moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Ostatni lot „Pałera”

Po blisko pół wieku służby ostatni śmigłowiec Mi-14 PŁ/R został wycofany z polskiego lotnictwa morskiego. Maszyny te przez dekady były jednym z filarów systemu ratownictwa SAR na Bałtyku. Wycofanie Mi-14 ze służby kończy ważny rozdział historii Marynarki Wojennej RP i ponawia pytanie o to, czym zastąpić utracone zdolności w obliczu rosnących potrzeb.

Lotnisko 44 Bazy Lotnictwa Morskiego (Brygada Lotnictwa Marynarki Wojennej) w Darłowie. Do śmigłowca Mi-14PŁ/R o numerze burtowym 1009 wsiadają: pilot, pilot-nawigator, technik pokładowy, ratownik oraz dyrektor Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa (SAR) Sebastian Kluska. Po chwili maszyna wzbija się w powietrze, by odbyć swój ostatni lot, wieńczący ponad cztery dekady służby śmigłowców z rodziny Mi-14 w polskim lotnictwie morskim.

W taki sposób 9 maja żołnierze 44 BLotM pożegnali śmigłowiec, z którym były związane setki misji, wspomnienia i ludzie tworzący jego historię.

REKLAMA

Więcej niż symbol

Nie był to jednak symboliczny przelot pożegnalny. Załoga realizowała normalne szkolenie ratownicze, podtrzymując gotowość operacyjną do ostatniego dnia służby maszyny. – Lot z Darłowa odbywał się w formie treningowej. Wspólnie z Centrum Operacji Morskich opracowaliśmy plan zakładający podjęcie osoby poszkodowanej z pokładu statku ratowniczego Typhoon. To nie było tylko pożegnanie śmigłowca, ale normalny trening ratowniczy – mówi Sebastian Kluska. Dopiero po powrocie był czas na chwilę refleksji. Załoga zrobiła wspólne zdjęcie, a na kadłubie śmigłowca złożyła podpisy upamiętniające ostatni lot. – Każdy powiedział coś od siebie, podziękowaliśmy sobie za bezpieczne loty. Było sentymentalnie – wspomina st. chor. sztab. Tomasz Witkowski, ratownik, który na Mi-14 latał przez ponad 20 lat.

– Było słychać, że ci ludzie włożyli duszę i serce w funkcjonowanie, w żywotność tej maszyny – mówi Kluska i dodaje, że śmigłowce Mi-14 były częścią historii nie tylko 44 BLotM, lecz także całego systemu ratownictwa morskiego. – Poczynając m.in. od 1993 roku i katastrofy promu „Jan Heweliusz”, kiedy maszyny tego typu były częściowo zaangażowane w działania poszukiwawcze i ratownicze, Mi-14 przez kolejne dekady pozostawały ważnym elementem tego systemu, pełniąc dyżury i będąc gotowe do działania aż do ostatnich dni służby – zaznacza szef SAR.

Mi-14 miały za sobą dziesięciolecia pracy i wykorzystany resurs, dlatego wycofanie ich ze służby było nieuniknione. Dla żołnierzy z 44 Bazy Lotnictwa Morskiego ta chwila oznaczała jednak coś więcej niż wycofanie kolejnej maszyny. – Czego będzie mi najbardziej brakowało? Ludzi z tego śmigłowca. Naprawdę latali na nim wspaniali ludzie. Sprzęt jest ważny, ale załoga zawsze była na pierwszym miejscu – mówi ratownik z 44 BLotM.

Śmigłowiec 1009 być może trafi do Muzeum Marynarki Wojennej. Jeśli tak się stanie, ostatnia polska „czternastka” pozostanie nie tylko eksponatem, lecz także symbolem pokoleń lotników i ratowników, którzy przez dziesięciolecia czuwali nad bezpieczeństwem ludzi na Bałtyku.

Latający ratownik

Mi-14PŁ/R był jedną z najbardziej charakterystycznych konstrukcji w historii polskiego lotnictwa morskiego. Powstał na bazie śmigłowca Mi-8, ale otrzymał kadłub w formie łodzi latającej, dzięki czemu mógł wodować na morzu. W wersji PŁ był przeznaczony do zwalczania okrętów podwodnych. Wraz z wycofywaniem starszych maszyn ratowniczych część śmigłowców przebudowano do standardu PŁ/R, dostosowując je do wykonywania misji ratowniczych.

Największą zaletą „czternastki” były rozmiary. W zależności od konfiguracji śmigłowiec mógł zabrać na pokład nawet 18–19 rozbitków lub dziewięć osób na noszach. – Wraz z wycofaniem Mi-14 straciliśmy możliwość masowej ewakuacji ludzi z morza. Wykorzystywane obecnie śmigłowce W-3WARM Anakonda mogą podjąć maksymalnie trzy osoby z wody. Mi-14 zabierał ich sześć razy więcej. To zupełnie inna skala działania – mówi Sebastian Kluska.

Jego zdaniem znaczenie takich zdolności najlepiej pokazuje katastrofa promu „Jan Heweliusz”, do której doszło w styczniu 1993 roku. – Na pokładzie „Heweliusza” było 65 osób. Wtedy mogliśmy wysłać trzy śmigłowce Mi-14, które były w stanie zabrać niemal 60 pasażerów. Dzisiaj mamy dwa dyżurne W-3, które mogą uratować sześć osób – zwraca uwagę dyrektor SAR i dodaje, że współczesne promy kursujące po Bałtyku między Polską a Szwecją, Finlandią czy krajami bałtyckimi zazwyczaj mają na pokładzie od kilkuset do ponad tysiąca pasażerów.

Brak dużych śmigłowców ratunkowych jest również problemem w kontekście wzrostu aktywności gospodarczej na Bałtyku. W ostatnich latach nastąpił gwałtowny rozwój sektora offshore, a farmy wiatrowe stają się jednym z głównych źródeł nowych interwencji ratowniczych. – W całym 2025 roku wykonaliśmy 25 ewakuacji medycznych. W tym roku do maja mieliśmy ich już około 30, z tego kilkanaście wymagało użycia śmigłowców marynarki wojennej. To efekt rozwoju morskiej energetyki wiatrowej – podkreśla Kluska. Według szefa SAR sytuacja będzie coraz trudniejsza, ponieważ na Bałtyku powstają kolejne farmy, a tym samym liczba osób pracujących daleko od brzegu szybko rośnie.

– Jeszcze kilka lat temu mówiliśmy o farmach wiatrowych głównie w kontekście planów na mapach. Dzisiaj mamy dziesiątki gotowych turbin, a przed nami budowa kolejnych setek. To oznacza wielokrotny wzrost intensywności wykorzystania morza i coraz większe potrzeby ratownicze – mówi dyrektor SAR.

Co po Mi-14?

Obecnie podstawą morskiego systemu ratownictwa lotniczego pozostają śmigłowce W-3WARM. Maszyny te zapewniają bieżącą gotowość do działań SAR, ewakuacji medycznych i podejmowania rozbitków. Pewną rezerwę stanowią należące do sił zbrojnych śmigłowce AW101, jednak zostały one pozyskane do zadań zwalczania okrętów podwodnych (ZOP), a nie ratownictwa. Poza tym sam fakt posiadania dużej maszyny nie zastępuje wypracowanego rozwiązania ratowniczego – w sytuacji kryzysowej liczą się przeszkolenie załóg, procedury i możliwość natychmiastowego użycia śmigłowca.

Ministerstwo Obrony Narodowej nie ogłosiło dotąd programu pozyskania następców ratowniczych Mi-14. Choć AW101 teoretycznie mogłyby zapewniać nowoczesne zdolności poszukiwawczo-ratownicze, Polska dysponuje jedynie czterema takimi maszynami. Wobec rosnącego ruchu na Bałtyku, rozwoju morskiej energetyki wiatrowej i zwiększającej się liczby zadań na morzu pytanie o dalsze wzmocnienie lotniczego komponentu SAR pozostaje aktualne.

Jakub Zagalski

autor zdjęć: chor. Piotr Gubernat Combat Camera Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych

dodaj komentarz

komentarze


Gorący lipiec PKW Łotwa
Polski pocisk 155 mm coraz bliżej
Łzy na treningu to cena, jaką warto zapłacić za sukces
„Nieustraszony orzeł”
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Kolejna rosyjska prowokacja w powietrzu
Koniec okularów w służbie?
FPV po polsku
Strażnicy lotniska
Białorusini ćwiczą przy granicy z Polską
Pamięć o amerykańskim bohaterze
Jak przetrwać kryzys?
Polska i Litwa wspólnie będą badać incydenty z dronami
Cios w plecy
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Więcej Czarnych Panter w Braniewie
Medale w skokach na celność lądowania
PZL P.11c – Pościgowy taran!
Belma na MSPO: tu rozmowy zamieniają się w projekty
Finowie o bezpieczeństwie w Europie do 2040 roku
Geran-5. Rakieta w cenie drona?
Polska a broń jądrowa – mity i fakty
Abordaż z polskim wsparciem
Żołnierze z medalami w kurash
„Czarny obrońca” na Bałtyku
Defendery dla najlepszych z najlepszych
„Czarny obrońca” zabytków
Lockheed Martin o polskim programie dotyczącym F-35
Dron z Bałtyku był uzbrojony
Kolejni gunnerzy na horyzoncie
Leopardy pokonały rzekę
Drony i roboty na MSPO 2026
Medale kajakarki, wspinaczki i spadochroniarek
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Pancerniacy i spadochroniarze
Czołgi K2 będą naprawiane w Poznaniu
Piechur, artylerzysta, lotnik i… hydraulik
Gotowi na wszystko
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Szkolenia „wGotowości” czyli warto się przygotować
Program SAFE w pytaniach i odpowiedziach
Saperzy wzmacniają granicę z Ukrainą
W wojsku nie wszystkie butelki z kaucją?
Bezpieczeństwo wspólnym mianownikiem
Coraz więcej Abramsów w Wojsku Polskim
Silniejsza Polska to silniejsze Włochy
Wojskowe MMA dla terytorialsów
Polska w koalicji antybalistycznej
Po medale na nartorolkach i w kajaku
„Horyzont” przedłużony
Czołgi, drony i... Francuzi
Lubelscy terytorialsi pomogli ofiarom wypadku
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Z prądem i pod prąd
Rój dronów wesprze walkę z okrętem podwodnym
Samorządy filarem odporności państwa
Agresja na Polskę nie była „spacerem”
Flanka pod strażą
Berlin: Rosja próbowała doprowadzić do zamachu na lotnisku

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO