Jak efektywnie operować w trudnych zimowych warunkach na polu walki nasyconym dronami i w jaki sposób zwalczać tego typu zagrożenia – to przedmiot polsko-amerykańskich ćwiczeń „Ghost Hunt” na poligonie w Świętoszowie. Biorą w nich udział żołnierze 7 Pułku Kawalerii US Army i pododdziały z trzech jednostek wchodzących w skład 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej.
Schemat, na którym opiera się scenariusz ćwiczeń, na pierwszy rzut oka wydaje się prosty. Najpierw do akcji wkraczają polscy żołnierze. Za pomocą dronów przeprowadzają rozpoznanie wskazanego rejonu, a jeśli ten okazuje się czysty, do działania przystępują Amerykanie. Pluton piechoty zmotoryzowanej rusza w kierunku pozycji przeciwnika. Cały czas musi się mieć jednak na baczności, bo raz po raz nękany jest przez nieprzyjacielskie bezzałogowce.
Zwykle jest to wstęp do dużego uderzenia z powietrza. Ale przez cały ten czas Amerykanie mogą liczyć na wsparcie polskich przeciwlotników. – Rozciągamy nad nimi parasol, odpierając wymierzone w nich ataki. Mamy do czynienia z różnymi typami dronów, przeważnie są to nieduże urządzenia, zarówno wirnikowe, jak i płatowe – tłumaczy jeden z oficerów 4 Zielonogórskiego Pułku Przeciwlotniczego, który bierze udział w ćwiczeniach.
Właśnie tego rodzaju bezzałogowce są nagminnie wykorzystywane podczas wojny w Ukrainie. Niewielkie drony przenoszące ładunki wybuchowe wprowadziły na pole walki zupełnie nową jakość. Stanowią one bezpośrednie zagrożenie nawet dla pojedynczych pododdziałów, pojazdów czy stanowisk dowodzenia niższych szczebli. Żołnierze NATO uczą się, jak z nimi walczyć. Można to robić za pomocą urządzeń zagłuszających zwanych jammerami. Wojsko sięga też jednak po bardziej tradycyjne metody.
Podczas ćwiczeń „Ghost Hunt” polscy żołnierze wykorzystują przenośne wyrzutnie rakiet Grom i Piorun. Zestawy pierwszego typu potrafią razić cele przemieszczające się w odległości od 500 m do 5,5 km i na wysokości do 3500 m. Pioruny to ich ulepszona wersja. One z kolei niszczą statki powietrzne oddalone nawet o 6,5 km, a przy tym osiągające pułap czterech tysięcy metrów. Atuty tej broni zostały potwierdzone na wojnie – przede wszystkim w Ukrainie, a w przypadku Gromów także wcześniej – w Gruzji.
Żołnierze używają również pojazdów Poprad, wyposażonych w cztery wyrzutnie przystosowane do pocisków obydwu wspomnianych typów. – W Świętoszowie nie strzelamy z ostrej amunicji. Do zestawów przeciwlotniczych podpięte są urządzenia szkolno-treningowe – tłumaczy oficer zielonogórskiego pułku. Jak dodaje, przełożony żołnierzy widzi w jaki sposób namierzają oni cel i wykonują symulowany strzał, jest też w stanie ocenić jego skuteczność.
Oczywiście można założyć, że do strącenia drona wartego kilka tysięcy złotych żołnierze nie zawsze i nie wszędzie użyją stosunkowo drogiej rakiety. Ale po pierwsze, wojsko musi być przygotowane na każdą ewentualność, po drugie zaś „Ghost Hunter” ma również pomóc w budowaniu innego rodzaju zdolności.
– Naszym celem jest wszechstronne wyszkolenie operatorów zestawów przeciwlotniczych. Chcemy też budować interoperacyjność z wojskami amerykańskimi, i to od najniższych szczebli taktycznych, a tutaj nasi żołnierze współpracują z pojedynczymi plutonami US Army – podaje mjr Michał Binek, rzecznik 4 pplot. – Ważna jest wreszcie umiejętność operowania w trudnych zimowych warunkach, a w Świętoszowie temperatura momentami spadała do minus siedemnastu stopni Celsjusza – wylicza mjr Binek.
Podczas „Ghost Hunt” szkolenie trwa zarówno w dzień, jak i po zapadnięciu zmroku. W ćwiczeniach biorą udział żołnierze 2 batalionu 7 Pułku Kawalerii US Army, którzy od pewnego czasu stacjonują na wschodniej flance NATO, a także przeciwlotnicy z trzech polskich jednostek. Obok 4 pplot są to 17 Wielkopolska Brygada Zmechanizowana i 10 Brygada Kawalerii Pancernej. Wszystkie należą do 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej. Same ćwiczenia potrwają do jutra.
autor zdjęć: 4 pplot

komentarze