Jesteśmy na wojnie z organizacjami, które zajmują się handlem narkotykami. To nie wojna przeciwko Wenezueli – zapewniał dziś w rozmowie z ABC amerykański sekretarz stanu Marco Rubio. Tymczasem wenezuelska armia została postawiona w stan najwyższej gotowości. Jak tłumaczy tamtejszy minister obrony gen. Vladimir Padrino – „by zapewnić krajowi suwerenność”.
Sekretarz stanu USA Marco Rubio.
Około 40 zabitych po stronie wenezuelskiej, zero ofiar wśród Amerykanów – oto bilans strat związanych z rajdem armii i służb USA na Wenezuelę. W wyniku operacji przeprowadzonej w nocy z 2 na 3 stycznia prezydent Nicolás Maduro i jego żona Cilia Flores zostali zatrzymani i wywiezieni do Nowego Jorku. Tam najpewniej jutro usłyszą zarzuty związane m.in. z handlem narkotykami. Prokuratura Federalna w Południowym Dystrykcie Nowego Jorku oskarża ich m.in. o współpracę z kolumbijskimi bojówkami FARC i ELN, a także kartelami z Meksyku i Wenezueli, w celu szmuglowania do USA olbrzymich ilości kokainy. Proceder miał rozpocząć się w czasach, gdy Maduro dopiero zdobywał wpływy w polityce, i trwać przez ponad dwie dekady. Dziś grozi mu za to kara dożywotniego więzienia. Podobnie jego żonie.
Dzisiaj w rozmowie z ABC amerykański sekretarz stanu Marco Rubio podkreślał, że USA nie toczą wojny z Wenezuelą. Tym bardziej że Maduro nie jest jej prawowitym prezydentem. Ostatnie wybory sfałszował. Mimo to krótko przed interwencją Amerykanie złożyli mu „bardzo hojną ofertę”. – Jeszcze półtora tygodnia temu mógł opuścić Wenezuelę i tego wszystkiego uniknąć – zaznaczał Rubio. Z propozycji jednak nie skorzystał.
Jak podkreślił sekretarz stanu USA, Amerykanie zamierzają dać Wenezueli okazję do rozwiązania problemów wskazanych przez administrację Trumpa. Sam Rubio wierzy, że w tym kraju są ludzie, którzy faktycznie potrafią dokonać zmian, ale ze strony Wenezuelczyków spodziewa się „większej uległości i współpracy”. Do czasu unormowania sytuacji Amerykanie nie zamierzają rezygnować z embarga na wenezuelską ropę. Roszczą sobie też prawo do dalszego zatapiania łodzi, których załogi są podejrzewane o przemyt narkotyków.
Tymczasem wenezuelskie władze po pierwszym szoku zdają się ponownie zwierać szyki. Kilkanaście godzin temu tamtejszy Sąd Najwyższy nakazał wiceprezydent kraju Delcy Rodriguez przejęcie tymczasowej władzy. – Naród wenezuelski nigdy już nie stanie się kolonią obcego imperium – oświadczyła polityk w telewizyjnym orędziu. W niedzielę minister obrony gen. Vladimir Padrino zapewnił z kolei, że wojsko pozostaje wobec niej lojalne. Jednocześnie oświadczył, że armia została postawiona w stan najwyższej gotowości. A wszystko po to, by „zapewnić krajowi suwerenność”. – Wojsko stanowczo odrzuca to tchórzliwe porwanie. To, co spotkało dziś Wenezuelę, może stać się udziałem każdego rządu w każdym państwie – podkreślił. Zaapelował przy tym do obywateli, by powrócili do normalnej aktywności, jeśli chodzi o pracę, handel i edukację.
Jednocześnie władze w Caracas zaapelowały o wsparcie do ONZ-etu. Wenezuelski ambasador przy tej instytucji Samuel Moncada w liście skierowanym do Rady Bezpieczeństwa przekonuje, że USA prowadzą wojnę kolonialną. „Chcą narzucić Wenezueli marionetkowy rząd, który pozwoli na grabież surowców naturalnych, w tym największych na świecie rezerw ropy naftowej” – napisał. Sekretarz generalny ONZ-etu Antonio Guterres wyraził „głębokie zaniepokojenie eskalacją napięć”. Sama Rada Bezpieczeństwa ONZ zbierze się jutro. Wnioskowały o to Rosja, Chiny i Kolumbia.
Ale operacja w Wenezueli wywołała dyskusję nie tylko na forum międzynarodowym. Zastrzeżenia zgłaszają też kongresmeni z Partii Demokratycznej. Według nich administracja Trumpa na tego rodzaju działania powinna uzyskać zgodę Kongresu. Sam prezydent i jego współpracownicy są innego zdania. – Taka autoryzacja nie była konieczna, ponieważ nie mamy do czynienia z inwazją. Toczymy wojnę przeciw organizacjom, które handlują narkotykami, nie zaś przeciwko Wenezueli – przekonywał Rubio w ABC.
Mało tego, w niedzielnym wywiadzie dla NBC polityk zasugerował, że w przyszłości można się spodziewać podobnych operacji. Wskazał przy tym na wspierające Maduro władze Kuby. – Myślę, że są w dużych tarapatach – mówił. – Nie będę zdradzał, jakie kroki wobec nich podejmiemy, ale nie to żadna tajemnica, że nie jesteśmy fanami kubańskiego reżimu – zaznaczył Rubio.
Maduro to nie pierwszy przywódca obcego państwa, który stanie przez sądem w USA za przemyt narkotyków. Jak przypomina PAP, w 1990 roku taki los spotkał prezydenta Panamy Manuela Noriegę. Podczas inwazji amerykańskich wojsk na ten kraj został schwytany, a następnie skazany na 40 lat więzienia. W 2022 roku na mocy podobnych zarzutów do amerykańskiego więzienia trafił były prezydent Hondurasu Juan Orlando Hernández. Po zakończeniu kadencji został on wydany wymiarowi sprawiedliwości USA, który skazał go na 45 lat pozbawienia wolności. Pod koniec ubiegłego roku prezydent Donald Trump zdecydował się jednak ułaskawić Hernándeza. Według niego akt oskarżenia przeciwko byłemu przywódcy Hondurasu był efektem politycznej rozgrywki.
autor zdjęć: JIM WATSON/AFP/East News

komentarze