moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Nim do walki ruszył 2 Korpus

Monte Cassino, Ankona, Bolonia – te nazwy najczęściej są wymieniane, gdy mówi się o dokonaniach oręża polskiego na froncie włoskim II wojny światowej. Oczywiście pada przy tym nazwa 2 Korpusu Polskiego, do którego te zwycięstwa należą. Żołnierze generała Władysława Andersa nie byli jednak pierwszymi w Italii, przed nimi imię Polski rozsławili tam nasi marynarze, lotnicy, partyzanci i komandosi.

Kiedy alianci rozgromili wojska włoskie i niemieckie w Afryce Północnej, latem 1943 roku zwrócili się ku Sycylii. Zdobycie tej wyspy gwarantowało panowanie nad całym Morzem Śródziemnym i dawało możliwość inwazji na Półwysep Apeniński. W armadzie inwazyjnej nie zabrakło statków i okrętów pod polską banderą. Zresztą marynarze z polskiej marynarki wojennej i handlowej poznali szlaki wodne wokół Italii już wcześniej, gdy pływali w konwojach na Maltę i do Afryki. Operacja „Husky”, czyli desant na Sycylię, okazała się szczęśliwa dla polskich marynarzy. Transportowce MS „Batory”, MS „Sobieski” i MS „Kościuszko”, wypełnione wojskiem oraz sprzętem, bez strat dotarły do wybrzeży Sycylii. Równie dobrze wiodło się niszczycielom – ORP „Krakowiakowi”, ORP „Piorunowi” i ORP „Ślązakowi”, które ubezpieczały desanty ogniem dział, a także odpierały ataki nieprzyjacielskiego lotnictwa.

Znacznie cięższe dla polskiej floty było lądowanie sprzymierzonych na wybrzeżu Włoch. Między innymi 3 grudnia 1943 roku na zajęty już przez aliantów port w Bari Luftwaffe dokonało masowego nalotu. Niemieckie bomby zatopiły wtedy kilkanaście transportowców, w tym polskie MS „Lwów” i MS „Puck”. Znacznie szczęśliwszy okazał się desant pod Anzio i Nettuno, gdzie pośród 250 jednostek znalazły się „Batory”, „Sobieski” i „Narwik”. Polskie niszczyciele zasłużyły się podczas działań w zatoce Salerno. „Ślązak” przewodził eskadrze alianckich niszczycieli i odznaczył się podczas ratowania załogi zatopionego brytyjskiego pancernika HMS „Warspite”, a „Piorun” zestrzelił dwa niemieckie samoloty.

 

„Straszne bliźniaki”

Największą sławę na Morzu Śródziemnym zdobyli jednak polscy podwodniacy. Operowały tutaj dwa bliźniacze okręty – ORP „Dzik” i ORP „Sokół”. Obydwa szerzyły wśród włoskiej i niemieckiej marynarki prawdziwe spustoszenie. Pierwszy pulę zatopień nieprzyjacielskich jednostek otworzył „Dzik” pod dowództwem komandora Bolesława Romanowskiego, skierowany na Morze Śródziemne w maju 1943 roku. Rychło tutaj zaczął odnosić sukcesy. Najpierw storpedował w Cieśninie Mesyńskiej liczący 12 tysięcy ton tankowiec, następnie w rejonie Wysp Eolskich czterotysięczny transportowiec, a w pobliżu portu Bari dwa pięciotysięczniki. Największy triumf załoga „Dzika” odniosła 21 września 1943 roku na wodach Korsyki. Tego jednego dnia polscy podwodniacy zatopili 11 niemieckich jednostek morskich o łącznej pojemności 14 tysięcy ton. Całkowicie sparaliżowali tym ewakuację morską Niemców z tej wyspy.

Nie mniejsze sukcesy w tym czasie odnosił bliźniaczy „Sokół” kapitana Jerzego Koziołkowskiego. „Sokół” jako pierwszy aliancki okręt wpłynął do portu wojennego włoskiej marynarki wojennej w Brindisi, skąd konwojował na Maltę kapitulujące okręty włoskie i transportowce z włoskimi jeńcami. Wykonawszy to zadanie, udał się na patrol bojowy na Adriatyk, gdzie w październiku 1943 roku posłał na dno dwa nieprzyjacielskie statki, a trzeci poważnie uszkodził. W listopadzie dołączył do „Dzika” na Morzu Egejskim i kapitan Koziołkowski w dzienniku pokładowym zapisał kolejnych siedem zatopień. Dzięki tym zwycięstwom obu okrętom Brytyjczycy nadali miano „Terrible twins” – „Straszne bliźniaki”. Kiedy „Dzik” i „Sokół” opuszczały basen Morza Śródziemnego, brytyjska admiralicja żegnała ich załogi takimi słowami: „Czyny Wasze stały się dla nas natchnieniem, wzbudziły w nas podziw i zaufanie do Was po wszystkie czasy”.


ORP „Dzik”. Fot. Wikipedia/IWM

Skalski i inni

W 1943 roku do marynarzy walczących u wybrzeży Włoch dołączyli pierwsi polscy lotnicy – członkowie słynnego Polskiego Zespołu Myśliwskiego, bardziej znanego jako „Cyrk Skalskiego”, jak nazwali go sojusznicy od nazwiska jego dowódcy, kapitana pilota Stanisława Skalskiego. Po sukcesach „Cyrku” w Tunezji dowództwo RAF zaczęło zabiegać, by polscy lotnicy wzięli udział w szykowanej kampanii włoskiej. Każdemu polskiemu oficerowi zaoferowano awans i dowodzenie eskadrą, a nawet dywizjonem. Przystali na to Stanisław Skalski, Eugeniusz Horbaczewski i Maciej Derecki. Zgodnie z obietnicami wszystkich awansowano. Stanisław Skalski w stopniu majora dowodził angielskim 601 Dywizjonem Myśliwskim „Country of London”, kapitan pilot Eugeniusz Horbaczewski, zwany „Dziubkiem”, stanął na czele 43 Dywizjonu Myśliwskiego, a kapitan pilot Maciej Derecki – na czele eskadry w 152 Dywizjonie Myśliwskim. Wszystkie te dywizjony wspierały inwazję na Sycylię i walki armii alianckich w południowych Włoszech. We wrześniu 1943 roku w czasie startu do kolejnego lotu bojowego zginął kapitan Derecki, a Skalski i Horbaczewski wrócili do polskich dywizjonów myśliwskich.

Na początku 1944 roku na Półwyspie Apenińskim pojawiły się dwie polskie formacje powietrzne: 318 Dywizjon Myśliwsko-Rozpoznawczy i 301 Dywizjon Bombowy im. Obrońców Warszawy. Piloci tego pierwszego współdziałali najpierw z brytyjską 8 Armią, a następnie 2 Korpusem Polskim. Powietrzni zwiadowcy rozpoznawali i fotografowali cele naziemne oraz korygowali ogień artylerii podczas natarć na linię Gustawa. Były to zadania niezwykle niebezpieczne, gdyż Niemcy skoncentrowali na tym terenie około 70 ciężkich dział przeciwlotniczych, nie licząc mniejszej broni służącej do zwalczania samolotów. Po przełamaniu linii Gustawa 318 Dywizjon wspierał 2 Korpus na całym jego szlaku bojowym.
Natomiast 301 Dywizjon Bombowy, po tym jak w listopadzie znalazł się na włoskim lotnisku w Brindisi, został przemianowany na 1856 Eskadrę Specjalnego Przeznaczenia i podporządkowany 334 Skrzydłu Specjalnego Przeznaczenia. Odtąd polskie Halifaxy i Liberatory latały ze spadochroniarzami i zaopatrzeniem w celu wsparcia ruchu oporu w Albanii, Grecji, Jugosławii oraz w innych krajach okupowanej Europy, w tym w Polsce. Po wybuchu Powstania Warszawskiego polscy lotnicy, ponownie pod szyldem 301 Dywizjonu Bombowego, wykonali z Brindisi do Warszawy 80 lotów z zaopatrzeniem dla powstańców.

Partyzanci i specjalsi

Przez cały 1944 rok lotnicy 301 Dywizjonu wspierali także włoską partyzantkę, która w listopadzie 1943 roku liczyła już około 30 tysięcy ludzi. Nie brakło w niej Polaków, najczęściej dezerterów z Wehrmachtu. Według różnych szacunków we włoskich oddziałach partyzanckich walczyło od pół tysiąca do tysiąca Polaków. We Włoszech znaleźli się również polscy cichociemni, wysłani tam do akcji dywersyjnych przez brytyjską Special Operations Executive (SOE – Kierownictwo Operacji Specjalnych). Wśród spadochroniarzy walczących na tyłach frontu włoskiego znaleźli się między innymi kapitan Władysław Buryn, kapitan Roman Kowalik, porucznik Henryk Śreniawa-Saganowski i sierżant Tadeusz Brogowski.

2 grudnia 1943 roku we włoskim porcie Tarent wylądowała 1 Samodzielna Kompania Commando majora Władysława Smrokowskiego. Ten elitarny oddział Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, szkolony w ośrodkach treningowych brytyjskich komandosów, wcielono do 2 Special Service Brigade. 13 grudnia polscy komandosi znaleźli się w Castel del Giudice nad rzeką Sangro, gdzie prowadzili rozpoznanie na rzecz brytyjskiej 78 Dywizji Piechoty. Przed samymi świętami Bożego Narodzenia osiemdziesięcioosobową kompanię wysłano do położonej na odludziu wioski Pescopennataro, skąd miała patrolować górski odcinek frontu. 21 grudnia kwaterę Polaków zaatakowało blisko 300 niemieckich strzelców alpejskich. Komandosi jednak nie dali się zaskoczyć i odparli atak – trupem położyli 20 Niemców i kilku wzięli do niewoli. Straty własne – tylko trzech rannych.

W styczniu 1944 roku komandosi znaleźli się nad rzeką Garigliano, aby działać na rzecz 56 Londyńskiej Dywizji Piechoty, związanej ciężkimi walkami z Niemcami. Polacy ruszyli do walki wieczorem 17 stycznia w ślad za nacierającymi żołnierzami brytyjskimi. Zapiski z tego dnia w dzienniku bojowym oddziału: „Po przekroczeniu rzeki na polu minowym kompania ponosi straty: 4 ludzi rannych. Ponieważ czołowy baon 56 dywizji nie uchwycił do godz. 03.30 dnia 18 stycznia nakazanych punktów przyczółka i nie opanował wzgórz za rzeką, kompania wyruszyła do natarcia i o godz. 04.30 opanowuje wzgórze, gdzie po dwóch godzinach zostaje zluzowana przez baon piechoty”. Po tym sukcesie komandosi nie poszli na zasłużony odpoczynek, lecz pierwszy pluton uderzył na kolejne wzgórze nieopodal wsi Sujo i zniszczył tam gniazdo nieprzyjacielskich moździerzy. W tym samym czasie drugi patrol pod dowództwem rotmistrza Stanisława Wołoszowskiego, zastępcy majora Smrokowskiego, zdobył wzgórze Monte Valle Martina. Komandosi wyrzucili stamtąd strzelców alpejskich i odparli ich kontratak. Zabili 30 z nich. Niestety, w tej walce poległ rotmistrz Wołoszowski.

Po walkach nad Garigliano kompanię polskich komandosów wyłączono spod dowództwa brytyjskiego. We Włoszech wylądował właśnie 2 Korpus Polski. Gdy jego dywizje przygotowywały się do zajęcia pozycji pod Monte Cassino, dołączyli również do nich komandosi majora Smrokowskiego. Żołnierze w zielonych beretach Commando rozpoczęli kolejny, równie chwalebny, rozdział swej bojowej służby.

Bibliografia:

Mieczysław Juchniewicz, „Gdzie był wróg, tam walczyli Polacy”, Warszawa 1980.
Piotr Korczyński, „Elitarne jednostki specjalne Wojska Polskiego 1939–1945”, Poznań 2013.
Jerzy Pertek, „Wielkie dni małej floty”, Poznań 1990.
Grzegorz Sojda, Grzegorz Śliżewski, „Cyrk Skalskiego”, Warszawa 2009.

Piotr Korczyński , historyk, redaktor kwartalnika „Polska Zbrojna. Historia”

autor zdjęć: Wikipedia/IWM

dodaj komentarz

komentarze


Strategiczna rywalizacja. Związek Sowiecki/ Rosja a NATO
 
Morska Jednostka Rakietowa w Rumunii
V Korpus z nowym dowódcą
Przygotowania czas zacząć
Ramię w ramię z aliantami
Hiszpański palimpsest
Sportowcy podsumowali 2023 rok. Teraz czas na igrzyska olimpijskie
Stoltenberg: NATO cieszy się społecznym poparciem
Puchar księżniczki Zofii dla żeglarza CWZS-u
Choć odeszli, trwają w naszych myślach
Marcin Gortat z wizytą u sojuszników
W Ramstein o pomocy dla Ukrainy
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Zmiany w dodatkach stażowych
Psiakrew, harmata!
Zapomniana Legia Cudzoziemska
Zbrodnia made in ZSRS
Jeśli nie Jastrząb, to…
Gen. Kukuła: Trwa przegląd procedur bezpieczeństwa dotyczących szkolenia
Ocalały z transportu do Katynia
Kurs z dzwonem
NATO zwiększy pomoc dla Ukrainy
Wojna w Ukrainie oczami medyków
Prezydent Andrzej Duda w Forcie Stewart
Centrum szkolenia dla żołnierzy WOC-u
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
25 lat w NATO – serwis specjalny
Mundury w linii... produkcyjnej
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Cena wolności
Wieczna pamięć ofiarom zbrodni katyńskiej!
Żołnierze-sportowcy CWZS-u z medalami w trzech broniach
Weterani i bokser „Master”
Więcej pieniędzy dla żołnierzy TSW
Rakiety dla Jastrzębi
NATO na północnym szlaku
Polak kandydatem na stanowisko szefa Komitetu Wojskowego UE
Optyka dla żołnierzy
Koreańska firma planuje inwestycje w Polsce
Prawda o zbrodni katyńskiej
Święto wojskowego sportu
W Brukseli o wsparciu dla Ukrainy
Inwestycje w bezpieczeństwo granicy
Głos z katyńskich mogił
Tusk i Szmyhal: Mamy wspólne wartości
Wojna w świętym mieście, część druga
Kolejni Ukraińcy gotowi do walki
Szpej na miarę potrzeb
Wojna w świętym mieście, epilog
Wojna w świętym mieście, część pierwsza
Mjr rez. Arkadiusz Kups: walka to nie sport
Jak wyszkolić pilota F-16?
Potężny atak rakietowy na Ukrainę
W Rumunii powstanie największa europejska baza NATO
Wojsko inwestuje w Limanowej
Byk i lew, czyli hiszpańsko-brytyjska światowa corrida
Odstraszanie i obrona
Animus Fortis, czyli mężny duch
Ogień w podziemiu
Żołnierze ewakuują Polaków rannych w Gruzji
Wojna w świętym mieście, część trzecia

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO