moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Czy „Orzeł” uniknie pułapki?

Dramat załogi najsłynniejszego okrętu podwodnego II Rzeczypospolitej rozegrał się w kameralnej scenerii, w dodatku do dziś skrywa go mgła tajemnicy. To atut, który filmowi Jacka Bławuta daje szansę na uniknięcie pułapek typowych dla polskiego kina wojennego ostatnich lat. „Orzeł. Ostatni patrol” wejdzie do kin w październiku.

Ta historia siedziała mi w głowie od dziecka. Ma w sobie tajemnicę, a to ogromny potencjał na filmową opowieść – mówił mi przed trzema laty Jacek Bławut, reżyser filmu „Orzeł. Ostatni patrol”. Zaraz jednak dodał, że przed jego zespołem zadanie ekstremalnie trudne. O ile bowiem w polskim kinie mamy długą tradycję kręcenia scen batalistycznych z udziałem kawalerii czy piechoty, o tyle wojna na morzu właściwie w nim nie istnieje.

Po śladach legendy

Oczywiście jeszcze w 1959 roku na ekrany kin wszedł doskonale przyjęty „Orzeł” w reżyserii Leonarda Buczkowskiego, ale obraz ten powstawał w zupełnie innych realiach. Buczkowski miał do dyspozycji nie tylko całą plejadę doskonałych aktorów, lecz także okręt bliźniaczy „Orła” – ORP „Sęp”. Do tego konsultantem filmu został komandor Bolesław Romanowski, który w czasie wojny dowodził okrętami podwodnymi ORP „Sokół” i ORP „Dzik”. Bławut – laureat Srebrnych Lwów 33. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni za obraz „Jeszcze nie wieczór”, a także licznych filmów dokumentalnych, m.in. „Wojownik”, „Szczur w koronie” i „Kostka cukru” – w pewnym stopniu będzie musiał się więc zmierzyć z legendą. Największe wyzwanie jednak chyba nie w tym tkwi. Obraz Buczkowskiego w kontekście „Ostatniego patrolu” mogą przywołać filmoznawcy lub pasjonaci marynarki wojennej. Natomiast większość widzów nową produkcję przymierzy raczej do superprodukcji typu „Polowanie na Czerwony Październik” Johna McTiernana albo „Das Boot” (polski tytuł „Okręt”) Wolfganga Petersena. I tu już poprzeczka jest zawieszona naprawdę wysoko.

Ale twórcy „Ostatniego patrolu” robią wiele, by stworzyć sobie szansę na sukces. W głównych, a nawet drugoplanowych rolach obsadzili nie tylko zdolnych, lecz także niezwykle popularnych młodych aktorów. Kapitana Jana Grudzińskiego, dowódcę „Orła”, zagrał Tomasz Ziętek, znany z takich filmów jak „Boże Ciało” czy „Hiacynt”. W postać podporucznika Mariana Mokrskiego, genialnego oficera nawigacyjnego, wcielił się Antoni Pawlicki („Katyń”, „Jutro idziemy do kina”, ale też seriale „Komisarz Alex” i „Czas honoru”), w obsadzie znaleźli się jeszcze między innymi Mateusz Kościukiewicz, Filip Pławiak, Tomasz Schuchardt oraz Rafał Zawierucha, który na koncie ma (małą, ale zawsze) rolę u Quentina Tarantino.

W realizacji zdjęć pomogła 3 Flotylla z Gdyni, przebitki ze schodzenia okrętu pod wodę nagrywane były kamerami przytwierdzonymi do kadłuba... współczesnego ORP „Orzeł”. Z kolei w filmowym studiu ekipy specjalistów pieczołowicie (tak przynajmniej zapewnia reżyser) odtworzyły wnętrze legendarnej jednostki, które w dodatku posadowione zostało na specjalnej hydraulicznej platformie. Dzięki temu można było wiernie oddać zachowanie okrętu podczas wynurzeń, zanurzeń czy wybuchów bomb głębinowych w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Czegoś takiego nie było w historii polskiego kina.

Brzmi więc obiecująco. Tyle że nawet największy rozmach nie gwarantuje sukcesu, a twórcy polskiego kina wojennego w ostatnich latach częściej zawodzili, niż dawali powody do radości.

Wąż z Westerplatte

Lista porażek jest niestety długa. Wpisać na nią można choćby „1920 Bitwę Warszawską” Jerzego Hoffmana. Krytycy wytknęli jej między innymi sztampowość scenariusza. „Wizja Hoffmana jest akademicka i uładzona. Wszystko w »Bitwie Warszawskiej« jest politycznie poprawne” – pisała Maja Katz z portalu Filmweb.pl. Piłsudski nawet na moment nie traci chłodnej głowy, Lenin przypomina Mefistofelesa, zaś Polacy niemal bez wyjątków są gotowi ponosić najwyższe ofiary.


Źródło: mat. prasowe

Papierowe postaci zaludniają też film Denisa Delicia „Dywizjon 303. Historia prawdziwa”. Marcin Bartnicki, recenzent „Wprost”, napisał nawet, że grający Jana Zumbacha Maciej Zakościelny sprawia takie wrażenie, jakby dostał rolę wyłącznie po to, by ładnie wyglądać w mundurze i zgrabnie deklamować patriotyczne kwestie. Twórców scenariusza i aktorów usprawiedliwiać może jednak to, że punkt odniesienia stanowiła dla nich książka Arkadego Fiedlera, w której próżno szukać pogłębionych portretów psychologicznych. Pisana była wszakże ku pokrzepieniu serc.

W przeciwną stronę poszedł Paweł Chochlew, twórca „Tajemnicy Westerplatte”, który postanowił rozprawić się z bodaj najbardziej znanym mitem Września ‘39. Reżyser, a zarazem scenarzysta, założył sobie, że ściągnie bohaterów z piedestału i pokaże ich jako ludzi z krwi i kości, pełnych rozterek i wewnętrznego napięcia. Twórcy produkcji od początku borykali się jednak z problemami organizacyjno-finansowymi. Z obsady wypadł Bogusław Linda, który miał zagrać majora Henryka Sucharskiego. W pewnym momencie wydawało się, że film w ogóle nie zostanie dokończony. Udało się, ale efekt był daleki od ideału. Przede wszystkim ze względu na nie najlepsze kreacje pary głównych bohaterów – Michała Żebrowskiego (Sucharski) i Roberta Żołędziewskiego (kapitan Franciszek Dąbrowski), a także efekty specjalne, choćby groteskowo-komputerową scenę nalotu niemieckich junkersów. Efektem był wysyp nominacji do „Węży”, czyli antynagród ustanowionych przez polskich krytyków filmowych. Nie bardzo udał się też „Kurier” Władysława Pasikowskiego, który zamiast soczystego kina wojenno-sensacyjnego przyniósł opowieść dość mdłą i statyczną. A przecież życie Jana Nowaka-Jeziorańskiego można rozpisać na trzy hollywoodzkie scenariusze.

Polscy twórcy wcale nierzadko mają z kinem historycznym kłopot. Czasem sprowadza się on do pozornie tylko prozaicznej kwestii pieniędzy. Trudno oczekiwać, że desant w „Tajemnicy Westerplatte” będzie wyglądał jak podobne sceny w produkcjach Hollywood, skoro porównanie budżetów wypada jak zestawienie basenu przeciwpożarowego i Atlantyku. Można się tylko zastanawiać, dlaczego nasi filmowcy od czasu do czasu starają się Hollywood imitować... Znacznie większym problemem są jednak niedostatki w scenariuszach. Autorzy biorąc na warsztat znane postaci, słynne wydarzenia historyczne, ryzyko podejmują niechętnie. Ciągle zbyt rzadko wychodzą poza szkolno-patriotyczny kanon, tak jakby ukazanie bohaterów jako ludzi pełnych rozterek, słabości, ludzi z pewnymi skazami mogło zaszkodzić ich wizerunkowi, a w konsekwencji narazić się na niechęć mecenasów czy frekwencję (szkoły, szkoły...). A przecież nawet najbardziej chwalebną historię niekoniecznie trzeba pokazywać z pozycji kolan.

Oczywiście wyjątków od tej reguły jest sporo. Choćby „Miasto 44” Jana Komasy, które pomijając garść śmiesznostek związanych z trochę natrętnym uwspółcześnianiem bohaterów, jest filmem doskonałym. Najlepiej polskim twórcom wychodzi jednak ukazywanie tragizmu wojny poprzez historie kameralne, na swój sposób peryferyjne. Taka jest „Obława” Marcina Krzyształowicza, która w ponurych (dosłownie) barwach odmalowuje losy partyzanckiego oddziału i egzekutora likwidującego zdrajców. Takie są „Wołyń” i „Róża” Wojciecha Smarzowskiego, gdzie dostajemy opowieść o zwykłych ludziach przemielonych przez tryby historii.

Co przyniesie nam „Ostatni patrol”?

Być jak Petersen

Na pewno nie będzie to opowieść o anonimowych ludziach. Bohaterowie są dobrze znani, przez lata zdążyli obrosnąć legendą. Sporą część ich życiorysów skrywa jednak mgła tajemnicy, a to na pewno dało scenarzyście spore pole do popisu. Do tego dramat załogi ORP „Orzeł” rozegrał się w zamkniętej przestrzeni. Tutaj nie trzeba silić się na malowanie historycznego fresku z mnóstwem statystów i tak ryzykownych w polskim kinie efektów specjalnych. To już u swego zarania opowieść kameralna, do tego z emocjonalnym potencjałem.

Wszystko to pozwala oczekiwać na film Bławuta z zainteresowaniem. Czy także z optymizmem? Jeśli już, to z ostrożnym. Bo jak podpowiada doświadczenie, nie takie historie zdarzało się polskim filmowcom marnować. Trzy lata temu Jacek Bławut półżartem mówił, że chce stworzyć film lepszy niż „Das Boot”. Jego ekipa mierzyła zatem wysoko. Oby z dobrym skutkiem.

„Orzeł. Ostatni patrol” wejdzie do kin w październiku.

Łukasz Zalesiński , dziennikarz portalu polska-zbrojna.pl

autor zdjęć: Dariusz Minkiewicz, Andrzej Wencel, Janusz "Julo" Sus

dodaj komentarz

komentarze


Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
 
Potężny atak rakietowy na Ukrainę
Więcej pieniędzy dla żołnierzy TSW
Animus Fortis, czyli mężny duch
Byk i lew, czyli hiszpańsko-brytyjska światowa corrida
Zbrodnia made in ZSRS
Inwestycje w bezpieczeństwo granicy
Wojsko inwestuje w Limanowej
W Ramstein o pomocy dla Ukrainy
Wojna w Ukrainie oczami medyków
Zapomniana Legia Cudzoziemska
W Brukseli o wsparciu dla Ukrainy
Wojna w świętym mieście, część pierwsza
Strategiczna rywalizacja. Związek Sowiecki/ Rosja a NATO
Wojna w świętym mieście, epilog
Puchar księżniczki Zofii dla żeglarza CWZS-u
Ocalały z transportu do Katynia
Wojna w świętym mieście, część trzecia
Kolejni Ukraińcy gotowi do walki
Koreańska firma planuje inwestycje w Polsce
W Rumunii powstanie największa europejska baza NATO
Jak wyszkolić pilota F-16?
Hiszpański palimpsest
Mjr rez. Arkadiusz Kups: walka to nie sport
Żołnierze-sportowcy CWZS-u z medalami w trzech broniach
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Mundury w linii... produkcyjnej
Rakiety dla Jastrzębi
Kurs z dzwonem
Optyka dla żołnierzy
Ogień w podziemiu
Wojna w świętym mieście, część druga
Szpej na miarę potrzeb
Morska Jednostka Rakietowa w Rumunii
Choć odeszli, trwają w naszych myślach
Stoltenberg: NATO cieszy się społecznym poparciem
Jeśli nie Jastrząb, to…
Tusk i Szmyhal: Mamy wspólne wartości
Polak kandydatem na stanowisko szefa Komitetu Wojskowego UE
Przygotowania czas zacząć
Psiakrew, harmata!
V Korpus z nowym dowódcą
Sportowcy podsumowali 2023 rok. Teraz czas na igrzyska olimpijskie
Centrum szkolenia dla żołnierzy WOC-u
Głos z katyńskich mogił
Prawda o zbrodni katyńskiej
NATO na północnym szlaku
Gen. Kukuła: Trwa przegląd procedur bezpieczeństwa dotyczących szkolenia
Żołnierze ewakuują Polaków rannych w Gruzji
25 lat w NATO – serwis specjalny
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Zmiany w dodatkach stażowych
Odstraszanie i obrona
Cena wolności
Weterani i bokser „Master”
Prezydent Andrzej Duda w Forcie Stewart
Święto wojskowego sportu
Marcin Gortat z wizytą u sojuszników
NATO zwiększy pomoc dla Ukrainy
Wieczna pamięć ofiarom zbrodni katyńskiej!

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO