moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Walka, entuzjazm i nadzieja

Do powstania poszedłem, w porównaniu z innymi, nieźle uzbrojony, miałem za pasem parabelkę, a w kieszeni kilkanaście sztuk amunicji i jedną „filipinkę”. Moim pierwszym zadaniem było ubezpieczanie atakujących „małą PAST-ę” – tak godzinę „W” 1 sierpnia 1944 roku w Warszawie wspomina ppłk Henryk Kokosza „As”, starszy saper Plutonu 1662 Armii Krajowej.

Pierwsze dni sierpnia 1944. Patrol por. Stanisława Jankowskiego, ps. „Agaton” z batalionu „Pięść” na pl. Kazimierza Wielkiego w drodze do Śródmieścia.

W piosence „Godzina W” zespół Lao Che śpiewa:
„Tramwajem jadę na wojnę,
tramwajem z przedziałem »Nur für Deutsche«,
z pierwszosierpniowym potem na skroni,
z zimnem lufy Visa w nogawce spodni,
siekiera, motyka, piłka, szklanka,
biało-czerwona opaska moja – opaska na ramię powstańca,
w kieszeni strach, orzełek i tytoń w bibule,
ja nie pękam, idę w śmierć ot tak – na krótką koszulę”.

Istotnie, większość powstańców myślała, że w bój idzie na krótką chwilę, by wywalczyć wolność Warszawie.

REKLAMA

Wybiła godzina 17.00 we wtorek 1 sierpnia 1944 roku. W niektórych częściach miasta już wcześniej rozległy się strzały i detonacje wybuchających granatów. Trudno było wszędzie utrzymać dyscyplinę w oddziałach szykujących się do ataku na znienawidzonych w Warszawie niemieckich okupantów. Zresztą w większości wypadków to właśnie Niemcy inicjowali przyspieszenie powstańczej godziny „W”; chcieli np. aresztować podejrzanie wyglądających młodych ludzi, ściskających pod płaszczami coś wyglądającego na broń. Rzeczywiście, w większości wypadków była to broń, którą wreszcie po pięciu latach horroru żołnierze podziemnej armii mogli skierować otwarcie w pierś wroga.

Zaczęło się

Pierwsze chwile powstańczej Warszawy to była mieszanina walki, entuzjazmu i nadziei, że stolica, a za nią cały kraj zyskają upragnioną wolność. W oknach warszawskich kamienic pojawiły się biało-czerwone flagi, a ich mieszkańcy pozdrawiali powstańców idących w bój lub już walczących i wiwatowali na ich cześć. Nikt nie przypuszczał, jaki dramat czeka niepokorne miasto, że faktycznie, jak w 1939 roku, sprzysięgną się przeciw niemu ponownie dwa totalitaryzmy. W godzinie „W” Warszawiacy zyskali nadzieję, która wielu trzymała przy życiu przez kolejne 63 dni krwi i chwały...

Oddajmy w tym miejscu głos weteranom Powstania Warszawskiego, którzy wspominają godzinę „W”. Tak pierwsze chwile walki zapamiętał podpułkownik Henryk Kokosza „As”, który jako starszy saper Plutonu 1662 praskiej Armii Krajowej zdobywał tzw. małą PAST-ę na ulicy Brzeskiej 24: „Do powstania poszedłem, w porównaniu z innymi, nieźle uzbrojony – miałem za pasem parabelkę [pistolet Parabellum 9 mm – przyp. red.], a w kieszeni kilkanaście sztuk amunicji i jedną »filipinkę« [granat]. Z tą bronią stawiłem się na koncentrację naszej kompanii na ulicę Ząbkowską 13. Moim pierwszym zadaniem po godzinie »W« było ubezpieczanie atakujących »małą PAST-ę«, by ich Niemcy nie zaszli z boku lub tyłu. Pierwsze natarcie się załamało. Dopiero za drugim razem nasz pluton szturmowy zdołał wedrzeć się do budynku. Kiedy nasi byli już w środku centrali, zauważyłem, że od strony monopolu spirytusowego, przy Ząbkowskiej 20, biegną przygarbieni żołnierze. Po ich nawoływaniach poznałem, że to ronowcy [kolaboranci z RONA]. Wygarnąłem do nich z mojej parabelki, i mimo że przez znaczną odległość strzały były niecelne, wystarczyły, by ich odstraszyć – wycofali się z powrotem do monopolu. Po chwili dostrzegłem niemieckiego żandarma, który starał się wskoczyć w bramę pobliskiej poczty. Zauważyłem w jego rękach peem i granaty za pasem. Strzeliłem i musiałem go trafić, bo zachwiał się, ale ostatkiem sił skoczył w drzwi poczty. Kiedy centrala zupełnie znalazła się w naszych rękach, przeskoczyłem – niemiecki ostrzał nie słabł – do tego postrzelonego żandarma. Nie mam pewności, czy mój strzał był śmiertelny, czy któryś z kolegów go jeszcze trafił. Gdy zabierałem mu peem, torbę z magazynkami i granaty, był już w agonii”.

Walki o Komendę Policji. 23 sierpnia 1944 r.

Pułkownik Jakub Nowakowski „Tomek” w sierpniu 1944 roku należał do elity powstańczego wojska: „Żoliborz bardzo szybko został przez Niemców odcięty od pozostałych dzielnic Warszawy. Dlatego też Zośkowcy z Żoliborza, między innymi i ja, nie mogli dotrzeć do miejsca koncentracji batalionu na Woli [fabryka Telefunkena przy zbiegu ulic Mireckiego i Karolkowej]. W tej sytuacji dowódca naszego 1 plutonu podporucznik Tadeusz Huskowski »Tadeusz« zdecydował, że przyłączymy się do miejscowego oddziału, i tak staliśmy się częścią Plutonu 226 »Żniwiarza«, zresztą »Tadeusz« później został jego dowódcą. W plutonie przywitano nas z otwartymi ramionami, tym bardziej, że byliśmy nieźle uzbrojeni. »Tadeusz« przed wejściem do Plutonu 226 osobiście opróżnił nasz magazyn broni na Bielanach. Mnie przypadł karabinek Mausera, którym walczyłem do końca powstania. Do tej broni z magazynu doszła później jeszcze zdobyczna na Niemcach i w ten sposób dzięki drużynie Zośkowców cały Pluton 226 był bardzo dobrze uzbrojony”.

Ruszyliśmy do walki

Porucznik Zygmunt Jatczak „Ryszard” , kedywiak, do powstania ruszył jako żołnierz batalionu „Miotła”: „Przed powstaniem przez trzy dni stawiano nas w gotowości bojowej i ją odwoływano. Pierwszego sierpnia 1944 roku, pamiętam, siąpił wtedy deszcz, choć było ciepło, byliśmy na Hożej. Przyszedł do nas porucznik »Czarny« [Tadeusz Janicki] i powiedział: »Chłopaki, dziś nie będzie powstania, idźcie do domu«. Mama wtedy przygotowała mi obiad, było gdzieś przed godziną trzecią. Nagle przyjechał Rysiek Sitnik na rowerze i mówi: »Zygmunt, ubieraj się, powstanie!«. I tak się zaczęło, choć właściwie początek był jeszcze przed wybuchem, bo nasz oddział miał zbiórkę na rogu Nowolipek i Wolności, w budynku fabryki Kamlera. Tym samym, w którym swój sztab miał komendant główny AK, generał Tadeusz Komorowski »Bór«. Ja wtedy o tym nie wiedziałem, ale stanowiliśmy jego obstawę. I właśnie do tego budynku po szesnastej przyjechali po coś banschutze [straż kolejowa] i wywiązała się strzelanina. Na szczęście w godzinę »W« przyszły nam na pomoc inne oddziały i nas wsparły”.

Powstańcy na stanowisku w bramie kamienicy w Alejach Jerozolimskich 22. Sierpień 1944 r.

Major Zbigniew Piasecki „Czekolada” przed powstaniem służył w Szarych Szeregach, a 1 sierpnia 1944 roku stał się żołnierzem batalionu „Ruczaj”: „Wybuch powstania zastał mnie w drodze na Mokotów, gdzie była nasza harcerska baza. Szedłem tam razem z kolegą ulicą Marszałkowską. Pamiętam dobrze stojących w bramach ludzi i niemieckie patrole – motocyklistów jeżdżących tam i z powrotem. Ci ludzie w bramach zaczęli nas ostrzegać: »Chłopcy, nie idźcie dalej, bo na placu Zbawiciela Niemcy łapią takich jak wy młodych i zamykają w kościele«. Wobec tych wieści nie zatrzymaliśmy się, ale zaczęliśmy kluczyć bocznymi ulicami. Przechodząc przez róg Koszykowej i Mokotowskiej, zauważyliśmy, że w bramie stoi oddział powstańców. Mówię wtedy do kolegi: »Słuchaj, Rysiek, nie idźmy dalej, bo wpadniemy w łapy Niemców. Przyłączmy się do tego oddziału«. I tak zrobiliśmy. Oni chętnie się zgodzili, a czekali akurat na swego dowódcę, który lada chwilę miał do nich dołączyć. Jak się zaraz okazało, to był oficer zawodowy »Long« [Karol Gomułko]. I rzeczywiście, po chwili zajechał przed bramę mały busik z przyczepą krytą plandeką. W nim »Long« przywiózł dla swoich ludzi amunicję i broń. Ja dostałem wtedy od niego stary rewolwer z pięcioma kulami w bębenku, a kolega – granat. I tak uzbrojeni ruszyliśmy do walki w batalionie »Ruczaj«”.

Byłem kuchcikiem

Pułkownik Czesław Lewandowski do powstania szedł jako harcerz Szarych Szeregów: „W to, że Niemcy przegrają, nie wątpiliśmy ani przez chwilę, ale pewności, że ich przegrana jest już blisko, nabraliśmy wiosną 1944 roku. Informacje z nasłuchu radiowego i konspiracyjna prasa mówiły o coraz liczniejszych klęskach armii Hitlera zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie. Młodzież rwała się do walki, Warszawa dosłownie zmieniła się w beczkę prochu. Latem do miasta już wyraźnie zbliżał się sowiecki front. W lipcu na ulicach pojawiły się masy uciekającego ze wschodu wojska niemieckiego. To już nie była ta butna armia z września 1939 roku, waląca obcasami w bruk na defiladzie zwycięstwa, lecz brudni i ranni obszarpańcy. Między Niemcami było sporo żołnierzy węgierskich. Dostaliśmy polecenie od dowództwa, by w miarę możliwości skupywać od nich broń i amunicję. Nie było to trudne [...]. 28 lipca moja drużyna otrzymała rozkaz zgrupowania się w szkole na ulicy Czarnieckiego na Żoliborzu. Zebrało się ponad sto osób – z plecakami lub torbami wypełnionymi zapasami na kilka dni. Zakazano nam wychodzić na zewnątrz. Upchnięci w klasach liczyliśmy minuty do tego upragnionego rozkazu rozpoczęcia walki. Jednak po dobie ten rozkaz odwołano.

Około południa 1 sierpnia ponownie otrzymaliśmy rozkaz stawienia się na punkt zborny o 17.00. Niestety, czasu było tak niewiele, że nie wszyscy zdążyli na tę godzinę, która okazała się godziną »W«, przybyć. Ja też nie miałem tego szczęścia, czy nieszczęścia – trudno dziś zawyrokować, co by się stało ze mną, gdybym zdążył. [...] Udało mi się dotrzeć na Żoliborz dopiero w trzecim dniu powstania. Zgłosiłem się na powstańczy punkt werbunkowy w kinie Tęcza i jako małolata skierowano mnie do prac pomocniczych. Byłem listonoszem, kuchcikiem, pomocnikiem rusznikarza, lecz przez cały czas szukałem kontaktu z moją drużyną. Nie było jednak po niej śladu. W końcu dowiedziałem się, że na Żoliborzu walczy jeden pluton Zawiszaków. Chodziło o Pluton Bojowej Szkoły 227 Szarych Szeregów, w którego skład wchodziło kilka drużyn hufców żoliborskich. Średnia wieku w plutonie wynosiła 15–17 lat i pierwotnie przeznaczony był on do ochrony sztabu, ale praktycznie używano nas jako niezawodnego, bojowego odwodu. Tam, gdzie robiło się naprawdę gorąco i niebezpiecznie, wysyłano Pluton Bojowy Szkoły 227 Szarych Szeregów”.

W tekście wykorzystano fragmenty wywiadów autora z powstańcami warszawskimi opublikowane w miesięczniku „Polska Zbrojna”.

 

 

 

 

W związku z 82. rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego przygotowaliśmy specjalne wydanie „Polski Zbrojnej”.

 

Zapraszamy do lektury!

 

 

 

 

 

Piotr Korczyński

autor zdjęć: Domena publiczna, Sylwester Braun, ps. Kris/ Muzeum Warszawy

dodaj komentarz

komentarze


Gorący lipiec PKW Łotwa
PZL P.11c – Pościgowy taran!
Z prądem i pod prąd
Program SAFE w pytaniach i odpowiedziach
Defendery dla najlepszych z najlepszych
Abordaż z polskim wsparciem
Wojskowe MMA dla terytorialsów
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Saperzy wzmacniają granicę z Ukrainą
Medale kajakarki, wspinaczki i spadochroniarek
Pamięć o amerykańskim bohaterze
„Horyzont” przedłużony
Koniec okularów w służbie?
Cios w plecy
Kolejni gunnerzy na horyzoncie
Pancerniacy i spadochroniarze
Czołgi K2 będą naprawiane w Poznaniu
Polska a broń jądrowa – mity i fakty
Leopardy pokonały rzekę
Gry w wojnę w AWL-u
Agresja na Polskę nie była „spacerem”
Medale strzelców z „armii mistrzów”
Belma na MSPO: tu rozmowy zamieniają się w projekty
Silniejsza Polska to silniejsze Włochy
FPV po polsku
Polska i Litwa wspólnie będą badać incydenty z dronami
Piechur, artylerzysta, lotnik i… hydraulik
Finowie o bezpieczeństwie w Europie do 2040 roku
Drony i roboty na MSPO 2026
Berlin: Rosja próbowała doprowadzić do zamachu na lotnisku
Bezpieczeństwo wspólnym mianownikiem
Dron z Bałtyku był uzbrojony
Flanka pod strażą
Po medale na nartorolkach i w kajaku
Polska w koalicji antybalistycznej
Gotowi na wszystko
Polski pocisk 155 mm coraz bliżej
Ukraińska pięść na rosyjskie drony
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Szkolenia „wGotowości” czyli warto się przygotować
„Nieustraszony orzeł”
„Czarny obrońca” na Bałtyku
Jak przetrwać kryzys?
Lockheed Martin o polskim programie dotyczącym F-35
Ocean dronów
Rój dronów wesprze walkę z okrętem podwodnym
Łzy na treningu to cena, jaką warto zapłacić za sukces
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Czołgi, drony i... Francuzi
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Medale w skokach na celność lądowania
„Czarny obrońca” zabytków
Samorządy filarem odporności państwa
Kolejna rosyjska prowokacja w powietrzu
Strażnicy lotniska
Geran-5. Rakieta w cenie drona?
Lubelscy terytorialsi pomogli ofiarom wypadku
Białorusini ćwiczą przy granicy z Polską
Żołnierze z medalami w kurash
W wojsku nie wszystkie butelki z kaucją?
Odpowiedź na rosyjską eskalację
Coraz więcej Abramsów w Wojsku Polskim
Więcej Czarnych Panter w Braniewie

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO