moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Biało-czerwona nad Wilnem

W rozpoczętej 7 lipca 1944 roku bitwie o Wilno walczyło 12,5 tys. żołnierzy Okręgu Wileńskiego i Okręgu Nowogródzkiego Armii Krajowej. Zadanie mieli szczególnie trudne, bo Niemcy uczynili z miasta redutę, której nie zamierzali łatwo oddać. Tymczasem wedle rozkazów akowcy mieli je zdobyć przed pojawieniem się Armii Czerwonej…

Walki o wyzwolenie Wilna. Patrol żołnierzy Armii Krajowej i radzieckich na ulicy Wielkiej, 1944-r.

Od początku akcji „Burza”, czyli od stycznia 1944 roku, spełniały się najczarniejsze obawy dotyczące postawy Sowietów na zajmowanym przez nich terytorium Polski. Armia Czerwona chętnie korzystała z pomocy Armii Krajowej, a po wspólnej walce z Niemcami sowieckie organy bezpieczeństwa – Smiersz i NKWD – przystępowały do rozbrajania akowskich oddziałów. Oficerów przeważnie aresztowano, a nawet rozstrzeliwano na miejscu. Podoficerowie i szeregowi dostawali prawo wyboru: albo wstąpią w szeregi armii generała Berlinga, albo czeka ich wywózka w głąb Związku Sowieckiego.

„Sojusznicy naszych sojuszników” – jak nazywano Sowietów – po zerwaniu stosunków dyplomatycznych z polskim rządem w Londynie nic sobie nie robili z faktu, że nasze władze wojskowe i cywilne na Wołyniu i Podolu manifestują, że są gospodarzami na tych ziemiach. Takie też było główne założenie akcji „Burza”. Nadal jednak otwartym pozostawało pytanie, jak Sowieci zachowają się, gdy dojdą do Wilna i Lwowa – wielkich miast, w większości zamieszkanych przez Polaków i nierozerwalnie związanych z historią Polski. Łudzono się zarówno w Londynie, jak i w Warszawie, że tu Sowieci będą zmuszeni postępować inaczej, jeśli zostaną postawieni przed faktem, że miasta te zostały wyzwolone samodzielnie przez polskie siły. Naczelny Wódz generał Kazimierz Sosnkowski pisał w depeszy do komendanta głównego AK generała Tadeusza Komorowskiego „Bora”: „Jeśli przez szczęśliwy zbieg okoliczności w ostatnich chwilach odwrotu niemieckiego, a przed wkroczeniem oddziałów czerwonych, powstaną szanse choćby przejściowego i krótkotrwałego opanowania przez nas Wilna, Lwowa, innego większego centrum lub pewnego ograniczonego, niewielkiego choćby obszaru – należy to uczynić i wystąpić w roli pełnoprawnego gospodarza”.

Śmiały plan w beznadziejnej sytuacji

REKLAMA

Plan operacji „Ostra Brama” – takim wymownym kryptonimem nazwano próbę oswobodzenia Wilna przed wkroczeniem Armii Czerwonej – opracował głównie major dyplomowany Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz”. Był to oficer nietuzinkowy: hubalczyk, po przedostaniu się na Zachód inicjator tworzenia polskich wojsk spadochronowych, cichociemny i jeden z najlepszych dowódców AK. Jako dowódca Zgrupowania Nadniemeńskiego Armii Krajowej był gorącym orędownikiem podjęcia walki o Wilno. Swym entuzjazmem zaraził komendanta Okręgu Wileńskiego AK podpułkownika Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka”, który w czerwcu 1944 roku udał się specjalnie do Komendy Głównej AK w Warszawie, by zyskać aprobatę tego planu. Zgodę od generała „Bora” otrzymał na odprawie Komendy Głównej 12 czerwca. Plan przewidywał, że Wilno zostanie zaatakowane siłami dwóch okręgów AK: Wileńskiego i Nowogródzkiego. Należy wspomnieć, że w odróżnieniu od podpułkownika „Wilka” dowódca Okręgu Nowogródzkiego, podpułkownik Janusz Szlaski „Prawdzic”, nie był do tego pomysłu przekonany i nie wierzył w jego powodzenie – zwłaszcza w to, że Sowieci uznają polskie władze w Wilnie. Został więc przez „Bora” odwołany. Jego stanowisko objął cichociemny podpułkownik dyplomowany Adam Szydłowski „Poleszuk”.

Plan majora „Kotwicza” był prosty: silne zgrupowania partyzanckie miały uderzyć na Wilno z różnych kierunków od zewnątrz, jednocześnie żołnierze miejskiej konspiracji otrzymaliby rozkaz podjęcia walki w środku miasta. Raporty o sytuacji niemieckiej załogi Wilna oraz ewentualnej odsieczy były optymistyczne. Niemcy po hiobowych wieściach o klęskach Grupy Armii Środek, gromionej przez Sowietów na Białorusi w ramach wielkiej operacji „Bagration”, mieli już tylko myśleć o ewakuacji. Wiele na to wskazywało – panika, ucieczka niemieckich cywilów i kolaborantów litewskich, szpitale pełne rannych żołnierzy z rozbitych oddziałów… Wydawało się, że po jednym mocnym natarciu niemiecka obrona Wilna rozsypie się jak domek z kart. Optymizm ten był uzasadniony, biorąc pod uwagę także to, że siły Okręgu Wileńskiego i Okręgu Nowogródzkiego były znacznie mocniejsze i lepiej uzbrojone niż te, które w sierpniu 1944 roku rozpoczęły powstanie w Warszawie.

Niestety, w polskim dowództwie nie przewidziano, że Hitler zdecyduje, iż to właśnie na Wilnie mają zostać zatrzymane „zdecydowanie i ostatecznie” sukcesy sowieckiej ofensywy. Garnizon Wilna, dowodzony przez doświadczonego oficera Luftwaffe generała Rainera Stahela, został wzmocniony nowymi siłami, w tym elitarnymi oddziałami strzelców spadochronowych i grenadierami pancernymi. Polski wywiad nie zdążył rozpracować nowych sił niemieckich w mieście, a co gorsza – wobec postępów ofensywy sowieckiego Trzeciego Frontu Białoruskiego generała Iwana Czerniachowskiego podpułkownik Krzyżanowski (który otrzymał zgodę na występowanie wobec Sowietów w generalskim mundurze) przyspieszył operację „Ostra Brama” o 24 godziny.

Bitwa o Wilno

Jako pierwsza do ataku na Wilno w nocy z 6 na 7 lipca 1944 roku ruszyła 3 Brygada kapitana Gracjana Froga „Szczerbca”. Otrzymał on rozkaz zaatakowania miasta od najsilniej bronionej, południowo-wschodniej strony. Brygada „Szczerbca” prezentowała się znakomicie – była najlepszą jednostką Okręgu Wileńskiego AK – jednolicie umundurowana i uzbrojona w liczną broń maszynową nie ustępowała regularnej jednostce wojskowej. Gdy jej czołowe pododdziały szturmowe przekroczyły torowisko niedaleko stacji w Kolonii Wileńskiej, zza zakrętu nagle wyjechał niemiecki pociąg opancerzony i na akowców posypał się grad pocisków z broni maszynowej oraz działek szybkostrzelnych. Element zaskoczenia od razu przepadł, a brygada uwikłana została w ciężkie walki. Podobnie zaskoczone zostały kolejne oddziały pierwszorzutowe – 8 Brygada porucznika Witolda Turonka „Tura”, 13 Brygada porucznika Adama Walczaka „Nietoperza” i III Uderzeniowy Batalion Kadrowy podporucznika Bolesława Piaseckiego „Sablewskiego”. Te i następne jednostki Armii Krajowej uwikłały się w ciężkie uliczne boje z nieprzyjacielem wcale nie zdemoralizowanym klęskami, lecz zdeterminowanym do walki, w tym z najlepszymi w obronie specami – strzelcami spadochronowymi. Co gorsza, na partyzantów uderzyło też z całą mocą niemieckie lotnictwo, z budzącymi postrach nurkowymi sztukasami na czele.

Dla podpułkownika „Wilka”, który obserwował walkę swych żołnierzy ze wzgórza 179, stało się jasne, że najważniejsze założenie operacji – zdobycie Wilna przed wkroczeniem Armii Czerwonej – nie jest możliwe. Pułkownik jako przedwojenny oficer artylerii od razu dostrzegł, jak potężne siły Niemcy zgromadzili w mieście i że jego żołnierze, mimo bohaterstwa, nie zdołają przełamać tej obrony swą lekką bronią. Z drugiej strony miasta walkę obserwował generał Georg-Hans Reinhardt, dowódca 3 Armii Pancernej, odpowiedzialnej za obronę odcinka Wilno–Kowno. Ten wytrwany dowódca od razu zauważył potencjał obrony Wilna. Jeśli udałoby się w walki uliczne wciągnąć sowieckie korpusy pancerne, zyskałby kilka dni na załatanie luk we froncie i przegrupowanie jednostek Grupy Armii „Środek”. O to tak naprawdę Niemcom chodziło podczas batalii o miasto.

Istotnie, jeszcze tego samego dnia około południa na przedmieściach Wilna pojawiły się pierwsze wozy pancerne 3 Korpusu Zmechanizowanego Gwardii. Pod wieczór gwardziści, wsparci przez akowców, podjęli szturm, ale sukcesy były połowiczne. W nocy nadeszły kolejne jednostki sowieckiej 5 Armii i od 8 lipca w mieście zaczęły się ciężkie walki uliczne. Dla sowieckich czołgistów kapitalnym wsparciem okazali się żołnierze AK, ponieważ znali oni miasto i byli już wprawieni w walki uliczne, które stały się zażarte. 10 lipca niemiecką obronę wzmocnił desant strzelców spadochronowych z 2 Dywizji Strzelców Spadochronowych, ale tego też dnia akowcy odnieśli wreszcie znaczące sukcesy, zdobyli bowiem spory kwartał Śródmieścia.

Sowiecka wdzięczność

Przez następne dwa dni, 11 i 12 lipca, nadal trwały zażarte walki uliczne. Sowieckie dowództwo ze względu na wielkie straty wycofało z pierwszej linii czołgi (w Wilnie stracono około 80 egz. T-34, Shermanów i Valentine’ów – bo i te amerykańskie i brytyjskie czołgi mieli sowieccy czołgiści). W boju zostały polskie i sowieckie kompanie szturmowe. Walczono o każdy budynek, często dochodziło do walki wręcz. Po obu stronach zaangażowane było także lotnictwo – nad miastem toczyły się walki powietrzne myśliwców, a bombowce z czarnymi krzyżami i czerwonymi gwiazdami obracały budynki Wilna w gruzy. Po południu 12 lipca polskie oddziały zdobyły ulice Poznańską i Gdańską, a na Zawalnej stoczyły ciężkie boje z niemieckimi grenadierami, wspartymi artylerią, która strzelała na wprost w atakujących akowców. Tak wyglądała sytuacja w samym centrum miasta. Nieco wcześniej sowieckim grupom szturmowym udało się w krwawych walkach przebić do rzeki Wilii przy obserwatorium astronomicznym. W wyniku tego niemieckie zgrupowanie broniące Łukiszek zostało odcięte. Dla Niemców stało się jasne, że dalsza walka jest beznadziejna i w nocy rozpoczęli ewakuację, tam, gdzie było to możliwe.

Rankiem 13 lipca na Górze Zamkowej załopotał biało-czerwony sztandar, zatknięty przez podchorążego Jerzego Jenscha i kaprala Artura Rychtera. Było go widać z każdej strony miasta i szybko dostrzegli go także Niemcy, którzy jeszcze się bronili na placu Łukiskim. Widok sztandaru dumnie powiewającego z Wieży Giedymina wywołał w nich wściekłość (tym bardziej że przede wszystkim bronili się tam esesmani). W stronę Góry Zamkowej padły salwy granatów z ciężkich moździerzy, a za nimi zwarty ogień artyleryjski. Jensch i Rychter ledwo uszli z życiem, ale sztandar ocalał i cieszył oczy Polaków jeszcze do wieczora, nim nie doszli do niego czerwonoarmiści i zastąpili… czerwoną flagą. Tymczasem Niemcy, którym nie udało się wyrwać z kotła, postanowili drogo sprzedać swą skórę – bronili się na Łukiszkach do ostatka, do wieczora 13 lipca. Ci, którzy tam dostali się do niewoli lub zostali ranni, w większości zostali przez Rosjan rozstrzelani.

Podpułkownik „Wilk” 10 lipca raportował do Komendy Głównej AK optymistycznie: „Walki trwają. Straty znaczne. Duża pomoc wojsk sow.[ieckich] i wzajemnie. Nawiązałem kontakt z d-cą frontu. Stosunki chwilowo dobre”. W rzeczywistości nie były aż tak dobre, jeszcze podczas walk dochodziło do rozbrajania i więzienia akowskich sojuszników. Trzeba jednak przyznać, że sowieccy frontowcy (zwłaszcza czołgiści) czuli wdzięczność za wspólną walkę i wielu z nich lojalnie ostrzegało akowców przed tym, co ich czeka. Jeden z oficerów 97 Dywizji Piechoty miał powiedzieć polskim żołnierzom: „Teraz nic wam nie grozi, ale za nami idą biesy”. Miał na myśli Smiersz i NKWD, a siepacze w czapkach z granatowymi otokami i tegoż samego koloru bryczesach mieli wyraźne rozkazy: rozbrajać, aresztować, rozstrzeliwać, wysyłać na Sybir, w najlepszym wypadku odsyłać do Berlinga. Nie miała dla nich znaczenia bohaterska walka ramię w ramię z czerwonoarmistami o twardo bronione miasto. Podpułkownik „Wilk” i wielu jego oficerów zostało podstępnie aresztowanych przez enkawudzistów kilka dni po bitwie – 17 lipca. Taki był rozkaz Stalina.

Na koniec warto zacytować profesora Leszka Kanię, który w swej monografii Wilno 1944 napisał tak: „O ile naiwnością grzeszyło założenie, że oddziałom partyzanckim uda się zająć oraz utrzymać duże miasto przed wejściem Armii Czerwonej i NKWD, to polityczny aspekt »Ostrej Bramy« opiera się już krytyce. Za cenę 600 zabitych [Rosjanie stracili w Wilnie 5 tys. żołnierzy; Niemcy około 4 tys. – przyp. red.] i tyluż rannych żołnierzy Armii Krajowej rząd na uchodźstwie i Komenda Główna AK uzyskały wiedzę o kolejnych ruchach Stalina na politycznej szachownicy”…


Bibliografia:

Armia Krajowa w dokumentach 1939–1945, tom III: Kwiecień 1943–lipiec 1944, praca zbiorowa, Wrocław 1990
Leszek Kania, Wilno 1944, Warszawa 2013
Polskie Siły Zbrojne w II wojnie światowej, tom III: Armia Krajowa, praca zbiorowa, Londyn 1950

Piotr Korczyński

autor zdjęć: Wikipedia

dodaj komentarz

komentarze


Sukces lekkoatletów CWZS-u w Paryżu
 
„Armia mistrzów” – sporty wodne
Oczy na Kijów
Szpital u „Troski”
Pancerniacy trenują cywilów
Kaczmarek z nowym rekordem Polski!
Prezydent Zełenski w Warszawie
Patrioty i F-16 dla Ukrainy. Trwa szczyt NATO
Wracajcie z medalami!
Bezpieczeństwo granicy jest również sprawą Sojuszu
International Test
Włoski Centauro na paryskim salonie
Rusza operacja „Bezpieczne Podlasie”
„Operacja borelioza”
Formoza. Za kulisami
Wojskowa odprawa przed szczytem Sojuszu
Za zdrowie utracone na służbie
Pancerny sznyt
Jak usprawnić działania służb na granicy
Letnia Bryza na Morzu Czarnym
Ankona, czyli polska operacja we Włoszech
Awaria systemów. Bezpieczeństwo Polski nie jest zagrożone
Silniejsza obecność sojuszników z USA
The Suwałki Gap in the Game
Polski Kontyngent Wojskowy Olimp w Paryżu
„Oczko” wojskowych lekkoatletów
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Lato pod wodą
Jaki będzie czołg przyszłości?
Specjalsi zakończyli dyżur w SON-ie
Terytorialsi w gotowości do pomocy
Włoskie Eurofightery na polskim niebie
Zabezpieczenie techniczne 1 Pułku Czołgów w 1920
Walka – tak, ale tylko polityczna
W hołdzie żołnierzom gen. Andersa
Na ratunek… komandos
Szczyt NATO: wzmacniamy wschodnią flankę
Incydent przy granicy. MON chce specjalnego nadzoru nad śledztwem
„Armia mistrzów” – sporty walki
„Armia mistrzów” – lekkoatletyka
Czujemy się tu jak w rodzinie
Nie wierzę panu, mister Karski!
Jack-S, czyli eksportowy Pirat
Z parlamentu do wojska
Spadochroniarze na warcie w UE
Szczyt NATO, czyli siła w Sojuszu
Polsko-litewskie konsultacje
Roczny dyżur spadochroniarzy
RBN przed szczytem NATO
Niepokonana reprezentacja Czarnej Dywizji
Szczyt NATO w Waszyngtonie: Ukraina o krok bliżej Sojuszu
Olimp gotowy na igrzyska!
Prezydent Warszawy: oddajmy hołd bohaterom!
Krzyżacka klęska na polach grunwaldzkich
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Feniks – następca Mangusty?

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO