moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Kolebka kapitanów

Pierwsza polska Szkoła Morska powstała kilkadziesiąt kilometrów od morza. Choć miała kształcić oficerów dla floty handlowej, początkowo funkcjonowała w strukturach wojskowych. Przez pierwsze lata złośliwi nazywali ją Szkołą Bezrobotnych Kapitanów. Ale to właśnie owi „kapitanowie” jako pierwsi przekroczyli równik pod biało-czerwoną banderą.

Praktyki studentów na Darze Pomorze. Fot. materiały Urzędu Morskiego w Gdyni

W lutym 1920 roku odrodzona Polska uzyskała dostęp do Bałtyku. Nie miała jednak portów z prawdziwego zdarzenia. Mało tego, jej marynarka wojenna składała się wówczas z jednostek śródlądowych oraz jednego wysłużonego okrętu hydrograficznego, flota zaś handlowa z dziesięciu szkut przeznaczonych do transportu towarów po rzekach. Wszystko należało więc zbudować praktycznie od zera. Ale na tym nie koniec. „Żadna flota nie będzie miała dla nas znaczenia, o ile nie będziemy mieli dla niej odpowiedniego personelu” – podkreślał wiceadmirał Kazimierz Porębski, który wiosną 1919 roku stanął na czele Departamentu Morskiego przy Ministerstwie Spraw Wojskowych. Dlatego właśnie od pierwszych dni na objętym stanowisku bardzo mocno zaangażował się w tworzenie ośrodków kształcenia przyszłych marynarzy. Pierwszym efektem tych zabiegów było powołanie szkoły dla adeptów żeglugi cywilnej.

 

Na mszę o piątej

Szkoła Morska została ulokowana w Tczewie, czyli... kilkadziesiąt kilometrów od morza. – Na 140-kilometrowym odcinku wybrzeża, który przypadł Polsce, trudno było znaleźć odpowiednie miejsce. Dominowały tam rybackie wioski i miasteczka, brakowało infrastruktury – tłumaczy Aleksander Gosk, wicedyrektor Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni, który współpracuje także z Uniwersytetem Morskim. – Tczew również nie był duży, ale za sprawą Wisły miał stosunkowo dobre połączenie z Bałtykiem. Do tego w mieście znajdował się solidny budynek szkoły żeńskiej, który można było zagospodarować na potrzeby nowej placówki.

Minister spraw wojskowych gen. Józef Leśniewski podpisał 17 czerwca 1920 roku akt utworzenia szkoły. Wkrótce ruszyły egzaminy wstępne. Kandydaci zdawali je z matematyki, geografii, języka obcego i kreślarstwa. – Zgłosiło się 111 chętnych. Ostatecznie 40 z nich zostało zakwalifikowanych na wydział nawigacyjny, 18 zaś na wydział mechaniczny – informuje Gosk. Zanim jednak przyszli marynarze rozpoczęli naukę, zostali wcieleni do wojska. Były to decydujące chwile wojny polsko-bolszewickiej. Armia Czerwona zbliżała się do Warszawy. Zarówno na froncie, jak i na tyłach każda para rąk była na wagę złota. Ostatecznie więc pierwszy rok szkolny w Tczewie mógł się rozpocząć dopiero późną jesienią.

Szkoła w Tczewie.

8 grudnia 1920 roku na gmachu szkoły została podniesiona bandera marynarki handlowej. W uroczystości wziął udział między innymi wiceadmirał Porębski. – Dla 20-tysięcznego wówczas Tczewa było to znaczące wydarzenie – przyznaje Józef Ziółkowski z tczewskiej Fabryki Sztuk, która organizuje wystawy i popularyzuje historię regionu. – Wraz z uruchomieniem szkoły miasto zaczęło oddychać atmosferą wielkiego świata. Zjechali do niego wykładowcy z różnych stron Polski, często osoby znane i poważane.

Ówczesna kadra uczelni w dużej części składała się z marynarzy, którzy mieli za sobą służbę pod banderami państw zaborczych. Dyrektorem szkoły został Antoni Garnuszewski. Ukończył on Szkołę Morską w Odessie, po czym służył w rosyjskiej flocie handlowej i wojennej. Zawodowym oficerem carskiej marynarki był też słynny Mamert Stankiewicz, późniejszy kapitan polskich transatlantyków. Podczas I wojny światowej dowodził stawiaczem min na Bałtyku. Był też starszym oficerem nawigacyjnym na krążowniku „Ruryk”. Po rewolucji trafił do bolszewickiego więzienia, by w 1921 roku w końcu wylądować w Tczewie. – Wychowankiem niemieckiej floty był z kolei Tadeusz Ziółkowski, dowódca żaglowca szkolnego STS „Lwów”. Natomiast pod banderą Austro-Węgier marynarskie szlify zdobywał hrabia Antoni Halka-Ledóchowski – tłumaczy Gosk.

Swoisty koloryt do miejskiego życia wnosili też studenci. – Czasem, jak to w przypadku młodych ludzi, nazbyt ponosiła ich fantazja. Kiedyś, na przykład, mieszkańcy poskarżyli się, że śpiewają po nocy swawolne piosenki. Sprawa oparła się o burmistrza, który wspólnie z dyrektorem uradził, by studenci obowiązkowo chodzili na msze o piątej rano. Tak wczesne pobudki miały sprawić, że przejdzie im ochota na nocne hulanki – opowiada Ziółkowski. – Generalnie jednak w szkole panowała raczej surowa, wojskowa dyscyplina.

Można by rzec: nic dziwnego. W końcu do 1 stycznia 1922 roku znajdowała się ona w strukturach armii. Potem przeszła pod zarząd Ministerstwa Przemysłu i Handlu, ale wykładowcy nie przestali hołdować poglądowi, że zdyscyplinowanie i sumienność to rzecz u przyszłych marynarzy nieodzowna. I to niezależnie od tego, pod jaką banderą będą służyć.

Pierwsi na równiku

Przyszli oficerowie zdobywali wiedzę nie tylko w salach wykładowych. – Szkoła posiadała niewielki statek „Kopernik”. Chodził on po Wiśle, uczniowie zaś wydziału mechanicznego podpatrywali pracę jego siłowni – tłumaczy Gosk. – Przede wszystkim jednak praktyczne zajęcia były prowadzone na pokładzie STS „Lwów”, pierwszego polskiego żaglowca szkolnego, który szybko zaczął być nazywany kolebką polskich nawigatorów.

Egzamin w auli.  

Wcześniej trójmasztowa fregata była statkiem towarowo-pasażerskim. Pływała pod banderami Wielkiej Brytanii, Włoch i Holandii. Docierała między innymi do Indii i Australii. Latem 1920 roku Polska kupiła ją za 247 tys. dolarów, a już trzy lata później „Lwów” dokonał rzeczy historycznej. – W sierpniu 1923 roku jako pierwsza jednostka pod polską banderą przekroczyła równik. Stało się to podczas rejsu do Brazylii. Co ciekawe, dokładnie tego samego dnia do tymczasowego jeszcze portu w Gdyni zawinął pierwszy pełnomorski statek SS „Kentucky” – informuje Gosk. Zbieżność dat była przypadkowa. Świadczyła jednak o tym, że Polska coraz mocniej zaznacza swoją obecność wśród użytkowników morza. Tak czy inaczej, pierwsi absolwenci tczewskiej szkoły łatwo nie mieli. Statków nadal brakowało, pracy też. Wkrótce do placówki przylgnęła na wpół żartobliwa nazwa: SBK – Szkoła Bezrobotnych Kapitanów. – „Tczewiacy” tymczasowo zaciągali się na statki zagraniczne albo szukali sobie innego zajęcia. Przykładem może być Karol Olgierd Borchardt, kapitan żeglugi i pisarz, który zasłynął między innymi zbiorem opowiadań „Znaczy kapitan”. Przez pewien czas pracował w firmie ojczyma na Wileńszczyźnie, a podczas urlopów mustrował na statkach jako prosty marynarz – tłumaczy Gosk.

Sytuacja szybko jednak zaczęła się zmieniać. W połowie lat 20. powstało przedsiębiorstwo Żegluga Polska. W styczniu 1927 roku kupiło ono we Francji pięć statków handlowych, odtąd potocznie nazywanych francuzami. Wkrótce pojawiły się kolejne jednostki. Pod polską banderą zaczęły też pływać duże transatlantyki.

Żaglowiec Lwów.  

Tymczasem Szkoła Morska w Tczewie powoli kończyła swoją misję. – W 1930 roku placówka została przeniesiona do Gdyni. W wybudowanym od podstaw mieście funkcjonował nowoczesny port. Tam też miał powstać centralny ośrodek kształcenia kadr zarówno dla polskiej marynarki, jak i floty handlowej – zaznacza Gosk. Tradycje tczewskiej szkoły przejęła Wyższa Szkoła Morska, z czasem przemianowana na Akademię Morską, wreszcie niedawno na Uniwersytet Morski w Gdyni.

Dziś w dawnym gmachu Szkoły Morskiej mieści się I Liceum Ogólnokształcące im. Marii Skłodowskiej-Curie. Po dawnej placówce pozostały nieliczne ślady. – W setną rocznicę powołania chcemy przypomnieć jej dzieje – deklaruje Ziółkowski. – W pobliżu tczewskiego dworca PKP zorganizowaliśmy wystawę. Składa się ona z 20 tablic, na których prezentujemy dawne fotografie wraz z opisami. Ekspozycja nosi tytuł „Z Tczewa na morza i oceany”. Będzie ją można oglądać do 30 września.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: materiały UMG

dodaj komentarz

komentarze


Sojusznicze wsparcie nad Bałtykiem
Tysiące Piorunów dla Polski i sojuszników
Wojsko szuka tłumaczy, psychologów i BHP-owców na misje
Jakie limity dla przyszłych oficerów?
Aukcja dla weterana
Kolejne Czarne Pantery dotarły do Polski
Bitwa Warszawska, dzień szósty: Bitwa wygrana!
Żołnierze PKW Rumunia ćwiczyli w Bułgarii
Saperzy z Ukrainy potrzebują wsparcia
Sojusznicza tarcza antydronowa
Legion Medyczny na poligonie
Sojusznicze samoloty ćwiczyły nad Polską. To były planowane manewry
Resort o przyszłości M28, Black Hawków i i MiG-ów 29
Bohaterka powstania, strażniczka pamięci
Rok 2027 bez Air Show Radom
F-15 dla Polski?
Kompania dronów zamiast Rosomaków
CEPS – strategiczny projekt NATO się rozwija
Lancaster PA163 nie dotarł do Szczecina
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
MON: planujemy zakup kolejnych F-35
Moskwa w poszukiwaniu partnerów
Abordaż z polskim wsparciem
Młodzi medycy na poligonie
Gorący lipiec PKW Łotwa
Bitwa Warszawska, dzień trzeci: Triumf w Radzyminie
Brąz płotkarza na mistrzostwach Europy
Tarcza i miecz
Zmarł gen. Mirosław Różański
Patrioty pod Płockiem
W wojsku nie wszystkie butelki z kaucją?
Cztery brygady, jeden cel
Bitwa Warszawska, dzień czwarty: Zwycięska kontrofensywa
Polska gotowa zarządzać rurociągami NATO
Więcej sojuszniczych wojsk w Polsce?
Dwa marzenia spełnione naraz
Produkcja pocisków do Patriotów w Polsce i Ukrainie?
Łzy na treningu to cena, jaką warto zapłacić za sukces
Przyszłością wojsk pancernych jest działanie różnych środowisk
Walka w dwóch światach
Ukraina zgodziła się na ekshumacje w Hucie Pieniackiej
Siatka niewidka dla wojska
Obrona powietrzna w gotowości przez całą dobę
Armia testuje naziemne drony
Prezent chodziarki na Święto Wojska Polskiego
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Z prądem i pod prąd
Dowódca, który wie szybciej i więcej, wygrywa
„Kryzysowy” Jaśmin
Bitwa Warszawska, dzień piąty: Bolszewika goń!
Program SAFE w pytaniach i odpowiedziach
Coraz więcej Alpha Scramble
Mazurek Dąbrowskiego dla pływaczki „armii mistrzów”
Paczka z mundurem – pytania i odpowiedzi
Donald Tusk: Patrzcie z dumą na polską flotę!
Razem dla bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO
Flanka pod strażą
„Mewa” na północnym szlaku
W Sejmie o rosyjskim pocisku

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO