Wojna o pastwiska

Kosowo i Czarnogóra stoją na krawędzi wojny. Tak przynajmniej twierdzą radykalni politycy kosowscy, którzy nie chcą dopuścić do ratyfikacji w parlamencie umowy granicznej z Czarnogórą.

Ostatnio w regionalnej prasie często pojawiały się wzmianki o groźbie wybuchu wojny między Kosowem i Czarnogórą. Takie ostrzeżenia pod koniec sierpnia padały ze strony przedstawicieli Albańskiej Armii Narodowej (AAN), parawojskowego ugrupowania działającego w Kosowie, Macedonii i południowej Serbii. W ich wypowiedziach znalazły się także pogróżki pod adresem tych deputowanych, którzy odważyliby się głosować w parlamencie za przyjęciem granicy ustalonej przez międzynarodową komisję. Dość szybko taką wojenną retorykę podchwycili politycy opozycyjnej wobec kosowskiego rządu nacjonalistycznej partii Vetëvendosje (Samostanowienie). Albin Kurti, jej założyciel, a obecnie deputowany w kosowskim parlamencie, w połowie września zagroził, że spór graniczny z Czarnogórą w ciągu pięciu najbliższych lat może doprowadzić do wojny.

Przyjaciele na wojennej ścieżce

Zarówno Czarnogóra, jak i Kosowo należą do najmłodszych państw w Europie; pierwsze z nich ogłosiło niepodległość w 2006 roku, a drugie – zaledwie dwa lata później. Czarnogóra ma wiele wspólnego z sąsiednią Serbią – historię, język, tradycje (wystarczy przypomnieć, że do narodowości serbskiej przyznaje się w spisach powszechnych niemal jedna trzecia mieszkańców tego kraju). Mimo sympatii do Serbów, Czarnogóra prowadzi jednak własną, bardzo pragmatyczną politykę zagraniczną, ukierunkowaną przede wszystkim na realizowanie konkretnych planów, w tym priorytetowych, takich jak członkostwo w Unii Europejskiej i NATO. Z tego właśnie powodu uznała państwowość Kosowa wprawdzie z pewnym opóźnieniem, ale jednak szybko, bo już osiem miesięcy po proklamacji przez ten kraj niepodległości. W sąsiedniej Serbii odebrano to niemal jak akt zdrady ze strony najbliższego sojusznika.

Kontakty kosowsko-czarnogórskie właściwie od początku były nie najgorsze. Na wspólnych spotkaniach politycy obu stron chętnie i często sięgali po wielkie słowa o przyjaźni narodów Czarnogóry i Kosowa czy wspólnej wizji przyszłości w związku z ewentualnym członkostwem w NATO i UE. W styczniu 2015 roku, podczas wizyty w Podgoricy, wicepremier Kosowa Hashim Thaçi pozwolił sobie nawet na stwierdzenie, że wzajemne stosunki kosowsko-czarnogórskie są tak dobre, iż mogą służyć w regionie jako wzór.

Wśród spraw, którymi politycy obu krajów zajęli się niemal od razu, znalazła się także kwestia uregulowania przebiegu granicy czarnogórsko-kosowskiej. W tym celu już od 2009 roku odbywały się dwustronne konsultacje, a trzy lata później obie strony powołały specjalne komisje, które miały się zająć jej wyznaczeniem. Te prace prowadzono w porozumieniu z konsultantami z Unii Europejskiej oraz NATO i według natowskich map. Efektem było wykreślenie linii granicznej, którą akceptowali członkowie komisji obu stron.

Formalnym zakończeniem tego etapu prac było podpisanie 26 sierpnia 2015 roku międzyrządowego porozumienia, ale do jego wejścia w życie była potrzebna ratyfikacja przez parlamenty obydwu zainteresowanych państw. I o ile ten czarnogórski przegłosował przyjęcie umowy już w grudniu 2015 roku, o tyle kosowski, mimo wyznaczania kolejnych terminów głosowania, nie zrobił tego do dzisiaj. Powodem jest wyjątkowo mocny i, jak się okazuje, bardzo skuteczny sprzeciw opozycji parlamentarnej. Partia Vetëvendosje, mająca w liczącym 120 miejsc parlamencie zaledwie 17 posłów, w podgrzewaniu sporu wyczuła szansę dla siebie.

Gaz w parlamencie

W republice parlamentarnej, a za taką chce uchodzić Kosowo, różnice poglądów powinny znaleźć wyraz w debacie przeprowadzanej w zgromadzeniu narodowym. Tymczasem partia Vetëvendosje specjalizuje się w blokowaniu prac parlamentu oraz w działalności jawnie antysystemowej. Sposoby, po jakie sięgają kosowscy przeciwnicy demarkacji granicy z Czarnogórą, by zablokować debatę i niewygodne dla siebie głosowania w parlamencie, są tyleż proste, co skuteczne, a przy tym wydają się bardzo atrakcyjne dla mediów. Niewykluczone zresztą, że to główny cel tej partii: robić możliwie wiele szumu wokół siebie po to, by podważać porządek w istniejącym układzie sił i zdobywać punkty u potencjalnych wyborców.

W proteście przeciwko podpisaniu w Wiedniu umowy o granicy z Czarnogórą grupa posłów z partii Vetëvendosje rozpyliła w kosowskim parlamencie gaz łzawiący, argumentując, że umowa ta jest równoznaczna z pozbyciem się przez Kosowo kawałka terytorium. Międzynarodowa komisja, powołana przez ówczesną prezydent Arifete Jahjagę, nie potwierdziła zarzutów opozycji i stwierdziła, że proces demarkacji granicy przebiegł prawidłowo. Takiej opinii członkowie Vetëvendosje nie przyjęli jednak do wiadomości. Dla działaczy tej partii balansowanie na granicy prawa bądź nawet jej przekraczanie to swoisty znak rozpoznawczy. Sięgali oni po gaz niemal przy każdej możliwej okazji, blokując w ten sposób debatę także nad innym ważnym dla przyszłości Kosowa problemem, czyli kwestię autonomii dla mieszkających w nim Serbów.

Kontrowersyjna partia podejmuje także bardziej spektakularne inicjatywy. Gdy w czerwcu parlament Kosowa przyjął projekt rezolucji w sprawie demarkacji granicy, grupa deputowanych opozycyjnych weszła na teren Czarnogóry i w świetle kamer ustawiła flagę Kosowa oraz tablice graniczne. Rząd czarnogórski wysłał do Prisztiny noty protestacyjne i usunął tablice, a wkrótce nakazał wojsku pilnować newralgicznego obszaru, zachowując jednak spokój, by nie doprowadzić do eskalacji konfliktu.

Prowokacje zaczęły się jednak powtarzać. Na początku sierpnia budynek parlamentu kosowskiego został ostrzelany z granatnika, a kilka dni później na balkon przewodniczącego Państwowej Komisji Demarkacyjnej, Murata Mehy, ktoś podrzucił granat. Z kolei pod koniec miesiąca niedaleko domu Mentora Shali, szefa RTK, publicznego nadawcy telewizyjnego w Kosowie, wybuchła bomba. Niewiele pomaga także zachęta ze strony Unii Europejskiej, która w zamian za zawarcie umowy granicznej z Czarnogórą obiecuje liberalizację wizową dla obywateli Kosowa.

O co tak naprawdę chodzi?

Niestety, arytmetyka parlamentarna nie sprzyja rozwiązaniu problemu: aby przyjąć dokument, większość rządowa potrzebuje dwóch trzecich głosów, czyli 80 w parlamencie liczącym 120 miejsc. Ponieważ rząd tworzy koalicja różnych partii, wcale nie jest łatwo uzyskać potrzebną liczbę zwolenników. Premier Isa Mustafa musi się przy tym nieźle nagłowić, bo mniejsze partie, od których zależy wynik głosowania, wykorzystują swe głosy jako kartę przetargową w zakulisowych rokowaniach. Wyznaczone na 1 września głosowanie w sprawie porozumienia zostało odłożone właśnie z tego powodu: Mustafa nie zebrał wystarczającej liczby głosów, by ratyfikację przepchnąć przez parlament. Gdy istniała Jugosławia, wewnętrzne granice poszczególnych republik lub prowincji autonomicznych (takich jak Kosowo czy Wojwodina), nawet jeśli były wytyczone, to nie miały większego znaczenia. Mieszkańcy sąsiednich republik bez żadnego problemu mogli korzystać ze swych łąk, pól czy pastwisk po drugiej stronie granicy, istniejącej jedynie na mapie. Kłopoty zaczęły się pojawiać w momencie, gdy z rozpadającej się Jugosławii powstawały kolejne państwa. Trzeba było ustawiać posterunki graniczne, ustalać przynależność państwową poszczególnych wiosek, szczytów górskich czy strumieni.

Sama granica między Kosowem a Czarnogórą nie jest długa, liczy bowiem zaledwie 79 km. Problem polega na tym, że przebiega ona w terenie trudnym: górzystym i lesistym. Przedmiotem sporu nie jest też cała granica, lecz zwłaszcza jeden jej odcinek, w okolicach miejscowości Čakor. Zdaniem przeciwników umowy z Czarnogórą, obszar ten powinien znaleźć się po stronie kosowskiej, ponieważ mają się tam znajdować lasy i pastwiska mieszkańców przygranicznych kosowskich wiosek. Ratyfikacja porozumienia oznaczałaby – według członków Samostanowienia – że rząd Kosowa daje Czarnogórcom w prezencie prawie 8200 ha ziemi.

Wszystko wskazuje na to, że strategia przyjęta przez Vetëvendosje jest skuteczna: rząd Isy Mustafy mimo buńczucznych zapowiedzi nie jest na razie w stanie przeprowadzić w parlamencie ratyfikacji umowy z Czarnogórą. Jest też druga strona medalu, która mocno obciąża nacjonalistów z Vetëvendosje: kosowskie społeczeństwo jest wewnętrznie podzielone jak nigdy wcześniej. Być może podnosi to notowania partii, ale to, co dobre dla partii walczącej o poprawienie notowań, niekoniecznie musi być dobre dla całego kraju. Grożenie wojną jest formą nacisku na rząd, niemniej jednak tak nieodpowiedzialne słowa z pewnością nie pomagają w rozwiązaniu konfliktu ani nie służą spokojnemu rozwojowi kraju, który i bez tego zmaga się z ogromnymi problemami.

Robert Sendek

autor zdjęć: Levizja Vetevendosje





Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO