moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

NKWD kontra „100 tysięcy agentów POW” – zapomniane ludobójstwo 1937–1938

W 1937 roku wielki terror osiągnął swoją najkrwawszą fazę. Jednym z jego przejawów była „szpiegomania” rozpętana przez władze sowieckie, która posłużyła do czystek wśród narodowości mieszkających na terenie Kraju Rad. O wrogą działalność zostali oskarżeni Niemcy, Łotysze, Persowie, Afgańczycy i wiele innych nacji. Lecz za najgroźniejszych i najbardziej nieprzejednanych wrogów bolszewizmu uznano Polaków. Głównym pretekstem do rozprawy z nimi stała się przynależność do „reaktywowanej” przez NKWD Polskiej Organizacji Wojskowej.

Polska Organizacja Wojskowa (POW), podobnie jak Legiony Polskie, swymi działaniami dywersyjno-wywiadowczymi, a przede wszystkim przeszkoleniem wojskowym tysięcy Polaków, przyczyniła się do odzyskania niepodległości i szybkiego stworzenia armii polskiej, która przystąpiła do walki o granice odrodzonego państwa. Symbolicznym końcem POW-u w Królestwie Polskim było uroczyste ślubowanie oddziałów Wojska Polskiego złożonych z peowiaków 13 grudnia 1918 roku na placu Saskim w Warszawie. Znacznie dłużej POW działała w Wielkopolsce, na Śląsku, we wschodniej Małopolsce, gdzie trwały powstania i toczyły się walki o przynależność tych ziem do Polski. Komórki POW-u funkcjonowały również na obszarze Litwy i Rosji. Najdłużej działała Komenda Naczelna Nr 3 w Kijowie, która aż do czerwca 1920 roku zajmowała się wywiadem w wojnie polsko-bolszewickiej. 

Oficjalnie historia POW-u kończy się więc w roku 1920, ale nieoczekiwanie w latach trzydziestych została do niej dopisana tragiczna karta, o której w Polsce przez długie lata mało kto słyszał. Tymczasem za przynależność do tej dawno już nieistniejącej na terenie Rosji organizacji w latach wielkiego terroru 1937–1938 Sowieci wymordowali ponad sto tysięcy, a niektóre szacunki mówią nawet o dwustu tysiącach Polaków mieszkających w Związku Sowieckim. Kolejne sto tysięcy skazali na zesłanie i łagry. Członkowie POW-u zostali wykryci nawet w najwyższych władzach i najbliższym otoczeniu Józefa Stalina, nie wyłączając też samych szeregów NKWD. Najczęściej jednak byli to zwykli obywatele wielkiego proletariackiego z założenia państwa, czyli chłopi, robotnicy i inteligencja, których jedyną prawdziwą i często do końca nieuświadomioną zbrodnią było to, że urodzili się Polakami. W istocie operacja NKWD była zaplanowanym ludobójstwem, które raz na zawsze miało rozwiązać „problem polski” w ZSRS.

 

Nieudany eksperyment

Zanim jednak Sowieci przystąpili do rozprawy z polską mniejszością narodową, próbowali wykorzystać ją w przyszłym konflikcie z Polską. Wyciągnąwszy wnioski z przegranej w 1920 roku, na specjalnie wyznaczonych terenach postanowili przygotować kadry dla przyszłej polskiej „republiki rad” i polskich oddziałów Armii Czerwonej. Z tą myślą utworzono w 1925 roku Polski Rejon Narodowy im. Juliana Marchlewskiego na Ukrainie, który potocznie nazywano Marchlewszczyzną, a w 1932 roku Polski Rejon Narodowy im. Feliksa Dzierżyńskiego – Dzierżyńszczyznę Białorusi. Jednak bardzo szybko się okazało, iż bolszewickie idee z trudem przebijają się do świadomości mieszkańców polskich miejscowości obu rejonów. Większość polskich chłopów nie chciała porzucać katolickiej religii, a rozpoczęta w 1930 roku masowa kolektywizacja wywołała powszechne protesty. W obu rejonach chłopi przepędzali aktywistów siekierami i kosami, a na Podolu wiosną 1930 roku wybuchło zbrojne powstanie przeciw kolektywizacji. Po trzech dniach zostało ono krwawo stłumione przez wojsko.

W 1936 roku rozwiązano Marchlewszczyznę i decyzją Rady Komisarzy Ludowych ZSRS z 28 kwietnia 1936 roku rozpoczęto masowe wywózki jej mieszkańców do Kazachstanu i na Syberię. Według raportów NKWD, wysiedlono wówczas około pięćdziesięciu tysięcy Polaków, ale był to dopiero wstęp do ich gehenny. Na plenum Komitetu Centralnego WKP(b), które odbyło się 23–29 czerwca 1937 roku, głównym punktem programu był wykład ludowego komisarza NKWD Nikołaja Jeżowa na temat spisków wykrytych w ostatnich miesiącach przez podległą mu służbę. Szef NKWD stwierdził, że jednym z głównych zagrożeń dla sowieckiego państwa jest Polska Organizacja Wojskowa, która przeniknęła w najwyższe organa państwa sowieckiego, zwłaszcza w struktury wywiadu i kontrwywiadu.

„Najgroźniejsi agenci” wśród Sowietów

Według Jeżowa, pod pozorem politycznych ucieczek z Polski, POW przerzuciła na tereny Związku Sowieckiego tysiące agentów. Centralą POW-u w Moskwie mieli kierować prominentni komuniści polskiego pochodzenia: Józef Unszlicht, Romuald Muklewicz i Jan Kulikowski Olski. Zwerbowali do organizacji wielu funkcjonariuszy NKWD, Zarządu Wywiadu, Międzynarodówki i oficerów Armii Czerwonej. W konkluzjach wykładu Polacy urastali do jednych z głównych wrogów państwa. Kończąc czerwcowe plenum, KC zgodziło się na zdecydowane działania NKWD, a już od 3 lipca rozpoczęły się masowe operacje najkrwawszej fazy wielkiego terroru.

O tym jak niewiele wspólnego z rzeczywistością miały rewelacje Jeżowa na temat polskich szpiegów z POW-u świadczy historia autora Krótkiej historii POW, napisanej na zlecenie samego Jeżowa dla NKWD. Michaił Aleksandrowicz Kiczigin został początkowo pochwalony przez ludowego komisarza za swą pracę, a następnie aresztowany i zesłany do łagru, gdyż – zdaniem Jeżowa – nikt, kto nie był członkiem POW-u, nie opisałby tej organizacji tak doskonale. Według Jeżowa jeden z głównych jej „szefów” w Moskwie, Józef Unszlicht (wcześniej bliski przyjaciel Dzierżyńskiego i jego zastępca w CzeKa), współpracował nieprzerwanie z polskim wywiadem od 1918 roku. Rzekomo to właśnie on poddał Wilno wojskom Józefa Piłsudskiego w 1919 roku i przekazał polskiemu sztabowi plany wojskowe Armii Czerwonej. On wreszcie miał się przyczynić do załamania ofensywy na Warszawę w 1920 roku. Ponadto wraz z „trokcistami, zinowjewcami i bucharynowcami” prowadził nieustanny sabotaż w przemyśle zbrojeniowym i gospodarce państwowej. Józef Unszlicht nie załamał się w trwającym prawie rok brutalnym śledztwie, wobec czego Stalin wysłał do NKWD krótką notkę: „Zabijcie Unszlichta za to, że nie wydał agentów polskich…”. Można by w nieskończoność cytować niedorzeczne zarzuty, którymi obciążano domniemanych „szpiegów z POW-u”. W pierwszym odruchu budzą one niedowierzanie, ale należy pamiętać, że stały się podstawą do jednego z największych ludobójstw w XX wieku. Pod pretekstem przynależności do POW-u aresztowano nie tylko prominentnych komunistów i funkcjonariuszy polskiego pochodzenia. W pewnym momencie agentami i bojownikami POW-u stała się prawie cała społeczność polska w Związku Sowieckim.

Rozkaz nr 00485

Ostatecznie kwestię polskich wrogów rozstrzygał rozkaz ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRS nr 00485 z 11 sierpnia 1937 roku. Jeżow nakazywał w nim między innymi: „Wszyscy aresztowani w miarę ujawniania stopnia ich przewinienia w procesie śledztwa podlegają podziałowi na dwie kategorie: pierwsza kategoria, do której należą wszystkie szpiegowskie, dywersyjne, szkodnicze i powstańcze kadry wywiadu, podlega rozstrzelaniu; druga kategoria, mniej aktywna od nich, podlega osądzeniu w więzieniach i łagrach z wyrokiem od 5 do 10 lat”. Enkawudziści mieli doprowadzić w ciągu kilku miesięcy 1937 roku do „całkowitej likwidacji podstawowych zasobów ludzkich polskiego wywiadu w ZSRS”.

NKWD starannie przygotowała się do tzw. operacji polskiej, jednak szybko zrozumiano, że przeprowadzenie jej w kilka miesięcy 1937 roku przerasta możliwości nawet tak sprawnej „maszynerii terroru”. Z Białorusi, Ukrainy, obwodu moskiewskiego, Kraju Dniepropietrowskiego, Leningradu, Krasnojarska, Syberii i innych obszarów wielkiego imperium zaczęły spływać do obwodowych komend NKWD listy podejrzanych Polaków. Sporządzane w wielkim pośpiechu przez władze lokalne spisy określały zwięźle, pod czyimi nazwiskami kryją się: „członkowie kontrrewolucyjnej POW”, „wrogowie Związku Sowieckiego”, „piłsudczycy”, „kułacy” i „działacze katoliccy”. Z komend obwodowych listy docierały do Moskwy, gdzie były ostatecznie zatwierdzane przez Jeżowa i głównego prokuratora Andrieja Wyszyńskiego. Bywało, że dziennie na Łubiankę dochodziło dwa tysiące list. Jednak dla obu sowieckich prominentów nie stanowiło to problemu; po pobieżnym przejrzeniu zatwierdzali bez wahania wyroki, z których większość skazywała podejrzanych na śmierć. Wymagania centrali były tak wielkie, że enkawudziści zaczęli wertować książki telefoniczne w poszukiwaniu polsko brzmiących nazwisk, a niejednokrotnie do Moskwy docierały listy osób już rozstrzelanych. W pierwszym raporcie z operacji, 20 sierpnia, Jeżow chwalił się Stalinowi, że dokonał ponad piętnastu tysięcy aresztowań polskich szpiegów, z których 930 już zostało rozstrzelanych. Dyktator miał odpowiedzieć z zadowoleniem: „Bardzo dobrze! Wykopujcie dalej i usuwajcie ten polski brud”.

Sowieccy urzędnicy nie musieli już zbytnio się starać w fabrykowaniu zarzutów, wystarczyło, że podejrzany był narodowości polskiej. Operacja polska szybko zmieniła się masowe ludobójstwo, którym objęto wszystkie grupy społeczne Polaków. Egzekucje przeprowadzano nawet bez orzeczenia winy i wyroków śmierci. W polskich wsiach mordowano wszystkich mężczyzn (od szesnastego roku życia), a kobiety i dzieci kierowano na wysyłkę lub do łagrów. Często też dzieci „szpiegów” i „wrogów ludu” trafiały do specjalnych sierocińców.

Konkursy zabijania

Skazańcy byli najczęściej rozstrzeliwani w „ulubiony” sposób enkawudzistów, znany u nas szczególnie z Katynia – strzałem w tył głowy z rewolweru Nagant, choć dochodziło też do wieszania, topienia w morzu, a nawet mordowania siekierami i kijami. Powstawały przy tym swoiste oddziały katów-sadystów, którzy znajdowali przyjemność w zabijaniu i rywalizowali między sobą. Przykładowo w obwodzie nowosybirskim jeden z lokalnych dowódców NKWD, S.K. Iwanow, przeprowadzał konkursy zabijania ludzi jednym kopnięciem. Sam natomiast chodził w białym kitlu i specjalnie skonstruowanym narzędziem rozrywał ofiarom gardła. Wśród swych podwładnych zyskał przez to przydomek „Lekarz”. Ciała pomordowanych początkowo grzebano w przygotowanych wcześniej miejscach, tzw. poligonach NKWD, często wydzielanych z poligonów wojskowych. Kiedy jednak liczba egzekucji przekroczyła możliwości logistyczne, ciała grzebano w bezpośrednim sąsiedztwie więzień NKWD. To rozwiązanie również szybko okazało się nieefektywne, ponieważ wkrótce zaczęło brakować miejsca. Rozpoczęto więc eksperymenty ze spalaniem zwłok. Zrezygnowano z nich jednak z braku odpowiedniej technologii i doświadczenia. Do samej egzekucji najchętniej wykorzystywano łaźnie więzienne, gdzie skrępowani nagością ludzie byli bardziej posłuszni i pozbawieni wszelkich niebezpiecznych dla oprawców narzędzi. Istotne było też to, że w tych pomieszczeniach można było łatwo zmyć krew zamordowanych. Ofiary operacji polskiej spoczywają między innymi w masowych grobach w miejscowościach dobrze znanych z lat drugiej wojny światowej: Bykowni, Kuropatach, Smoleńsku, Charkowie, Winnicy…

Stalin liczył na to, że NKWD poradzi sobie z polskimi wrogami w ciągu kilku miesięcy 1937 roku, ale liczba likwidowanych, zamykanych w więzieniach i łagrach oraz zsyłanych do Kazachstanu i na Syberię Polaków była tak wielka, że operację polską przedłużono na następny rok. Pod koniec 1938 roku Stalin zdał sobie sprawę, że w wyniku wielkiego terroru kraj praktycznie został sparaliżowany, a potęga NKWD może zagrozić w końcu i jemu samemu. Postanowił ograniczyć czystki i ostatecznie zakończyć krwawą operację. Główny jej wykonawca, Jeżow wraz ze swymi współpracownikami został oskarżony o nadużycia i skazany na śmierć.

Przemilczane ludobójstwo

Akcja NKWD wymierzona w Polaków była jedną z wielu ludobójczych operacji wielkiej czystki, która pochłonęła ponad osiem milionów ludzi, a jednocześnie wyróżniała się tym, że była wymierzona w największą liczbę członków jednej, konkretnej narodowości. W latach 1937–1938 zginął co drugi Polak płci męskiej na terenie Związku Sowieckiego.

Tragiczne było także to, że w Polsce praktycznie nikt o tym ludobójstwie nie słyszał. Nawet dyplomaci mieli tylko szczątkowe informacje o bliżej nieokreślonych represjach wymierzonych w obywateli ZSRS polskiego pochodzenia. Ambasador Wacław Grzybowski wobec pogłosek o mordowaniu Polaków na Marchlewszczyźnie interweniował u władz sowieckich, ale uzyskał jedynie zapewnienia, że nic takiego nie miało miejsca. Także polski wywiad nie zdawał sobie sprawy, że za wschodnią granicą giną dziesiątki tysięcy ludzi podejrzanych o przynależność do POW-u lub Oddziału II polskiego Sztabu Generalnego. Jedynie nieliczni starali się uświadomić opinii publicznej w Polsce, że w wyniku pokoju ryskiego z 1921 roku tylko na Białorusi poza granicami Rzeczypospolitej pozostała ponad milionowa społeczność polska wydana na pastwę bolszewickiej zemsty za przegraną wojnę. Między innymi biskup miński Zygmunt Łoziński określił traktat jako zdradę i domagał się osądzenia ludzi za niego odpowiedzialnych. Michał K. Pawlikowski, pisarz i przyjaciel Józefa Mackiewicza, pisał w 1947 roku na emigracji w Londynie o Polakach pozostawionych samych sobie za granicami sowieckiego imperium: „I kiedy ludność tego kraju [Białorusi – P.K.] niewinnego za wiarę i słowo była mordowana, więziona, zsyłana do obozów lub masowo wysiedlana, milczał Sejm, milczała prasa, milczeli pisarze”.

Do niedawna te słowa dotyczyły również Polski po 1989 roku. Mimo pracy historyków, między innymi publikacji Nikołaja Iwanowa i Tomasza Sommera, jak też rosyjskiego Memoriału, operacja polska NKWD bardzo powoli przebijała się do świadomości naszego społeczeństwa. Okrągła, osiemdziesiąta rocznica tego ludobójstwa powinna to wreszcie zmienić. Warto wspomnieć o międzynarodowej konferencji, która odbyła się 29 czerwca 2017 roku w Sejmie, „Operacja Polska NKWD 1937–1938. Zapomniane ludobójstwo”. Podczas debaty padły deklaracje o wprowadzeniu informacji o tych wydarzeniach do podręczników szkolnych oraz upamiętnieniu dramatu Polaków na tablicach i pomnikach. To najskuteczniejsza metoda, by kultywować pamięć o tych, którzy jeszcze przed drugą wojną światową płacili na „nieludzkiej ziemi” najwyższą cenę za bycie Polakami.

Bibliografia

N. Iwanow, Zapomniane ludobójstwo. Polacy w państwie Stalina. Operacja Polska 1937–1938, Kraków 2014

T. Sommer, Dzieci Operacji Polskiej mówią. 45 relacji świadków sowieckiego ludobójstwa z lat 1937–1938, Warszawa 2013

T. Sommer, Operacja antypolska NKWD 1937–1938, Warszawa 2014

Operacja Polska NKWD, pod red. M. Gałęzowskiego, Warszawa 2017

Piotr Korczyński , historyk, redaktor kwartalnika „Polska Zbrojna Historia”

dodaj komentarz

komentarze


Zmiany w dodatkach stażowych
 
V Korpus z nowym dowódcą
Sportowcy podsumowali 2023 rok. Teraz czas na igrzyska olimpijskie
Optyka dla żołnierzy
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Zbrodnia made in ZSRS
Ocalały z transportu do Katynia
Zapomniana Legia Cudzoziemska
Mundury w linii... produkcyjnej
Tusk i Szmyhal: Mamy wspólne wartości
Mjr rez. Arkadiusz Kups: walka to nie sport
Wojna w świętym mieście, część druga
Byk i lew, czyli hiszpańsko-brytyjska światowa corrida
Gen. Kukuła: Trwa przegląd procedur bezpieczeństwa dotyczących szkolenia
Wojsko inwestuje w Limanowej
W Brukseli o wsparciu dla Ukrainy
Marcin Gortat z wizytą u sojuszników
Kolejni Ukraińcy gotowi do walki
Wojna w świętym mieście, część pierwsza
Potężny atak rakietowy na Ukrainę
Odstraszanie i obrona
Morska Jednostka Rakietowa w Rumunii
Polak kandydatem na stanowisko szefa Komitetu Wojskowego UE
NATO zwiększy pomoc dla Ukrainy
Jak wyszkolić pilota F-16?
NATO na północnym szlaku
Inwestycje w bezpieczeństwo granicy
Głos z katyńskich mogił
Wieczna pamięć ofiarom zbrodni katyńskiej!
Puchar księżniczki Zofii dla żeglarza CWZS-u
Szpej na miarę potrzeb
Centrum szkolenia dla żołnierzy WOC-u
Choć odeszli, trwają w naszych myślach
W Rumunii powstanie największa europejska baza NATO
Stoltenberg: NATO cieszy się społecznym poparciem
Przygotowania czas zacząć
25 lat w NATO – serwis specjalny
Hiszpański palimpsest
Wojna w świętym mieście, epilog
Strategiczna rywalizacja. Związek Sowiecki/ Rosja a NATO
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Wojna w świętym mieście, część trzecia
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Prawda o zbrodni katyńskiej
Jeśli nie Jastrząb, to…
Wojna w Ukrainie oczami medyków
W Ramstein o pomocy dla Ukrainy
Żołnierze ewakuują Polaków rannych w Gruzji
Rakiety dla Jastrzębi
Więcej pieniędzy dla żołnierzy TSW
Animus Fortis, czyli mężny duch
Żołnierze-sportowcy CWZS-u z medalami w trzech broniach
Weterani i bokser „Master”
Święto wojskowego sportu
Ogień w podziemiu
Cena wolności
Prezydent Andrzej Duda w Forcie Stewart
Psiakrew, harmata!
Koreańska firma planuje inwestycje w Polsce
Kurs z dzwonem

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO