moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Jeden dzień, który zmienił wiele

Jechaliśmy naprawdę szybko, niebezpiecznie. Wjechaliśmy do bazy, kazałem Pawłowi krzyczeć, że mamy rannego i potrzebujemy medyka. W czasie jazdy podawałem Łukaszowi morfinę. Nie mogłem znaleźć jego fiolki, więc dałem mu swoją. Powtarzałam mu, że zaraz będziemy na miejscu, że wszystko będzie OK. Gdy znaleźliśmy się w bazie, złapałem jakiegoś żołnierza i mówię mu, że wpadliśmy w zasadzkę i mój kolega umiera. Kiedy Łukasz od nas odszedł, wszyscy płakaliśmy. Amba wpadł w panikę. Obwiniał cały świat za to zdarzenie. Kazałem mu zająć się sobą, samochodem. Bez słowa, po żołniersku wykonał polecenie. Czekaliśmy, aż ktoś po nas przyjedzie. To była chwila, a nam wydawało się, że wieczność. Pamiętam tylko trzepoczące na wietrze biało-czerwone flagi.

Wojsko zawsze było w moim życiu. Poświęciłem się służbie Ojczyźnie, taką mamy rodzinną tradycję. Wybrałem sobie taki sposób na życie. Zawsze potrafiłem podporządkować się zasadom, regulaminom i potrafiłem być im wierny. Muszę przyznać, że po części namówił mnie również mój kolega, który w szkole średniej złożył dokumenty do Wyższej Szkoły Oficerskiej w Poznaniu. Ja również postanowiłem tam aplikować. Udało mi się dostać do Szkoły Chorążych, którą ukończyłem. Miałem nadzieję na dalszy rozwój mojej kariery.

Do Afganistanu pojechałem, ponieważ chciałem sprawdzić swoje umiejętności oraz sprawdzić się jako żołnierz, mężczyzna, jako człowiek.

Jako Zespół Doradczo-Łącznikowy (OMLT) wykonywaliśmy tam wszystkie działania, między innymi związane z rozminowaniem dróg, na których znajdowaliśmy „ajdiki”, braliśmy udział w szkoleniu armii afgańskiej . Co prawda był to inny rodzaj szkolenia niż to, które przechodziliśmy w kraju. Z Afgańczykami wyjeżdżaliśmy wspólnie na patrole oraz „akcje", działaliśmy jako QRF, kilkudniowe wyjazdy były codziennością, braliśmy udział w dostarczaniu żywności i innej pomocy humanitarnej dla ludności.

Szczególne wspomnienie z misji? To miał być spokojny dzień. Jechaliśmy zabezpieczyć drogę w celu umożliwienia bezpiecznego przez nią przejazdu. Dzień wcześniej wykonywaliśmy taki sam patrol, jednak „akcja” została przeniesiona na następny dzień. Poprzedniego dnia Łukasza z nami nie było, bo dostaliśmy szczepionki, po których Łukasz poczuł się źle. Nasz dowódca zawołał mnie i powiedział, że będę zastępował Łukasza i mam wszystkim kierować. Dlaczego ja? Nie wiem, „Wodzu” tak zadecydował. Pierwszego dnia w trakcie patrolu zatrzymaliśmy się przy posterunku policji. Oglądaliśmy „pojazd” policyjny –strasznie był poszatkowany. Doszliśmy do wniosku, że nikt tam nie przeżył, tyle było dziur. Jechaliśmy drogą, którą dobrze znaliśmy. Przez radio dostaliśmy wiadomość, że mamy już wracać. Na drugi dzień ponownie wyjechaliśmy na patrol, Łukasz był już z nami. Pytałem go przed wyjazdem, czy dobrze się czuje i czy chce jechać. Wtedy to ja miałem jechać jako dowódca, miałem siedzieć na miejscu Łukasza, ale Łukasz zdecydował się jechać razem z nami. Siedział z przodu, ja siedziałem z tyłu. Ruszyliśmy.

Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się na drodze, na zboczu góry. Pamiętam ten pył, który unosił się na drodze i nasze refleksje. Zamieniliśmy parę zdań, że to już koniec, że to ostatni wyjazd. Dojechaliśmy do opuszczonego posterunku policyjnego. Pamiętam, na drodze przed nami stał niebieski samochód ciężarowy wypakowany po brzegi. Nasz pojazd stał jako pierwszy polski wóz. Pamiętam dokładnie nasz skład: Łukasz siedział z przodu, ja siedziałem za nim, po lewej stronie siedział Amba, nasz kierowca. Jechał jeszcze z nami tłumacz i Paweł, który był na ganerce.

Pamiętam, że tuż przed rozpoczęciem akcji tłumacz otworzył drzwi i wyszedł z pojazdu. Drzwi zostawił otwarte. Od razu poniosły mnie lekkie nerwy, bo gdyby „coś” wpadło do środka, to wszyscy byśmy zginęli. Opi…. go, jak tylko wrócił, a wracał szybko, bo zrozumiał, że znaleźliśmy się w zasadzce. Gdy usłyszałem, że „grają” karabiny, zacząłem się rozglądać, aby jak najlepiej ocenić sytuację. Łukasz podał komendę, by ruszyć z miejsca. Stojąc, byliśmy łatwiejszym celem do trafienia. Pamiętam również jak RPG-i rozbijały się przed i za naszym wozem. Paweł schował się do środka z ganerki, ruszyliśmy. Łukasz albo Amba powiedział, że schowamy się za ciężarówką. Miałem dziwne przeczucie, że to nie jest dobry pomysł.

Pomyślałem też, że strzelają do nas z kilku stron. Zatrzymaliśmy się. Nie pamiętam, czy coś mówiłem do Pawła. Łukasz podał komendę, że wychodzimy. Przerzuciłem broń z prawej do lewej ręki. Łukasz już wysiadł. Stał przy samochodzie, zaraz za otwartymi drzwiami. To były sekundy. Nacisnąłem klamkę, żeby wysiąść i wtedy padł strzał. Dostaliśmy z RPG-a. Pamiętam, że w całym samochodzie pojawił się dym, szyby popękały, broń mi chyba wyleciała z ręki. Zobaczyłem, co dzieje się z Łukaszem i postanowiłem wciągnąć go z powrotem do samochodu. Krzyknąłem do Amby, aby ruszał do najbliższej bazy. To była jedyna szansa, by Łukaszowi udzielić profesjonalnej pomocy medycznej, bo w czasie drogi to ja byłem jego medykiem. I to było miejsce, gdzie mógł wylądować MEDAVAC. Dlatego podjąłem taką decyzję. Amba próbował nawiązać łączność z bazą i resztą chłopaków, ale radio, jak w kiepskim horrorze, przestało działać. Spojrzeliśmy na siebie, mówię: „Chłopaki, jedziemy do Wilderness, tylko tam możemy uratować Łukasza”.

Jechaliśmy naprawdę szybko, niebezpiecznie. Wjechaliśmy do bazy, kazałem Pawłowi krzyczeć, że potrzebujemy medyka. Podawałem Łukaszowi w czasie jazdy morfinę. Nie mogłem znaleźć jego, więc dałem mu swoją. Rozmawiałem z nim, że zaraz będziemy na miejscu, że wszystko będzie OK. Wjechaliśmy do bazy, na początku nikt nie wiedział, o co chodzi. Złapałem tam jakiegoś żołnierza i mówię mu, że potrzebujemy medyka, bo wpadliśmy w zasadzkę i mój kolega umiera. W krótkim czasie akcja przeniosła się na ten wyższy poziom. Kiedy Łukasz od nas odszedł, wszyscy płakaliśmy. Pamiętam, że Amba wpadł w panikę. Obwiniał cały świat za to zdarzenie. Kazałem mu się zająć sobą, samochodem, żeby przygotować się na powrót do naszej bazy. Bez słowa, po żołniersku wykonał polecenie. Czekaliśmy, aż ktoś po nas przyjedzie. To była chwila (może godzina lub kilka), a nam wydawało się, że wieczność. Pamiętam tylko trzepoczące na wietrze polskie, biało-czerwone flagi.

Chłopaki przyjechali po nas, zabrali nas stamtąd. Później padła decyzja, że będziemy wracać do kraju z Łukaszem. Chciałem zostać. Nie dla zemsty. Po prostu, żeby być razem z chłopakami i służyć ewentualnie swoją pomocą. Ale wróciliśmy do kraju, wróciłem do domu.

Moja rodzina nie wie do końca, co robiłem w Afganistanie. Wydaje mi się, że mamy takie same relacje jak przed wyjazdem. Na pewno ta sytuacja zmieniła mnie. Teraz wiem, jak kruche jest ludzkie życie i jak szybko można je stracić. Wiem, jak szybko można stracić zdrowie, bo jestem weteranem poszkodowanym. Staram się być perfekcjonistą w tym, co robię. Zdaję sobie sprawę z tego, że czasami nawet mała umiejętność może wpłynąć na czyjeś dobro, na czyjeś zdrowie. Może po prostu pomóc. A moje relacje z rodziną chyba się nie popsuły. Jeżeli walczyłem, to walczyłem sam, wewnątrz, ze sobą, nie przelewałem tego na innych. Tak to mogę ocenić.

W pracy przez długi czas nikt z kolegów nie wiedział o tym zdarzeniu. Nie mówiłem o nim. Dużo dobrego spotkało mnie ze strony Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych w Misjach poza Granicami Kraju. Brałem udział w warsztatach, w spotkaniach z weteranami, gdzie wspólnie, jak wielka rodzina, możemy usiąść przy jednym stole i rozumiemy się bez słów. Osobom, które tam nie były i nie znają tamtych realiów, trudno będzie pojąć to, co chcemy przekazać – niekoniecznie słowami.

Tekst ukazał się na stronach Centrum Weterana Działań poza Granicami Państwa, w ramach akcji publikowania wspomnień weteranów zagranicznych misji 

ppor. Przemysław Kowalski , uczestnik I zmiany PKW ISAF

autor zdjęć: arch. Centrum Weterana Działań poza Granicami Państwa

dodaj komentarz

komentarze

~orzech
1444927380
szacunek Przemo
91-BB-7B-29
~Kieras
1444781700
WOW Historia która bardzo poruszyła moje serce miałem łzy w oczach jak to czytałem to co Polacy przeżyli w Afganistanie jaki horror nikt nie zdaje sobie sprawy o tym... Już wiem że przy takich Żołnierzach kraj może być dumny i bezpieczny. Widać jaka więź jest pomiędzy jednym a drugim Żołnierzem jeden za drugiego odda życie. Powinniśmy pamiętać o takich. CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM
43-5D-11-AB

To nie mogło się udać, ale…
Szef MON-u o wzmacnianiu NATO
Bądź gotowy dzięki nowej aplikacji
Invictus, czyli niezwyciężony
Together on the Front Line and Beyond
Rubio: należymy do siebie
Ekstremalne zimowe nurkowanie
Gdy woda czy kredki są wyjątkowym prezentem
Ojciec chrzestny bojowego wozu piechoty Borsuk
W biatlonie i łyżwiarstwie szybkim nie poszli w ślady Tomasiaka
Premier wojenny
Czekamy na pierwsze podium wojskowych
Kolejne nominacje w wojsku
Chciałem być na pierwszej linii
Wracają szkoły podchorążych rezerwy!
Kosiniak-Kamysz o strategii na 2026 rok
Engineer Kościuszko Saves America
Polak szefem jednego z dowództw NATO
PGZ szykuje Baobaba na eksport
Więcej pieniędzy dla żołnierzy na mieszkanie
Minister obrony: wojsko może na nas liczyć
Czarna Pantera i Twardy w Braniewie
Arktyka pod lupą NATO
Vespa, czyli jak wykorzystać drony na polu walki
Medal Honoru dla Ollisa
Partnerstwo dla artylerii
Rośnie pancerna pięść Sił Zbrojnych RP
Gorąco wśród lodu
Ułamki sekundy dzieliły żołnierza od medalu
Finał B żołnierza w short tracku
„Wicher” rośnie w oczach
Chwała bohaterom AK
Bez medalu na torze łyżwiarskim w Mediolanie
Skromny początek wielkiej wojny
Szef SKW odpowiada na rosyjskie oskarżenia
Czarne Pantery odsłaniają swoje tajemnice
Oko na Bałtyk
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
W Sejmie o zmianach w ASzWoj-u
Medal był na wyciągnięcie łyżwy
ORP „Błyskawica” – ponad 2070 dni morskiego boju
Ostatnia minuta Kutschery
W Pałacu o SAFE i… bezpieczeństwie
Przez uchylone okno
Kierunek Rumunia
Misja zdrowie trwa
Tusk: Ukraina nie może pozostać sama
Outside the Box
Buzdygan Internautów – głosowanie
Fenomen podziemnej armii
Łyżwiarz przebił się z czwartej pozycji na pierwszą
Szansa dla systemu bezpieczeństwa
Rosyjskie inwestycje wojskowe na kierunku północnym
HIMARS-y w Rumunii
„Bezpieczny Bałtyk” z podpisem prezydenta
Ustawa o SAFE uchwalona. Opozycja przeciw
POLSARIS, czyli oczy wojska
W Sejmie o abolicji dla Polaków walczących w Ukrainie
Żołnierz z zarzutami gwałtu. Jest reakcja resortu
W NATO o inwestycjach w obronność
Kmdr Stanisław Nahorski – bohater flotylli rzecznych i morskich
Multimedaliści górą
SAFE – zasady wykorzystania unijnych środków
Bojowy duch i serce na dłoni
Taniec na „Orle”
SAFE: szansa i wyzwanie dla zbrojeniówki
Zielone światło dla konwoju

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO