moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Kosynierzy 1863 roku – zmora carskich dragonów

Rosyjscy żołnierze wysyłani do Królestwa Polskiego do tłumienia buntu, który wybuchł w styczniu 1863 roku, uważali się za szczęśliwców. Zamiast w przepastne góry Kaukazu lub w tundrę Syberii jechali do gęsto zaludnionego i zasobnego kraju. Walka ze słabo uzbrojonym i wyszkolonym przeciwnikiem wydawała się łatwizną. Na miejscu ich optymizm szybko gasł.

Królestwo Polskie rzeczywiście było krajem ludnym i o wiele bogatszym od kaukaskich ostępów. Ale takiej wrogości po przekroczeniu jego granic Rosjanie nie doświadczali nawet wśród Czerkiesów. W Królestwie otaczała carską armię śmiertelna nienawiść. W każdej karczmie, żydowskim straganie czy na stacji kolejowej mogli spodziewać się szpiegów, którzy donosili o ruchach ich oddziałów. Kiedy kolumna wyjeżdżała ze swych kwater w pole, w oddali czekali już na nich partyzanci na koniach śledzący każdy ruch nieprzyjacielskiego wojska. Czasem dochodziło do pojedynków ogniowych między nimi a ubezpieczającymi kolumnę Kozakami dońskimi i niejednokrotnie to Dońcy okazywali się gorszymi strzelcami i jeźdźcami od tych nieuchwytnych patrolowców. Zresztą Polacy walczyli na modłę kozacką i mieli również w większości kozackie konie, co ze zdumieniem po pewnym czasie odkryli rosyjscy dowódcy. Okazało się, że tuż przed wybuchem powstania, wydano rozkaz odesłania z Królestwa czterech pułków Kozaków dońskich w rodzinne strony. Nieopatrznie pozwolono im sprzedać na miejscu wszystkie konie i oporządzenie. Polskie władze konspiracyjne nie przepuściły takiej okazji i dzięki temu niektóre powstańcze szwadrony posiadały dońskie krępe koniki. Zresztą na sposób walki konnych powstańców miało wpływ również to, że do powstańców zdezerterowało wielu Kozaków, zwłaszcza kubańskich, którzy nadali kozacki charakter powstańczej kawalerii.

Piekło rosyjskich dragonów

Kolejnym niemiłym zaskoczeniem dla rosyjskiego wojska pacyfikującego zbuntowane Królestwo byli strzelcy wyborowi. Polacy pozbawieni (od klęski powstania listopadowego) regularnej armii i rozbrajani carskimi ukazami, które bezwzględnie nakazywały zdawanie wszelkiej broni myśliwskiej, nie zapomnieli jednak strzeleckiej profesji. Myśliwi i kłusownicy chronili swą broń przed konfiskatą, ale to by nie wystarczyło, gdyby nie pomoc zza granicy. Mimo wielkich trudności i wzmożonych kontroli na granicy, udało się przemycić z Zachodu sporo doskonałych belgijskich i angielskich sztucerów. Na pomoc powstaniu przybyło też wielu ochotników – zarówno Polaków, jak i cudzoziemców – zaprawionych w wojskowym rzemiośle w licznych ówczesnych wojnach. Strzelcy wyborowi, wówczas zwani celnymi, potrafili całymi dniami czekać na rosyjski oddział, by ze swych belgijskich lub angielskich sztucerów uszczuplić go o kilku żołnierzy i zniknąć natychmiast w leśnych ostępach. Z tego też powodu, rosyjska kawaleria nie wyjeżdżała na akcje bez kilku rot piechoty na podwodach. Bez ubezpieczenia piechoty rosyjska konnica była łatwym celem dla partyzanckich strzelców. Jednak dla rosyjskich dragonów najgorsi byli… kosynierzy. Odkąd Tadeusz Kościuszko uczynił z chłopskiej kosy nastawionej na sztorc narodową broń Polaków, ci przez kolejne powstania znacznie udoskonalili taktykę walki kosynierów. W 1863 roku boleśnie przekonali się o tym carscy dowódcy, zwłaszcza ci z kawalerii.

Ruchome twierdze

To nie były już nieskładne chmary chłopskie, które siekły swymi kosami nieprzyjaciela z zaskoczenia, jak rosyjskich kanonierów pod Racławicami, ale były łatwe do pokonania, kiedy regularne wojsko było przygotowane na odparcie ich ataku, co wydarzyło się w dniu klęski Kościuszki pod Maciejowicami. W powstaniu styczniowym kosynierzy w boju z przeważającymi siłami nieprzyjaciela tworzyli dwuszeregowe czworoboki. Pierwszy szereg klęczał schylony do ziemi, wysuwając ostrza kos ukośnie. Drugi – nad głowami pierwszego – wywijał kosami rytmicznie, w takt bębnów, rysując w powietrzu poziome ósemki. W środku takiego czworoboku stało najczęściej kilku strzelców celnych, którzy ogniem swych sztucerów ubezpieczali kosynierów. O przełamaniu takiego szyku z marszu nie mogło być mowy. Można go było rozbić silnym ogniem i to artyleryjskim. Uderzenia na bagnety czy szarży kawaleryjskiej po kilku pierwszych próbach, które skończyły się masakrą sołdatów, rosyjscy oficerowie już nie próbowali, tylko czekali przybycia kilku armat…

Kosynierzy. Fot. Wikipedia

Stanisław Rembek w swej noweli „Igła wojewody. Ze wspomnień generała Jeremina” (na podstawie której Juliusz Machulski nakręcił świetny film „Szwadron”) opisał szarżę rosyjskich dragonów na czworobok kosynierów w boju pod Ociosanką niedaleko Opatowa 25 listopada 1863 roku. Warto tutaj zacytować fragment zbeletryzowanych przez Rembeka wspomnień rosyjskiego oficera dragonów: „Nagle ukazało się coś strasznego. […] W opłotkach targanej wichurą pożaru wioski sterczał purpurowy od łuny czworobok kosynierów. Był właściwie maleńki. Ot, niewielki plutonik, z czterdziestu chłopa. Lecz stali oni jak mur, ramię przy ramieniu, wyczyniając w powietrzu oślepiające jak błyskawice ósemki ponad klęczącymi nisko towarzyszami, którzy wysuwali ku nam niezmiernie długie, krwawo płonące ostrza. […] Moi dragoni wyli jak oszalałe zwierzęta, obiegając czworobok wokół niby hordy Nogajców, walczących na stepach ukraińskich z ruchomym taborem. W przystępie szału dopadali go ze wszystkich stron jak psy gończe, osaczające odyńca. Konie ponosiły. Wszędzie widziałem ich zdarte munsztukami, rozwarte i spienione pyski. Gdy tylko który zbliżył się do czworoboku choć na kilkanaście kroków, natychmiast padał z przeraźliwym kwikiem, jak rażony piorunem, wyrzucając w górę gorejące od łuny podkowy. […] Z pierwszego, klęczącego szeregu coraz wysuwali się tuż przy ziemi poszczególni parobcy nagłym ruchem napadający na swą zdobycz szczupaków. Za każdym razem to koń kwicząc wywracał się z podciętymi nogami albo tryskając w górę krwawożółtosinym pękiem wnętrzności, to padał rozpłatany dragon, który usiłował się wydostać spod leżącego wierzchowca. Wieniec pochlastanych zwałów krwawego mięsa rósł z każdą sekundą. Powietrze wypełniał smród porozcinanych trzewi końskich i ludzkich”.

Tę masakrę rosyjskiego szwadronu przerwało dopiero przybycie kanonierów z jedną armatą, którzy wystrzelali z niej kosynierów. Rosyjski oficer podkreślał, że jednak nawet wtedy, Polacy ginąc jeden po drugim zachowywali szyk, niczym napoleońska gwardia pod Waterloo. To nie byli zwykli chłopi uzbrojeni naprędce w kosy i drągi. Generał Jeremin podkreślił, że dowódca czworoboku musiał być doświadczonym oficerem, a ludzi w karności miał wyszkolonych znakomicie. I tak w istocie było w pierwszych partiach (oddziałach) powstańczych Mierosławskiego, Seyfrieda, Oborskiego, Caillera, Younga de Blankenheima czy Oksińskiego. Wszyscy oni dysponowali formacjami kosynierów, przeszkolonych przez instruktorów z doświadczeniem z Wiosny Ludów. Natomiast ich kosynierzy rekrutowali się najczęściej spośród przybyłych zza pruskiego kordonu chłopów z Poznańskiego: karnych, wyćwiczonych, a zwłaszcza patriotycznych i pełnych poczucia własnej godności. Trzeba pamiętać, że chłopi w zaborze pruskim byli już uwłaszczeni od czterdziestu lat.

Tajemnica skuteczności kosynierów miała jeszcze jedno źródło. Mianowicie generał Marian Langiewicz, drugi po Ludwiku Mierosławskim dyktator powstania, wpadł na pomysł, by z kosynierów tworzyć kompanie karne. Ten były pruski oficer artylerii w podlegających mu oddziałach wprowadził iście kajzerowski dryl. Za najdrobniejsze przewinienie, żołnierzowi odbierano broń palną, wręczano kosę i wcielano do kompanii kosynierskiej. Tam musiał wywalczyć sobie wymazanie win i prawo do posiadania broni palnej. Nie dziwota więc, że pod Langiewiczem kosynierzy bili się jak lwy. Z pewnością ich pojawienie się na polu walki czyniło z wojny partyzanckiej jeszcze okrutniejszą jatkę. Wielu więc rosyjskich oficerów marzyło wówczas o powrocie na Kaukaz lub Syberię, gdzie służba pośród dzikich górali jawiła im się niczym urlop wypoczynkowy.

Bibliografia:

S. Kieniewicz, „Powstanie styczniowe”, Warszawa 1983
S. Rembek, „Igła wojewody. Ze wspomnień generała Jeremina”, [w:] „Ballada o wzgardliwym wisielcu”, Warszawa 1971
M. Zgórniak, „Polska w czasach walk o niepodległość 1815–1864”, Kraków 2001
S. Zieliński, „Bitwy i potyczki powstania styczniowego”, Rapperswil 1913

Piotr Korczyński , historyk, redaktor kwartalnika „Polska Zbrojna. Historia”

autor zdjęć: Wikipedia

dodaj komentarz

komentarze

~bohun
1579847400
Wreszcie ciekawie o powstaniu styczniowym!
A3-B4-2A-3C

Pomnik Jordan-Rozwadowskiego odsłonięty
Kolejne sukcesy „armii mistrzów”
„Albatros” ćwiczy z NATO. Byliśmy na pokładzie
Artylerzyści z Wielbarku
Gorący lipiec PKW Łotwa
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Bataliony Chłopskie – bojowe szeregi polskiej wsi
Uniewinniony za strzał na granicy
Legion Medyczny rozwija się
Byliśmy i jesteśmy żołnierzami
Flanka pod strażą
„Horyzont” przedłużony
Odporni na kryzys
Najważniejszy temat dla Polski: bezpieczeństwo
Saperzy wywieźli niewybuchy z centrum Wrocławia
Szkoleniowe wsparcie dla Ukrainy
Dwukrotnie większa Daglezja u saperów z Dęblina
Generał z cienia
Więcej szwedzkich granatników w wojsku
Wojna o dane
MON i Narodowy Instytut Onkologii podejmują współpracę
Bursztynowa Dywizja obroniła prymat w boksie
Aplikacja wspomoże zdrowie psychiczne żołnierzy
Bóg wojny odpowiada na nowe wyzwania
Zacięta rywalizacja o prymat w crossie
Nowa dostawa Homarów do Czarnej Dywizji
Kormoran in the West
Bombowiec na dnie Bałtyku
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Komisja Obrony pozytywnie o budżecie na 2027
Virtuti Militari czasu pokoju
„Gdynia” koło Jastarni
Żołnierz przed strażakiem i policjantem w Biegu o Nóż Komandosa
Nowość dla żołnierzy. Sprawdź, co znajdziesz w aplikacji
Debiut Szkoły Orląt w „Orle”
Przyszli komandosi na start
Polska w łańcuchu dostaw dla F-35
Medale żołnierzy w strzelectwie, judo i taekwondo
Ratunek pod ogniem
Skąd nadleciał ukraiński dron?
MON zmienia system gotowości obronnej
Posłowie o Karcie Rodziny Mundurowej
Terytorialsi sprawdzili się w akcji na „Baltic Pipe ‘26”
Nocny ogień na Łotwie
Serce Rosomaka
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Wojna na satelitarnym łączu
Abordaż z polskim wsparciem
Ukraina kontra odrzutowe drony
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Co z wysługą po powrocie do wojska?
Wsparcie z powietrza
Eksperci o Rosji, NATO i broni jądrowej
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Constans historii
Miliardy z SAFE dla polskich firm zbrojeniowych
„Zielona lista” wyposażenia – zasady krok po kroku
Cztery medale żołnierzy w strzelectwie, pływaniu i podnoszeniu ciężarów
Co z A400M dla Polski?
Ratunek dla rannego nadleciał z powietrza
Powrót do wojska, pytania o emeryturę
Stulecie lotu Warszawa – Tokio
W powietrzu, na wodzie i lądzie: studenckie drony walczą o nagrodę szefa MON-u

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO