Chyba nie ma lepszego miejsca niż największe targi zbrojeniowe na świecie, aby przyjrzeć się z bliska temu, jak bardzo zmieniła się pod wpływem wojny w Ukrainie europejska i światowa zbrojeniówka. Po prezentowanym na tegorocznych paryskich Eurosatorach sprzęcie było widać, że wojskowi chcą mieć nad potencjalnym przeciwnikiem zdecydowaną przewagę technologiczną, upatrując w niej sposobu na jego pokonanie. Priorytetowym uzbrojeniem wcale nie są drony – mimo że królowały na stoiskach liczebnie – tylko artyleria rakietowa dalekiego zasięgu i ciężkie pojazdy, w tym czołgi oraz lądowe roboty z naciskiem na konstrukcje bojowe.
Wzniesione ponad 40 lat temu centrum wystawiennicze Paris Nord Villepinte to jeden z największych, jeśli nie największy obiekt wystawienniczy, jaki w czasie swojej pracy zawodowej miałem przyjemność odwiedzić. Całkowita powierzchnia dziewięciu hal wystawowych, ulokowanych na 135-hektarowej działce, to około 250 tys. m². Nie omawiam tych danych bez przyczyny. Do tej pory wydawało mi się, że zapełnienie takiego targowego kolosa producentami broni jest wyzwaniem z gatunku tych niemożliwych.
Kiedy organizatorzy Eurosatorów kilka lat temu chwalili się, że dla 1700 firm przygotowali ponad 150 tys. m2, komentowałem w dyskusjach z kolegami po fachu, że to bardziej przerost formy nad treścią i efekt rywalizacji z londyńskim DSEI niż realna potrzeba zapewnienia wszystkim chętnym miejsca. Mając na uwadze tegoroczną odsłonę paryskich targów, nie powiem, iż piekło zamarzło, ale było blisko. To, co wydawało mi się niemożliwe, prawie się ziściło. Na największych targach zbrojeniowych było… ciasno. Tak. Z całego świata do Paryża przyjechało ponad 2600 wystawców, którzy zajęli około 80% powierzchni wystawienniczej całego Paris Nord Villepinte.
FP-5 Flamingo.
Już przed wystawą prognozowałem, że z racji na wojenne doświadczenia największym zainteresowaniem zwiedzających będą się cieszyć stoiska firm z Ukrainy. I rzeczywiście, produkty pokazywane przez 80 tamtejszych spółek – dwa lata temu pojawiło się ich na targach zaledwie dziesięć – z wszechobecnym hasłem „sprawdzone w boju” przyciągały sporo uwagi targowych gości. Szczególnie oblegane było stoisko przedsiębiorstwa Fire Point, które produkuje m.in. rakiety manewrujące FP-5 Flamingo o zasięgu około 3 tys. km. Trzeba w tym miejscu oddać sprawiedliwość ukraińskim biznesmenom, że dokładali starań, aby uwaga gości nie słabła. Codziennie aktualizowali filmy reklamowe prezentowane na ogromnym telebimie, które pokazywały skuteczne ataki na rosyjską infrastrukturę naftową. Marketingowy strzał w dziesiątkę.
Po drugiej stronie marketingowej skuteczności, choć to tylko moja ocena, byli ukraińscy producenci dronów FPV. Oglądając ich stoiska, miałem poczucie, że czas cofnął się o dekadę, gdy na paryskich targach mogło się wydawać, że po otwarciu lodówki, mówiąc kolokwialnie, wyskoczy dron – tak wielu małych i bardzo małych producentów usiłowało zainteresować targowych gości swoimi bezzałogowymi statkami powietrznymi. Rozumiem, że ukraińskie firmy starają się zmonetyzować swoje wojenne doświadczenia w produkcji dronów, ale nie mam przekonania, iż pokazywane przez nie w Paryżu konstrukcje były wyjątkowe. Wielokrotnie widziałem o wiele ciekawsze, o wiele bardziej zaawansowane i o wiele bardziej nowatorskie produkty polskich inżynierów i studentów.
Moje bardzo duże zainteresowanie wzbudziły pokazywane na targach rozwiązania znacząco zwiększające możliwości starego sprzętu i uzbrojenia wojskowego. Jednym z najciekawszych pokazywanych na Eurosatorach tego typu produktów był opracowany przez hiszpańską firmę EM&E pakiet modernizacyjny do leciwych wyrzutni BM-21 Grad. W ogromnym skrócie sprowadzał się on do wymiany przestarzałej głowicy bojowej na nową – Akon 122 Laser – A2L – naprowadzaną laserową konstrukcją, która według zapewnień producenta znacznie zwiększa celność ognia. Jako pewne uzupełnienie tego wynalazku można traktować prezentowane na stoisku jednego z tureckich koncernów ulepszenia silników pocisków systemu Grad znacząco zwiększające zasięg tychże rakiet.
Leopard 2A8.
Osobną kategorią pokazywanych na targach ulepszeń i pakietów modernizacyjnych do obecnie użytkowanego przez armie na całym świecie uzbrojenia były systemy wieżowe do sprzętu pancernego. Widać po nich, że producenci starają się z jednej strony znaleźć ekonomiczne rozwiązania zwiększające zdolności bojowe zarówno tych nieco – jak Leopardy 2, jak i już mocno przestarzałych tanków podstawowych – jak Leopardy 1. Generalnie pomysły inżynierów sprowadzały się do ulepszeń w zakresie armat – przede wszystkim zwiększenia kalibru, systemów optoelektronicznych i ograniczenia liczby członków załogi lub ich całkowitej eliminacji.
Imprezy takie jak Eurosatory to dla firm zbrojeniowych doskonała okazja do podpisywania strategicznych umów biznesowych. Moją uwagę – z racji dużego wpływu na obraz europejskiego rynku zbrojeniowego – zwróciła informacja o powołaniu do życia przez koncern Mercedes biznesowej marki nastawionej na podbicie rynku zbrojeniowego – Daimler Truck Defence. Niemieckie przedsiębiorstwo już jest jednym z największych producentów wojskowych pojazdów w Europie, np. niedawno kontraktowało wspólnie z Francuzami z holdingu Arquus 7 tys. aut dla armii trójkolorowych. Daimler Truck Defence ma ambitny plan i chce już w 2028 roku pochwalić się 1 mld euro przychodów.
Na koniec krótko i zwięźle o Polsce i polskich firmach na Eurosatorach. Było nas widać, a prezentowane przez rodzime firmy produkty cieszyły się sporym zainteresowaniem, szczególnie nowy bojowy wóz piechoty bazujący na rozwiązaniach zastosowanych w Borsuku (uzbrojony w słowacką wieżę Turra 30) oraz platforma minowania narzutowego Baobab zainstalowana na lądowym robocie Hunter. Państwa z całej Europy doskonale wiedzą, że Polska jest jednym z największych beneficjentów unijnego programu SAFE i szukają pomysłów na wspólne zakupy broni. Czy przyniosą one efekty, czas pokaże, ale jestem dobrej myśli, szczególnie jeśli chodzi o państwa z grupy V4.
autor zdjęć: Krzysztof Wilewski

komentarze