To szkolenie jest jak stąpanie po polu minowym. Większość egzaminów trzeba zdać ze stuprocentowym wynikiem, zaś do końca dociera najwyżej dwie trzecie uczestników. Kolejna grupa podoficerów specjalistów od czołgów Abrams z Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych i 18 Dywizji pojechała do USA, by wziąć udział w prestiżowym kursie na Master Gunnera.
Master Gunner to stanowisko stworzone przez armię USA. Funkcjonuje w strukturach tamtejszych pododdziałów pancernych i zmechanizowanych – od szczebla kompanii, poprzez batalion, aż po brygadę i dywizję. Master gunnerzy są podoficerami specjalistami od uzbrojenia. Ich wiedza obejmuje czołgi, bojowe wozy piechoty, transportery opancerzone. Doradzają dowódcom, biorą udział w planowaniu szkoleń, doglądają ich realizacji, słowem dbają o to, by sprzęt był wykorzystywany w jak najefektywniejszy sposób.
Od niedawna swoich podoficerów ogniowych ma także Polska. Impulsem do przeszczepienia pomysłu na rodzimy grunt stał się zakup czołgów Abrams. – Korzystamy z amerykańskich wzorców, jednak nie jest to proste kopiowanie. Dostosowujemy je do naszych realiów – przyznaje ppłk Maciej Łukarski, dowódca batalionu wozów bojowych w poznańskim Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych. To właśnie tam od kilku lat działa Akademia Abrams, która przygotowuje do służby załogi polskich Abramsów. Kursy po części jeszcze prowadzą instruktorzy z USA, ale polscy żołnierze sukcesywnie rozbudowują własne kompetencje tak, by w krótkim czasie przejąć od Amerykanów całość szkoleń. Pomóc w tym ma choćby wspomniany kurs, którego pełna nazwa brzmi Abrams Master Gunner.
W 2023 roku za ocean wyruszyła pierwsza grupa podoficerów z CSWL i 1 Warszawskiej Brygady Pancernej. W Fort Benning ukończyli dwuetapowe szkolenie, po którym wrócili do kraju z tytułem Master Gunnerów. Teraz w ich ślady poszli kolejni specjaliści z obydwu jednostek. – Do udziału w kursie zostali wytypowani najlepsi z najlepszych – przyznaje ppłk Łukarski. – Musieli się wykazać nie tylko wiedzą. Ważne były też cechy charakteru. Master Gunner musi mieć autorytet, osobowość lidera – dodaje oficer. Najpierw żołnierze przeszli zaawansowany kurs języka angielskiego tak, by perfekcyjnie opanować techniczną terminologię. Umiejętności musieli potwierdzić egzaminem w amerykańskiej ambasadzie. Do USA pojechali w czerwcu. Pozostaną tam do grudnia. Co ich czeka?
– Kurs jest wyjątkowo trudny – wspomina st. chor. Adam Wojciechowski z CSWL-u, który szkolenie ukończył w ubiegłym roku. W pierwszej części teoria przeplatała się z praktyką. Kursanci koncentrowali się na obszarach wspólnych dla różnego typu platform bojowych, z których korzystają wojska pancerne USA. Poznawali zasady prowadzenia ognia, wykrywania oraz identyfikacji celów, także przy ograniczonej widoczności, uczyli się rozpoznawać pojazdy potencjalnego przeciwnika. W programie znalazły się też zajęcia z balistyki.
– W drugiej części kursu moja grupa skupiła się na czołgach Abrams. Tutaj dominowała już praktyka i zajęcia na poligonie – opowiada st. chor. Wojciechowski. Każda część szkolenia kończyła się cząstkowym egzaminem. – Teorię należało zaliczać na 90 proc. W przypadku sprawdzianów praktycznych obowiązkowy był komplet punktów. Kto go nie uzyskał, był kierowany na poprawkę. Do żadnego egzaminu nie można było jednak podchodzić więcej niż dwa razy – przyznaje podoficer. Tak wyśrubowane wymagania sprawiają, że szkolenie zazwyczaj zalicza ledwie 50–70% uczestników.
Oczywiście kurs się nieustannie zmienia. Jest dostosowywany do aktualnych potrzeb amerykańskiej armii, nowych możliwości platform bojowych, zmian w taktyce. Modyfikacje obejmują też samą organizację zajęć. Obecnie zostały one scalone w jeden blok. Jedno pozostaje jednak niezmienne: skala wyzwania. – Dla mnie zdobycie tytułu Master Gunnera było zwieńczeniem wieloletniego wysiłku. Wcześniej zaliczyłem kurs FMNET dla specjalistów od obsługi technicznej Abramsa i OPNET dla członków załogi tej platformy. Czołg poznałem właściwie od podszewki – podkreśla st. chor. Wojciechowski.
Tymczasem CSWL organizuje już… własne kursy na master gunnerów. – W ubiegłym roku przeprowadziliśmy szkolenie opierając się na starszym typie Abramsa – M1A1. Wkrótce rozpoczniemy kurs z wykorzystaniem Abramsów w najnowszej wersji M1A2 SEPv3 – zapowiada ppłk Łukarski. Zajęcia w detalach różnią się od tych amerykańskich. Wystarczy wspomnieć, że językiem wykładowym jest polski, a nie angielski. Cel pozostaje jednak taki sam. – Chcemy przygotować do służby jak największą liczbę podoficerów, którzy stanowiliby istotne wsparcie dla dowódców kompanii czy batalionów pancernych. A co za tym idzie podnieść jakość tych pododdziałów.
Abramsy należą do uzbrojenia, które mają stanowić o sile polskiej armii. Resort obrony podpisał dwa kontrakty na zakup 366 maszyn. Wozy są sukcesywnie wprowadzane do służby.
autor zdjęć: 1 WBPanc

komentarze