moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Szable w dłoń! Lance do boju!

Pierwsi żołnierze 7 Pułku Ułanów Lubelskich pojawili się w Mińsku Mazowieckim już w 1919 roku. Była to tak zwana kadra, szwadron zapasowy, który zajmował się przygotowaniem ułanów, a przede wszystkim koni, dla uzupełnienia strat pułku przebywającego na froncie.

O pełnym przeniesieniu pułku do Mińska możemy mówić dopiero od 21 czerwca 1921 roku, kiedy siódmacy po krótkiej bytności w Przasnyszu przybyli do miasta nad Srebrną, przepływającym przez miasto dopływem Mieni. Ludność nie była oficjalnie poinformowana o przyjeździe ułanów, nie było tłumów oczekujących na ulicach. Kilka przypadkowo przechodzących panien rzuciło ułanom kwiaty. Ponieważ w mińskich koszarach stacjonował jeszcze oddział artylerii konnej, rozkwaterowało się tam jedynie dowództwo pułku oraz plutony łączności i trębaczy. Szwadrony techniczny i karabinów maszynowych zajęły budynki koszarowe w centrum miasta, przy obecnej ulicy Józefa Piłsudskiego. Pozostałe pododdziały zakwaterowały chwilowo w okolicznych wsiach. Gdy w początkach lipca artylerzyści opuścili Mińsk, zwolniło się miejsce dla szwadronów liniowych. Siódmacy mogli zająć się remontem i odmalowaniem koszar, uzupełniano niezbędne wyposażenie i meble. Rozpoczęła się ciężka praca szkoleniowa z przybywającymi co rok rekrutami.

 

REKLAMA

Dla odrodzonej Polski

Obecność 7 Pułku Ułanów Lubelskich w Mińsku Mazowieckim miała ogromny wpływ na życie miasta, zarówno pod względem kulturalnym, jak i ekonomicznym. W małym miasteczku, jakim wówczas był Mińsk, pułk kawalerii w sile około ośmiuset ludzi i takiej samej liczbie koni był znacznym nabywcą towarów i usług. Wojsko kupowało od lokalnych gospodarzy słomę, siano i paszę dla koni oraz produkty spożywcze dla żołnierzy. Na brak klientów z pewnością nie mogli narzekać mińscy krawcy, fryzjerzy, szewcy czy fotografowie. Małe mińskie kina często mogły liczyć na ułańską widownię, zarówno w przypadku filmów cywilnych, obyczajowych, jak i wyszkoleniowych filmów wojskowych. Co jakiś czas pułk organizował licytacje wybrakowanych koni, które mogli kupić od wojska rolnicy czy dorożkarze.

Pułk stanowił przede wszystkim ważny czynnik kulturowy w mieście, głównie dzięki własnej orkiestrze oraz amatorskiemu teatrowi, które dawały koncerty i przedstawienia również dla cywilnej publiczności. Występy teatru, rzecz jasna biletowane, odbywały się w sali mińskiej Ochotniczej Straży Pożarnej. Dochód z biletów kierowany był na pułkowy fundusz sportowy, bibliotekę oraz pomoce szkolne dla ułanów- -analfabetów. Wszystkie miejskie uroczystości patriotyczne i kościelne były uświetniane obecnością „kolorowego” wojska, lśniąco czystych koni i amarantowo- -białych proporczyków na lancach. Odbywające się corocznie 23 marca święto pułku było ważnym wydarzeniem w życiu miasta i gromadziło liczną publiczność. Co niedzielę wojsko było obecne na mszy świętej w kościele. Dzięki obecności pułku oraz bytności w koszarach słynnej Kasztanki, pierwszej klaczy Piłsudskiego, Mińsk kilkakrotnie odwiedził jej dawny właściciel.

Ułani byli po prostu widoczni. Zaznaczali społeczeństwu, że armia odrodzonej Polski istnieje i jest silna. Naukę jazdy konnej, skoków przez przeszkody, taktykę plutonów i szwadronów, władanie szablą i lancą mogli mieszkańcy Mińska po prostu podziwiać, gdyż odbywały się głównie na otwartym terenie poza koszarami, na błoniach przy ulicy Warszawskiej (dzisiejsze osiedle Serbinów), w dolinie Srebrnej pod wsią Gliniak oraz w żwirowni na północ od cmentarza, gdzie funkcjonowała także strzelnica. Również podczas pułkowych zawodów sportowych oraz pokazów sprawności kawaleryjskiej i woltyżerki koszary były pełne cywilnych widzów.

Honorowy obywatel

Zgodnie z przedwojenną zasadą „Naród z wojskiem, wojsko z narodem” ułani mocno angażowali się w działalność charytatywną. Z ważniejszych akcji należy wspomnieć o prowadzonym przez pułk dożywianiu bezrobotnych, organizowanych choinkach dla dzieci z wielodzietnych rodzin, zbiórkach pieniężnych dla ofiar powodzi i wielu innych. Nie brakło także balów dobroczynnych i dancingów, z których dochód kierowany był na działalność Czerwonego Krzyża. Staraniem oficerów powstał w Cegłowie sierociniec dla około czterdziestu bezdomnych chłopców. Biedniejsi mińszczanie mogli liczyć na uzyskanie w pułku prostych prac i zleceń, jak zatrudnienie kobiet do obierania ziemniaków i prania bielizny. Działalność oficerów, podoficerów i zwykłych ułanów zaowocowała nadaniem w 1937 roku 7 Pułkowi Ułanów Lubelskich tytułu honorowego obywatela Mińska Mazowieckiego.

Mińszczanie odwdzięczali się swoim ułanom jak mogli, najmocniej objawiało się to pod koniec lat trzydziestych, kiedy popularne stały się zbiórki pieniędzy na Fundusz Obrony Narodowej i uroczystości przekazania broni dla wojska. Pułk otrzymał między innymi dwa ciężkie karabiny maszynowe i kilka ręcznych karabinów maszynowych. Zakupy te miały oczywiście charakter symboliczny. Wszystkie pułki miały równą ilość broni, zgodnie z obowiązującymi etatami, a egzemplarze przekazywane przez społeczeństwo były chwilowo wypożyczane z magazynów jednostki. Zebrane pieniądze przeznaczano na większe zamówienia wojskowe.

Losy sztandaru pułkowego w 1939 roku

Sztandar pułkowy poświęcono 22 marca 1921 roku. Całowany z czcią przez rekrutów, którzy złożyli przysięgę, był niemym świadkiem ważnych wydarzeń z życia pułku. Przypięty na płacie sztandaru order Virtuti Militari oraz niebiesko-czarna wstęga przypominały chwałę bojową tej legendarnej jednostki.

26 sierpnia 1939 roku ułani opuścili Mińsk, by sześć dni później stawić czoło niemieckiemu agresorowi. Wraz z nimi, z wieloletnim opiekunem – chorążym Jerzym Romanowskim – odjechał z koszar sztandar pułkowy. Po pierwszych walkach, ze względu na dość dynamicznie zmieniającą się sytuację bojową i możliwość utraty sztandaru, dowódca podpułkownik Skrzynecki rozkazał 6 września, by symbol pułku powrócił do Mińska. Trzy dni później do dowódcy szwadronu zapasowego pułku wezwano chorążego Bolesława Madraka, który usłyszał od majora Głuchowskiego następujące słowa: „Panie chorąży, powierzam panu sztandar 7 Pułku Ułanów, za którego całość odpowiada pan głową. Sztandar nie może wpaść w ręce wroga”. Chorąży Madrak został wybrany do tego zadania nie bez przyczyny. Był doświadczonym i zaufanym podoficerem, weteranem wojny polsko-bolszewickiej, kawalerem Krzyża Walecznych. Do pomocy przydzielono mu wachmistrza Bolesława Koźlinkę oraz samochód pułkowy z kierowcą. Major Głuchowski radził udać się na wschód, a następnie, zależnie od sytuacji, do Rumunii lub na Łotwę. Eskorta sztandaru skierowała się na Włodawę i po krótkim czasie spotkała jeden ze szwadronów pod dowództwem rotmistrza Bernsteina. Dzięki temu sztandar chwilowo był bezpieczny. Dalsza droga biegła przez Radzyń Podlaski, Włodawę i Luboml. Tam uszkodzeniu uległ pułkowy samochód. Chorąży Madrak ze sztandarem i eskortą przesiedli się na przypadkowo przejeżdżający chłopski wóz. Utracono jednak kontakt ze szwadronem rotmistrza Bernsteina. W drodze do Kowla ułanom zagrodziła drogę fala wozów i uciekinierów ze wschodu. Ludność opowiadała o ataku Sowietów i rozstrzeliwaniu polskich żołnierzy. Chorąży Madrak zdecydował się wracać za Bug. Pod Włodawą, ze względu na obecność w okolicy niemieckiego i sowieckiego wojska, eskorta postanowiła zniszczyć drzewce sztandaru i wrzucić je do studni. Płat sztandaru ukrył na sobie pod mundurem chorąży Madrak, natomiast orła, Krzyż Virtuti Militari i szarfę zabrał wachmistrz Koźlinka. Ułani odpruli także wszystkie dystynkcje i odznaki. Kiedy przechodzili Bug, na drugim brzegu czekali już Niemcy. Zapytali podoficerów, dokąd idą. Wachmistrz Koźlinka, który dobrze mówił po niemiecku, tłumaczył że są rezerwistami i wracają do domu. Niemiec zaśmiał się i wskazał na oficerskie spodnie chorążego Madraka. Dyskusja trwała kilka minut, aż przerwał ją z oddali krzyk niemieckiego oficera. Kazał Polakom wypchnąć swój samochód, który utknął na błotnistej drodze. Kiedy to się szczęśliwie udało, oficer podziękował i pozwolił chorążemu Madrakowi i wachmistrzowi Koźlince iść, gdzie chcą.

Wolność trwała kilka minut, gdyż Niemcy z dalszych oddziałów wzięli siódmaków do niewoli. Szczęśliwie obyło się bez rewizji, sztandar nadal znajdował się pod mundurem Madraka. Chorąży zachował w kieszeni nawet mały damski pistolet, o którym Niemcy nie wiedzieli. Ułanów skierowano do kolumny jeńców, która dotarła do prowizorycznego obozu, ogrodzonego drutem kolczastym. Należało jak najszybciej uciekać, by Niemcy nie odkryli schowanego sztandaru i broni. Gdy zrobiło się już ciemno, w obozie powstało zamieszanie i strzelanina. Ułani wykorzystali okazję i przedostali się przez ogrodzenie. Wśród gradu kul i niemieckich okrzyków szczęśliwie przedostali się do niedalekiego lasu. By nie zwracać na siebie uwagi zdobyli cywilne ubrania i, podając się za rolników spod Mińska, dotarli przez Lubartów, Kock, Łuków aż do Wielgolasu. Przez pewien odcinek drogi sztandar wiozła pod spódnicą młoda kobieta, której zapłacono za pomoc 250 złotych. Kwota ta stanowiła wówczas miesięczną gażę porucznika. Początkowo próbowano przedostać się do Nowodworu, do żony majora Jaworskiego, ponieważ jednak po okolicy krążyły niemieckie patrole, zdecydowano ukryć sztandar w majątku w Wielgolesie. Nocą, czołgając się wśród wysokich traw, dwaj żołnierze dotarli do dworskiej altany, w której na głębokości około półtora metra zakopano sztandar. Po wykonanej pracy, płacząc ze szczęścia, rzucili się sobie na szyje. Sztandar był bezpieczny.

Na początku listopada 1939 roku chorąży Madrak dowiedział się od znajomego, że ogrodnik z Wielgolasu w poszukiwaniu kosztowności natknął się na sztandar pułkowy i chce go oddać Niemcom dla nagrody. Należało działać szybko. We trzech z wachmistrzem Krasowskim i wachmistrzem Czajką udali się do Wielgolasu. Sztandar wydobyto i zakopano niedaleko w beczce z suchą sieczką.

Jesienią 1941 roku, na rozkaz majora Jedigara, podoficerowie ponownie wykopali sztandar, aby ukryć go w Nowodworze. Podczas konserwacji i suszenia płatu w wielgoleskiej cieplarni do majątku niespodziewanie przyjechali Niemcy, chcący ją obejrzeć. Madrak i Czajka szybko schowali sztandar w przewodach cieplnych, a sami weszli do przyległej szopy z sianem. Kolejny raz cudem udało się uniknąć schwytania. Ostatecznie sztandar został zasypany talkiem, owinięty w ceratę i włożony do puszki z syfonu do wody sodowej. Tak zabezpieczony spoczął znów na półtora metra pod ziemią, w grobli między stawami majątku Nowodwór, gdzie pozostał do października 1954 roku. Wówczas sztandar został wydobyty i przekazany do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, gdzie znajduje się do dzisiaj. Za zabezpieczenie sztandaru pułkowego chorąży Bolesław Madrak, starszy wachmistrz Andrzej Krasowski i starszy wachmistrz Jan Czajka zostali odznaczeni Krzyżami Virtuti Militari, a wachmistrz Bolesław Koźlinka Krzyżem Walecznych.

 

 

 

 

Z okazji 100. rocznicy przybycia 7 Pułku Ułanów Lubelskich do Mińska Mazowieckiego przygotowaliśmy specjalne wydanie „Polski Zbrojnej”.

 

Mecenasem jednodniówki jest Polska Fundacja Narodowa.

 

Zapraszamy do lektury!

 

 

 

 

Przemysław Fedorowicz , dokumentalista Muzeum Ziemi Mińskiej, wiceprezes Towarzystwa Pamięci 7. Pułku Ułanów Lubelskich

autor zdjęć: NAC

dodaj komentarz

komentarze


Javelin gwarantuje skuteczność
 
Wojsko pomaga powodzianom w Małopolsce
Polscy żołnierze polecą na Islandię
Świętuj razem z żołnierzami!
Kurs na dyplomację
Rusza PKW Islandia
Course on Diplomacy
Afganistan. Czas wracać do domu
Polskie F-16 gotowe na Islandię
Polak najlepszym podoficerem NATO
Wioślarki wywalczyły pierwszy medal w Tokio
NATO Andersa
Polacy blisko podium, ale bez medalu
Umowa na Mieczniki podpisana
Będzie więcej szkoleń z pierwszej pomocy
Nagroda nie tylko od dowódcy
Co ze sprawdzianem z WF?
Ruszyli do walki o naszą przyszłość
Kontyngent do zmiany
Terytorialsi pomagają poszkodowanym w powodziach
Gotowi do przepraw i pomocy powodzianom
„Projekt Wojownik”, czyli skok do basenu
Poligon na miarę XXI wieku
UE o wspólnym bezpieczeństwie
Mamy złoto! Rewelacyjny bieg sztafety mieszanej
V-2 leci do aliantów
Żeglarki na kursie po medal
Rozwój i wyzwania wojskowej logistyki
GROM, czyli gotowi ratować życie
Psy (w) WOT
Świat skacze w otchłań
Abrams – czołg niepokonany w walce
Zaalarmować świat, poświęcając siebie
Wilki znów na Mazurach
Szczyt NATO w Brukseli – punkt zwrotny dla Sojuszu
Afghanistan: Going Back Home
Szczyt NATO o zagrożeniach dla bezpieczeństwa
BohaterON - wyślij kartkę do powstańca
„Kobra ’21”, czyli rozpoznanie specjalsów
Pancerniacy ruszają na Łotwę
Czekamy na pierwszy medal w Tokio
Sikorski–Majski, czyli układ, który uratował Sybiraków
Janina Takajszwili, zakonspirowana całe życie
NATO ćwiczy w Gruzji
Chorwaci uczą się od polskich pilotów
Abramsy dla 1 Brygady
Legioniści w drodze po oficerskie gwiazdki
Wyścig zbrojeń nie ustaje
Powstanie było czymś niezwykłym
Dwa zwycięstwa zapaśnika
Nowe książeczki wojskowe
Military Doctor 2021
Pamięci kobiet z powstania warszawskiego
Szczyt NATO już w poniedziałek
Lider po amerykańsku
Żeglarki wciąż liderkami, szóste miejsce pływaka
Żołnierze bez testów z WF-u

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO