moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

„W polu”, czyli bohaterstwo w błocie i we krwi

Stanisław Rembek w wojnie polsko-bolszewickiej był kanonierem 1 baterii 10 Kaniowskiego Pułku Artylerii Polowej. Walczył nad Dźwiną, pod Warszawą i Zamościem. Na kanwie swych przeżyć stworzył niedoścignione dzieło – powieść „W polu”, pokazującą, jak w błocie i krwi rodzi się autentyczna miłość do ojczyzny.


Jeden z  tysięcy walecznych, których Stanisław Rembek  unieśmiertelnił w powieści W polu.  Kaliciński w Bitwie Warszawskiej był ciężko ranny.

Wejdźmy w sam środek opisywanej przez Stanisława Rembeka bitwy: „Nagle wśród tej obustronnej wrzawy buchnął karabinowy wystrzał. Paprosiński obejrzał się instynktownie i zobaczył Piesika. Klęczał on na lewym kolanie ze swym zwykłym uśmiechem roztargnienia na twarzy i palił raz po raz.

 

Dwóch biegnących bolszewików wywróciło się jeden po drugim, jakby się potknęli niespodzianie. Reszta skłębiła się niby dym ogniska, kiedy wiatr w nie dmuchnie.

– Stój! Stój!... waszu mać! – wrzasnął dobiegający właśnie do pierwszego szeregu komisarz czy oficer.
Natknąwszy się na odwracającego się właśnie krasnoarmiejca, strzelił mu niespodzianie prosto w twarz. Żołnierz wrzasnął nieludzko i chwyciwszy się oburącz za głowę potoczył mu się pod nogi niby spadający z wysoka tobół.
Paprosińskiemu na ten widok zęby ścierpły z nienawiści. Nie wiedząc nawet kiedy, wypalił ze swego parabellum, aż mu rękę szarpnęło.

Czerwony oficer obejrzał się w jego stronę. Miał silnie opaloną twarz o niezwykle regularnych i drobnych rysach, wielkie błyszczące oczy i olśniewająco białe zęby. Paprosiński przypomniał sobie natychmiast ten pełen wdzięku skurcz warg tak pożądanych przez kobiety, nerwowych i zarazem jak gdyby zmęczonych. Poznał Horbaczewskiego.

Ten poznał go również i roześmiał się jednym z najczarowniejszych swoich uśmiechów. – Çava, monsieur? – zawołał jasnym, wesołym głosem. Jego nagan zadrgał przy tym szybko i trzy rude języczki zamigotały w wylocie.
Paprosiński roześmiał się również z całego serca. Śmieszne wydało mu się to niespodziane odnowienie paryskiej znajomości, jak również okoliczności, że od pierwszego wejrzenia wzięli się na muszki. – Çaira! – odkrzyknął radośnie i szarpnął dwukrotnie za język spustowy. 

Horbaczewski prasnął swoim naganem, jakby to był kawał rozpalonego żelaza, zwinął się w jakiś skomplikowany kłąb i trzepnął całym swym ciężarem o ziemię, aż się zakurzyło”1.

Materiał na film

Gdyby ten opis iście westernowego pojedynku został udanie przetłumaczony na język angielski i cudem dostał się w ręce reżyserów filmowych Sama Peckinpaha lub Sergia Leone, to z pewnością na podstawie „W polu” powstałoby kolejne arcydzieło, równie głośne jak „Dzika banda” i „Dobry, zły, brzydki”, wówczas cały świat dowiedziałby się o wyjątkowej wojnie 1920 r. I nieprzypadkowo wymieniono tutaj reżyserów parających się westernem, gdyż książka Rembeka jest napisana w istotnie westernowym stylu, a przy tym to arcydzieło literatury wojennej klasy światowej. Przesada? Kiedy w 1937 r. powieść pojawiła się w księgarniach, Maria Dąbrowska z miejsca zgłosiła ją do nagrody „Wiadomości Literackich”, twierdząc, że jest ona lepsza od „Na Zachodzie bez zmian” Ericha Marii Remarque’a. Pisarka argumentowała: „’W polu’ wydaje się pod niejednym względem lepsze od Remarque’a. Rembek ustrzegł się szczęśliwie ‘stylu’ reportażowego oraz sztucznej, często formalnej prostoty. Dał w przeżyciach jednej kompanii obraz wojny wręcz wstrząsający i bardzo serdecznie polecam go uwadze, sercu i myśli sędziów”2 . Ostatecznie Rembek otrzymał w tym konkursie drugą nagrodę, ale za to w sierpniu 1939 r. „W polu” przyznano ustanowioną przez Henryka Sienkiewicza nagrodę Kasy Literackiej z funduszu im. Franciszka Salezego Lewentala. Książkę uznano za najlepszą powieść ostatniego pięciolecia. Niestety, wybuch II wojny światowej zahamował jej należyte rozpropagowanie, na które zasługiwała, a po 1945 r., z wiadomych przyczyn, nie można było o niej zbyt wiele mówić ani jej wznawiać. Książka wprawdzie ukazała się w 1958 r. w paryskim Instytucie Literackim Jerzego Giedroycia, ale to tylko spowodowało, że Rembekowi ostatecznie zamknięto możliwość publikowania w kraju. Niezłomny pisarz pozostał wierny przekonaniom aż do śmierci w 1985 r.

