Buzdygan to coś więcej niż prestiżowe wyróżnienie – to symbol, który napędza do działania i otwiera serca. Do tej pory nagrodę otrzymało ponad 300 osób: i generałów, i szeregowych, reprezentujących wszystkie rodzaje sił zbrojnych, a także bliskich wojsku cywilów. Już w południe poznacie tegorocznych laureatów: sześciu wybranych przez kapitułę oraz jednego, którego wskazali internauci.
Buzdygan nie jest tylko kawałkiem metalu ani pięknie uformowanym przedmiotem: on żyje. Może nie dosłownie, ale jednak. Promieniuje na swojego właściciela i jego otoczenie, niejednokrotnie zmienia rzeczywistość. Coś o tym mogą powiedzieć choćby laureaci z ubiegłego roku.
Buzdygan w sztafecie
St. chor. rez. Paweł „Domel” Domański, były operator Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca, wygrał plebiscyt internautów. Czytelnicy portalu Polska Zbrojna docenili stworzony przez niego system szkolenia, który przygotowuje specjalsów do desantowania się ze spadochronem wraz z psem. I właśnie dlatego statuetkę odebrał razem z nim Eto – jego owczarek, którzy przez dziesięć lat służył w Lublińcu. Mało tego, jako pierwszy pies w polskiej armii otrzymał stopień podoficerski. – Dla mnie Buzdygan był ogromnym zaskoczeniem. Akurat odchodziłem z wojska, więc nagroda w pewnym sensie stanowiła zwieńczenie niezwykle ważnego etapu mojego życia – wspomina laureat. Tyle że st. chor. rez. Domański nie zamierzał odstawiać jej na półkę, by cieszyła oko i przypominała, jak to dawniej bywało. Zgłosił Buzdygan na licytację, a dochód z niej – 10 tys. złotych – zasilił konto Fundacji „Wspieram cicho i skutecznie”, która pomaga będącym w potrzebie obecnym i byłym żołnierzom, a także ich rodzinom. Ale choć statuetka wywędrowała z rąk „Domela”, nadal na swój sposób oddziałuje na jego życie. – Zdarzało się, że obcy ludzie podchodzili do mnie, wskazywali na będącego ze mną Eta i pytali, czy to ten piesek, który zdobył Buzdygan? – uśmiecha się.
Statuetkę na licytację, tym razem organizowaną przez Fundację „Pomoc dla weterana”, wystawił także gen. dyw. Arkadiusz Szkutnik. Były już dowódca 18 Dywizji Zmechanizowanej został nagrodzony przed rokiem za dowodzenie operacją „Bezpieczne Podlasie”. Ostatecznie jego Buzdygan trafił w ręce mł. chor. Marka Wójcika, pieniądze zaś – dokładnie 16 tys. złotych – wsparły mł. chor. rez. Aldonę Raszewską, weterankę zagranicznych misji, chorą na nowotwór nerki. Na tym jednak rzecz się nie zakończyła, bo… nowy właściciel statuetki również przekazał ją na charytatywną licytację.
Gesty piękne, choć nienowe. W poprzednich latach Buzdygany w obieg puszczali płk rez. Szczepan Głuszczak, gen. bryg. Rafał Miernik czy ppłk Krzysztof Balina. Wszystkim przyświecał ten sam cel – zebrać pieniądze dla potrzebujących.
Ale statuetka potrafi oddziaływać na otoczenie także w inny sposób. – Pcha naprzód, dodaje sił, napędza do dalszej pracy. I chyba czuje to cały zespół, którego jestem częścią. Bo choć Buzdygan odebrałam ja, to jednak mam poczucie, że to nasza wspólna nagroda – przyznaje kmdr por. Dorota Humecka-Lichosik, która w zeszłym roku została doceniona za stworzenie nowatorskiej Jednostki Działań w Cyberprzestrzeni B. Podobnego zdania jest ppłk Bartosz Klepczyński, kierownik Laboratorium Kryminalistycznego Żandarmerii Wojskowej, nagrodzony za wykorzystanie współczesnej kryminalistyki do odkrywania tajemnic i przywracania imion ofiarom wojny. – Buzdygan daje paliwo. Nie pozwala spocząć na laurach. To ważne zwłaszcza teraz, kiedy czasy stały się trudne. Przez ostatnie miesiące pracy mieliśmy mnóstwo, choćby za sprawą rosyjskich dronów, które wlatywały przez nasze granice… – zaznacza ppłk Klepczyński, nawiązując do bieżących zadań, bo Laboratorium jest zaangażowane w badanie także tego rodzaju zdarzeń.
Inni laureaci Buzdyganów także nie próżnowali. – Nasi żołnierze zostali nagrodzeni za udział w Akcji Serce, która przecież trwa nieustannie. Tylko w ubiegłym roku mieliśmy 74 loty z organami do transplantacji. W 2026, do połowy lutego, już pięć – wylicza ppor. Patrycja Jagła, rzecznik prasowy 8 Bazy Lotnictwa Transportowego. – A statuetka, cóż… Przypomniała ludziom, co robimy, pokazała, jak cenne i wartościowe to działanie. Nasze załogi poczuły się docenione, dowartościowane, co na pewno przełożyło się na morale – podsumowuje.
Ciężar wyboru
Tymczasem Buzdygan otwiera również na zupełnie nowe doświadczenia. Ubiegłoroczni laureaci kilka tygodni temu pojawili się w redakcji miesięcznika „Polska Zbrojna”, by zasiąść w kapitule nagrody. Mieli przywilej przedstawienia własnych kandydatów, dyskusji nad innymi zgłoszeniami, wreszcie wyboru tegorocznych zwycięzców. – Fantastyczne przeżycie – mówi krótko por. Grzegorz Galant, oficer 17 Wielkopolskiej Brygady Obrony Terytorialnej, doceniony za ofiarność w niesieniu pomocy dotkniętym powodzią mieszkańcom Lewina Brzeskiego. – Obrady kapituły po raz kolejny pokazały, że mamy do czynienia z nagrodą jedyną w swoim rodzaju. O tym, kto dostanie statuetkę, nie decydują stopień czy staż służby, lecz realne działania. Na scenie w czasie wręczania nagrody generał może stanąć obok podoficera, a rok później obydwaj będą dokonywać kolejnych wyborów [w kapitule nagrody zasiadają ubiegłoroczni laureaci oraz przedstawiciele redakcji] – dodaje. Wniosek: choć brzmi to trochę paradoksalnie, Buzdygany są elitarne, a zarazem egalitarne.
Członkowie kapituły zgodnie przyznają, że dyskusja była burzliwa, a spory w wielu przypadkach gorące. Ostatecznie jednak wszyscy opuścili salę w dobrych nastrojach. – Mój kandydat, niestety, nie wygrał, ale trudno powiedzieć, że jestem rozczarowany. Wierzę, że będzie miał szansę w kolejnych latach. Tymczasem kapituła wskazała na osoby naprawdę wartościowe. Dopiero teraz widzę, jak trudny jest coroczny wybór – podkreśla ppłk Klepczyński. O emocjach towarzyszących głosowaniu mówi też Magdalena Kowalska-Sendek, redaktor naczelna miesięcznika „Polska Zbrojna”. – Mamy długą listę kandydatów, z których właściwie każdy na Buzdygan zasługuje, a statuetek zaledwie sześć. Ważymy dokonania, analizujemy życiorysy, dyskutujemy i przekonujemy się wzajemnie do swoich racji. Wybór laureatów to z jednej strony przywilej, a z drugiej odpowiedzialne zadanie. Emocje nie kończą się wraz z zakończeniem obrad kapituły, a podjęte decyzje długo w nas rezonują. Nie powinno to jednak nikogo dziwić: zależy nam wszak na tym, by Buzdygan trafiał do naprawdę wyjątkowych osób – zaznacza szefowa miesięcznika.
Stawka na pewno jest duża. Bo nawet jeden głos może zaważyć o wejściu kandydata do elitarnego grona. W ciągu 32 lat istnienia nagrody statuetka trafiła w ręce przeszło 300 osób. Znaleźli się wśród nich generałowie i szeregowi. Żołnierze wojsk lądowych i sił powietrznych, marynarze i specjalsi, przedstawiciele wojsk obrony terytorialnej, Żandarmerii Wojskowej, spece od walki w cyberprzestrzeni. W tym gronie nierzadko byli też cywile, na przykład dziennikarze Waldemar Milewicz, Bogusław Wołoszański, Marcin Ogdowski, koszykarz Marcin Gortat czy szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jerzy Owsiak. Byli laureaci zagraniczni – choćby zastępca sekretarza generalnego NATO Edgar Buckley z Wielkiej Brytanii, który otrzymał Buzdygan za sojusznicze wsparcie polskich żołnierzy, a do tego laureaci zbiorowi – m.in. żołnierze PKW Irak za podjęcie trudu związanego ze stabilizowaniem kraju dotkniętego brutalną dyktaturą i wojną.
– Buzdygany zawsze były dla nas prawdziwym świętem. Mamy dzięki nim możliwość, by wyróżnić osoby, które sprawiają, że siły zbrojne stają się wyjątkowe – przyznaje Ewa Korsak, dyrektorka Wojskowego Instytutu Wydawniczego. Dodaje, że podczas swojej reporterskiej pracy napisała mnóstwo tekstów, których bohaterami byli późniejsi laureaci statuetek. – W tym roku myślę jednak o wyjątkowym człowieku, który nigdy statuetki nie dostał, choć od chwili, kiedy go poznałam, byłam pewna, że kiedyś to nastąpi. Płk Maciej Krakowian „Slab” był dla mnie wzorcowym przykładem oficera zasługującego na tę nagrodę. Nie tylko za to, co robił w ramach obowiązków służbowych, ale też za jego wkład w promocję sił powietrznych. Maciej Buzdygana już nie otrzyma. Zginął w sierpniu, w katastrofie przed radomskim Air Show. Postanowiłam jednak, by tegoroczna gala rozdania nagród była poświęcona jego pamięci – podsumowuje dyrektorka WIW-u.
W tym roku grono laureatów znów wzbogaca się o siedem wyjątkowych osób – sześć wskazanych przez kapitułę i jedną wyłonioną w głosowaniu internautów. A sam fakt istnienia takich ludzi to fantastyczna wiadomość – nie tylko dla wojska.
autor zdjęć: grafika: PZ

komentarze