Pomagają zabezpieczać nurkowania realizowane z pokładów niszczycieli min. Sami też schodzą pod wodę, by weryfikować pochodzenie obiektów wykrytych przez okrętowe sonary. Tak działa zespół nurków z pokładu ORP „Kontradmirał Xawery Czernicki”. Okręt to jednostka flagowa natowskiego zespołu SNMCMG1, a my przez blisko tydzień gościliśmy na jego pokładzie.
Skafandry, butle, komputery nurkowe, które będą wskazywać głębokość. Na pokładzie „Czernickiego” trwa krzątanina. Jeden z niszczycieli min wykrył spoczywający na dnie Bałtyku obiekt i poprosił o wsparcie. Za chwilę polscy nurkowie wyruszą na morze, żeby zejść pod wodę i sprawdzić, z czym faktycznie mamy do czynienia. Czy to stara mina, torpeda, a może tylko zerwana kotwica?
ORP „Kontradmirał Xawery Czernicki” od stycznia jest okrętem flagowym natowskiego zespołu SNMCMG1. Na pokładzie jednostki ulokowany został międzynarodowy sztab, którym dowodzi Polak – kmdr por. Kacper Sterne. Pod komendą ma niszczyciele min z kilku państw. To właśnie im przydzielane są zadania związane z sondowaniem morskiego dna i ewentualnym niszczeniem niebezpiecznych znalezisk. Na pokładach mniejszych okrętów stacjonują różnego typu pojazdy podwodne i wyspecjalizowani nurkowie-minerzy, którzy jednak podczas każdego zadania mogą liczyć na wsparcie z „Czernickiego”.
– Po pierwsze mamy na pokładzie komorę dekompresyjną. Jesteśmy więc gotowi przyjąć u siebie nurków, którzy ulegli wypadkowi albo wynurzyli się szybciej z powodu kiepskich warunków – tłumaczy Marcin, kierownik zespołu nurkowego na „Iksie”. Jak to działa? Wraz z głębokością wzrasta ciśnienie, a tkanki nasycają się azotem, który w ostatecznym rozrachunku może okazać się zabójczy. Nurek powinien mieć czas, by wydalić go z organizmu. Na powierzchnię wychodzi więc wolno, robiąc po drodze przystanki dekompresyjne. Jeśli jednak pod wodą zajdzie coś nieprzewidzianego i wypłynie szybciej, dekompresję musi dokończyć w komorze. Operator ustawia ciśnienie na poziomie odpowiadającym danej głębokości, potem zaś stopniowo obniża jego wartość. I w ten sposób nurek zostaje bezpiecznie wyprowadzony na powierzchnię. Oczywiście niszczyciele min mają swoje komory, ale… zespół musi mieć rezerwę na wypadek, gdyby któraś z nich zaszwankowała.
Jednak nurkowie z „Czernickiego” nie ograniczają się do zabezpieczania prac podwodnych. Sami także schodzą do morza. – Możemy pomagać w weryfikacji obiektów namierzonych przez załogi niszczycieli min – tłumaczy Marcin. Za chwilę będziemy świadkami tego typu akcji. Jeszcze na pokładzie „Iksa” wkładamy specjalne kombinezony, które ochronią nas przed wodą i niską temperaturą, na to pasy ratunkowe, wreszcie zajmujemy miejsce w dwóch RIB-ach. Łodzie zostają opuszczone na morze, odbijają od burty okrętu i nabierają prędkości. Kilka minut później „Czernicki” jest już tylko niewielkim punktem majaczącym na horyzoncie. Bliżej nas, na tle szarego nieba odcina się masywna sylwetka tankowca, który zmierza ku niemieckiemu wybrzeżu. Nieco dalej widać idący w przeciwną stronę prom. Jesteśmy na miejscu. Łodzie stają burta w burtę, nurkowie zaś rozpoczynają ostatnie przygotowania. Do wody właśnie została wrzucona lina opustowa z bojową wyposażoną w 30-kilogramowy obciążnik. – Podczepimy do niej linę i będziemy podchodzić do obiektu metodą okrężną. Nie potrzebujemy przy tym sonaru, bo widoczność pod wodą jest stosunkowo dobra – przyznaje Mateusz, jeden z nurków biorących udział w akcji. Obiekt, który ma sprawdzić wraz z kolegą, spoczywa na głębokości około 20 m. Dziś niemal na pewno panuje tam półmrok, ale przejrzystość wody jest na tyle dobra, że wystarczy sobie poświecić latarką. O komforcie nie ma jednak mowy. – Temperatura Bałtyku o tej porze roku oscyluje wokół trzech stopni Celsjusza. Po kilkudziesięciu minutach pracy nurek zaczyna marznąć, nawet jeśli ma na sobie suchy kombinezon – tłumaczy Mateusz.
Niebawem nurkowie znikają pod wodą. Mają pracować przez niespełna pół godziny. – W tym czasie sprawdzą obiekt – pomierzą go i nagrają. – Po wyjściu wspólnie przeanalizujemy zebrany materiał – mówi Marcin. W przypadku wykrycia miny dowództwo zespołu, uwzględniając miejscowe uwarunkowania, może podjąć decyzję o jej zniszczeniu. Jeśli tak się stanie, neutralizację przeprowadzi jeden z niszczycieli min – wysyłając pod wodę nurków-minerów albo pojazd podwodny. Polscy specjaliści mogą wspomóc sojuszników także na tym etapie. Na czas operacji wejdą jednak w podporządkowanie kierownika nurkowania ze wspomnianego niszczyciela min.
Tymczasem pół godziny później nurkowie wracają na powierzchnię. Jak się okazuje, samo zejście pod wodę było jeszcze mniej komfortowe, niż się spodziewali. Na głębokości 20 m pływało sporo planktonu, więc widoczność była nieco ograniczona. Pod wodą nie znaleźli jednak miny, lecz starą kotwicę. Kilka minut później wracamy na „Czernickiego”. – Takie nurkowania to dla chłopaków chleb powszedni. A mimo to zejścia pod wodę zawsze wiążą się z pewnym stresem. Ale to naturalne, bo w końcu perspektywa kontaktu z materiałem wybuchowym zawsze wiąże się z ryzykiem – podsumowuje Marcin.
SNMCMG1 to jeden z czterech stałych zespołów okrętowych NATO. Jego rolą jest patrolowanie szlaków żeglugowych północnej Europy, poszukiwanie i neutralizacja min, a także monitoring podwodnej infrastruktury krytycznej w ramach sojuszniczej operacji „Baltic Sentry”. Pod polskim dowództwem zespół będzie operował do połowy lipca.
autor zdjęć: Łukasz Zalesiński

komentarze