moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Życie pod ostrzałem

Wojna w Ukrainie obnażyła coś, co przez dekady pozostawało na marginesie debat strategicznych: o wyniku konfliktu decyduje nie tylko armia, lecz także zdolność państwa do działania jako spójny system. Powinno to też być przedmiotem analizy z polskiej perspektywy – nie w kategoriach solidarności czy symboliki, lecz twardego planowania obronnego.

O świcie w Kijowie wyją syreny. Kilkaset kilometrów dalej ze stacji we Lwowie wyrusza na wschód transport amunicji. W Łucku urzędnik wydaje decyzję administracyjną, używając podpisu elektronicznego, a w Charkowie operator sieci energetycznej przywraca zasilanie po kolejnym nocnym ataku. Na froncie giną ludzie, lecz wojna toczy się także tam, gdzie nie ma okopów. W urzędach, fabrykach, szkołach, na stacjach kolejowych i w mieszkaniach cywilów. Rosyjskie rakiety i drony nie są wymierzone wyłącznie w jednostki wojskowe – ich celem jest całe państwo. Brak prądu, przerwane łańcuchy dostaw, chaos decyzyjny i zmęczenie społeczeństwa mają w długim okresie działać skuteczniej niż czołgi. Taki pomysł na wojnę ma Rosja.

 

REKLAMA

Odpowiedź Ukrainy była w dużej mierze improwizowana, ale z czasem przybrała formę systemowej adaptacji. Państwo nauczyło się funkcjonować w trybie permanentnego kryzysu. Administracja nie została zawieszona; przeciwnie – musiała działać szybciej, prościej i być bliżej obywatela.

Przemysł się nie zwinął, ale rozproszył. Społeczeństwo stało się czymś więcej niż tylko zasobem mobilizacyjnym. To właśnie ta zdolność do utrzymania funkcjonowania państwa pod ostrzałem stanowi dziś jeden z kluczowych czynników ukraińskiej wytrzymałości strategicznej. I to ona powinna być przedmiotem analizy z polskiej perspektywy – nie w kategoriach solidarności czy symboliki, lecz twardego planowania obronnego.

Zarządzanie niedoborem ludzi

Mobilizacja w wojnie pełnoskalowej nie jest wyłącznie problemem wojskowym. Jej istotą jest zarządzanie niedoborem zasobu, który zużywa się szybciej, niż można go odtworzyć. Tym zasobem są ludzie – nie tylko żołnierze i rezerwiści, lecz także pracownicy przemysłu, transportu i administracji. Każda decyzja mobilizacyjna ma więc charakter systemowy: wzmacnia front kosztem zaplecza albo stabilizuje państwo kosztem zdolności bojowej. W Ukrainie pierwsze miesiące wojny opierały się na nadwyżce motywacji społecznej. Duża liczba ochotników pozwoliła kupić czas, lecz nie pomogła stworzyć systemu. Gdy konflikt przeszedł w fazę długotrwałą, improwizacja przestała wystarczać. Państwo zostało zmuszone do uporządkowania mobilizacji: centralizacji ewidencji, cyfryzacji danych, zaostrzenia kontroli nad poborem i racjonalizacji jego kryteriów.

Wraz z tym pojawiły się napięcia. Społeczeństwo funkcjonujące miesiącami w stanie wojny przestaje reagować na argumenty moralne, a zaczyna kalkulować koszty. Rosnąca liczba poległych, długotrwała służba bez jasnej perspektywy rotacji oraz nierównomierne obciążenie poszczególnych grup podkopały poczucie sprawiedliwości systemu. Mobilizacja stała się jednym z najbardziej konfliktogennych obszarów funkcjonowania państwa. Kluczowym wyzwaniem okazało się utrzymanie równowagi między potrzebami frontu a wydolnością zaplecza. Każdy żołnierz powołany do wojska to nie tylko uzupełnienie etatu w brygadzie, lecz także luka w gospodarce i administracji. Wojna wymusiła selekcję według przydatności systemowej: kto jest niezbędny na froncie, a kto do jego utrzymania. Administracja lokalna stała się buforem tych napięć – miejscem, gdzie decyzje państwa zderzały się z presją społeczną.

Z perspektywy strategicznej wniosek jest jednoznaczny: państwo, które nie potrafi długofalowo zarządzać mobilizacją, nie jest w stanie prowadzić wojny na wyczerpanie. Ukraina utrzymuje zdolność bojową nie dzięki niewyczerpanym rezerwom, lecz dlatego, że przekształciła mobilizację z reakcji kryzysowej w narzędzie zarządzania całym systemem państwowym – rozwiązanie dalekie od doskonałości, ale jedyne możliwe w wojnie bez szybkiego finału.

Urzędy muszą działać

W konflikcie pełnoskalowym poważnemu testowi poddano administrację publiczną. Wojna szybko obnażyła słabości rozbudowanych, hierarchicznych struktur. Administracja musiała zostać spłaszczona: część kompetencji przeniesiono w dół, skracając ścieżki decyzyjne. W praktyce oznaczało to przerzucenie znacznej części ciężaru na administrację lokalną. To samorządy łączyły funkcje cywilne i quasiobronne: zarządzały ewakuacją, pomocą, usługami komunalnymi i komunikacją z ludnością.

Ataki na energetykę, łączność i transport bezpośrednio uderzały w zdolność urzędów do pracy. Państwo wprowadziło rozwiązania awaryjne: alternatywne źródła zasilania, rozproszone centra decyzyjne, pracę zdalną i uproszczony obieg dokumentów. Celem nie był komfort funkcjonowania instytucji, lecz utrzymanie zdolności działania. Kluczową rolę odegrała cyfryzacja. Systemy elektroniczne z narzędzi modernizacji stały się narzędziem przetrwania państwa. Pozwoliły ograniczyć skutki fizycznych zniszczeń, a jednocześnie uczyniły infrastrukturę teleinformatyczną jednym z priorytetowych celów ataków.

Wojna wymusiła redefinicję skuteczności. Liczyła się nie zgodność z procedurami, lecz zdolność do utrzymania funkcji państwa. Błędy przestały być wyjątkiem, lecz stały się elementem akceptowalnego ryzyka. To przejście – od państwa proceduralnego do adaptacyjnego – pozwoliło Ukrainie uniknąć paraliżu instytucjonalnego. Patrząc z polskiej perspektywy, ukraińskie doświadczenia są ostrzeżeniem. Nasz aparat administracyjny zaprojektowany jest na warunki stabilności: z rozbudowanymi procedurami, silną centralizacją decyzji i wysoką awersją do błędu. W realiach wojny pełnoskalowej taki model staje się obciążeniem. Bez przygotowania do pracy w trybie kryzysowym administracja może stać się wąskim gardłem całego systemu obronnego.

Wojna, której nie widać

Rosyjska strategia od początku zakładała uderzenie w zdolność państwa ukraińskiego do podtrzymywania wysiłku wojennego. Ataki na energetykę, kolej i przemysł miały efekt kumulatywny: nawet jeśli pojedyncze uderzenia nie paraliżowały systemu, w długim okresie podnosiły koszty jego funkcjonowania. Ukraina nie odpowiedziała klasyczną odbudową, lecz zmianą zasad działania przemysłu i logistyki. Pierwszym krokiem było odejście od koncentracji. Zakłady i magazyny, które w czasie pokoju dawały efekt skali, w warunkach wojny stały się celami o wysokiej wartości. Produkcję rozproszono – często kosztem wydajności, ale z myślą o przeżywalności. Liczyła się ciągłość mimo strat, a nie maksymalizacja wolumenu. Wojna wymusiła akceptację krótszych serii, niższych norm i większej elastyczności.

Zmieniła się też relacja między państwem a sektorem prywatnym. Przemysł obronny przestał być domeną wyłącznie państwowych zakładów. Do wysiłku wojennego włączono mniejsze firmy, warsztaty i zaplecze cywilne, a granica między produkcją wojskową i cywilną uległa zatarciu. Państwo nie tyle kontrolowało cały proces, ile koordynowało dostępne zdolności, starając się wykorzystać każdy użyteczny zasób. Logistyka okazała się równie istotna jak produkcja. Kolej stała się kręgosłupem systemu zaopatrzenia – odporna na częściowe zniszczenia i relatywnie trudna do sparaliżowania. Transport i magazynowanie podporządkowano zasadzie rozproszenia: mniejsze partie, częstsze trasy i decentralizacja zapasów.

Istotne było także wsparcie zewnętrzne, choć jego znaczenie bywa umniejszane. Dostawy uzbrojenia nie rozwiązywały problemów logistycznych – często je nasilały. Integracja sprzętu z różnych państw i systemów wymagała budowy równoległej infrastruktury serwisowej, szkoleniowej i transportowej oraz obsługi wielosystemowego arsenału w warunkach niedoboru części i dokumentacji.

Z polskiej perspektywy doświadczenie Ukrainy jest ostrzeżeniem przed myśleniem o obronności wyłącznie w kategoriach zakupów uzbrojenia i gotowości frontowej. Wojna pokazuje, że bez odpornego zaplecza przemysłowego i logistycznego nawet najnowocześniejsze systemy bojowe szybko tracą wartość.

Granice społecznej odporności

Początkowa faza wojny charakteryzowała się wysokim poziomem samoorganizacji. Wolontariat, zbiórki sprzętu, wsparcie dla armii i uchodźców zastępowały niewydolne jeszcze mechanizmy państwowe. Społeczna mobilizacja, podobnie jak wojskowa, ma jednak swoje granice. Państwo stanęło przed wyzwaniem przejścia od improwizacji do systemu – bez zabijania oddolnej inicjatywy, ale też bez opierania bezpieczeństwa na emocjonalnym zrywie.

Codzienność w warunkach wojny została podporządkowana rytmowi alarmów, przerw w dostawach energii i zagrożenia uderzeniami. Szkoły, szpitale i miejsca pracy musiały funkcjonować w trybie awaryjnym. Adaptacja stała się normą: piwnice zastąpiły schrony, generatory – stabilne zasilanie, a nauczanie zdalne – regularną edukację. Społeczeństwo nauczyło się funkcjonować w warunkach obniżonych standardów, akceptując, że wojna oznacza trwałą degradację komfortu życia.

Kluczowym elementem odporności okazała się informacja. Wojna toczyła się równolegle w sferze narracyjnej – między potrzebą utrzymania morale a ryzykiem dezinformacji i propagandy. Państwo musiało balansować między transparentnością a kontrolą przekazu, starając się zapobiegać panice, zmęczeniu i poczuciu bezsensu strat. Każdy kryzys energetyczny, każda fala mobilizacji i każda porażka na froncie miały konsekwencje społeczne, które wymagały zarządzania równie uważnego jak działania wojskowe. Granice odporności społecznej ujawniały się stopniowo. Narastało zmęczenie, frustracja i poczucie nierówności obciążeń. Długotrwała wojna rozwarstwia społeczeństwo: jedni pozostają na froncie, inni na zapleczu; jedni tracą bliskich, inni ponoszą głównie koszty ekonomiczne. Państwo musiało reagować na te napięcia także poprzez realne mechanizmy wsparcia – świadczenia, pomoc psychologiczną, opiekę nad rodzinami poległych i rannych. Wojna obnażyła słabość klasycznych koncepcji obrony cywilnej, projektowanych z myślą o krótkotrwałych kryzysach. W realiach długotrwałego konfliktu obrona cywilna stała się procesem ciągłym, obejmującym nie tylko schronienie ludności, lecz także utrzymanie usług publicznych czy komunikacji. Społeczeństwo nie było wyłącznie obiektem ochrony – stało się aktywnym elementem odporności państwa. Z perspektywy strategicznej kluczowy wniosek brzmi: wojny nie wygrywa się samą determinacją społeczną, ale bez niej przegrywa się ją zawsze. Ukraina utrzymuje zdolność do walki, ponieważ jej społeczeństwo, mimo zmęczenia i strat, wciąż akceptuje koszty konfliktu, uważając, że są niższe niż koszty porażki. To równowaga krucha, wymagająca stałego zarządzania – i jedno z najtrudniejszych wyzwań dla państwa prowadzącego wojnę na wyczerpanie.

Reasumując, o zdolności państwa do przetrwania nie decyduje jeden z elementów – armia, przemysł czy społeczeństwo – lecz ich współdziałanie pod presją długotrwałego kryzysu. Mobilizacja bez wydolnej administracji prowadzi do chaosu, administracja bez odpornej infrastruktury traci sprawczość, nowoczesne uzbrojenie bez zaplecza logistyczno-przemysłowego szybko staje się bezużyteczne, a społeczeństwo pozbawione realnego wsparcia traci zdolność do ponoszenia kosztów konfliktu. Ukraińska wojna pokazuje, że obronność nie jest domeną jednego resortu, lecz sprawdzianem państwa jako systemu. To perspektywa, bez której polskie planowanie obronne pozostanie niepełne.

Marcin Ogdowski

autor zdjęć: Roman Bałuk/ Reuters/Forum, Tommaso Fumagalli/Zuma Press/Forum, Abaca Press/Forum

dodaj komentarz

komentarze


Arktyczny „Szlachetny obrońca”
Kmdr Stanisław Nahorski – bohater flotylli rzecznych i morskich
Chciałem być na pierwszej linii
Together on the Front Line and Beyond
Komponent Obrony Pogranicza wzmocni Tarczę Wschód
Gdy woda czy kredki są wyjątkowym prezentem
Życie pod ostrzałem
Więcej pieniędzy dla żołnierzy na mieszkanie
Sprintem do bobsleja
Medycy z wojska i cywila budują Legion
Skromny początek wielkiej wojny
Wojsko zyska na inwestycjach w infrastrukturę w Małopolsce
„Chińczykiem” do jednostki nie wjedziesz
Spluwaczki w nowej odsłonie
Gorąco wśród lodu
„wGotowości” idzie na rekord. Olbrzymie zainteresowanie
Koniec olimpijskich zmagań
Nowe otwarcie w psychiatrii wojskowej
Selonia, czyli łotewski poligon
Litwa drugim największym użytkownikiem JLTV na świecie
Kiedy marzenia stają się rzeczywistością
Engineer Kościuszko Saves America
Wyprawa w przyszłość, czyli studenci z AWL-u w Korei
Walka o pierwszą dziesiątkę
Przełom w sprawie Huty Pieniackiej
Kierunek Rumunia
Szef SKW odpowiada na rosyjskie oskarżenia
Łyżwiarz żegna się z Forum di Milano
Polskie wojsko stawia na polskie bezzałogowce
Arktyka pod lupą NATO
Finlandia dla Sojuszu
Debiut skialpinizmu
Modernizacja indywidualnego wyposażenia żołnierzy trwa
Bez karnej rundy, ale tuż za czołową dziesiątką
Kosiniak-Kamysz: SAFE to szansa dla Polski
Ustawa o SAFE uchwalona. Opozycja przeciw
Biegały i strzelały – walczyły do końca
Wojskowi nurkowie trenowali pod lodem
W Sejmie o zmianach w ASzWoj-u
Oczy armii, czyli batalion, jakiego jeszcze nie było
Rada Pokoju rozpoczęła działalność
Partnerstwo dla artylerii
Fenomen podziemnej armii
Outside the Box
Polska poza konwencją ottawską
Torami po horyzont
Wspólnie dla bezpiecznej Europy
PGZ szykuje Baobaba na eksport
Arktyczne polowanie NATO
Rubio: należymy do siebie
Cyberbezpieczeństwo w roli głównej
O krok bliżej do wdrożenia SAFE
W Sejmie o abolicji dla Polaków walczących w Ukrainie
Inżynier Kościuszko ratuje Amerykę
Polska sprzeda broń na kontynent afrykański
Polski Piorun trafi do Bundeswehry?
Dolina Dronowa – polskie centrum technologii bezzałogowych
Oko na Bałtyk
Senat przyjął ustawę o SAFE głosami koalicji
W Karkonoszach szkolili się z technik górskich

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO