moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Co przyniesie 2025 rok – koniec wojny, a może jej dalszą eskalację?

„Nie ma nic dobrego w wojnie. Z wyjątkiem jej końca”, stwierdził niegdyś Abraham Lincoln. Prezydent USA nie doczekał końca „swojej” wojny – secesyjnej, która w latach 1861–1865 rozdarła Amerykę. Zginął w zamachu kilka tygodni przed wygaszeniem działań zbrojnych. Ot, okrutna złośliwość losu, która przecież nie przekreśla trafności słów Lincolna. Cytuję je nie bez powodu. Początek kalendarzowego roku, a lada moment początek kolejnego pełnego roku otwartej wojny w Ukrainie, skłaniają do rozmyślań na temat jej finału. Wielu z nas zastanawia się, czy nastąpi on w 2025 roku i jak może wyglądać. Pozwólcie, że nakreślę kilka scenariuszy.

Scenariusz pierwszy (co nie znaczy, że najbardziej realny): Zdecydowane zwycięstwo Rosji. Pamiętajmy, że choć rosyjskie ministerstwo obrony co rusz ogranicza cele operacyjne, jak dotąd władze Federacji nie odwołały swoich początkowych zamierzeń w stosunku do Ukrainy. Należy zatem przyjąć, że Moskwa – jeśli tylko zajdą sprzyjające okoliczności – będzie dążyć do zajęcia całego kraju. Ewentualnie – do podbicia wschodu i południa Ukrainy i do instalacji na zachodzie marionetkowego rządu. Biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia armii rosyjskiej – i wszystko, co po 24 lutego 2022 roku wiemy na temat jej możliwości bojowych – taki przebieg wydarzeń wydaje się bardzo mało prawdopodobny.

Chyba że Moskwa złamie opór Ukraińców przy użyciu nadzwyczajnych środków – a. broni jądrowej, b. masowej, co najmniej półtoramilionowej armii inwazyjnej wyposażonej we wszystko, co tylko dowództwo zdoła wyciągnąć z magazynów. W obu przypadkach wymaga to podjęcia przez Kreml bardzo ryzykownych decyzji – trudno ocenić bowiem, jak zachowa się Zachód (przede wszystkim USA) w reakcji na atomową eskalację. W Moskwie zapewne nie przewidują wymiany jądrowych ciosów w „zemście za Ukrainę” (ja też nie przewiduję), ale gwałtowny, skokowy wzrost pomocy wojskowej dla Kijowa byłby realną opcją. A co, gdyby przyszła ona zanim rosyjskim wojskom udałoby się zdyskontować skutki atomowego uderzenia? Dodajmy do tego kolejne sankcje (a na tej liście jest jeszcze sporo miejsca) i utratę wiarygodności nawet u zdeklarowanych przyjaciół Rosji. Kumulacja konsekwencji tych działań niosłaby ryzyko wywrócenia Federacji – nawet w sytuacji, w której podbiłaby ona Ukrainę. Zachodnia pomoc wojskowa przeorientowałaby się wtedy na wsparcie dla ruchu oporu. Kosztowna okupacja, zduszona gospodarka i polityczna izolacja – Kreml wolałby tego uniknąć. Z jego perspektywy bardziej racjonalne jest stopniowe „gotowanie ukraińskiej żaby” – pokonanie Ukraińców w „uczciwej” wojnie, której przebieg byłby bardziej akceptowalny dla świata (zwłaszcza dla Zachodu).

Co zaś się tyczy masowej mobilizacji – tracę wiarę w to, że Rosjanie powiedzieliby „dość”. Jako socjolog dostrzegam w społeczeństwie rosyjskim gigantyczne pokłady konformizmu i lęku przed władzą, sądzę więc, że „mobiki” (czytaj: świeżo zmobilizowani) pokornie szłyby na front. Zwłaszcza gdyby tej masie udało się zdobyć strategiczną przewagę – wówczas pewnie pojawiłby się i entuzjazm. W mojej ocenie jednym bezpiecznikiem, który chroni Ukrainę przed rosyjską masową mobilizacją, są koszty. Jednorazowy, rozłożony w krótkim czasie wysiłek finansowy – jaki musiałaby podjąć Moskwa, by wystawić półtoramilionową armię tylko na Ukrainę – jest za duży jak na możliwości budżetu Rosji. Stąd przekonanie, że na zdecydowane zwycięstwo nie mają już wielkich nadziei ani w rosyjskim MON-ie, ani na Kremlu. Choć wciąż obecne jest tam myślenie „a nuż się uda”, dlatego nadal mamy do czynienia z militarną, gospodarczą i polityczną presją na Ukrainę.

Scenariusz drugi: Remis ze wskazaniem na Rosję. W mojej ocenie Kreml o to w tej chwili toczy grę. Ten scenariusz może rozwijać się różnie, jeśli idzie o skutki walk. Wojna mogłaby zakończyć się dziś terytorialnym status quo, czyli utratą przez Ukrainę znacznej części Donbasu i południa. Mogłaby zakończyć się w ciągu najbliższych tygodni lub miesięcy, po uprzednich fluktuacjach na froncie. Jakich?

Na Kremlu wiedzą, że w bezpośredniej walce co najwyżej uda się „wyrwać” Ukraińcom resztę obwodu donieckiego (i na tym koncentrują się wysiłki Rosjan poza kurskim odcinkiem frontu). Ale mają też nadzieję, że intensywność wymiany ciosów na tyle osłabi Ukrainę, by już podczas rozmów udało się nakłonić Kijów do wycofania z obwodów zaporoskiego i chersońskiego.

Oczywiście, wojna bywa nieprzewidywalna. Uczciwość intelektualna nakazuje przyjąć, że możliwe jest załamanie się ukraińskiej operacji obronnej na wschodzie. W starciu na wyczerpanie to Rosja ma więcej atutów niż Ukraina, chyba że zachodnią kroplówkę zmienimy w wartki strumień pomocy – na co się nie zanosi. Teoretycznie rosyjski kontyngent byłby w stanie zrealizować plan maksimum ministra Siergieja Szojgu z kwietnia 2022 roku – zająć całe Zadnieprze. Przypomnijmy, Moskwa utrzymuje w Ukrainie ponad 600 tys. żołnierzy (kolejne 200 tys. zaangażowanych jest w obwodzie kurskim i wspiera wojenny wysiłek na zapleczu). Obecnie wydaje się, że Ukraina nie zaakceptowałaby pokoju przewidującego utratę tak znacznych terytoriów, ale konieczny przy takich analizach pesymizm każe założyć sytuację, w której nie będzie miała innego wyjścia.

Dlaczego ów scenariusz byłby remisem? Bo Rosja wchodziła do wojny z zamiarem unicestwienia Ukrainy, ale w tej kwestii zmuszona byłaby pogodzić się z porażką. Co zaś się tyczy samej Ukrainy, warto w tym kontekście zastanowić się nad dalszym losem jej władz. Dla nas, Zachodu, prezydent Wołodymyr Zełenski jest symbolem ukraińskiego oporu, ale w kraju coraz dalej mu do wizerunku „nieskalanego”. Mnożą się oskarżenia o nieprzygotowanie państwa do wojny, o złe zarządzanie, co w „remisie ze wskazaniem na Rosję” oznaczałoby rychły koniec kariery politycznej, niewykluczone, że z kryminalnym zarzutem zdrady.

Scenariusz trzeci: Ograniczone zwycięstwo Ukrainy. To sytuacja, w której Ukraińcom udaje się – na skutek działań wojennych, zabiegów politycznych czy obu tych aktywności – wyprzeć Rosjan z terenów zajętych po 24 lutego 2022 roku. Aby stało się to możliwe, konieczne jest znaczące zwiększenie dostaw zachodniego uzbrojenia. I nie może to być zadanie na zaś, bo pamiętajmy, że Ukraińcy nie są ze stali. Oni również ponoszą straty, zużywają sprzęt i zasoby; w którymś momencie może się okazać, że nie ma już czym walczyć. Buńczuczne wypowiedzi byłego szefa ukraińskiego MSZ Dmytro Kułeby – że wówczas „będziemy walczyć łopatami” – pewnie by i zyskały potwierdzenie w jednostkowych sytuacjach, ale łopatą wszystkich najeźdźców zabić się nie da. No i mając tylko łopatę w ręku bardzo łatwo zginąć.

Ale załóżmy, że Zachód przestaje fundować Ukraińcom stress testy. Że Donald Trump – jak oczekują tego nad Dnieprem – zrealizuje strategię „wymuszenia pokoju siłą”. Wymuszenia na Rosjanach rzecz jasna. Że przez większość 2025 roku do Ukrainy napłynie masa sprzętu pozwalająca wyekwipować istotną większość „gołej” części ukraińskiej armii. Dziś całe Siły Zbrojne Ukrainy liczą ponad 900 tys. ludzi, ale tajemnicą poliszynela jest, że tylko połowa ma rzeczywiście czym walczyć. Załóżmy, że jesienią 2025 roku „na teatrze” pojawi się ukraińskie lotnictwo wyposażone – już we właściwym, a nie aptekarskim wymiarze – w zachodnie samoloty. W takich okolicznościach w kolejnym roku Ukraińcy mogliby się uporać z zadaniem oczyszczenia terenów zajętych po 24 lutego.

Scenariusz czwarty: Zdecydowane zwycięstwo Ukrainy. Nie, tu nie chodzi o marsz na Moskwę i temu podobne; to fantastyka. Mam na myśli taki rozwój wydarzeń, w którym ukraińskie siły zbrojne zajmują również tereny tzw. Ługańskiej i Donieckiej Republiki Ludowej oraz wyzwalają Krym.

Uważam ów scenariusz za skrajnie mało prawdopodobny, nawet przy założeniu, że Zachód zepnie się i pomoże rozwiązać większość bolączek ukraińskiej armii. Dlaczego? Ano nie sądzę, by takie zwycięstwo było w interesie Kijowa. Skala dewastacji Ukrainy już dziś jest porażająca. Skutki ataków na zaplecze da się stosunkowo szybko zniwelować, ale wszędzie tam, gdzie pojawili się Rosjanie, kraj wymaga gruntownej odbudowy. Wizja dołożenia do tego integracji zdewastowanych ekonomicznie, społecznie i ekologiczne byłych „republik” nie wygląda pociągająco. Pośród Ukraińców coraz więcej jest opinii, że „zombiaków” i „watę” (pogardliwe określenie mieszkańców DRL/ŁRL) należy skreślić, zwłaszcza po tym, co zrobili z Mariupolem (w szturmie brały udział milicje „separów”) i co robią w innych częściach Donbasu.

Krymu z kolei Rosjanie będą bronić do upadłego, nie mogąc sobie pozwolić na utratę zaplecza dla Floty Czarnomorskiej (a trudno wyobrazić sobie układ sprzed 2014 roku, kiedy Ukraina gwarantowała eksterytorialność rosyjskich baz). Ponadto sytuacja, w której Moskwa traci „swoje” terytorium przeczy podstawowemu założeniu putinizmu, czyli imperialnej podmiotowości Rosji. To jak z Hitlerem i jego credo: „Niemcy muszą być wielkie albo nie będzie ich wcale”, które przyniosło Europie totalna wojnę. Sądzę, że obrona Krymu również byłaby „totalna” – włącznie z sięgnięciem po atomowy szantaż. Moralne racje są rzecz jasna po stronie Ukrainy, ale kunktatorstwo Zachodu odezwałoby się wówczas z całą mocą, zmuszając Kijów do pogodzenia się z faktami. No chyba że armii ukraińskiej udałoby się przeprowadzić blitzkrieg. Zaś w Moskwie doszłoby do pałacowego przewrotu i postępującej za nim „odnowy” – czegoś na wzór odwilży Chruszczowa – skutkującej zrzeczeniem się półwyspu.

Innymi słowy, zrealizowałby się scenariusz, w którym Putin nie doczeka końca wojny.

Marcin Ogdowski , korespondent wojenny, autor bloga bezkamuflazu.pl

autor zdjęć: AA/ ABACA/ Abaca/ East News

dodaj komentarz

komentarze


Finansowanie szkolenia wojskowych medyków
Pierwsze loty
Donald Trump: Jesteśmy bardzo blisko
Jubileuszowa i rekordowa Setka Komandosa
Zmiany kadrowe na szczycie PGZ-etu
Studia dla żandarmów
Polska i Norwegia zacieśniają współpracę
Pamięci ofiar zbrodni katyńskiej
Pomnik gen. Rozwadowskiego stanie przed Sztabem Generalnym
„Końca cywilizacji” w Iranie na razie nie będzie
View from Outer Space
Przyszłość polskich Czarnych Panter
WAM wraca do Łodzi
Pierwszy dom dla Husarzy gotowy
Większe możliwości Nitro-Chemu
Zbrodnia bez kary
Fińska armia luzuje rygory
Adaptacja i realizm
Marynarze po raz trzeci z rzędu najlepsi w wieloboju żołnierskim
Architekci pola walki
Koniec niemieckiej misji powietrznego wsparcia
Kolarskie gwiazdy na legendarnym okręcie
Sejm uchwalił ustawę o SAFE
Our Only One
Pytania o „chińczyki” w jednostkach
Rosomaki na lądzie i morzu
Senat przyjął ustawę o SAFE głosami koalicji
Nie udostępniamy nieba do ataków na Rosję
Zbrodnia i kłamstwo
Więcej pieniędzy dla żołnierzy na mieszkanie
Ustawa o SAFE uchwalona. Opozycja przeciw
Podwójny emeryt, jedno świadczenie
Początek wielkiej historii
Lotnicy NATO kontra drużyna Gortata
Bądź bezpieczny w sieci
Bliski Wschód: wojna bez wyjścia, stawka rośnie
Marynarz w koreańskim tyglu
Ruszyły Wojskowe Targi Służby i Pracy
Terytorialsi zdobyli amerykańskie ostrogi
Apache w polskich rękach
Wypadek w PKW UNIFIL
Pierwsze szkolenie Legionu Medycznego
W Sejmie o wyższym szkolnictwie wojskowym
Nowe zasady finansowania szkolenia żołnierzy-medyków
Absolwenci do wojska. Nabór trwa
Głos żołnierzy ma znaczenie
Jelcz coraz silniejszy
Mała Orka?
Wzmocnienie polskiej tarczy powietrznej
Pasja i fart
Logistyczna rewolucja w Opolu
Psiakrew, harmata!
NATO i USA o Iranie
Nieszczęśliwy wypadek na strzelnicy
Syndrom Karbali
Były żołnierz WOT-u z zarzutami szpiegostwa
Szef MON-u Człowiekiem Roku 2025
Wyróżnienia za sportowe sukcesy
Twarde na poligonie
Polski sukces w Duńskim Marszu
Zabójczy team nad Anglią
54 sekundy próby
Debata o bezpieczeństwie
Grzmoty zamiast Goździków

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO