moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Krok przed wrogiem

W naszym wspólnym interesie jest dalsze, kolektywne zabezpieczanie przez sojuszników wschodniej flanki czy długofalowe i systemowe wspieranie Ukrainy – zaznacza gen. broni Piotr Błazeusz, doradca strategiczny szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. W rozmowie z „Polską Zbrojną” opowiada o przyszłości NATO, proaktywnej postawie wobec Rosji i wzmacnianiu potencjału Europy.

„NATO stanie się sojuszem w większym stopniu kierowanym przez Europę” – oznajmił podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa sekretarz generalny organizacji Mark Rutte. Wygląda na to, że jesteśmy świadkami rewolucji…

Raczej ewolucji. O przejęciu przez Europę większej odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo mówiło się właściwie od zarania NATO. W 1951 roku gen. Dwight Eisenhower, naczelny dowódca sił sojuszniczych w tej części świata, stwierdził nawet, że jeśli w ciągu dekady wojska USA nie powrócą do siebie, będzie to dowód na porażkę projektu pod nazwą Sojusz Północnoatlantycki. Wizja ta szybko została zweryfikowana przez okoliczności geostrategiczne, ale nikt jej do końca nie unieważnił. Amerykanie w ramach tzw. dywidendy pokojowej po upadku Związku Sowieckiego znacząco zredukowali swoją obecność w Europie. Kilka brygad zostało wycofanych ze Starego Kontynentu za prezydentury Baracka Obamy, który zaczął akcentować strategiczny zwrot w kierunku Indo-Pacyfiku. Prezydent Donald Trump już podczas swojej pierwszej kadencji mobilizował sojuszników do przejęcia większej odpowiedzialności za bezpieczeństwo Europy. Słowa sekretarza generalnego NATO oznaczają przesunięcie ciężaru odpowiedzialności w ramach tej samej, sojuszniczej struktury transatlantyckiej. W tym kontekście Polska musi nadal rozwijać własny potencjał oraz współkształtować europejski wkład do NATO.

REKLAMA

Gen. broni Piotr Błazeusz

Tyle że administracja Donalda Trumpa, jak się wydaje, postawiła sprawę na ostrzu noża. Od razu też część ekspertów orzekła, że NATO musi się całkowicie zredefiniować. Albo po prostu zniknie.

NATO nie zniknie z prostej przyczyny – zarówno USA, jak i pozostali jego członkowie mają fundamentalny interes w tym, by trwało. Kiedy obserwujemy obecne wydarzenia, niejednokrotnie zapominamy, że Sojusz już w przeszłości przechodził przez różne zawirowania. Doszło przecież do kryzysu w rejonie Kanału Sueskiego, czasowego wycofania się Francji ze struktur wojskowych, grecko-tureckiego konfliktu o Cypr, fali protestów w związku z rozmieszczeniem rakiet Pershing II w Europie czy wewnętrznych podziałów w kontekście wojny w Iraku. Z kolei już po zakończeniu zimnej wojny pojawiły się głosy w ogóle kwestionujące zasadność istnienia Sojuszu. Upadł ZSRS, niebezpieczeństwo zniknęło… Jak się okazało, nie na długo. Dziś mierzymy się z rosyjskim neoimperializmem i agresywną polityką tego państwa. Ewentualne rozszerzenie wpływów Kremla w Europie byłoby niekorzystne również dla USA. Choćby ze względu na więzi gospodarcze, które nas łączą. A NATO jest najlepszym gwarantem, że do tego nie dojdzie. Za organizacją przemawia potencjał jej członków, ale nie zapominajmy też o tworzonych i testowanych przez dekady systemach dowodzenia, łączności, procedurach operacyjnych, co wpłynęło na doświadczenie w budowaniu interoperacyjności.

Amerykanie mają swoją wizję Sojuszu, a oczekiwania z tym związane artykułują nierzadko w bardzo bezpośredni sposób. Trafnie określił to prezydent Francji Emmanuel Macron, który działania USA porównał do elektrowstrząsów. Ten szok jednak był według niego konieczny, by obudzić Europę. Proces adaptacji i transformacji NATO zdecydowanie przyspieszył.

Ale raz jeszcze – to, co obserwujemy teraz, jest wypadkową wcześniejszych procesów. Na naszych oczach dzieje się to, co i tak stać się musiało. Warto podkreślić, że NATO pozostaje najskuteczniejszym mechanizmem kolektywnej obrony w przestrzeni euroatlantyckiej, a debata o jego przyszłości za każdym razem, pomimo ożywionej dyskusji i różnicy zdań, kończyła się jego dostosowaniem do nowych realiów.

Co jednak może zrobić Europa? Mówiąc kolokwialnie: czy damy radę stanąć na własnych nogach?

Kluczowe pytanie brzmi: czy jesteśmy gotowi do poświęceń w imię własnego bezpieczeństwa? Moim zdaniem tak.
Ukraina pokazuje, że to możliwe, jeżeli są wola walki, konsekwencja i wiara w zwycięstwo. Podczas ostatniego szczytu NATO państwa europejskie zadeklarowały, że będą wydawać na obronność 5% PKB. Zwiększenie tych wydatków pozwala na budowanie niezbędnych sił i zdolności, wzrost potencjału przemysłu obronnego oraz odporności naszych państw i społeczeństw. I właśnie to się dzieje w Europie.

Nie wszędzie. Hiszpania ma duże wątpliwości, czy powinna wydawać na obronność aż 5% PKB.

Zgadza się, ale w gronie 32 państw trudno o całkowitą jednomyślność. Państwa południa Europy siłą rzeczy w mniejszym stopniu odczuwają zagrożenie ze strony Rosji. Dla nich poważniejszy problem stanowi nielegalna migracja przez Morze Śródziemne. Nikt jednak nie kwestionuje tego, że wydatki na obronność należy zwiększać. Sprawą sporną pozostaje jedynie tempo zmian, a i tu mówimy o odosobnionych przypadkach.

Kolejna rzecz – potencjał gospodarczy. Europa ma możliwości, by rozwijać przemysł zbrojeniowy, i to robi. Pozyskujemy i wdrażamy nowe technologie. Należy przy tym, rzecz jasna, pamiętać, że armie potrzebują też sprzętu tańszego i mniej skomplikowanego, za to produkowanego masowo i dostarczanego znacznie szybciej. Doskonale pokazuje to wojna w Ukrainie, gdzie tanie i proste drony są w stanie poczynić w szeregach przeciwnika ogromne spustoszenie. Problem w tym, że wielkie koncerny nie zawsze są zainteresowane produkcją niskokosztowych platform. Nie zawsze też chcą dostosowywać swój sprzęt do amunicji innego producenta, tak by stał się bardziej uniwersalny. Z jednej strony mamy potrzeby wojska, z drugiej prawa wolnego rynku. I tutaj trzeba znaleźć balans.

Chyba jednak trudno przypuszczać, że Europa stanie się w pełni samowystarczalna?

Pełna samowystarczalność jest w dzisiejszym świecie iluzją. Należy też czym prędzej porzucić mrzonki o budowie europejskiej armii. Tworzenie innej opcji niż Sojusz nie ma najmniejszego sensu, bo na to akurat nas po prostu nie stać i jest to nieuzasadnione.

Ale Unia Europejska tworzy struktury wojskowe. Mamy na przykład Eurokorpus, którym Pan dowodził.

Tyle że Eurokorpus nie stanowi zalążka europejskich sił zbrojnych. Powstał co prawda jako inicjatywa francusko-niemiecka w 1992 roku, ale już rok później został zaoferowany do użycia w ramach NATO. Eurokorpus pozostaje więc dowództwem, które może realizować zadania zarówno pod egidą Unii Europejskiej, jak i Sojuszu. Jest swego rodzaju organizacjami.

Dublowanie NATO, jak mówiłem, nie ma sensu. Fundamentem bezpieczeństwa Europy pozostaje Sojusz Północnoatlantycki i transatlantycka więź z USA. Unia Europejska może za to podejmować różnego rodzaju inicjatywy gospodarcze, upraszczać regulacje i procedury, wzmacniać potencjał europejskiego przemysłu obronnego, ułatwiać rozwój i wdrażanie innowacji oraz wypracowywać mechanizmy finansowe, które wzmocnią system zbiorowego bezpieczeństwa. To zwiększa europejski wkład do NATO, ale nie zastąpi samego Sojuszu.

Państwa Europy rozbudowują swoje siły zbrojne, by odstraszyć potencjalnego przeciwnika i być gotowymi do ewentualnej obrony. Zwiększamy na przykład zdolności do głębokich uderzeń. Polskie wojska lądowe już dziś są w stanie razić cele na dystansie 300 km, siły powietrzne zaś w odległości nawet 1000 km. Wiadomo jednak, że w niektórych aspektach Sojusz siłą rzeczy będzie musiał oprzeć się na potencjale USA.

Mówimy o broni jądrowej?

Nie tylko. Odstraszanie to cały system zdolności zarówno nuklearnych, jak i konwencjonalnych. Mam tu na myśli choćby samoloty F-35, w swojej klasie najnowocześniejsze na świecie. Część państw europejskich dysponuje już tego typu statkami powietrznymi. Niebawem staną się one też podstawową platformą w polskich siłach powietrznych. Pozostaje jednak kwestia skali. Dlatego właśnie więzi transatlantyckie są tak ważne.

Tymczasem członkowie NATO coraz chętniej zawiązują lokalne koalicje i sojusze. W 2014 roku Wielka Brytania aktywowała Połączone Siły Ekspedycyjne, koalicję z udziałem m.in. państw skandynawskich i bałtyckich, która organizuje ćwiczenia w północnej Europie. Polska zacieśnia więzi polityczno-wojskowe ze Szwecją, z Danią… Czy to jednak nie dowód na to, że chcemy się zabezpieczyć na wypadek gdyby Sojusz okazał się niesterowalny?

Absolutnie nie. Podobne koalicje powstawały zawsze. W żaden sposób nie podważają one kompetencji NATO. Wręcz przeciwnie – mogą prowadzić do jego wzmocnienia. Zasygnalizować Sojuszowi określone zagrożenie, przenieść wypracowane w danym formacie mechanizmy wyżej. W ten sposób poszczególne państwa albo grupy państw stają się swego rodzaju translatorami…

Translatorami?

Tak, mam na myśli to, że dostrzegają zagrożenia najwcześniej, rozumieją je, tłumaczą innym członkom Sojuszu i wzmacniają wspólny przekaz. W kontekście rosyjskiego zagrożenia taką rolę odgrywała i nadal odgrywa Polska wraz z państwami naszego regionu. Kiedy w 2019 roku obejmowałem stanowisko zastępcy szefa sztabu ds. strategicznego rozwoju i planowania w Naczelnym Dowództwie Sojuszniczych Sił w Europie (Supreme Headquarters Allied Powers Europe – SHAPE), w NATO trwał już proces głębokich zmian. Obejmowały one choćby planowanie operacyjne. Krok po kroku tworzono wówczas założenia związane z odstraszaniem i obroną obszaru euroatlantyckiego. Za kolejną, piątą domenę operacyjną uznano wówczas kosmos. Jako zwierzchnik zarządu planowania strategicznego J5, zarządu szkoleń i ćwiczeń J7 czy oddziału generacji sił byłem w to wszystko bezpośrednio zaangażowany. Moi współpracownicy i zwierzchnicy żywo interesowali się polskimi doświadczeniami ze wschodniej flanki. Naszą perspektywą. A ta okazała się zupełnie inna niż zachodnia. Polska już wówczas była na różne sposoby prowokowana i testowana przez Federację Rosyjską. Widać zatem, że regionalna wrażliwość Sojuszu przekłada się na bezpieczeństwo i decyzje całej organizacji.

Ale Zachód niezupełnie chyba wierzył w rosyjskie zagrożenie?

Zachodni decydenci długo byli przekonani, że z Rosją można ułożyć sobie poprawne stosunki ze względu na obopólne powiązania i korzyści gospodarcze. Nie zmieniły tego sygnały ostrzegawcze w postaci wystąpienia Władimira Putina w 2007 roku, który wyraźnie nakreślił cele rosyjskiej polityki, ani późniejsza inwazja na Gruzję. Sygnałem alarmowym stała się dopiero aneksja Krymu i wojna we wschodniej Ukrainie. To właśnie wtedy NATO zaczęło się przygotowywać na rosyjskie zagrożenie. Choć część polityków jeszcze kilka tygodni przed pełnoskalową inwazją na Ukrainę, pomimo czytelnego rosyjskiego ultimatum, wierzyła, że wojnę można zatrzymać. Tymczasem ona trwa już ponad cztery lata.

I nie ma wątpliwości, że pozostaje dla NATO najważniejszym punktem odniesienia.

Przynosi wiele wyzwań. Na pewno w takiej sytuacji najważniejsze jest zachowanie jedności i spójności. A także bardziej proaktywna postawa wobec Rosji. Przywódcy długo się zastanawiali, czy uruchomienie jakichś działań wyprzedzających ruchy Kremla nie doprowadzi do eskalacji. Czekaliśmy na posunięcia Putina, a on nie miał żadnych oporów, by przekraczać kolejne granice.

Teraz to się zmienia. Dobrym przykładem są regionalne plany obronne. Choć niezmiennie mają one charakter defensywny, to w pewnych aspektach zakładają wyprzedzające ruchy. Podobnie rzecz się ma z wojną kognitywną, którą prowadzą przeciwko nam Rosjanie. Media społecznościowe na Zachodzie zalewane są dezinformacją. Sojusz nie tylko chce je aktywnie zwalczać – sam sprawdza możliwości oddziaływania na społeczeństwo rosyjskie.

Na tym nie koniec. Dużym wyzwaniem jest na pewno podtrzymanie pomocy dla Ukrainy i walka z flotą cieni, czyli armadą starych tankowców, które przemycają objętą sankcjami ropę i w ten sposób napędzają rosyjską machinę wojenną. Zdarza się, że surowiec jest przetwarzany w rafineriach znajdujących się na terenie państw członkowskich, a statki stanowią olbrzymie zagrożenie dla środowiska naturalnego, ze względu na swój wiek i stan techniczny. Tę machinę należy zatrzymać. I tu również krok po kroku są wypracowywane i wdrażane nowe rozwiązania. O tym wszystkim z pewnością sojusznicy będą rozmawiać podczas zbliżającego się lipcowego szczytu NATO w Ankarze.

Z jakimi oczekiwaniami pojedzie tam Polska?

Na pewno w naszym wspólnym interesie jest dalsze, kolektywne zabezpieczanie przez sojuszników wschodniej flanki czy długofalowe i systemowe wspieranie Ukrainy – tutaj nic się nie zmieniło. Polska ma w NATO mocną pozycję. Potrafimy zadbać o własne bezpieczeństwo i udzielać wsparcia innym członkom. Na obronność już w tej chwili przeznaczamy prawie 5% PKB. W wielu aspektach jesteśmy pionierami. Mam tu na myśli choćby mechanizmy związane z reagowaniem na rosyjskie prowokacje, zabezpieczeniem centrum logistycznego POLLOGHUB, występowaniem w roli państwa gospodarza: przyjęciem, ześrodkowaniem i zabezpieczeniem logistycznym wojsk sojuszniczych na naszym terytorium. Dobrym przykładem jest też budowa Tarczy Wschód i powiązanych z nią składów, magazynów, schronów, systemu zapór, przygotowanie poł minowych, rozbudowa systemu sensorów oraz zdolności do zwalczania dronów. Takich przykładów jest zresztą dużo więcej.

Zatem pogłoski o śmierci NATO są stanowczo przesadzone?

Zdecydowanie tak, chociaż obserwujemy niełatwy czas dla NATO. Sojusz będzie się teraz zmieniać i dostosowywać do nowych realiów, to naturalny proces, ale nie mam najmniejszych wątpliwości, że go przetrwa. Co więcej, po zmianach ma szansę, tak jak to pokazuje historia NATO, by stać się jeszcze silniejszym gwarantem bezpieczeństwa euroatlantyckiego.

Rozmawiał: Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: Patryk Cieliński/Combat Camera DORSZ, Łukasz Kermel, Damian Łubkowski / 18 DZ, US Army.

dodaj komentarz

komentarze


Tu będą się kształcić specjaliści od „niewidocznego pola walki”
Borsuki wyszły w pole
Nie udostępniamy nieba do ataków na Rosję
Muzeum na fali
Morski lis na polowaniu
Wyróżnienia za sportowe sukcesy
Senat przyjął ustawę o SAFE głosami koalicji
Polsko-szwajcarska współpraca obronna
Rezerwa na nowo
Pytania o „chińczyki” w jednostkach
Nie tylko błękitne berety
Ustawa o SAFE uchwalona. Opozycja przeciw
Podwójny emeryt, jedno świadczenie
„Końca cywilizacji” w Iranie na razie nie będzie
Kosmiczne bezpieczeństwo
Marynarze po raz trzeci z rzędu najlepsi w wieloboju żołnierskim
Pierwszy dom dla Husarzy gotowy
W Sejmie o wyższym szkolnictwie wojskowym
Bliski Wschód: wojna bez wyjścia, stawka rośnie
Polski sukces w Duńskim Marszu
Szkoła w mundurze
Śmiercionośna Jarzębina
Widok z kosmosu
Taktyka „stopniowego oślepiania”
Our Only One
Jubileuszowa i rekordowa Setka Komandosa
Terytorialsi strzelali z nowych Grotów
Świąteczne dowody wdzięczności i pamięci
Adaptacja i realizm
Akcja młodego terytorialsa
Chłód Bałtyku
Strzelecki sprawdzian u mińskich żandarmów
Więcej pieniędzy dla żołnierzy na mieszkanie
Psiakrew, harmata!
Wypadek w PKW UNIFIL
Krew, która łączy
Pasja i fart
Testy autonomicznego Black Hawka
Stalinowski wyrok śmierci na tysiącach Polaków
Donald Trump: Jesteśmy bardzo blisko
Sejm uchwalił ustawę o SAFE
Gen. broni Piotr Błazeusz na nowym stanowisku
Zginęli, bo pełnili służbę dla Polski
Debata o bezpieczeństwie
Syndrom Karbali
Sztuka spadania
Wojskowe Targi Służby i Pracy wkrótce w całej Polsce
Koniec niemieckiej misji powietrznego wsparcia
F-16 na straży
Marynarz w koreańskim tyglu
Zanim pojadą na wojnę
Od złota do brązu, czyli lekkoatleci na medal
Wojskowe roboty prosto z Polski
Prototyp E-7 dla USAF
Buty żołnierzy po nowemu
Kolarskie gwiazdy na legendarnym okręcie
Wychodzą z cienia. Terytorialsi świętują Dzień Dumy z Munduru
Pierwsze K9 w Braniewie
Trening w tunelu aerodynamicznym
Gen. Rozwadowski – wizjoner i zwycięzca wymazany z pamięci
Początek wielkiej historii
NATO i USA o Iranie
Fińska armia luzuje rygory
Przyszłość polskich Czarnych Panter

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO