Dywersanci usiłujący zatruć ujęcie wody, bomba podłożona w szkole, agresywny tłum, który próbuje przedrzeć się przez wojskową blokadę – to tylko część epizodów wpisanych w scenariusz ćwiczeń „Bezpieczne Łużyce ‘26”. Wzięli w nich udział żołnierze 10 Brygady Kawalerii Pancernej w Świętoszowie, ale też funkcjonariusze służb mundurowych i lokalne samorządy.
Sytuacja w Polsce staje się coraz bardziej napięta. Rośnie zagrożenie terrorystyczne, mnożą się akty dywersji i sabotażu. W niektórych regionach władze wprowadzają stan wyjątkowy. Tak dzieje się choćby w województwach lubuskim i dolnośląskim, gdzie do wsparcia służb mundurowych i lokalnych samorządów oddelegowane zostaje wojsko. Teraz to na nim spoczywa główny ciężar dbania o bezpieczeństwo mieszkańców.
Oto wstęp do scenariusza dwudniowych ćwiczeń „Bezpieczne Łużyce ‘26” z udziałem żołnierzy 10 Brygady Kawalerii Pancernej, służb mundurowych oraz samorządów z powiatów żagańskiego i bolesławieckiego. Jedziemy na miejsce, by przyjrzeć się ich działaniom.
Pierwszy przystanek – Iłowa, kilkutysięczne miasteczko nieopodal Żagania. To właśnie tam znajduje się kluczowa dla regionu stacja uzdatniania wody, na terenie której pewnego dnia pojawiło się kilku mężczyzn w mundurach bez oznaczeń. Intruzi zostali przepłoszeni przez pracowników. Zostawili jednak po sobie beczkę z tajemniczą substancją. – Na miejsce przyjechała straż pożarna i wydzielone siły z naszej brygady – mówi ppłk Radosław Wujda z 10 BKPanc, zastępca kierownika ćwiczeń. Niedługo po tym, jak docieramy na teren stacji, do akcji wkraczają żołnierze plutonu chemicznego. Ubrani w specjalne kombinezony lustrują znalezisko. – Używają dwóch różnych urządzeń. Chodzi o to, by sprawdzić, czy mamy do czynienia wyłącznie z bojowymi środkami chemicznymi, czy może również doszło do skażenia radioaktywnego – wyjaśnia ppłk Wujda.
Rychło wychodzi na jaw, że beczka najpewniej wypełniona jest iperytem. Część substancji wyciekła na zewnątrz. Woda raczej nie została skażona, ale rozchodzące się wokół opary mogą wyrządzić ludziom poważne szkody. Dlatego właśnie miejsce, gdzie spoczywa beczka, zostaje otoczone taśmami. Żołnierze pilnują, by żaden z mieszkańców nie znalazł się w pobliżu stacji. Powiadamiają też specjalistów z Centralnego Ośrodka Analizy Skażeń, którzy raz jeszcze zbadają zawartość pojemnika. Do Iłowej dociera również wsparcie – specjalistyczny pododdział z pułku chemicznego, który weźmie na siebie neutralizację znaleziska.
My tymczasem ruszamy dalej. Pół godziny później docieramy do Małomic, gminnego miasteczka pomiędzy Świętoszowem a Szprotawą. W miejscowości od samego rana narasta niepokój. Do gminnego zespołu zarządzania kryzysowego trafił film, na którym zamaskowany mężczyzna grozi mieszkańcom i zapowiada zamach na jedną z instytucji publicznych. Wojsko i służby zostają postawione w stan najwyższej gotowości. Po ulicach krążą patrole. Przed południem mężczyzna odzywa się jeszcze dwukrotnie. Jego groźba nabiera realnych kształtów: bomba jest ukryta w miejscowej podstawówce. Wkrótce na szkolne boisko wjeżdżają na sygnale wozy straży pożarnej. Pojawiają się też żołnierze.
Z budynku zostają wyprowadzeni uczniowie. Ewakuacja jeszcze trwa, kiedy do akcji zaczynają przygotowywać się saperzy. Kilka minut później jeden z nich ma już na sobie kombinezon przeciwodłamkowy. Po chwili przemierza opustoszałe szkolne korytarze. Na parterze natrafia na teczkę, z której wystają jakieś przewody. Wstępne rozpoznanie: improwizowany ładunek wybuchowy. Żołnierz wycofuje się, a do budynku wjeżdża zdalnie sterowany robot saperski. Kilka minut później jest przy ozdobnym stojaku, w którym zamachowcy ukryli bombę. Wykonuje zwrot. Teraz stojący przed budynkiem operator manewruje chwytakiem tak, by objął on teczkę i uniósł ją z miejsca spoczynku. Kiedy cel zostaje osiągnięty, robot zawraca i rusza w kierunku wyjścia. Opuszcza budynek i po podjeździe stacza się na szkolne podwórko. Tam ładunek zostanie przejęty przez saperów, którzy zneutralizują go w bezpiecznej odległości.
Kolejny epizod ćwiczeń jest ściśle powiązany z wydarzeniami w szkole. Wojsko przy współpracy z innymi służbami stara się namierzyć terrorystów. Na obrzeżach Małomic żołnierze zorganizowali checkpoint. Jedziemy tam. Punkt kontrolny znajduje się na moście przerzuconym nad Bobrem. Na drodze natykamy się na beczki ustawione tak, by spowolniać ruch, wzdłuż szosy są rozpięte zwoje drutu kolczastego, w pobliskich zaroślach kryje się zamaskowany strzelec z karabinem maszynowym. Przed blokadą stają kolejne pojazdy, żołnierze przyglądają się kierowcom i pasażerom, wreszcie sygnał: „można jechać dalej”. Nie wszyscy przyjmują to dobrze. Jeden z podróżnych jest wyraźnie niezadowolony i gotowy do kłótni. Jak się szybko okazuje, to akurat podgrywka – „aktor” z rolą rozpisaną na potrzeby ćwiczeń. Ostatecznie zawraca i odjeżdża.
Wkrótce jednak żołnierze będą musieli się zmierzyć z innym problemem. Oto do checkpointu zbliża się grupa protestujących z transparentem. Są hałaśliwi i agresywni, żądają dostępu do okolicznych łowisk. Przy moście dochodzi do słownej utarczki. Demonstranci nie chcą się poddać kontroli, zamierzają iść dalej, wprost do miasta. Żołnierze formują kordon w poprzek drogi. Protestujący nacierają, dochodzi do szamotaniny, wreszcie zostają odepchnięci. Dowódca pododdziału wzywa do negocjacji. Prosi o wskazanie reprezentanta grupy, z którym mógłby porozmawiać. Z grupki wychodzi jeden z mężczyzn, wkrótce jednak dołączają do niego koledzy. Atmosfera znów robi się skrajnie napięta. Kolejna szamotanina, żołnierze jednak trwają na pozycjach. Wreszcie demonstranci odchodzą.
Takich epizodów podczas „Bezpiecznych Łużyc ‘26” było więcej – atak zamaskowanego sprawcy na pracownika urzędu, próba wysadzenia wiaduktu, gaz ulatniający się w ośrodku zdrowia. Równolegle swoje ćwiczenia realizowali strażacy. Specjaliści cywilni i wojskowi wspólnie walczyli z symulowanym pożarem lasu.
– Podobne ćwiczenia organizujemy raz w roku. Scenariusz staramy się konstruować tak, by obejmował wszelkiego rodzaju zagrożenia, które mogą dotknąć okolicznych mieszkańców oraz infrastrukturę na naszym terenie – tłumaczy gen. bryg. Mirosław Downar, dowódca 10 Brygady Kawalerii Pancernej. Kluczowym aspektem, jak zauważa, pozostaje tutaj łączność i koordynacja działań pomiędzy wojskiem a służbami mundurowymi, a także instytucjami cywilnymi. Ale na tym nie koniec. – Ważne jest wzmocnienie społecznej świadomości tak, abyśmy wszyscy byli świadomi zagrożeń i umieli na nie odpowiednio zareagować. Słowem: budowanie społecznej odporności – podkreśla Anna Michalczuk, starosta żagański. Jak przyznaje, tutaj jest jeszcze sporo do zrobienia. – Ostatnio na przykład wszyscy Polacy otrzymali do domów rządowy poradnik bezpieczeństwa. Pytanie tylko, ilu z nas tak naprawdę ten poradnik przeczytało. Myślę, że jednak niewielu. A to przecież kwestia fundamentalna – podsumowuje.
autor zdjęć: st. szer. spec. Natalia Wyczesany, Łukasz Zalesiński

komentarze