Bez patosu i brązu

Wydawałoby się, że po 1989 r. dzieło Stanisława Rembeka powinno odzyskać zasłużoną pozycję. Jednak mimo kilku wznowień powieści, tak się nie stało. Także polska kinematografia niezbyt interesowała się historią walki i zagłady kompanii por. Fidelisa Paprosińskiego. Nie wszystko można tłumaczyć brakiem funduszy na kino batalistyczne z prawdziwego zdarzenia. Wszak wysilono się na „1920 Bitwę Warszawską” Jerzego Hoffmana, która byłaby filmem o niebo lepszym, gdyby reżyser i jego scenarzyści zainspirowali się Rembekiem. Być może chodzi tutaj o bezkompromisowy obraz zmagań polsko-bolszewickich, który pisarz zawarł w książce, bazując na własnych przeżyciach. Nie ma w niej miejsca na patos i brązowienie. Nie znajdzie się na jej kartach pięknych obrazków z polskimi ułanami na obdartych czerwonoarmistów szarżującymi z uśmiechem na twarzach i w nienagannie odprasowanych mundurach. Po prawdzie w opisie Rembeka obie strony są równie obdarte, głodne i taplające się w tym samym błocie. Odróżniają się jedynie orzełkami i czerwonymi gwiazdami na sfatygowanych czapkach. Rembek odsłania nie dość i dziś oczywistą prawdę, że w istocie stanęły naprzeciw siebie dwie w przeważającej masie chłopskie armie. Zarówno w Wojsku Polskim, jak i w Armii Czerwonej wielu żołnierzy charakteryzowało się słabą świadomością narodową i ideową, a prowadzeni byli do boju często, jak to widać w cytowanym na początku fragmencie, przez byłych kolegów z paryskich studiów, antycarskiej konspiracji lub wręcz z carskiej armii, którzy za ojczyznę obrali Polskę lub czerwoną Rosję. Z jakiego powodu więc chłopi, robotnicy i studenci z Wojska Polskiego pobili chłopów, robotników i studentów z Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej? Rembek daje jasną odpowiedź. Nie zdecydował o tym geniusz tego czy innego wodza lub nadprzyrodzone moce, którym przypisywano później Cud nad Wisłą, lecz przywiązanie chłopskich żołnierzy do ziemi i strach, że bolszewicy im tę ziemię odbiorą. Za to żołnierz polski gotów był się bić do ostatniej kropli krwi, znosić najgorsze trudy i głód w okopach. Zdolny był podnosić się po każdej klęsce do kolejnej bitwy. Porucznik Paprosiński, główny bohater książki, szlachcic po studiach w Paryżu, z coraz większym szacunkiem odnosił się do swych żołnierzy – prostych chłopów. Kiedy zobaczył swą kompanię pierwszy raz, to przypomniał sobie słynne zdanie z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego: „’Myśmy wszystko zapomnieli! Mego ojca piłą rżnęli…’. Piłą? Jezus, Maria! Jakie jest uczucie człowieka rżniętego piłą?... Wzdrygnął się. Obok niego Kamasiński obwiązywał rękę Paprotce. Ten rozglądał się na wszystkie strony w podnieceniu bojowym, a spotkawszy wzrok Paprosińskiego zawołał zuchowato:

– Dwa palce mi urwali, te kozie syny! Ale i jeszcze tak mogę strzelać i swojego nie daruję!
Radość brzmiała w jego głosie. Widać było jednak, że mimo okazywanej brawury cieszył się na myśl, iż okaże się już niezdolny do służby liniowej i odejdzie na tyły, do cudownego świata, w którym nigdy prawie nie strzela się do człowieka”3. Tacy są oficerowie i żołnierze w powieści Rembeka, ale kiedy przychodzi do prawdziwej bitwy: „Polskich strzelców ogarnęło przerażenie. Oglądali się niepewnie na Paprosińskiego i na siebie. Dzieliło ich najwyżej sto kroków od rozjuszonych, rwących się do walki na bagnety wrogów.

Naraz jeden ze szturmujących potoczył się w dół niby silnie kopnięty kamień. Reszta zawahała się widocznie. Kilku zatrzymało się nawet niepewnie. Wtedy okop ryknął. Był to ryk zamkniętych w klatkach drapieżców, do których niesforna gawiedź przysunęła się zbyt blisko. […] [Paprosiński] Ujrzał wokół szerokie zamachy strzelców, rzucających ręczne granaty, usłyszał głuche wybuchy, potem trysnęły słupki błota i trawy i bolszewicy zaczęli walić się na ziemię, zrywać i uciekać”4.


Polscy żołnierze w polu, 1920 r.

Żołnierze wygrali tę wojnę

Prozę Stanisława Rembeka należy przyrównać jeszcze do jednego klasyka światowej literatury wojennej. Mianowicie do Izaaka Babla. Ten słynny rosyjski pisarz – czekista podczas wojny domowej w Rosji 1917–1922 – jako Kiriłł Wasyliewicz Lutow w 1920 r. zaciągnął się w Odessie do osławionej I Armii Konnej Siemiona Budionnego. Pełnił w niej funkcję politruka, redaktora frontowej gazety i korespondenta wojennego. Babel w swej „Armii konnej” nie ukrywał ani rabunków, ani gwałtów, ani mordów dokonywanych pod płaszczem niesienia idei rewolucji. W swym „Dzienniku 1920”, pod datą 2 sierpnia 1920 r. zapisał krótko: „Nienawidzę wojny”5. Opublikowanie „Armii konnej” wywołało protesty Budionnego i jego towarzyszy. Izaak Babel w 1939 r. został aresztowany i stracony w styczniu następnego roku. Jak trafnie zauważył Wojciech Chmielewski: „Wstrząsający opis rzezi na jeńcach, jakich dopuszczali się bolszewicy u Babla, okrucieństwa dnia codziennego w prozie Rembeka w zupełności świadczą o stosunku obu autorów do wzajemnego zabijania się. Dodajmy, że ani jeden, ani drugi nigdy nie deklarował się jako pacyfista”6. Trafna uwaga. Stanisław Rembek w istocie pokazał „W polu”, jak w błocie i krwi rodzi się autentyczna miłość do ojczyzny. To jest to ostanie Norwidowskie słowo, które „grabarzowa dłoń żelazem kończy”. Ten cytat otwiera również powieść.

Na koniec przywołane zostanie osobiste wspomnienie żołnierza 1920 r. Podobnie jak bohaterowie Rembeka, pochodził on ze wsi. Do końca życia twierdził, jak go wyuczono w ck szkole, że jest polskojęzycznym Austriakiem. W 1920 r. ze swej podkarpackiej wsi, która swego czasu znajdowała się w epicentrum rabacji, został wzięty do wojska i wysłany na front przeciw Moskalom. Nie bardzo nawet zdążył sobie uświadomić, że znalazł się w Wojsku Polskim, ale Moskali nienawidził szczerze za ich krótką, lecz brutalną okupację wsi w czasie bitwy pod Gorlicami w 1915 r. Dali wtedy Kozacy parafii Rozembark (obecnie Rożnowice), jak się z niemiecka zwała, mocno we znaki! Bił się więc z Moskalem dzielnie (nie utożsamiając ich z bolszewizmem), aż został ranny w wielkiej wrześniowej bitwie nad Niemnem. Niedaleko ujechał w pociągu sanitarnym, bo doszło do katastrofy. Jego pociąg zderzył się z innym pociągiem sanitarnym, co zawsze podkreślał jako szczęśliwy traf, gdyż jeśliby sanitarka zderzyła się z pociągiem amunicyjnym, nikt by już z tego żywy nie wyszedł. A tak, słabując z upływu krwi, na bosaka, zarośnięty i obdarty, jak sienkiewiczowski „Bartek zwycięzca”, wrócił do swej galicyjskiej nędzy, którą odziedziczyła po ck monarchii wolna Polska. A jednak po tej wojnie z Moskalem w 1920 r. coś w jego sercu kołatało się nowego, bo zawsze ze łzami w oczach wspominał frontowych towarzyszy – „takie same nyndze jak jo”. Ten weteran nazywał się Alfons Fugiel, miał stopień strzelca i był dziadkiem autora tego tekstu. Wypisz wymaluj – bohater „W polu” Stanisława Rembeka.

Przypisy:

1 S. Rembek, Wpolu, Warszawa b.r.w., s. 104–105.
2 Cyt. za: G. Moskalska, Stanisław Rembek (1901–1985), „Miesięcznik Prowincjonalny” 2008, nr 1, s. 34.
3 S. Rembek, Wpolu, s. 99.
4 Tamże, s. 94–95.
5 I. Babel, Dziennik 1920, Warszawa 1990, s. 44.6 W. Chmielewski, Posłowie, [w:] S. Rembek, Wpolu, s. 357.

Piotr Korczyński

autor zdjęć: arch. Piotra Korczyńskiego

dodaj komentarz

komentarze


Nie pozwala spocząć na laurach
Wojna USA i Izraela z Iranem. Walki powietrzne i incydenty na morzu
Piekło „Pługa”
Outside the Box
Nowa linia kolejowa w Małopolsce
METS po nowemu
„wGotowości” rusza pełną parą!
Cichy zwiadowca dla polskiej armii
Gala MMA coraz bliżej
W Waszyngtonie upamiętniono sierż. Ollisa
Przemyślany każdy ruch
Kosiniak-Kamysz: Pieniądze z SAFE są bardzo potrzebne
Wojsko nadal na Horyzoncie
Tomczyk o SAFE: nie możemy stracić tej szansy
SAFE – pieniądze, które będą służyć Polsce
Cios w serce reżimu
Zagrzmiały K9 Thunder
Śmigłowce przyszłości dla NATO
Przeprawy na Odrze
Zginęli, bo walczyli o wolną Polskę
Gen. Rozwadowski – wizjoner i zwycięzca wymazany z pamięci
Kierunek Rumunia
Nowe amerykańskie pociski uderzyły w Iran
„Jaskółka” na Bałtyku
Polsko-słowacka współpraca zbrojeniowa
Podwójny emeryt, jedno świadczenie
Borsuki, ognia!
Oko na Bałtyk
Wyższa rekompensata dla rannych weteranów
Medycyna i wojsko łączą siły
Marynarze generała Franciszka Kleeberga
Gdy woda czy kredki są wyjątkowym prezentem
Walka o pierwszą dziesiątkę
Koniec olimpijskich zmagań
Nie stracić głowy w razie zagrożenia
Ustawa o SAFE uchwalona. Opozycja przeciw
Morskie koło zamachowe
Kosiniak-Kamysz: Priorytetem jest bezpieczeństwo
W hołdzie żołnierzom wyklętym
Buzdygany – nagradzamy najlepszych
Sprintem do bobsleja
Kosmiczny nadzór
Chwała bohaterskim obrońcom Birczy
Wojskowi w akcji po tragedii w DPS-ie
Wojsko na pomoc Polakom na Bliskim Wschodzie
Senat przyjął ustawę o SAFE głosami koalicji
ORP „Wodnik” zimową porą
Są pierwsze działania po wyjściu Polski z konwencji ottawskiej
Stalinowski wyrok śmierci na tysiącach Polaków
Wojsko ewakuuje Polaków z Bliskiego Wschodu
Kaszubia dla lokalnej społeczności
Zacięta walka o medale pod siatką
Więcej pieniędzy dla żołnierzy na mieszkanie
Ośmioro żołnierzy-lekkoatletów na podium halowych MP
Bezpieczeństwo to priorytet
Wojskowe Schengen coraz bliżej
Dolnośląscy terytorialsi niosą pomoc wrocławskiej lecznicy
Sejm uchwalił ustawę o SAFE
Dni Huty Pieniackiej były policzone
Jest projekt pomnika gen. broni Jordana-Rozwadowskiego
Iran grozi „otwarciem wielkich bram ognia”
Debiut ogniowy Borsuków
Together on the Front Line and Beyond
Przedsiębiorcy murem za SAFE
Powstaje nowa fabryka Jelcza
Czy polskie Pioruny „zestrzelą” amerykańskie Stingery?
Północnica, czyli nocne szkolenie terytorialsów

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO