moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Odkrycie (z) Wilka

Niezwykłe odkrycie w kołobrzeskim Muzeum Oręża Polskiego. Domniemane fragmenty haubicy, które do placówki trafiły jako „złom użytkowy”, okazały się pozostałościami armaty z podwodnego ORP „Wilk”. Prawda wyszła na jaw przypadkiem. A wszystko dzięki Marcinowi Wilkowi, znawcy historii broni, który wiosną postanowił obejrzeć ekspozycję.

Działo i kiosk ORP „Wilk” w okresie służby w Wielkiej Brytanii (widoczny numer burtowy N64). Fot. Jerzy Pertek: Wielkie dni małej floty, Wydawnictwo Poznańskie 1976/ Domena publiczna

To miała być wizyta jakich wiele – trochę z sentymentu, trochę dla zabicia czasu. W marcu tego roku Marcin Wilk, znawca historii broni z Fundacji Pro Militaris, wybrał się do Kołobrzegu, by obejrzeć inscenizację walk o miasto z czasów II wojny światowej. Przy okazji postanowił zajrzeć do Muzeum Oręża Polskiego. Jak wspomina, ekspozycję zwiedzał w pośpiechu. Dotarł jednak także w miejsce, gdzie składowane są fragmenty starej broni i wyposażenia. Artefakty, które zwykle nie wzbudzają większych emocji wśród historyków, a co dopiero zwiedzających. Jego wzrok spoczął na fragmencie lufy – części dennej wyposażonej w zamek. Opis głosił, że to pozostałości 100-milimetrowej haubicy. – Haubice takiego kalibru produkowane były przed wojną przez zakłady zbrojeniowe w Starachowicach i Stalowej Woli, na podstawie licencji Škody. Nosiły jednak oznaczenie wz. 14/19, tymczasem na nasadzie zamkowej, którą miałem przed sobą widniał napis wz. 17. Coś tu się więc nie zgadzało – wspomina Wilk. Postanowił przyjrzeć się eksponatowi dokładniej. I wtedy przyszło skojarzenie, które sprawiło, że dreszcze przeszły mu po plecach.

 

Zagadka z płomieniem

Fragment lufy dotarł do Kołobrzegu w marcu 1991 roku. – Do muzeum przekazała go Wojskowa Akademia Techniczna. W protokole zawarta została informacja, że to „złom stalowy użytkowy artyleryjski” o wadze 400 kg – tłumaczy Aleksander Ostasz, dyrektor kołobrzeskiej placówki. Przymiotnik „użytkowy” mógłby wskazywać, że darczyńcy widzieli w artefakcie potencjał edukacyjny. Zwyczajny złom zapewne trafiłby do huty. Z dokumentu nie można jednak było wywnioskować nic więcej. Muzealnicy doszli do wniosku, że to fragment haubicy. Opisali go i na 33 lata prawie o nim zapomnieli. Do czasu aż pochylił się nad nim Marcin Wilk. Kaliber, inskrypcja wz. 17, a nade wszystko znak odbioru wojskowego w postaci okręgu z płomieniami w głównej części wskazywały, że to nie haubica, lecz armata z przedwojennego okrętu podwodnego typu Wilk. Polska miała takie trzy. Wyryty na lufie numer jeden wskazywał, że pochodzi ona z prototypowej jednostki ORP „Wilk”.

Kołobrzeskie muzeum postanowiło przeprowadzić szczegółową ekspertyzę. O pomoc zwróciło się do Muzeum Marynarki Wojennej. Powód? Gdyńska placówka posiada w zbiorach armatę z bliźniaczej wobec „Wilka” jednostki ORP „Żbik”. Analiza potwierdziła ustalenia Marcina Wilka. – Oznaczenia nie pozostawiają wątpliwości. Mamy do czynienia z elementem armaty morskiej wz. 1917 Schneider. Sprzęt ten został wyprodukowany w liczbie zaledwie trzech egzemplarzy, specjalnie z myślą o polskich okrętach podwodnych – podkreśla Adam Jarski, historyk z Muzeum Marynarki Wojennej.

Znaczenie odkrycia jest ogromne. Z trzech „Wilków” pozostało bowiem naprawdę niewiele. Oprócz wspomnianej armaty z ORP „Żbik” to m.in. karabin CKM 2 x 13,2 mm Hotchkiss, manometr, kombinezon płetwonurka (znajdujący się w muzeum marynarki) czy torpeda 550 mm wz. 24V, prezentowana w warszawskim Muzeum Wojska Polskiego. Kołobrzeska placówka w swoich zbiorach od kilku lat posiada oryginalną dokumentację techniczną ORP „Wilk” w języku francuskim. – Teraz zyskaliśmy kolejny cenny artefakt. Fragment lufy zostanie prawidłowo opisany i przeniesiony w bardziej eksponowane miejsce wystawy – zapowiada dyrektor Ostasz.

Na tym jednak nie koniec. Pracownicy muzeum starają się bowiem poznać wcześniejsze losy eksponatu. – Chcemy dowiedzieć się, w jaki sposób pozostałości armaty trafiły do WAT-u i dlaczego zostały błędnie opisane – zaznacza Ostasz. Jak dodaje, ma na ten temat własną teorię. – W czasach stalinowskich militarne dziedzictwo II RP było marginalizowane, a nawet niszczone, ponieważ nie pasowało do nowego ustroju i lansowanej przez niego wizji historii. ORP „Wilk” w 1954 roku został przeznaczony na złom. Miała się tym zająć Stocznia Marynarki Wojennej, którą kierował Zygmunt Jasiński, były oficer-mechanik na tym właśnie okręcie. Niewykluczone, że podczas złomowania nakazał wymontować pewne elementy wyposażenia, by przechować je na pamiątkę. Być może też dla bezpieczeństwa nie opisał ich w żaden sposób. Oczywiście to tylko hipoteza, ale bardzo prawdopodobna – zaznacza Ostasz. Tak czy inaczej pracownicy muzeum badają różne tropy. Przy okazji ogłoszenia wyników badań zwrócili się też z apelem o kontakt do wszystkich, którzy mogą pomóc w rozwikłaniu zagadki.

Burzliwe życie „Wilka”

ORP „Wilk” był pierwszym z trzech podwodnych stawiaczy min, które w połowie lat dwudziestych Polska zamówiła we Francji. Zbudowała go stocznia w Hawrze. Okręt wszedł do służby 31 października 1931 roku. Po wybuchu wojny „Wilk” realizował plan „Worek”. Wraz z innymi jednostkami postawił zapory minowe w rejonie Półwyspu Helskiego. Na jednej z nich wyleciał w powietrze niemiecki trałowiec M-85. Polska marynarka nie była jednak w stanie zniwelować przewagi wroga na morzu. „Wilk” opuścił więc wody terytorialne i ruszył w kierunku Wielkiej Brytanii. Załoga zdołała tam dotrzeć 20 września. Potem kontynuowała walkę u boku aliantów. Okręt wziął udział w dziewięciu patrolach bojowych.

W kwietniu 1942 roku ze względu na zły stan techniczny został skierowany do rezerwy. Przez kolejne lata był wykorzystywany do szkoleń podwodniaków. Do Gdyni wrócił dopiero w 1952 roku. Przeholowała go jednostka „Swarożyc”. Szybko okazało się, że remont okrętu jest nieopłacalny. ORP „Wilk” został czasowo udostępniony do zwiedzania, a następnie przeznaczony na złom.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: Domena publiczna, Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu

dodaj komentarz

komentarze


Morski game changer
PZL P.11c – Pościgowy taran!
Anatomia pocisku
Z prądem i pod prąd
Kolejna rosyjska prowokacja w powietrzu
Orlik z nowymi możliwościami
Piechur, artylerzysta, lotnik i… hydraulik
FlyMate – połączenie rozpoznania z uderzeniem
Wspólne manewry taktyczno-ratownicze
Pokazać ludzki wymiar służby na misji
Od mikrodronów po daleki zasięg
Agresja na Polskę nie była „spacerem”
Hanwha ze statuetką „Dumny Weteran”
Siła lądówki
Hity MSPO 2026: polski CBWP, Gladius 2 i systemy antydronowe
Mazurek Dąbrowskiego dla pływaczki „armii mistrzów”
Karaluch pokazał się na MSPO
Patriotyzm gospodarczy na MSPO
Kadeci będą uczyć się obsługi dronów
Berlin: Rosja próbowała doprowadzić do zamachu na lotnisku
Rośnie liczba domniemanych aktów sabotażu
Saperzy z Ukrainy potrzebują wsparcia
W wojsku nie wszystkie butelki z kaucją?
PZL Mielec w planach MON-u
Miliardy dolarów na modernizację polskiej armii
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
„Zielona lista” to przełom w przepisach mundurowych
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Jest kompromis w sprawie rekompensat za broń dla Ukrainy
Polska bliżej Turcji
Testy dronów dalekiego zasięgu. Można je usłyszeć lub zobaczyć
Wspólne zakupy z SAFE
Pomerania Has Potential
Pomorze ma potencjał
Łzy na treningu to cena, jaką warto zapłacić za sukces
Moskwa w poszukiwaniu partnerów
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Battalions of the Future
Centrum zarządzania kryzysowego na kołach na MSPO
Polsko-fiński dron saperski
Od Warmate po F-16. Pokaz możliwości Wojska Polskiego
Ważka, czyli bezzałogowce w wirtualnym świecie
Ciężki BWP będzie nosił nazwę Niedźwiedź
Naprawianie Jelcza
„Zielona lista” już za miesiąc
Satelity ochronią Bałtyk?
Kanada – wiodący kraj MSPO
Pioruny do 2030 roku
„Wielka ucieczka” okiem historyka
Koń roboczy Gladiusa
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Radar P-18 PL i Gladius 2 z nagrodami MSPO
Silniki Daimlera do Jelcza będą montowane w Polsce
Medale kajakarki, wspinaczki i spadochroniarek
Robot z Piorunami w Kielcach
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
„Model 44”. Mniej wozów, więcej dronów
Jak oślepić drona
Gorący lipiec PKW Łotwa
Unex znaczy wszechstronny
Walka w dwóch światach
Autonomia w kosmosie
Prezydencka wizyta na MSPO
Finowie o bezpieczeństwie w Europie do 2040 roku
Flanka pod strażą
Abordaż z polskim wsparciem
W Birczy o historii i bezpieczeństwie
Wojskowe MMA dla terytorialsów
Program SAFE w pytaniach i odpowiedziach
Po medale na nartorolkach i w kajaku
Polska a broń jądrowa – mity i fakty
Priorytetem WOT jest dziś mobilność
„Horyzont” przedłużony
Kanada i Polska stawiają na współpracę obronną
Drony i czołgi, czyli nowa jakość prowadzenia działań

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO