Po 31 grudnia 2014 roku w Afganistanie, w ramach nowej natowskiej misji wsparcia afgańskich sił bezpieczeństwa, pozostanie co najmniej 12 tys. żołnierzy.
Rozwój wypadków w 2014 roku w Iraku jest doskonałym przykładem, jakie konsekwencje może mieć całkowite wycofanie sił międzynarodowych z kraju, który nie odzyskał jeszcze w pełni wewnętrznej stabilizacji. Pozbawione wsparcia zewnętrznego jego wojska zostały pobite przez ekstremistów islamskich. Okazało się, że w ciągu kilku tygodni cały wysiłek ludzki i finansowy, włożony w ustabilizowanie Iraku, może pójść na marne. Nie chcąc dopuścić do zwycięstwa islamistów, USA i ich sojusznicy znowu byli zmuszeni zaangażować się militarnie na Bliskim Wschodzie.
NATO już wcześniej uznało, że nie można całkowicie wycofać wojsk z Afganistanu, gdyż może to doprowadzić do chaosu w tym kraju, a nawet kolejnej wojny domowej. Dlatego już od 2013 roku rozpoczęto przygotowania do nowej misji sojuszu o charakterze niebojowym, której nadano kryptonim „Resolute Support” („Stanowcze wsparcie”). Do jej głównych zadań będzie należeć dalsze szkolenie afgańskich sił bezpieczeństwa, doradztwo i asystowanie im.
Jak dotąd, gotowość udziału w „Resolute Support” zadeklarowało około 40 państw, w tym Polska. W operacji, która rozpocznie się 1 stycznia 2015 roku, nasz kontyngent wojskowy ma liczyć do 150 żołnierzy i pracowników wojska. Polacy będą wykonywać zadania o charakterze doradczym na różnych szczeblach. W ten sposób wesprą ministerstwa obrony i spraw wewnętrznych, policję i 203 Korpus Afgańskiej Narodowej Armii. Polscy wojskowi będą stacjonować w trzech miejscowościach – w Bagram, Kabulu i Gamberi. Czas trwania misji określono na sześć miesięcy – od 1 stycznia do 30 czerwca 2015 roku. Polscy żołnierze znajdują się na terenie Afganistanu przed formalnym zakończeniem misji ISAF. Na koszty udziału w „Resolute Support” zaplanowano w budżecie resortu obrony 32 mln zł.
Przełom w Kabulu
Przygotowania do nowej misji NATO w Afganistanie rozpoczęły się w 2013 roku. Do końca września tego roku stała ona jednak pod znakiem zapytania, ponieważ były prezydent tego kraju, Hamid Karzaj, zwlekał z podpisaniem kluczowych umów ze Stanami Zjednoczonymi i Organizacją Traktatu Północnoatlantyckiego. Decyzję w tej sprawie pozostawił swemu następcy.
Oprócz dużej operacji po 2014 roku w grę wchodziły trzy inne opcje. Jedną z nich był niewielki kontyngent amerykański w Bagram i Kabulu, z prawem poruszania się po terytorium Afganistanu, by szkolić miejscowe siły bezpieczeństwa i im doradzać. Inną opcją był liczący 3 tys. ludzi kontyngent, również stacjonujący w Bagram (znajdowałyby się tam także między innymi bezzałogowe statki powietrzne) i Kabulu. W wypadku braku porozumienia z rządem Afganistanu ostatecznym, najgorszym rozwiązaniem miało być całkowite wycofanie sił międzynarodowych, tak zwana opcja zerowa.
Sytuacja się wyjaśniła po wrześniowych wyborach prezydenckich, które wygrał Aszraf Ghani. 30 września 2014 roku w Kabulu, dzień po inauguracji jego rządów, Afganistan podpisał ze Stanami Zjednoczonymi umowę o współpracy w sferze bezpieczeństwa i obrony (Security and Defense Cooperation Agreement). Dokument, znany wcześniej jako dwustronna umowa w sprawie bezpieczeństwa (Bilateral Security Agreement), był podstawowym wymogiem, aby amerykańskie wojska mogły pozostać w Afganistanie po 2014 roku. W imieniu USA podpisał go ambasador w Kabulu James B. Cunningham, a ze strony afgańskiej doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego Mohammad Hanif Atmar. Równocześnie 30 września została zawarta druga umowa – między NATO a Afganistanem, regulująca kwestie obecności personelu całej koalicji (The status of NATO forces and NATO personel conducting mutually agreed NATO-led activities in Afghanistan). Ją również w imieniu władz w Kabulu podpisał Mohammad Hanif Atmar, a ze strony NATO przedstawiciel cywilny sojuszu Maurits R. Jochems.
W wyniku tych umów, oprócz Kabulu i Bagram, siły międzynarodowe mogą korzystać z czterech regionalnych baz: w Heracie (zachód), Mazar-e Sharif (północ), Kandaharze (południe) i Dżalalabadzie (wschód). Pozostałe lokalizacje, do których uzyskały dostęp, to Gardez, Szindand i Shorab. W umowach zostały określone lotniska, na które może przybywać lub z których może opuszczać Afganistan personel operacji „Resolute Support”. Jest ich siedem: Bagram, Kabul, Herat, Mazar-e Sharif, Szindand, Shorab i Kandahar. Siły międzynarodowe będą też mogły korzystać z pięciu przejść granicznych: Hajratan w prowincji Balch, Torcham w prowincji Nangarhar, Spin Boldak w prowincji Kandahar, Torghondi w prowincji Herat i Szerkhan Bandar w prowincji Kunduz.
Różne deklaracje
Pierwszym dowódcą operacji „Resolute Support” będzie obecnie głównodowodzący Międzynarodowymi Siłami Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF), amerykański gen. John F. Campbell. Pod jego komendą znajdzie się co najmniej 12 tys. żołnierzy. Doradztwem i szkoleniem sił afgańskich ma się zajmować od 1,2 tys. do 1,4 tys. spośród nich.
Tak jak w ISAF, trzonem sił będą Amerykanie. Administracja prezydenta Baracka Obamy postanowiła, że USA będą utrzymywać na terenie Afganistanu w latach 2015–2016 do 9,8 tys. żołnierzy. Pozostałe państwa zadeklarowały wysłanie na potrzeby „Resolute Support” kontyngentów liczących od kilkudziesięciu do kilkuset ludzi. Spośród członków NATO najwięcej żołnierzy, po kilkuset, zamierzają mieć w Afganistanie Niemcy, Turcja, Włochy i Hiszpania. Kraje te planują pozostawić żołnierzy w znanych im już regionach kraju. Dlatego Hiszpanie będą stacjonować w Heracie, Niemcy w Mazar-e Sharif, Turcy zaś w Kabulu.
Ponad 200 żołnierzy zadeklarowała Rumunia. Jej prezydent Traian Băsescu ujawnił na początku września tego roku, że NATO poprosiło Bukareszt o 400 żołnierzy, którzy mieliby chronić lotniska w Kabulu i Kandaharze. Dodał, że być może Rumuni przejmą odpowiedzialność za jedno z nich. Kilka innych krajów sojuszu, podobnie jak Polska, zapowiedziało wystawienie kontyngentów w sile od 100 do 200 wojskowych. I tak 100 Holendrów ma stacjonować w Mazar-e
Sharif. W składzie kontyngentu oprócz instruktorów będą medycy, logistycy i pododdział ochrony. Litwa ma mieć do 100 żołnierzy, w tym pododdział wojsk specjalnych, w Heracie i Kabulu. Inne kraje NATO chcą utrzymywać mniejsze zgrupowania. Na przykład Łotwa zadeklarowała 30 żołnierzy, a Estonia 25.
W operacji „Resolute Support”, podobnie jak w ISAF, będą uczestniczyć też państwa spoza NATO. W ich wypadku najwięcej żołnierzy zamierzają wysłać Australia i Gruzja. Jeżeli wszystkie państwa wywiązałyby się ze swych deklaracji, to liczebność sił zaangażowanych w operację „Resolute Support”, pomijając Amerykanów, mogłaby sięgnąć nawet 5 tys. żołnierzy.
autor zdjęć: Adam Roik/combat camera dorsz
