myślenie. O doborze technik decyduje przede wszystkim dystans dzielący żołnierza od przeciwnika. Jeśli może użyć broni, powinien ją wykorzystać. Jeżeli jest to niemożliwe, stosuje techniki walki po to, by stworzyć warunki do jej użycia. To zupełnie inny cel niż w sportach walki – tłumaczy płk Krzysztof Rybczyński.
Dlatego szkolenie obejmuje znacznie więcej niż naukę ciosów, kopnięć czy obrony przed atakiem. Równie ważna jest umiejętność rozpoznania zagrożenia, oceny odległości od przeciwnika, zajęcia właściwej pozycji czy wydawania komend. Żołnierz powinien wiedzieć, jak nie dopuścić do skrócenia dystansu i ustawić się wobec jednego lub kilku napastników. – Jeśli dochodzi do bliskiego kontaktu, to znaczy, że wcześniej zawiodło już kilka elementów – podkreśla płk Rybczyński. Przeciwnik zdołał podejść zbyt blisko, nie zadziałały procedury albo warunki uniemożliwiły użycie broni. – Naczelną zasadą pozostaje zatem: jeśli możesz, przede wszystkim zwiększ dystans. Nie bez powodu się mówi, że najlepsza obrona osoby bez broni to ucieczka, a żołnierza z karabinem – strzał – tłumaczy ppłk Dembiński. Zastrzega od razu, żeby nie mylić tego z brakiem odwagi. – To też element szkolenia. Musimy nauczyć żołnierzy, że to nie ring, nie chodzi o nacieranie na przeciwnika i dążenie do zwarcia, a o przetrwanie – dodaje.
Trenuj tak, jak będziesz walczył
Celem szkolenia jest przygotowanie do realnych sytuacji. Instruktorzy zgodnie podkreślają, że nie da się nauczyć walki w bliskim kontakcie, ćwicząc wyłącznie na sali gimnastycznej, w sportowym stroju i w komfortowych warunkach. – Od samego początku zakładamy, że żołnierz występuje w mundurze, kamizelce, hełmie i z bronią – podkreśla ppłk Tomasz Dembiński. Dlatego zajęcia obejmują nie tylko naukę poszczególnych technik, lecz także ćwiczenia prowadzone w warunkach maksymalnie zbliżonych do rzeczywistych działań. Wojskowi na przykład walczą po intensywnym wysiłku fizycznym. – Nawet wysportowani żołnierze, którzy trenowali już wcześniej na przykład boks czy MMA i są naprawdę dobrzy technicznie, kiedy przychodzi im walczyć na przykład po 20 km marszu w upalny dzień, w mundurze, z plecakiem i bronią, przeżywają szok. Nie spodziewają się, że ich poziom koncentracji, czas reakcji i siła ciosów mogą tak spaść. To uczy pokory – opowiada ppłk Dembiński.
Dlatego nie ukrywa, że na jego szkoleniach taryfy ulgowej nie ma. Żołnierze muszą walczyć przy ograniczonej widoczności, w deszczu, błocie czy w ciasnych pomieszczeniach. Czasami nie wiedzą również, kiedy nastąpi moment konfrontacji. Coraz częściej elementy walki w bliskim kontakcie są też włączane do ćwiczeń taktycznych. Scenariusz może zakładać patrolowanie terenu, ochronę obiektu, walkę w przestrzeniach zamkniętych (Close Quarter Battle – CQB), ale także w okopach, ten ostatni element wraca do programu szkolenia żołnierzy pod wpływem wniosków z wojny w Ukrainie. Dopiero w trakcie wykonywania zadania pojawia się nieoczekiwane zagrożenie – agresywny napastnik, próba odebrania broni czy konieczność obezwładnienia osoby znajdującej się w niewielkiej odległości. Dzięki temu żołnierz ćwiczy nie tylko same techniki, lecz także podejmowanie decyzji pod wpływem stresu.
– Samo nauczenie ciosu, chwytu czy obalenia to za mało. Żołnierz musi umieć zastosować te umiejętności w odpowiednim momencie, często będąc zmęczonym, zdezorientowanym albo zaskoczonym. Dopiero wtedy można mówić o realnym przygotowaniu do działania – podkreśla Dembiński. W praktyce oznacza to również odejście od myślenia o walce jako pojedynku dwóch osób. Na współczesnym polu walki żołnierz może zostać zaatakowany przez kilku przeciwników, działać w zespole albo jednocześnie osłaniać kolegów. Dlatego szkolenie obejmuje także współpracę w grupie, komunikację i wzajemne ubezpieczanie się podczas starcia. Bardzo ważny punkt to dbanie o bezpieczeństwo otoczenia – nie tylko innych żołnierzy, ale też cywilów, którzy również mogą znaleźć się w miejscu ataku. – Zwracamy na to bardzo dużą uwagę podczas nauki technik walki z napastnikiem uzbrojonym w broń palną. Musimy cały czas kontrolować, gdzie skierowana jest lufa, żeby nie doszło do przypadkowego strzału – dodaje.
Takie podejście do szkolenia ppłk Dembiński rozwijał w 15 Giżyckiej Brygadzie Zmechanizowanej, gdzie stworzył kilka specjalistycznych kursów. Jednym z jego autorskich projektów był „Warrior”, w czasie którego żołnierze uczyli się obezwładniania przeciwnika, odpierania ataków z użyciem niebezpiecznych narzędzi czy działania w bezpośrednim kontakcie z agresywnymi osobami. Później musieli wykorzystywać te umiejętności podczas realizacji scenariuszy przypominających rzeczywiste zadania patrolowe i ochronne. Z jeszcze większymi wyzwaniami mierzyli się uczestnicy kursu walki i przetrwania w wodzie „Posejdon”. Zgodnie z założeniami scenariuszy szkoleniowych żołnierze działali zarówno indywidualnie, jak i w zespołach. Ćwiczyli reakcję na atak podczas patrolu, walkę na pomostach oraz zachowanie w sytuacji, w której wraz z przeciwnikiem wpadają do wody. Kursy takie jak „Warrior” czy „Posejdon” pokazywały, jak skutecznie można rozwijać umiejętności żołnierzy w zakresie walki w bliskim kontakcie. Miały jednak jedną słabość charakterystyczną dla wielu podobnych inicjatyw. W dużej mierze opierały się na wiedzy, doświadczeniu i zaangażowaniu konkretnych instruktorów. I choć takich pasjonatów w wojsku nie brakuje, armia potrzebuje rozwiązań dostępnych nie dla wybranych, lecz dla wszystkich wojskowych. Temu właśnie ma służyć przygotowywana reforma systemu szkolenia. – Chcemy, żeby wszyscy żołnierze realizowali ten sam program, według jednolitych, wypracowanych przez nas standardów. To oczywiście nie wyklucza dodatkowych specjalistycznych kursów czy treningów sportowych, ale pracujemy nad stworzeniem wspólnej bazy – podkreśla płk Rybczyński.
Dla każdego żołnierza
Program, nad którym prace mają zakończyć się jeszcze w tym roku, będzie bazował na systemie, w jakim polscy żołnierze szkolą się już od ponad dwóch dekad. – Nie wymyślamy koła od nowa. Chcemy rozwinąć i uporządkować rozwiązania, które sprawdziły się przez lata. Widzimy jednak obszary wymagające uzupełnienia, wynikające zarówno ze zmian na współczesnym polu walki, jak i z nowych zadań realizowanych przez żołnierzy – podkreśla płk Krzysztof Rybczyński.
Żołnierze wspierają ochronę granicy, zabezpieczają ważne obiekty infrastruktury i uczestniczą w operacjach prowadzonych na terytorium kraju. W każdej z tych sytuacji mogą spotkać się z agresją, próbą odebrania broni czy koniecznością obezwładnienia napastnika na dystansie, jaki uniemożliwia użycie broni palnej. Bolesną lekcją dla polskiej armii stała się śmierć sierż. Mateusza Sitka, który zginął podczas ochrony granicy polsko-białoruskiej, zaatakowany przez napastnika używającego noża przymocowanego do kija. Pokazało to, że niespodziewany atak w bliskim kontakcie, przy użyciu najprostszych narzędzi może być śmiertelnie niebezpieczny. Nowy program szkolenia ma przygotowywać żołnierzy także na tego typu sytuacje.
Z jednostek nie znikną zajęcia z MMA, boksu czy karate – rezygnacja z nich byłaby marnowaniem potencjału pasjonatów, których w wojskunie brakuje.
Jedną z najważniejszych zmian będzie większy nacisk na techniki interwencyjne. Dotychczas szkolenie koncentrowało się przede wszystkim na sytuacjach bojowych. Tymczasem współczesny żołnierz coraz częściej wykonuje zadania, podczas których musi legitymować osoby, prowadzić kontrole, reagować na agresywne zachowania czy zatrzymywać podejrzanych bez użycia broni palnej.
W praktyce oznacza to rozszerzenie programu o procedury związane z obezwładnianiem, przeszukiwaniem, zakładaniem kajdanek, wyciąganiem osoby z pojazdu czy reagowaniem na próby odebrania broni. Dużo miejsca zajmą również sytuacje pośrednie, w których przeciwnik nie stanowi jeszcze bezpośredniego zagrożenia życia, ale jego zachowanie wymaga zdecydowanej reakcji. Równie istotne jest uproszczenie samego systemu. Twórcy programu podkreślają, że żołnierz nie potrzebuje dziesiątek skomplikowanych technik. Znacznie ważniejsze jest opanowanie niewielkiej liczby prostych odruchów, które można skutecznie zastosować pod wpływem stresu, zmęczenia i adrenaliny. – Im prostszy system, tym większa szansa, że żołnierz rzeczywiście wykorzysta go w sytuacji zagrożenia – mówi kmdr por. rez. Włodzimierz Kopeć.
Reforma to również odpowiedź na zmieniającą się strukturę armii. W Wojsku Polskim służy coraz więcej kobiet, rośnie też liczba żołnierzy w dojrzałym wieku, szczególnie w wojskach obrony terytorialnej. Twórcy programu chcą, by szkolenie było skuteczne niezależnie od wzrostu, masy ciała czy siły fizycznej ćwiczącego. – Techniki realizowane w trakcie szkolenia, które przygotowują do walki, muszą dawać możliwość zastosowania przez każdą osobę, bez względu na płeć, siłę, wagę żołnierza lub żołnierki – podkreśla kmdr Kopeć.
Nowe szkolenie ma zostać podzielone na cztery 16-godzinne zakresy. Pierwszy będzie przeznaczony dla wszystkich żołnierzy i obejmie najbardziej podstawowe techniki. – Bazują one na naturalnych odruchach, dlatego w ciągu 16 godzin możemy nauczyć naprawdę wielu rzeczy – podkreśla płk Rybczyński. Kolejne poziomy przewidziano dla osób wykonujących zadania wymagające bardziej zaawansowanych umiejętności. Ostatni zakres ma być przeznaczony dla jednostek specjalnych.
Zanim jednak system zostanie wdrożony, będzie przetestowany na żołnierzach różnych specjalności. – Nie będziemy wybierać najlepszych zawodników ani ludzi, którzy od lat trenują sporty walki. Chcemy sprawdzić, czy przeciętny żołnierz jest w stanie opanować materiał w czasie, jaki założyliśmy. Dopiero wtedy będziemy mogli ocenić, czy program rzeczywiście spełnia swoje zadanie – wyjaśnia ppłk Tomasz Dembiński. W praktyce oznacza to szkolenie całych plutonów, a następnie zbieranie uwag od instruktorów i uczestników. Jeżeli okaże się, że niektóre elementy są zbyt skomplikowane albo wymagają więcej czasu, zostaną zmodyfikowane. Autorzy projektu podkreślają, że system ma być stale rozwijany wraz z pojawianiem się nowych doświadczeń i zagrożeń.
Nie mniej ważne od przygotowania programu szkolenia jest zapewnienie kadry instruktorskiej, a tej w wojsku brakuje. Dlatego drugim filarem reformy mają być rozbudowane, wystandaryzowane szkolenia dla instruktorów. W wielu jednostkach służą już żołnierze posiadający doświadczenie w sportach oraz systemach walki i to właśnie oni będą naturalnymi kandydatami na pierwsze kursy instruktorskie. Rolę głównego ośrodka szkolenia instruktorów ma początkowo przejąć Akademia Wojsk Lądowych we Wrocławiu, gdzie od kilku lat działa specjalistyczny zespół zajmujący się walką w bliskim kontakcie. W przyszłości podobne zajęcia mają prowadzić także inne uczelnie wojskowe i centra szkolenia. Według założeń autorów reformy każdego roku kwalifikacje powinno zdobywać około dwustu nowych instruktorów.
– Wojsko nie potrzebuje stu mistrzów w walce w bliskim kontakcie. Potrzebuje setek tysięcy żołnierzy, którzy w sytuacji zagrożenia będą wiedzieli, jak skutecznie zareagować – podkreśla ppłk Tomasz Dembiński. Docelowo w każdej jednostce będzie instruktor walki w bliskim kontakcie, prowadzący szkolenia z żołnierzami według przyjętego programu. To właśnie ich powszechność ma być kluczowym elementem reformy. Nie oznacza to, że z jednostek znikną zajęcia z MMA, boksu czy karate – rezygnacja z nich byłaby marnowaniem potencjału pasjonatów, których w wojsku nie brakuje. Wprowadzenie ustandaryzowanego programu szkoleniowego dla całych sił zbrojnych jest jednak wyraźnym sygnałem, że armia traktuje walkę w bliskim kontakcie nie jako jedne z wielu zajęć sportowych, ale jako fundament, nie mniej istotny niż strzelanie czy obsługa nowych technologii.
BAS-3 i Combat 56
Jak szybko i skutecznie wyeliminować przeciwnika? Co powoduje, że system walki sprawdzi się w wojsku?
Jedną z pierwszych prób stworzenia polskiego modelu walki wręcz dla wojska było opracowanie w latach osiemdziesiątych przez Andrzeja Bryla – pioniera taekwondo w Polsce i jednego z najbardziej rozpoznawalnych instruktorów sztuk walki tamtego okresu – systemu BAS [nazwa pochodzi od imienia i nazwiska pomysłodawcy]. System powstał na bazie doświadczeń twórcy oraz wybranych technik wschodnich sztuk walki, a jego założeniem było przygotowanie żołnierza do działania w warunkach skrajnego stresu i bezpośredniego zagrożenia życia.
BAS występował w kilku odmianach. Najbardziej znana wojskowa wersja zakładała szybkie i definitywne wyeliminowanie przeciwnika, natomiast BAS-3 koncentrował się na technikach obezwładniania i ochrony osobistej. Charakterystycznym elementem systemu był bardzo wymagający trening psychofizyczny, prowadzony często w warunkach zmęczenia, bólu i dużego obciążenia psychicznego. Celem było wykształcenie odruchowych reakcji oraz odporności na stres.
Choć BAS uznawano za skuteczny w realnym starciu, jego podstawowe założenia utrudniały wdrożenie do powszechnego szkolenia wojskowego. System był nastawiony przede wszystkim na eliminację przeciwnika, podczas gdy współczesne działania wojskowe i policyjne często wymagają obezwładnienia, zatrzymania lub przejęcia kontroli nad napastnikiem bez powodowania ciężkich obrażeń. Dodatkowo szkolenie było bardzo wymagające fizycznie i obarczone wysokim ryzykiem kontuzji, co ograniczało jego przydatność poza jednostkami specjalnymi.
Podobne względy zdecydowały, że głównym systemem w polskim wojsku nie został Combat 56, który w latach dziewięćdziesiątych opracował mjr Arkadiusz Kups (wówczas w stopniu kapitana). Powstał on na bazie doświadczeń zdobytych w jednostkach specjalnych oraz elementów różnych systemów walki wręcz, m.in. ju-jitsu, kyoksul, technik stosowanych przez formacje specjalne NATO i państw Układu Warszawskiego.
Głównym założeniem Combat 56 była prostota i skuteczność. System opierał się na niewielkiej liczbie technik, które można było szybko opanować i stosować w różnych sytuacjach. Unikano skomplikowanych rzutów czy efektownych ewolucji, koncentrując się na błyskawicznym obezwładnieniu lub wyeliminowaniu przeciwnika. Program obejmował także walkę na noże, wykorzystanie broni indywidualnej czy saperki. Choć Combat 56 nie został wdrożony w wojsku jako podstawowy system walki, zdobył popularność wśród żołnierzy, funkcjonariuszy policji i służb specjalnych.
autor zdjęć: Tomasz Borsuk/ 19BZ, Daniel Brzozowski/ 19BZ, Aneta Lewoń/ 15BZ, Monika Woroniecka/ 15BZ, 56 Kompania Specjalna

komentarze