moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Kardiolog, czasami… husarz

Na co dzień przeprowadza zabiegi u pacjentów z chorobą wieńcową. Ale każdą wolną chwilę poświęca na nietypowe hobby. Doktor Wojciech Wąsek, kardiolog z Wojskowego Instytutu Medycznego, działa w grupie rekonstruującej husarię. Wkłada wtedy pancerz i z kopią w ręku inscenizuje historyczne wydarzenia.


Długie kopie z proporcami, bogato zdobione pancerze, wytrzymałe i szybkie konie oraz szum skrzydeł – tak wyglądała polska husaria, najgroźniejsza jazda świata.

– Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem „współczesnych husarzy” podczas pokazu, zafascynowało mnie piękno tej jazdy i zamarzyłem, żeby też zostać jednym z nich – mówi dr n. med. Wojciech Wąsek, kierownik Pracowni Hemodynamiki Kliniki Kardiologii i Chorób Wewnętrznych Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. I dodaje, że marzenie spełniło się kilka lat temu: – Przypadkiem na zawodach hipicznych poznałem kowala, który zaraził mnie pasją do husarii.

Husarze z Sandomierza

Lekarz na co dzień zajmuje się m.in. inwazyjnym leczeniem choroby wieńcowej  głównie wszczepiając stenty, a także strukturalnych chorób serca np. zamyka otwory w przegrodzie międzyprzedsionkowej. Natomiast po pracy rekonstruuje walki dawnej husarii.

W Polsce działa około 80 rekonstruktorów odtwarzających tę formację. Skupieni są w kilkunastu chorągwiach, z których największe to gniewska, ogrodzieniecka, podlaska i sandomierska. Kardiolog z WIM od sześciu lat jest jednym z kilkunastu husarzy Chorągwi Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej.

Doktor Wąsek przypomina, że husaria w Polsce pojawiła się z początkiem XVI wieku jako lekkozbrojna formacja, potem powoli przekształcała się w cięższą jazdę. – Ja wcielam się w rolę husarzy z okresu bitwy pod Kircholmem, czyli z początku XVII wieku – mówi.

Na bojowy strój współczesnego husarza składają się spodnie, koszula i żupan, czyli długi strój wierzchni. Na to zakładany jest kaftan z kolczymi rękawami, półzbroja z napierśnikiem, naplecznikiem, obojczykiem i naramiennikami, rękawice folgowe złożone z ruchomych metalowych płytek oraz szyszak. Uzbrojenie stanowi kopia, szabla i dwa pistolety na czarny proch.

– Nasze wyposażenie wykonują na zamówienie rzemieślnicy. Informacji o wyglądzie poszczególnych elementów szukamy w materiałach źródłowych, muzeach i opracowaniach historycznych – wyjaśnia dr Wąsek.

Dr Wojciech Wąsik (pierwszy z lewej) podczas zabiegu w WIM.

Elitarna formacja

Rekonstruktor podkreśla, że husaria była niegdyś elitarną formacją, w której służyli przedstawiciele zamożnej szlachty. Każdy żołnierz musiał na własny koszt obstalować husarskie wyposażenie. Dlatego początek XVIII wieku wraz z kryzysem państwa i ubożeniem szlachty przyniósł stopniowy zanik tej formacji.

Również dziś bycie husarzem nie jest tanim hobby. Jak mówią rekonstruktorzy, koszt wykonania poszczególnych części uzbrojenia czy wyposażenia zależy od materiałów, zastosowanych technik oraz ilości zdobień. Rozpiętość cen jest duża, np. koński rząd kosztuje 1–2 tys. zł, szabla 1,2–4 tys. zł, pancerz 3,5–20 tys. zł.

Do tego trzeba dodać koszt kupna i utrzymania własnego konia. – Dlatego rekonstrukcją husarii zajmują się osoby o ustabilizowanej sytuacji zawodowej – dodaje dr Wąsek. W jego grupie działają m.in. prawnicy, lekarze, inżynierowie, a kasztelanem chorągwi jest Karol Bury, sędzia Sądu Rejonowego w Sandomierzu.

Aby być współczesnym husarzem, potrzeba jednak nie tylko pieniędzy. –To hobby wymaga dużo cierpliwości w zgłębianiu wiedzy historycznej i doskonaleniu umiejętności jeździeckich. A także czasu na gromadzenie sprzętu – przyznaje lekarz z WIM.

– Wojtek jest perfekcyjny w odtwarzaniu dawnej jazdy. To pasjonat, który w realizację swoich marzeń wkłada dużo serca – mówi Dariusz Wasilewski, rotmistrz Podlaskiej Chorągwi Husarskiej i przyjaciel dr. Wąska.

Frontalny atak

Kardiolog podkreśla, że polska husaria była nie tylko piękną, ale też niezwykle skuteczną kawaleryjską formacją wojskową, która rozstrzygała losy bitew. W bitwie pod Kłuszynem w 1610 roku 35 tys. Rosjan zostało pokonanych przez niespełna 6,8 tys. polskich żołnierzy, a pod Chocimiem w 1621 roku licząca tylko 600 osób jazda polsko-litewska rozbiła dziesięciotysięczne siły tureckie.

Także w czasie bitwy pod Wiedniem 12 września 1683 roku husarska szarża przyczyniła się do zwycięstwa wojsk polsko-austriacko-niemieckich pod dowództwem króla Jana III Sobieskiego nad armią Imperium Osmańskiego.

Zwycięstwa husarii były efektem unikalnej taktyki, która łączyła manewrowość i szybkość ataku ze zwartością szyku bojowego. – Zadaniem tej jazdy było zmiażdżenie frontalnym atakiem szeregów wroga, dlatego porównywana jest do współczesnych sił pancernych – wyjaśnia rekonstruktor.

Sukces gwarantowały m.in. konie husarskie, specjalnie hodowane i szkolone. Były szybkie – rozwijały prędkość do 40 km na godzinę, odporne na niewygody i zwrotne. Taki koń wraz z rzędem kosztował tyle co wieś, a jego oddanie lub sprzedaż za granicę były zagrożone karą śmierci.

Ponadto niezwykle groźnym elementem uzbrojenia husarskiego były kopie zakończone stalowymi grotami. – Teraz używany kopii czterometrowych, ale oryginalne przekraczały sześć metrów – mówi dr Wąsek.

Broń wykonywano z wydrążonego wewnątrz drewna dzięki czemu była lekka i łatwo było nią manewrować. Po skruszeniu kopii podczas ataku husarze chwytali za broń ręczną np. szable czy koncerze – rodzaj długiego miecza.

Natomiast skrzydła, które tak bardzo kojarzą się z husarią, służyły głównie do ozdoby i jako znak rozpoznawczy formacji. Robiono je z piór orlich, sokolich, jastrzębich lub gęsich mocowanych do pleców lub siodeł.

Wyprawa pod Wiedeń

Współczesnych husarzy z chorągwi sandomierskiej, wśród nich dr. Wąska, można spotkać na pokazach, rekonstrukcjach dawnych walk czy podczas prezentacji władania kopią i szablą. Ostatnio członkowie grupy myślą, aby wraz z innymi polskim chorągwiami pojechać w przyszłym roku na obchody 333. rocznicy bitwy pod Wiedniem.

– Tamtejsza Polonia namawia nas, by kilkunastoosobowa delegacja husarzy odtworzyła fragmenty bitwy, wzięła udział w pokazach jazdy konnej i szermierki szablą – mówi Wasilewski. Teraz rekonstruktorzy szukają sponsorów na tę wyprawę, chcą też nawiązać kontakt z jednostkami wojskowymi dziedziczącymi tradycje husarii.

Anna Dąbrowska

autor zdjęć: Piotr Bławicki, arch. prywatne Wojciecha Wąska

dodaj komentarz

komentarze


Z prądem i pod prąd
Finowie o bezpieczeństwie w Europie do 2040 roku
Rój dronów wesprze walkę z okrętem podwodnym
Berlin: Rosja próbowała doprowadzić do zamachu na lotnisku
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Saperzy wzmacniają granicę z Ukrainą
Defendery dla najlepszych z najlepszych
Jak przetrwać kryzys?
Polska w koalicji antybalistycznej
Flanka pod strażą
Geran-5. Rakieta w cenie drona?
Cios w plecy
Lockheed Martin o polskim programie dotyczącym F-35
Pokazać ludzki wymiar służby na misji
Współpraca i technologia – rusza „Czarny Obrońca”
Pamięć o amerykańskim bohaterze
„Horyzont” przedłużony
Strażnicy lotniska
Pierwszy lot osiemnastego Husarza
Testy dronów dalekiego zasięgu. Można je usłyszeć lub zobaczyć
Army Days – by lepiej poznać Wojsko Polskie
Czołgi, drony i... Francuzi
Putin eskaluje. Tusk: Musimy być gotowi na najgorsze warianty
Lubelscy terytorialsi pomogli ofiarom wypadku
„Czarny obrońca” zabytków
Bezpieczeństwo wspólnym mianownikiem
Polska broń z SAFE
Piechur, artylerzysta, lotnik i… hydraulik
Wyróżnienia dla najlepszych
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
W wojsku nie wszystkie butelki z kaucją?
Po medale na nartorolkach i w kajaku
Szkolenia „wGotowości” czyli warto się przygotować
PZL P.11c – Pościgowy taran!
Laury MSPO: następca „orzeszka”, LUZES i Dzięcioł
Miliardy dolarów na modernizację polskiej armii
Krok w krok za Jastrzębiami
Gotowi na wszystko
Hanwha ze statuetką „Dumny Weteran”
Dron z Bałtyku był uzbrojony
Moskwa w poszukiwaniu partnerów
Polska z tarczą
Łzy na treningu to cena, jaką warto zapłacić za sukces
Polska a broń jądrowa – mity i fakty
Miny przeciwpiechotne wróciły na MSPO
Agresja na Polskę nie była „spacerem”
Bezzałogowiec u wybrzeży Polski
Czołgi K2 będą naprawiane w Poznaniu
Koniec okularów w służbie?
Więcej Czarnych Panter w Braniewie
Medale kajakarki, wspinaczki i spadochroniarek
Defender dla StormRidera, C-Obry i QGebo
Belma na MSPO: tu rozmowy zamieniają się w projekty
Silniejsza Polska to silniejsze Włochy
Samorządy filarem odporności państwa
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Od hełmów po ponczo antydronowe. Wyposażenie osobiste na MSPO 2026
Leopardy pokonały rzekę
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Białorusini ćwiczą przy granicy z Polską
Program SAFE w pytaniach i odpowiedziach
Polski pocisk 155 mm coraz bliżej
„Nieustraszony orzeł”
Gorący lipiec PKW Łotwa
Polska i Litwa wspólnie będą badać incydenty z dronami
Kolejni gunnerzy na horyzoncie
Abordaż z polskim wsparciem
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Wojskowe MMA dla terytorialsów
Kolejna rosyjska prowokacja w powietrzu
Żołnierze z medalami w kurash
„Czarny obrońca” na Bałtyku
Kanada i Polska stawiają na współpracę obronną

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO