Jednym z państw, które zachęcamy do wyboru bojowego wozu piechoty Borsuk, jest Australia, a poza nią Kanada i Wielka Brytania – mówi Konrad Gołota, wiceminister aktywów państwowych. W rozmowie z „Polską Zbrojną” opowiada o zdobywaniu nowych rynków dla rozwoju przemysłu obronnego. Zdradza też, jakie jeszcze produkty polskiej zbrojeniówki są w kręgu zainteresowania zagranicznych kontrahentów.
Konrad Gołota, wiceminister aktywów państwowych. Fot. plut. Wojciech Król/ MON
W lipcu 2026 roku należące do Polskiej Grupy Zbrojeniowej Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 z Bydgoszczy podpisały w ramach programu SAFE umowę z amerykańską firmą Anduril na licencyjną produkcję pocisków manewrujących Barracuda 500M o zasięgu ponad 900 km. To przełom dla polskiej zbrojeniówki?
Na pewno ogromny postęp, gdyż wchodzimy w technologie, do których do tej pory nie mieliśmy dostępu. Co bardzo ważne, my je nie tylko pozyskujemy, nie tylko polonizujemy, ale również mamy być ich eksporterem do innych krajów.
Czy ktoś już jest nimi zainteresowany?
Aby wyjaśnić, z jak dynamiczną sytuacją mamy do czynienia, powiem tylko, że umowę z Amerykanami zawarliśmy 6 lipca, a następnego dnia wraz z Michaelem Duffeyem, podsekretarzem obrony do spraw zakupów i utrzymania, podpisaliśmy z Estończykami i Łotyszami tzw. letter of intent w sprawie zakupu tych pocisków. Także podczas szczytu NATO w Ankarze temat produkcji w Polsce Barracud był przedmiotem wielu rozmów z naszymi sojusznikami. Mówił o tym m.in. prezydent Donald Trump, wskazując je jako przykład nowego modelu współpracy USA z Europą.
Trudno nie zauważyć zmiany podejścia Amerykanów do transferu wojskowych technologii do Europy.
Podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych, którą odbyłem w grudniu 2025 roku, spotkałem się z przedstawicielami wszystkich prime’ów [czyli największych zbrojeniowych koncernów w USA, jak np. Lockheed Martin czy Boeing] oraz najważniejszymi urzędnikami z Departamentu Wojny i Departamentu Stanu. Oni wówczas jeszcze nie w pełni zdawali sobie sprawę z tego, co da europejskiej zbrojeniówce program SAFE, jak zmieni on europejskie zamówienia obronne
A jak zmieni z ich perspektywy?
Już sprawił, że dużo bardziej poszukujemy własnych zdolności. A rozwijając je, wysyłamy jasny sygnał nie tylko do USA, ale też do każdego innego państwa: jeżeli chcecie być w Europie, to musicie się zeuropeizować, przenieść tutaj albo część, albo całą produkcję danego rozwiązania, wnieść technologie i wiedzę.
Czy umowa z Andurilem jest tego przykładem?
Zdecydowanie tak. To jest bardzo dobry przykład nowego modelu współpracy, w którym strona amerykańska szuka w Europie, w Polsce partnerów, a my jesteśmy gotowi wejść w kooperację. Co bardzo ważne, ma ona obejmować nie tylko systemy i rozwiązania, które już istnieją, lecz także te, które dopiero powstaną.
Borsuk w wersji zamówionej dla polskiego wojska, czyli z wieżą ZSSW-30 Fot. Michał Niwicz
Czuje się Pan ojcem sukcesu, jeśli chodzi o umowę z Andurilem na produkcję w Polsce rakiet manewrujących? Minister Magdalena Sobkowiak-Czarnecka podkreślała, że właśnie Pan zainicjował ten proces, a jednocześnie pojawiały się wątpliwości, czy uda się go doprowadzić do końca.
Czuję ogromne zadowolenie, że nasze wysiłki znalazły szczęśliwy finał, ale to była praca grupowa i chcę w tym miejscu podkreślić dużą otwartość w tej sprawie i Sztabu Generalnego WP, i Ministerstwa Obrony Narodowej.
Czy każdy pomysł, który wychodzi z Ministerstwa Aktywów Państwowych w obszarze rodzimej zbrojeniówki, spotyka się z entuzjazmem ze strony resortu obrony?
Nie zawsze, co wynika z tego, że Ministerstwo Aktywów Państwowych musi myśleć o rozwoju przemysłu obronnego nie tylko z perspektywy sprzedaży jego produktów tu i teraz Wojsku Polskiemu.
Co to oznacza?
Dla rozwoju przemysłu obronnego konieczne jest zdobywanie nowych rynków, więc musimy tworzyć ofertę produktów, które mogą zainteresować klientów zagranicznych, takich jak na przykład bojowy wóz piechoty Borsuk ze słowacką wieżą. Zajmujemy się też pozyskiwaniem nowych technologii, by stworzyć atrakcyjne wyroby, gdyż musimy myśleć o tym, co będzie się działo za pięć, dziesięć lat, kiedy skończą się programy takie jak SAFE, kiedy skończą się obecne kontrakty.
