moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Wojenne improwizacje, czyli o tym, że biedni muszą kombinować bardziej

Adaptacja, adaptacja i jeszcze raz adaptacja. Wojnę przeżywa ten, kto szybciej adaptuje się do warunków pola walki. Dotyczy to zarówno całych armii (ba, całych zaangażowanych w konflikt państw), jak i pojedynczego żołnierza. Jest to proces ciągły, z wieloma ślepymi zaułkami. Czasem zaś może przyjąć postać dziwacznych rozwiązań i patentów – jak rosyjskie „żółwie” i „stodoły”, coraz częściej widywane na ukraińskich stepach.

Najpierw odrobina historii. W 2003 roku Wojsko Polskie pojechało do Iraku z wyposażeniem, które pozostawiało wiele do życzenia. Najlepszym tego przykładem był Honker. Wysoko zawieszony, nieopancerzony i ze zbyt słabym silnikiem, by odgrywać rolę wozu patrolowego. Wojskowi szybko zdali sobie sprawę z tych słabości. I zaczęli naprędce, we własnym zakresie, poprawiać właściwości sprzętu. Przede wszystkim dopancerzając samochody przy użyciu dostępnego złomu (głównie płyt wymontowywanych z porzuconych BRDM-ów armii irackiej).

Przerobione auta stały się nieco bezpieczniejsze, ale wolniejsze, ze źle rozłożonym środkiem ciężkości. Trudniej się nimi hamowało. Felerne terenówki zaczęto więc wymieniać na nowe wozy. Najpierw na zmodyfikowane Honkery, a z czasem na amerykańskie samochody Humvee. Odtąd „zemsty Honekera” lub, jak kto wolał, „Madmaxy” służyły jedynie do poruszania się po bazach.

Wkrótce historia się powtórzyła. Latem 2007 roku w Afganistanie pojawiły się pierwsze transportery opancerzone Rosomak. Operujący tam polski kontyngent potrzebował czegoś lepiej uzbrojonego i opancerzonego niż wozy Humvee. Szybko okazało się, że fabryczny pancerz „Rośka” to za mało, że nie chroni on dostatecznie przed uderzeniami granatów przeciwpancernych, wystrzeliwanych z wyrzutni RPG. Na miejscu zaczęto więc doposażać wozy w dodatkowe płyty. Rosomak „spuchł”, miał jednak dość mocy, by poradzić sobie z tym „nadbagażem”.

Ale wyścig zbrojeń trwał. „Problemem są chińskie erpegi z podwójnymi głowicami, które przepalają nawet te wzmocnione pancerze”, pisał mi jesienią 2009 roku kolega z Afganistanu. Ryzyko wymusza kreatywność – i tak załogi Rosomaków zaczęły na własną rękę udoskonalać zabezpieczenia. Polscy żołnierze wpadli na inny pomysł. Siatka z metalowych prętów na stelażu przymocowanym do burty wozu miała przechwycić nadlatujący granat, zanim doszłoby do penetracji pancerza. Jakkolwiek zaimprowizowane, rozwiązanie się sprawdzało. W efekcie parę miesięcy później na polskich wozach pojawiły się fabryczne siatki LSO (skrót od: lekki system osłon). Niestety, nie istnieją rozwiązania idealne – moduły LSO się gięły, obrywały, nie chroniły wszystkich elementów wozu, a niekiedy nie wytrzymywały kontaktu z nadlatującym pociskiem. „Erpegi” wciąż „przepalały” pancerze, niekiedy z tragicznym dla załogi skutkiem. Mimo to LSO pozwoliły na znaczące ograniczenie strat. I o to właśnie chodziło.

Wracajmy do teraźniejszości. Kilkanaście tygodni temu w sieci pojawiło się zdjęcie rosyjskiego czołgu T-72, który z miejsca zyskał nazwę „żółw”. A to za sprawą specyficznego, zaimprowizowanego pancerza, w jaki zaopatrzyli go domorośli „inżynierowie”. Faktem jest, że ów „daszek” – kształtem przypominający również stodołę – odebrał czołgowi jeden z podstawowych atutów: możliwość prowadzenia ognia dookólnego. Zakres ruchu zwieńczonej lufą wieży nie wygląda na większy niż 45–60°, „nakrycie” zapewne nie pozostawało obojętne dla przyrządów obserwacyjnych. No, ale ktoś uznał, że cele czołgu znajdują się na wprost, a on sam ma jechać wyłącznie do przodu, atakować, od biedy ostrzeliwać się na wstecznym.

Co by się stało, gdyby wjechał na minę? Załoga miałaby problem z szybkim opuszczeniem wozu, co znacząco zwiększa ryzyko śmierci lub ran. Jednak to nie miny są dla rosyjskich czołgistów największym zmartwieniem, lecz spadające z nieba drony. Z analiz brytyjskich służb wynika, że w tym roku trzy czwarte tanków Rosjan zostało zniszczonych właśnie przy użyciu bezpilotników, jak Ukraińcy nazywają latające bezzałogowce. A z takim zagrożeniem „daszek” – wedle założeń konstruktorów – powinien sobie poradzić.

Czy rzeczywiście dał radę? „Żółw” przetrwał kilka uderzeń małych dronów i z powodzeniem został wycofany na tyły, aby można było wprowadzić kilka modyfikacji. Tam jednak – w obszarze donieckiej metropolii – skończyła się jego dobra passa. „Żółwia”, w garażu (wraz z innymi maszynami), dopadła ukraińska dalekonośna artyleria.

Wkrótce przekonaliśmy się, że Rosjanie uznali mocno nadbudowane czołgi za obiecujące rozwiązanie – w sieci pojawiły się bowiem zdjęcia kolejnych „żółwi” i „stodół”, a przejęcie jednego z wozów przez ukraińską armię zrelacjonowano nawet w biuletynie Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy.

Niedoświadczeni obserwatorzy konfliktu niewybrednie komentują desperackie improwizacje Rosjan. Na swój sposób bawią one i mnie, ale zaraz przypominam sobie dospawane płyty do kabin dżipów czy wypełnione workami z piaskiem burty ciężarówek w Iraku i Afganistanie. Zresztą Amerykanie też się wtedy naprędce dopancerzali, choć częściej po prostu wymieniali pojazdy na nowe, o lepszych parametrach. Zatem w tym, co robią Rosjanie, zwykle nie ma nic osobliwego. Żołnierz na polu bitwy zrobi wiele, by przetrwać – i jest to cecha uniwersalna. Różne jedynie mogą być rozmiary improwizacji, na co istotny wpływ ma zasobność danej armii. Biedni muszą kombinować bardziej.

Marcin Ogdowski , korespondent wojenny, autor bloga bezkamuflazu.pl

autor zdjęć: Alina Smutko / Reuters / Forum

dodaj komentarz

komentarze


SAFE – czas kontraktów
Kraków zaprosił weteranów
Symbol skupiający wiele znaczeń
Przed misją w Rumunii
Drony z SAFE
Adaptacja i realizm
Wsparcie ma znaczenie
Pracownik zbrojeniówki podejrzany o szpiegostwo
NATO i USA o Iranie
Sprawdzian na Bornholmie
Specjalsi: mała, wielka siła
Roboty saperskie bez tajemnic
Leopardy 2PL na podium
Australijską armią będzie dowodzić kobieta
Masz problem prawny? Pomogą studenci ASzWoj-u
Wypadek w PKW UNIFIL
Ogniowy debiut polskich AH-64D
Wyższe diety i rozłąkowe dla żołnierzy
SAFE: jest kolejna umowa – na dostawę amunicji
Ochrona lasu dla obronności
Strzelcy wyborowi muszą się lubić
Początek wielkiej historii
Zmiana resortowych planów: jeszcze więcej OPW
Pływacy „Czarnej Dywizji” znów najlepsi
Od cyberkursu po mundurówkę
Odbić farmę z rąk przeciwnika
Celne oko strzelców z „armii mistrzów”
Bez patosu o misjach
Śledztwo w sprawie „snajperskiego safari”
Kontrakty z SAFE: pojazdy, drony, satelity
SAFE dla Tarczy Wschód
Rosyjskie myśliwce przechwycone nad Bałtykiem
WOT pomaga gasić ogromny pożar na Mazowszu
Ślady, których nie widać
Traktat o partnerstwie z Wielką Brytanią
Pilecki – mniej znane oblicze bohatera
Polsko-kanadyjska współpraca
Biało-czerwona na Monte Cassino
Żołnierze na podium imprez w strzelectwie i kajakarstwie
Historyczny dzień z SAFE w Stalowej Woli
Rumuni rozdzielają środki z SAFE
Podziemny szpital na trudne czasy
Pierwsze umowy z SAFE
Wyposażenie osobiste i pojazdy dla logistyki z SAFE
Tatuaże pod mundurem
Bez zmian w emeryturach
Tu nie ma miejsca na błędy
Równanie z „Iksem”
SAFE dla marynarki
Oddawanie krwi to cichy akt odwagi
Rosomaki zamówione. To ostatnie krajowe umowy z SAFE
Rekordowy XII Ćwierćmaraton Komandosa
Czerwieńsze będą…
Polska i Kanada zacieśniają współpracę zbrojeniową
Strzały na granicy. Żołnierz uniewinniony
Groźny incydent w Libanie
Szef MON-u o obecności wojsk USA: reorganizacja, nie redukcja
Blizny, których nie widzimy
Florecista i kajakarka na pucharowym podium
Czy amunicja do Patriotów powstanie w Polsce?
Polsko-estońska współpraca
Syndrom Karbali
„Wulkan” w programie „Ratownik”
Generał z cienia
Nie tylko USA, również Kanada. Współpraca transatlantycka Polski
Pierwsze pieniądze z SAFE już w Polsce
Rosyjski dron uderzył w Rumunii
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Marsz prawdę ci powie

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO