Woli wyciągać z głębin minę przeciwpancerną, niż podziwiać rafy w Morzu Czerwonym, bo to, jak mówi, jest nudne.
Nurkuje w jeziorach, rzekach i morzu. Pod wodą spędziła już ponad pół tysiąca godzin. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jeszcze kilka lat temu nie umiała pływać. Plutonowy Magdalena Wójcik jest jedyną kobietą nurkiem w Wojskach Lądowych.
Strzelec w armii
Przez trzy lata nauki w liceum niemal codziennie chodziła na strzelnicę. Trenowała pod okiem instruktora i brała udział w międzyklubowych zawodach strzeleckich. Przyznaje, że to właśnie wtedy połknęła bakcyla i na poważnie zaczęła interesować się wojskiem. „Strasznie mnie to kręciło. Strzelałam z broni pneumatycznej i ostrej”, mówi Magdalena Wójcik. „Wojskiem zainteresował mnie też kolega żołnierz, który opowiadał o swojej służbie, obowiązkach”.
Kilka razy wzięła udział w obozach młodzieżowych Organizacji Społeczno-Wychowawczej „Strzelec” z Nowego Sącza. „Wtedy pierwszy raz spotkałam się z musztrą, czołganiem i swego rodzaju surwiwalem. Uczyłam się, jak stawiać i rozbrajać miny”.
Przed maturą poszukiwała informacji na temat szkolnictwa wojskowego. Myślała o szkole oficerskiej, ostatecznie jednak postanowiła zostać podoficerem. „Na egzaminach do szkoły oficerskiej trzeba było pływać. A ja nie chciałam się skompromitować. Szukałam więc miejsca, gdzie nie będzie to wymagane”, wspomina.
Złożyła także dokumenty na AWF we Wrocławiu, bo ta uczelnia jako jedyna nie sprawdzała, czy przyszli studenci potrafią pływać. „Mamie bardzo zależało na tym, żebym spróbowała dostać się na cywilną uczelnię. Tata w pełni akceptował mój wybór dotyczący wojska. Może dlatego, że sam kiedyś był w armii jako żołnierz służby zasadniczej. Zresztą rodzice chyba już dawno pogodzili się z moimi zainteresowaniami. Cieszyli się nawet, że popołudnia spędzam na strzelnicy, a nie biegam na dyskoteki”.
Kiedy składała wniosek o przyjęcie do szkoły podoficerskiej, wybrała kierunek ogólnosaperski, ponieważ bała się, że do grupy najbardziej obleganej, czyli ogólnowojskowej, się nie dostanie. „Na egzaminach komisja pytała mnie, czy kiedykolwiek trzymałam w rękach łopatę”, wspomina. „Potwierdziłam i wymieniłam kilka rodzajów min”.
Do szkoły dostała się bez większych trudności, a na egzaminy na AWF w ogóle się nie zgłosiła. Była jedną z czterech kobiet na trzydziestosiedmioosobowym kursie. Pierwszy miesiąc był najtrudniejszy, ale nigdy nie żałowała podjętej decyzji. Po niespełna roku otrzymała swój pierwszy kontrakt. Przydział dostała w plutonie płetwonurków. W 2006 roku rozpoczęła służbę w 6 Brygadzie Powietrznodesantowej, w 6 Batalionie Dowodzenia.
Nurek uczy się pływać
Została dowódcą drużyny w plutonie płetwonurków w kompanii saperów, mimo że nie umiała pływać. „To był skok na głęboką wodę”, mówi z uśmiechem. Choć obawiała się tego, co ją czeka, nie miała wyjścia. Przez pół roku intensywnie trenowała pływanie. Jej ówczesny dowódca kompanii kapitan Adam Kot tak zaplanował szkolenie, by jak najczęściej ćwiczyła w najgłębszym krakowskim basenie, mierzącym 4,5 metra głębokości.
„Był to dla mnie ogromny stres, ale pomagali mi koledzy z plutonu”, opowiada Magdalena Wójcik. „Nie tylko oswoiłam się z wodą, lecz także nauczyłam się pływać technicznie w dobrym tempie. Nie było wyboru. Za kilka miesięcy miałam przystąpić do kwalifikacji na kurs dla płetwonurków, który był organizowany w Gdyni przez Ośrodek Szkolenia Nurków i Płetwonurków Wojska Polskiego”.
Szkolenie w Gdyni ukończyła przed nią tylko jedna kobieta. Ona zaś była pierwszą, która reprezentowała Wojska Lądowe. Podczas trzymiesięcznego kursu uczyła się między innymi wstrzymywania oddechu pod wodą, oddychania jedynie za pomocą fajki, zakładania maski na głębokości 5 metrów. „Małymi krokami przyzwyczajaliśmy się do coraz większych głębokości – aż do 20 metrów”. Plutonowy Magdalena Wójcik przyznaje, że zarówno instruktorzy, jak i koledzy z kursu nie wierzyli, że uda się jej ukończyć szkolenie. Ale im mocniej w nią wątpili, tym bardziej się starała. Udało się, i z tytułem młodszego nurka wróciła do swojej jednostki.
„To chyba najlepsze miejsce, w którym mogłam się znaleźć”, opowiada. „Skaczę ze spadochronem, jako saper wysadzam miny i jeszcze nurkuję. Dzięki temu moja praca jest różnorodna i pociągająca. Dodatkowo korzystamy z rewelacyjnego sprzętu, bo dowódcy kompanii kapitanowi Marcinowi Malinowskiemu i dowódcy batalionu podpułkownikowi Maciejowi Mazurkiewiczowi bardzo zależy na naszym rozwoju. Nie możemy na nic narzekać”.
Poza godzinami spędzonymi pod wodą może się pochwalić także 24 skokami ze spadochronem AD-95. Najczęściej spotkać ją można pod Krakowem, nad zalewem w Zakrzówku, gdzie trenuje razem z kolegami z plutonu. „Naszym zadaniem jest rozpoznanie przeszkody wodnej; badamy, co się znajduje pod wodą, sprawdzamy dno i głębokość. Jaki jest świat pod wodą? Jest ciemno i zimno, ale już mnie to nie przeraża. Wręcz przeciwnie”.
Jej służbowe atrybuty to skafander, zestaw butlowy z automatem oddechowym, maska, płetwy, głębokościomierz, kompas i nóż. „To spore obciążenie, bo sprzęt waży około 35 kilogramów, ale na szczęście w wodzie nie czuć ciężaru”. Do swoich najtrudniejszych zadań zalicza nurkowanie pod lodem: „Temperatura powietrza spadła do minus 4 stopni, a woda pod lodem miała tylko 2 stopnie. Chłód był bardzo odczuwalny, zwłaszcza na twarzy”.
Nie ma czasu na nudę
Ukończyła cywilny kurs nurka i próbowała swoich sił w Morzu Czerwonym oraz kilku innych miejscach, które zwykle przyciągają miłośników sportów wodnych. Nie straciła jednak głowy dla nurkowania rekreacyjnego. „Nie jestem osobą, która każdą wolną chwilę i każdy urlop temu podporządkowuje”, twierdzi plutonowy Magdalena Wójcik. „Poza tym zdecydowanie wolę wyciągać z wody minę przeciwpancerną TM62M, niż oglądać kolorowe rybki w Egipcie. To jest po prostu nudne”.
Czas po pracy wypełnia jej nauka. W 2011 roku obroniła na Uniwersytecie Jagiellońskim tytuł magistra stosunków międzynarodowych, niedawno skończyła też studia podyplomowe na kierunku bezpieczeństwo publiczne i zarządzanie kryzysowe. Jej pasją są też języki obce. Choć jej stanowisko tego nie wymaga, ma już pełną „trójkę” z angielskiego i „jedynkę” z francuskiego.
„Magda to dobry żołnierz”, opowiada starszy plutonowy Marian Brykalski, zastępujący dowódcę plutonu nurków 6 bdow. „Ciągle dąży do podnoszenia swoich kwalifikacji. Jest bardziej zdeterminowana niż większość żołnierzy. A przy tym to osoba spokojna i zrównoważona. Niewiele kobiet tak jak ona potrafi dorównać mężczyznom w służbie”.
Gdzie widzi się za dziesięć lat? Nadal w armii. Chciałaby rozwijać się jako nurek, zdobyć uprawnienia kierownika nurkowania. Myśli o szkole oficerskiej. Chciałaby też sprawdzić się na misji. Na swoim koncie ma kilka ciekawych szkoleń. Ukończyła między innymi zagraniczne kursy dla saperów w Niemczech i dla ratowników medycznych pola walki. Na Warrior Leader Course w Akademii Podoficerów 7 Armii USA w Niemczech osiągnęła najlepsze wyniki wśród studentów międzynarodowych i otrzymała wyróżnienie.
autor zdjęć: Archiwum prywatne Magdaleny Wójcik
