moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Marzenia częściowo spełnione

Wiele razy miałem podkładane kłody pod nogi, a i tak wstawałem – mówi szer. Damian Żurek, panczenista z Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego. Na igrzyskach olimpijskich w Mediolanie dwukrotnie zajął czwarte miejsce. Od medalu dzieliło go zaledwie 0,07 i 0,09 s. Musiał się z tym pogodzić. – Upadki i potknięcia traktuję jako lekcje i wyciągam z nich wnioski – zaznacza.

Szer. Damian Żurek z prawej.

Przed 20 laty sześcioletni Damian zobaczył w sklepie na półce łyżworolki i tak mu się spodobały, że rodzice musieli mu je kupić. A jak by się potoczyła Pana przygoda ze sportem, gdyby nie te przyciągające wzrok dzieciaka buty z rolkami? Z ulicy Nadrzecznej, gdzie Pan mieszkał, było blisko do stadionów dwóch największych klubów w mieście: Lechii i Pilicy, a na tor łyżwiarski bardzo daleko. Nie ciągnęło Damiana do piłki nożnej?

Szer. Damian Żurek : Nie rozmyślałem nigdy nad tym, czy ciągnęłoby mnie do łyżwiarstwa, gdyby nie to zauroczenie łyżworolkami dostrzeżonymi na sklepowej półce. Natomiast gdy trenowałem łyżwiarstwo szybkie, grałem też i w piłkę nożną. Wprawdzie nie w Lechii czy Pilicy, ale w niewielkim Uczniowskim Klubie Sportowym „Niezapominajki”. Przyszedł jednak ten czas, gdy musiałem zadecydować, czy wybieram futbol, czy łyżwiarstwo szybkie. Trener nawet przekonywał moich rodziców, że mam zadatki na dobrego piłkarza. Wybrałem jednak panczeny, bo widziałem siebie bardziej w sportach indywidualnych.

REKLAMA



To co wyczyniał Damianek po zdobyciu tych pierwszych łyżworolek?

Na początku zacząłem na nich śmigać po domu. Do sezonu zimowego trzeba było trochę poczekać, a że ja jestem niecierpliwy, chciałem od razu popróbować na rolkach. Po tej „zaprawie”, gdy tylko rozpoczęły się ślizgawki na torze łyżwiarskim, zacząłem stawiać pierwsze kroki na lodzie. Najpierw w butach z przykręconymi płozami, trzymany za rękę przez tatę. Później doszło do tego, że on musiał biegać przy mnie, a potem już tylko stał przy torze, a ja samodzielnie jeździłem na łyżwach. Od samego początku bardzo mi się to podobało i wiedziałem, że chcę być panczenistą.

Długo trwała droga Damiana od etapu zabawy na ślizgawkach do rozpoczęcia systematycznych treningów?

Niedługo, gdyż po rozpoczęciu nauki w szkole podstawowej przeprowadzano w niej nabór do sekcji wrotkarsko-łyżwiarskiej. Rodziców nie musiałem długo przekonywać, aby mnie do niej zapisali. Zacząłem od treningów na wrotkach w sali gimnastycznej. Trafiłem na świetną ekipę, na treningach była dobra atmosfera, fajny klimat. Wiadomo, na początku to było traktowane jako zabawa, ale im dalej, im byłem starszy, to nabierałem przekonania, że chcę się poświęcić łyżwiarstwu szybkiemu i spełnić te swoje marzenia z dzieciństwa, by wystartować na igrzyskach olimpijskich i zdobyć na nich medal.

Proszę przypomnieć swoich pierwszych trenerów. U kogo Pan zaczynał przygodę z łyżwiarstwem szybkim?

Pierwsze kroki stawiałem pod okiem Małgorzaty Jabłońskiej, a potem Eweliny Brzostowicz. Później trafiłem do starszej grupy, którą prowadziła Jolanta Kmiecik. Następnie szkoliłem się pod okiem trenera Wiesława Kmiecika (był trenerem kadry olimpijskiej w łyżwiarstwie szybkim na igrzyskach olimpijskich w Albertville 1992, Lillehammer 1994 i Soczi 2014 – przyp. aut.). Kiedy już trafiłem do kadry seniorów, moim trenerem był Tuomas Nieminen z Finlandii. Po zmianie szkoleniowca w 2022 roku trafiłem pod skrzydła Artura Wasia i trenuję z nim do chwili obecnej.

Rozmawiamy w sąsiedztwie tomaszowskiej Areny Lodowej. Równe 10 lat temu rozpoczęła się jej budowa, a w grudniu 2017 roku obiekt przekazano do dyspozycji łyżwiarzy. Należy Pan do tych szczęśliwców, którzy mogą trenować na jedynym w Polsce krytym torze lodowym. Jednak jeszcze w kategorii juniorów, gdy nie było Areny Lodowej, dużo więcej czasu musiał Pan spędzać na zagranicznych zgrupowaniach.

Zdążyłem także zaznać tego życia na walizkach, kiedy to większość czasu przyszło mi spędzać poza granicami Polski, gdyż w kraju nie mieliśmy odpowiednich warunków do trenowania. Dzięki Arenie Lodowej są one o wiele lepsze, ale te zgrupowania zagraniczne też są, bo wiadomo, że potrzebujemy aklimatyzowania się do innych obiektów i konieczny jest trening na szybszych torach, jak na przykład w Inzell w Niemczech. My, jako sprinterzy, przede wszystkim musimy doskonalić się na tych największych prędkościach, więc wyjazdy na zagraniczne zgrupowania są nieuniknione. Ale fajnie, że mamy też taki obiekt, jak w Tomaszowie Mazowieckim, bo dzięki niemu przez te kilka lat polscy panczeniści zrobili ogromny progres.

Wiele czasu w roku przebywa Pan na tych zagranicznych zgrupowaniach, a o ile one się wydłużyły w sezonie olimpijskim?

Do każdego sezonu przykładamy się tak samo w stu procentach, czy to jest olimpijski, czy nie. Każdy jest dla nas bardzo ważny. Tak że w sezonie olimpijskim czy nieolimpijskim mamy dokładnie taką samą liczbę wyjazdów na zgrupowania.

Mówiąc o sezonie olimpijskim, nie sposób nie wrócić do ostatnich igrzysk w Mediolanie, na których ułamki sekundy dzieliły Pana od medalu na 500 i 1000 m. Jak z perspektywy kilku miesięcy ocenia Pan swój start w Milano Speed Skating Stadium?

Szczerze mówiąc, to mam kolejne cele na horyzoncie i bardziej przyglądam się im niż temu, co było kilka miesięcy temu w Mediolanie. Jestem dumny z tego, że się godnie zaprezentowałem na igrzyskach. Zabrakło tej wisienki na torcie, ale biorąc pod uwagę cały sezon, to był on dla mnie wyśmienity. Tutaj w Tomaszowie, przed własną publicznością, zdobyłem dwukrotnie mistrzostwo Europy, wiele medali Pucharu Świata. Po raz pierwszy Polak uzyskał wynik poniżej 34 sekund na 500 m. Jest wiele pozytywów, które mnie cieszą. Dwa razy zająłem drugie miejsce w punktacji generalnej Pucharu Świata. Tak naprawdę chyba żaden Polak nie osiągnął tego przede mną. Wiadomo, był Zbyszek Bródka, który miał pierwsze miejsce, ale podwójnego drugiego to nie było, więc cieszę się i jestem dumny z tego sezonu.

Szer. Damian Żurek dwukrotnie stanął na najwyższym stopniu podium podczas mistrzostw Europy panczenistów, które w tym roku odbyły się w Tomaszowie Mazowieckim.

W wypowiedziach tuż po olimpijskich startach w Mediolanie zaimponował mi Pan tym, że jak wielu innych sportowców nie zrzucał winy na pecha, choć akurat byłoby to prawdą w przypadku trafienia na takiego, a nie innego rywala (złoty i srebrny medalista na 500 i 1000 m ścigali się w jednej parze, a Damian Żurek rywalizował ze słabszymi zawodnikami, co niewątpliwie było istotne w kontekście straty do miejsca na podium 0,07 i 0,09 s – przyp. aut.). Wziął Pan wszystko na klatę, czym urzekł nie tylko mnie, lecz także wielu kibiców, o czym świadczyły kierowane przez nich głosy wsparcia.

Cieszę się, że tak przyjęto moje wypowiedzi. Wiele ciepłych słów do mnie dotarło i na pewno dzięki nim było mi o wiele łatwiej sobie poradzić z przeżywaniem tego, że byłem tak blisko spełnienia marzeń. Były trudne chwile, ale wiem, że one też budują i jakby kształtują charakter. Co ważne, pomaga mi też duma z bycia Polakiem i żołnierzem Wojska Polskiego. Czerpię z tego siłę mentalną i fizyczną i dzięki nim wiem, że nie mogę się nigdy poddawać. Zresztą ten hart ducha jest zaszczepiony głęboko w środku we mnie od dzieciaka. Wiele razy miałem podkładane kłody pod nogi, a i tak wstawałem. Przyzwyczaiłem się do tego. Upadki i potknięcia traktuję jako lekcje i wyciągam z nich wnioski.

Czy to prawda, że myślał Pan niedawno o zakończeniu kariery sportowej?

Gdybym na igrzyskach w Mediolanie zdobył medal i spełnił te marzenia z dzieciństwa, to bardzo możliwe, że podjąłbym taką decyzję.

1 czerwca zakończenie kariery zapowiedział Pana kolega z reprezentacji Piotr Michalski. On przed czterema laty na igrzyskach olimpijskich przegrał brąz na 1000 m o 0,08 s. Robił potem wszystko, by powalczyć o ten medal w Mediolanie i nie udała mu się ta sztuka…

Od Piotrka bardzo dużo się nauczyłem, jest fajną osobą, która ciepło przyjęła mnie w grupie sprinterów w kadrze narodowej. Zawsze, jeżeli chciałem się czegoś więcej dowiedzieć, był do mojej dyspozycji, więc jestem mu za to wdzięczny. Cieszę się, że został w kadrze jako asystent trenera. Już po pierwszych obozach widzę, że on się nadaje do pracy szkoleniowca. Tak samo, jak wkładał całe serce w treningi jako zawodnik, to teraz, jako trener, tak samo stara się, żebyśmy mieli jak najlepiej.

Za kilka dni wyjeżdża Pan na zgrupowanie do Inzell. Proszę powiedzieć, na jakich torach lubi Pan najbardziej trenować?

Inzell jest na pierwszym miejscu. Hala położona jest w urokliwym otoczeniu. Uwielbiam też trenować i startować w Calgary. Znakomicie czuję się też tutaj, w Tomaszowie, bo jestem u siebie i znam dokładnie wszystko.

Latem panczeniści dużo trenują, jeżdżąc na rowerach. Lubi Pan treningi kolarskie?

To jest jedna z podstawowych metod treningu wydolności, chociaż jako sprinter nie jeżdżę tyle na rowerze, co specjaliści od długich dystansów. Za to u nas ważne jest generowanie mocy na treningach kolarskich. W ogóle w łyżwiarstwie szybkim podoba mi się to, że w ramach przygotowań do startów na lodzie uprawiamy wiele dyscyplin. Jeździmy dużo na rowerach, trenujemy w siłowni czy też biegamy w kolcach po bieżni jak lekkoatleci. Aby być dobrym łyżwiarzem, trzeba być wszechstronnym sportowcem.

A jako kibic sportowy, które dyscypliny najchętniej ogląda Pan na żywo i w telewizji?

Jak mam czas, to chętnie jeżdżę kibicować na żywo kolegom i koleżankom z innych dyscyplin. Udało mi się po sezonie pojechać do Torunia na Halowe Mistrzostwa Świata w Lekkiej Atletyce. Lubię dopingować i być na zawodach z tej drugiej, kibicowskiej strony. W telewizji chętnie oglądam tak lekką atletykę, jak i wyścigi kolarskie. Niebawem rusza Tour de France. Przez najbliższe trzy tygodnie na obozie w Inzell będę pomiędzy treningami oglądał ten wyścig. Ale też bardzo lubię siatkówkę i koszykówkę. Tak naprawdę mogę oglądać relacje z zawodów, które w danym momencie transmitowane są na sportowych kanałach. Nie jestem za to jakimś wielkim fanem piłki nożnej.

To szkoda, bo miałem zapytać, którą reprezentację typuje Pan do tytułu mistrzowskiego na trwającym obecnie mundialu.

Obstawiłbym może Francję, ale nawet nie mam za bardzo rozeznania. Naprawdę, nie jestem specjalistą od futbolu (z szer. Damianem Żurkiem rozmawiałem, gdy podczas piłkarskich mistrzostw świata odbywały się mecze 1/16 turnieju).


Realizacja: Jacek Szustakowski, Michał Korsak

Może więc porozmawiamy o wojsku. Kiedy odbył Pan szkolenie podstawowe i czy do służby przygotowawczej nakłoniła Pana partnerka Karolina Bosiek (st. szer. spec. Karolina Bosiek do 1 grudnia 2025 roku, gdy powołanie do Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego otrzymał Damian Żurek, była jedynym sportowcem w CWZS-ie, który uprawiał łyżwiarstwo szybkie – przyp. aut.)?

To pierwsze szkolenie wojskowe odbyłem przed czterema laty. Do udziału w nim faktycznie zmotywowała mnie Karolina. Muszę jednak zaznaczyć, że od dziecka podobały mi się różne uroczystości w mieście z udziałem żołnierzy. Ciągnęło mnie też do munduru. Dlatego chętnie skorzystałem z propozycji odbycia przeszkolenia i perspektywy powołania do „armii mistrzów”. Wiedziałem, że jeżeli tylko potwierdzę swoimi wynikami sportowymi, iż warto stawiać na takiego zawodnika, to kiedyś trafię do CWZS-u.

Pana starsi koledzy klubowi, kiedy jeszcze była obowiązkowa zasadnicza służba wojskowa, jak choćby Jaromir Radke (olimpijczyk z 1992 i 1994 roku, był piąty na 10 000 m w Lillehammer – przyp. aut.), odbywali tę służbę w Legii Warszawa.

To nawet nie wiedziałem. Wiadomo, kiedyś były inne czasy, ale fajnie, że teraz sportowcy mogą łączyć karierę sportową i wojskową w Centralnym Wojskowym Zespole Sportowym lub innych jednostkach. Mnie wojsko się podoba i widzę dużo podobieństw w byciu sportowcem i żołnierzem. Jest wiele cech, które nas łączą. Bardzo się cieszę, że po Karolinie i po mnie do CWZS-u trafiło jeszcze dwoje łyżwiarzy szybkich i specjalista od short tracku. Nasza łyżwiarska grupa jest więc coraz większa.

A jak się Pan zaaklimatyzował w „armii mistrzów”?

Bardzo dobrze. Cieszę się, że mogłem trafić do takiego zacnego grona, bo jest tam wielu utytułowanych sportowców. To zaszczyt, że mogę być jednym z nich. Fajnie, że mam z nimi kontakt nie tylko poprzez media społecznościowe, bo mogę spotykać się z nimi również podczas wykonywania obowiązków służbowych. Okazuje się, że wśród żołnierzy CWZS-u są też fani łyżwiarstwa szybkiego i obserwują nasze starty.

Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego aktywnie uczestniczy w promocji panczenów w wojsku, jak również stara się, by robiły to inne łyżwiarskie federacje. Chce bowiem doprowadzić do organizacji najpierw Regionalnych Wojskowych Mistrzostw Świata, a gdy już zainteresowana tym będzie odpowiednia liczba krajów, wojskowego czempionatu pod flagą Międzynarodowej Rady Sportu Wojskowego. A Pan jest gotowy do startów w zawodach pod flagą CISM-u?

Oczywiście. Bardzo się cieszę, że takie rozmowy trwają i mam nadzieję, że niedługo dojdzie do rywalizacji żołnierzy na lodzie. Wiem, że włoscy panczeniści są karabinierami, a żołnierzami są też zawodnicy niemieccy i estońscy. Jeśli łyżwiarstwo trafi do sportów uprawianych w CISM-ie, będziemy mieli okazje do kolejnych startów i godnego reprezentowania w nich Polski i Wojska Polskiego.

Jesienią zeszłego roku dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych gen. broni Marek Sokołowski spotkał się w Zakopanem z prezydentem CISM-u płk. Niltonem Gomesem Rolimem Filho na terenie budowanego nowego krytego obiektu dla łyżwiarzy szybkich i rozmawiali m.in. o zorganizowaniu na nim wojskowych mistrzostw. Na ten tor czeka więc też CISM, ale przede wszystkim setki polskich panczenistów…

Też nie mogę się doczekać tego nowego obiektu pod Tatrami. Dzięki niemu będziemy mogli trenować w nowym miejscu i powiększą się możliwości rozwoju polskich panczenów. Myślę, że fajnie by było, gdyby w każdym większym mieście w Polsce była taka hala do jazdy na łyżwach, aby jak najlepiej promować łyżwiarstwo szybkie w naszym kraju.

Ostatnio jubileusz pięciolecia powstania świętował Centralny Wojskowy Zespół Sportowy. Podczas uroczystości z tej okazji dowodził Pan grupą żołnierzy, która prezentowała się w reprezentacyjnych strojach. To chyba oznacza, że mimo krótkiego stażu w „armii mistrzów” jest Pan w niej zauważany.

Cieszę się, że zostałem tak doceniony i mogłem prowadzić naszą grupę. To jest też wyróżnienie. W CWZS-ie mogę kontynuować dwutorową karierę. Wiadomo, kiedyś sport się kończy, a później wiele osób nie wie, co ze sobą robić. Ja nie będę miał tego problemu, a dzięki wojsku na pewno czekać mnie będą kolejne wyzwania.

A wracając do tych sportowych, to jakie ma Pan kolejne cele na horyzoncie?

Ten daleki to start w kolejnych igrzyskach olimpijskich, żeby spełnić to swoje marzenie z dzieciństwa o medalu olimpijskim. Natomiast w tym sezonie chciałbym jak najlepiej zaprezentować się w mistrzostwach Polski, zawodach o Puchar Świata, mistrzostwach Europy oraz w docelowej imprezie, jaką będą mistrzostwa świata w Chinach.

Rozmawiał: Jacek Szustakowski

autor zdjęć: Jacek Szustakowski

dodaj komentarz

komentarze


„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Podium dla kajakarza, pięcioboistki i sztangisty
Prezydent RP o szczycie NATO
Połączeni na Bałtyku
Integracja F-35 rozpoczęta
Kolejny incydent z udziałem rosyjskich myśliwców
Przełomowe porozumienie
Odznaka sprawności fizycznej po nowemu
Wzorowa żołnierska postawa terytorialsa
Żołnierze na „Horyzoncie” do końca wakacji
Zbrodnicza farsa
Piętnasty polski F-35 w powietrzu
PIRX-1 na orbicie
Więcej sojuszniczych wojsk w Polsce?
Żywią i bronią
PKW Irak zostaje w Jordanii
Polski projekt, światowe znaczenie
Szef MON-u uhonorował bohaterów AK
Vespa Battle Challenge
Polski bezzałogowiec zaprezentowany w Ankarze
Wojna hybrydowa trwa
Śmierć w sercu Azji
Pieta Michniowska
W drodze po oficerskie gwiazdki
Złoto-srebrne kajakarki, srebrni żeglarze
Lądowanie na fińskiej drodze, czyli Bieliki i F-16 na Ramstein Flag’26
„Selekcja”, czyli prawda o człowieku
Ostatni lot „Pałera”
Gen wojownika
Cyfrowa niedyskrecja
Paliwowy krwiobieg NATO
„Jak nas karmicie, tak będziemy wojować”. Dole i niedole 8 Pułku Piechoty
USA znów uderzyły w Iran
Mundur i bokserskie rękawice
„Koalicja chętnych” szykuje kolejne działania
Ostatnia niedziela…
Dronowy kierunek przyszłości
Marzenia częściowo spełnione
MON i MSZ o szczycie NATO
Morska bryza w dwóch odsłonach
Jak Ślązacy stali się panami własnego domu
Polski Gnom
Wielki sukces podchorążych z AMW
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Borsuki i roje dronów
Piksele prawdy w morzu fałszu
Wsparcie ma znaczenie
Wyższe diety i rozłąkowe dla żołnierzy
Szczyt w Ankarze okiem eksperta
Nowa koalicja dronowa
„Bezpieczny zachód” przedłużony
Saperzy w akcji pod wodą
Sportowa rewolucja na AWL-u
NATO zwiększy produkcję broni
Powstał Komponent Obrony Pogranicza
Mosty (nie tylko) dla Abramsów
Czeskie śmigłowce w Polsce przeciw dronom
Rząd: cele na szczyt w Ankarze osiągnięte
Holenderskie Patrioty zostaną dłużej w Jasionce
Powiększone mosty Daglezja-S trafią do saperów
Pierwszy Kormoran pod flagą NATO
Rosja testuje, Polska przechwytuje
Mark Rutte: nasza jedność fundamentem pokoju!
Paczka z mundurem – pytania i odpowiedzi
Szerszeń z Sochaczewa

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO