Będziemy rządzić Wenezuelą do czasu przeprowadzenia bezpiecznej transformacji – powiedział prezydent Donald Trump, podsumowując efekty ataku na Wenezuelę. Prezydent USA zapowiedział odbudowę lokalnej infrastruktury naftowej i powrót na tamtejszy rynek amerykańskich firm. Ocenił, że dominacja USA na zachodniej półkuli nie będzie więcej kwestionowana.
Do ataku doszło dzisiaj o poranku czasu polskiego. W wyniku amerykańskiej operacji pojmany i wywieziony z kraju został prezydent Wenezueli Nicolás Maduro i jego żona. Kilkanaście godzin później na specjalnej konferencji prezydent Donald Trump przedstawił przyczyny i okoliczności nocnego ataku. – Był to niewiarygodny pokaz amerykańskiej siły i kompetencji wojskowych – ocenił. Zapowiedział, że USA będą rządzić Wenezuelą do czasu przeprowadzenia tam „bezpiecznej transformacji”. Wkrótce ma ogłosić nazwiska urzędników, którzy będą odpowiedzialni za przeprowadzenie tego procesu. Trump przyznał, że nie ma na razie kontaktu z Maríą Coriną Machado, liderką wenezuelskiej opozycji, która w ubiegłym roku otrzymała za swoją prodemokratyczną działalność Pokojową Nagrodę Nobla. Dodał natomiast, że jeżeli będzie to konieczne, siły USA są gotowe przeprowadzić kolejny atak.
Donald Trump nazwał operację „chirurgiczną”, a gen. Dan „Razin” Caine, przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA, przyznał, że była ona planowana od kilku miesięcy. Wzięli w niej udział żołnierze kilku rodzajów sił zbrojnych oraz kilku agencji wywiadowczych i Departamentu Sprawiedliwości. Całość planu była gotowa już w grudniu i siły amerykańskie czekały wyłącznie na dogodny moment, by „zminimalizować ryzyko dla żołnierzy i postronnej ludności cywilnej”.
Rozkaz do ataku wydał dzisiaj w nocy prezydent Donald Trump. Siły specjalne Stanów Zjednoczonych wyłączyły prąd w kluczowych dzielnicach Caracas i pod osłoną nocy pojmały prezydenta kraju. Dla odwrócenia uwagi miejscowych sił bezpieczeństwa przeprowadzonych zostało kilka ataków z powietrza na cele wojskowe i lotniska. Do osłony operacji wykorzystano ok. 150 samolotów, śmigłowców i dronów. Jak zapewniły dzisiaj amerykańskie władze, operacja została przeprowadzona bez strat własnych. Na razie nie wiadomo, jak wygląda bilans ofiar po stronie funkcjonariuszy reżimu i ludności cywilnej Wenezueli.
Prezydent Trump ocenił, że amerykańska dominacja na zachodniej półkuli nie będzie więcej kwestionowana. Zapowiedział, że do Wenezueli wrócą amerykańskie firmy naftowe, a infrastruktura zostanie odbudowana. Oskarżył reżim o okradanie Ameryki i zaznaczył, że na razie embargo na ropę z Wenezueli zostaje utrzymane. Podkreślał, że obalony dyktator był centrum działalności antyamerykańskiej i sprzyjał działalności karteli narkotykowych, które trafiały na amerykański rynek.
Schwytani przez siły amerykańskie przywódca Wenezueli Nicolas Maduro i jego żona Cilia Flores zostali oskarżeni w USA o przestępstwa związane z narkotykami i terroryzmem. Mają być sądzeni w Nowym Jorku.
Reakcje świata
Kraje Ameryki Południowej są podzielone w opiniach dotyczących amerykańskiej interwencji. Większość przywódców potępiła jednostronną decyzję USA, ale np. Ekwador czy Argentyna wyraziły swoje poparcie. – Wolność idzie naprzód! – skomentował zaraz po ataku Javier Milei, prezydent Argentyny.
Dużo bardziej powściągliwe są komentarze w Europie. „Wspieramy naród wenezuelski i pokojową i demokratyczną transformację. Każde rozwiązanie musi być zgodne z prawem międzynarodowym i Kartą Narodów Zjednoczonych” – przekazała Ursula von der Lejen, szefowa Komisji Europejskiej. Natomiast Kaja Kallas, szefowa unijnej dyplomacji dodała, że Unia wielokrotnie oświadczała, że Maduro nie ma demokratycznej legitymacji do sprawowania rządów i optowała za pokojową transformacją reżimu w Caracas. „W każdych okolicznościach należy przestrzegać zasad prawa międzynarodowego i Karty Narodów Zjednoczonych. Apelujemy o powściągliwość” – dodała Kallas. Hiszpania zadeklarowała gotowość do podjęcia się roli mediatora, co pomogłoby uspokoić sytuację i powrót do politycznych metod działania.
„Dziś rano Stany Zjednoczone dopuściły się aktu zbrojnej agresji wobec Wenezueli. Wywołuje to głębokie zaniepokojenie i potępienie. Preteksty podawane w celu uzasadnienia takich działań są nie do przyjęcia” – oświadczyło z kolei rosyjskie MSZ. Do czasu publikacji tego materiału nie było natomiast żadnej publicznej wypowiedzi Władimira Putina. Co ciekawe, medialne doniesienia o tym, że wiceprezydent Wenezueli uciekła do Rosji zostały bardzo szybko zdementowane przez Siergieja Ławrowa, szefa MSZ Rosji.
W podobnym tonie wypowiedział się także Pekin. „Chiny są głęboko wstrząśnięte i stanowczo potępiają rażące użycie siły przez Stany Zjednoczone wobec suwerennego państwa oraz działania przeciwko jego prezydentowi” – czytamy w oświadczeniu. Zdaniem Chińczyków, jednostronne działania USA poważnie naruszają prawo międzynarodowe, suwerenność Wenezueli i zagrażają pokojowi w regionie. „Wzywamy Stany Zjednoczone do przestrzegania prawa międzynarodowego oraz celów i zasad Karty Narodów Zjednoczonych, a także do zaprzestania naruszania suwerenności i bezpieczeństwa innych państw” – dodali chińscy dyplomaci.
autor zdjęć: JOE RAEDLE/Getty AFP/East News, Matias Delacroix/Associated Press/East News

komentarze