Eksperci wskazują na kilka produktów naszej zbrojeniówki, które mają realne szanse podbić zagraniczne rynki. Jednym z nich jest nasz nowy bojowy wóz piechoty Borsuk. Do których odbiorców mógłby trafić?
Jest kilka krajów, które chcemy zainteresować ofertą zakupu Borsuka, ale niekoniecznie w takiej samej konfiguracji, jaka trafia do naszych sił zbrojnych, bo nie wszyscy potrzebują cechy pływalności czy identycznej wieży jak nasza. Borsuk jest naprawdę nowoczesną platformą, która może w bardzo szerokim zakresie zostać dostosowana do lokalnych warunków. A my staramy się pokazać naszą otwartość i gotowość do tego, żeby wejść w prawdziwe partnerstwo i uruchomić linię produkcyjną w innym kraju.
A można wiedzieć, które to kraje?
Nie chciałbym ujawniać zbyt wielu szczegółów, bo tego typu rozmowy lubią ciszę i trwają miesiącami, a czasem i dłużej. Mogę jednak zdradzić, że jednym z takich państw, które zachęcamy do wyboru Borsuka, jest Australia, a poza nią Kanada i Wielka Brytania.
Antypody? To brzmi więcej niż egzotycznie.
Polska i Australia od strony czysto wojskowej mają ze sobą więcej wspólnego, niż się niektórym wydaje. Podobnie jak my Australijczycy używają bardzo wielu typów amerykańskiego i koreańskiego uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Mają silny przemysł obronny, który jest dziś w podobnym miejscu do naszego – dysponuje dużym potencjałem i dużymi chęciami, ale musi znaleźć partnerów, aby się rozwinąć.
I widzą w tej roli Polskę?
Zdecydowanie tak. W najbliższym czasie nasza delegacja uda się do Australii, aby rozmawiać o konkretnych projektach. Nie chciałbym zdradzać szczegółów, ale interesują nas niszowe dziedziny, w których moglibyśmy wspólnie bardzo szybko się rozwijać. Zresztą w tegorocznym Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w Kielcach bierze udział bardzo duża delegacja australijskich firm.
Chodzi o poszukiwanie kupców czy partnerów?
Jednego i drugiego. Wszyscy, mam nadzieję, już rozumieją, że nie ma wejścia na polski rynek bez współpracy z naszym przemysłem zbrojeniowym.
Podczas szczytu NATO w Ankarze była okazja do rozmów o współpracy polskiej i tureckiej zbrojeniówki. Czy powinniśmy się wzorować na Turkach?
W jednym zdecydowanie tak. Turcja to jest przykład 40 lat konsekwentnej polityki rządowej w zakresie bardzo dużego wspierania i promowania rodzimego przemysłu obronnego. Szczyt w Ankarze pokazał, jak całe państwo na wszystkich szczeblach pomaga rodzimej zbrojeniówce. I to jest zadanie na dziś dla naszego rządu. Chcemy bardzo mocno zwiększyć eksport polskiego przemysłu, bo bez tego nie będzie rozwoju.
Wróćmy do produktów, które mogą znaleźć kupców z innych armii. Co poza Borsukami?
Takich rozwiązań jest naprawdę sporo. Przeciwlotnicze Pioruny to wręcz przykład oczywisty, ale jest i okręt „Ratownik”, budzący zainteresowanie kilku krajów, jest system minowania narzutowego Baobab, jest przeciwlotniczy i przeciwdronowy San. Fabryka Broni prowadzi rozmowy z wieloma państwami w sprawie produkowanych tam karabinków, a minister Sobkowiak-Czarnecka była w Bułgarii, która jest zainteresowana dronami Wizjer. Musimy więc tylko rozwiązać worek z eksportem, sprawić, żeby inne kraje zauważyły nas jako producenta uzbrojenia.
Jednak aby mieć co sprzedawać, musimy inwestować w nowe produkty i technologie. Ile powinniśmy wydawać na prace badawczo-rozwojowe?
Prace badawczo-rozwojowe wyglądają obecnie inaczej niż dziesięć lat temu. Dzisiaj, gdy wszyscy się zbroją, musimy odpowiedzieć sobie na zasadnicze pytanie: czy chcemy sami pracować nad zaawansowanymi rozwiązaniami, poświęcając im dekadę albo więcej, czy może lepiej wejść w partnerstwo z innym krajem albo krajami i podzielić się kompetencjami? Uważam, że tak mogą powstać produkty, z których wszyscy będą korzystali zarówno pod względem finansowym, jak i rozwojowym.
Pozostaje jeszcze pytanie, czy zachodnie firmy będą zainteresowane tego rodzaju partnerstwem z polskimi podmiotami.
Nie tylko będą, ale już są. Wiele z nich działa w ten sposób już od bardzo dawna. Dobrym przykładem takiego modelu biznesowego jest francuska firma Safran, która nie ma najmniejszych oporów w sprzedaży praw i licencji do swoich rozwiązań innym podmiotom. Musimy być realistami i mądrze rozwijać swoje kompetencje. Przecież sami nie zbudujemy nagle myśliwca czy okrętu podwodnego, ale jak dołączymy do tego typu programów, zdobędziemy wiedzę i technologię w wielu innych, cennych dla nas obszarach.
autor zdjęć: plut. Wojciech Król/ MON, Michał Niwicz, Abigail Hutcheson/USMC

komentarze