moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Chrzęst żelaza

Zima na początku roku 1863 była wyjątkowo ciepła. Zamiast śniegu padał deszcz i trakty Królestwa Polskiego zmieniły się w bagna. Po lasach wokół Warszawy kryli się ci, którzy uciekli przed branką lub aresztowaniem za spiskowanie przeciw carowi. Czekali na sygnał do rozpoczęcia powstania. Wybuchło ono w nocy z 22 na 23 stycznia.

Artur Grottger, Bitwa, grafika z cyklu Polonia, 1863.

Klęska w wojnie krymskiej w 1856 roku obnażyła słabości imperium rosyjskiego i zmusiła cara do reform społecznych i politycznych. Odwilż nie ominęła zachodnich rubieży cesarstwa – Ziem Zabranych i Królestwa Polskiego – ale car Aleksander II od razu zakreślił nieprzekraczalną granicę kompromisów dla swych polskich poddanych. Imperator witany 23 maja 1856 roku w Warszawie przez miejscowych notabli podkreślił dobitnie: „Panowie, przede wszystkim porzućcie marzenia, porzućcie marzenia! […] Trzeba […], abyście wiedzieli, dla dobra samych Polaków, że Polska powinna pozostać na zawsze złączona z wielką rodziną cesarzy rosyjskich”.

 

Imperium kontratakuje

Car wygłosił te słowa w języku ówczesnej dyplomacji – po francusku – i mimo że miał opinię liberała i reformatora, dotrzymał słowa, korzystając z metod rodem z azjatyckiej satrapii. Rozkazał policji i wojsku brutalnie zdławić patriotyczne uczucia i nadzieje, jakie wstąpiły w mieszkańców Warszawy i innych miast Królestwa Polskiego na początku lat sześćdziesiątych XIX wieku. Poszły w ruch kozackie nahajki i szable, ulice spłynęły krwią rozstrzeliwanych demonstrantów, a więzienia zapełniły się „wichrzycielami”. Jasne się stało kolejny raz, że wolność może dać Polakom tylko wojna. Powstanie było szykowane od dłuższego czasu, po krwawych wydarzeniach przybyło mu zwolenników, lecz przywódcy konspiracji wciąż dyskutowali termin i sposób walki. Liczyli na wsparcie Zachodu, a także rosyjskich rewolucjonistów pośród oficerów, którzy mieli zrewoltować wojsko w garnizonie warszawskim i twierdzy modlińskiej. Lecz i w tym wypadku powtórzyło się fatum historii. Insurgenci przez aresztowania i brankę (przymusowy pobór do wojska młodzieży warszawskiej) zostali zmuszeni do wszczęcia powstania nieprzygotowani i w najmniej dogodnym terminie – walka prowadzona zimą nie była najlepszym pomysłem.

Do tego dochodziła kolosalna dysproporcja sił. Reformy Aleksandra II objęły także armię i w 1863 roku nie było to już wojsko dotknięte syndromem klęski. Poradzono sobie również ze spiskami w jego łonie, zwłaszcza w Królestwie. Kilku oficerów rozstrzelano, a wiele oddziałów, co do których nie było stuprocentowej pewności, że będą wierne carowi, wysłano na Kaukaz, zastępując je nowymi jednostkami.


Film: Dominika Celińska, Maciej Bąkowski / ZbrojnaTV

W sumie w chwili wybuchu powstania armia rosyjska w Królestwie liczyła 66 batalionów piechoty, 24 szwadrony kawalerii, 176 dział artylerii, 60 sotni kozackich, nie uwzględniając żandarmerii, straży granicznej i różnych oddziałów paramilitarnych (jak chociażby straże chłopskie). Łącznie samego wojska było w Królestwie ponad 100 tys. żołnierzy. Tylko w Warszawie stacjonowało 22 tys. żołnierzy, a w każdej chwili świeżo zbudowanymi liniami kolei żelaznej, jak wtedy mówiono, Petersburg mógł jeszcze dosłać do Królestwa nowe oddziały. Ale to nie wszystko. W Królestwie stacjonowały doborowe jednostki armii rosyjskiej, przeznaczone jako „siły szybkiego reagowania” na wypadek jakiejś rewolucji w Europie Zachodniej, gdyż car dalej uważał się za głównego żandarma Świętego Przymierza.

Atak rebeliantów

W czym więc mogli upatrywać szansy powstańcy rzucający wyzwanie takiej potędze? Niewiele tych szans było, ale dzięki nadmiernemu rozdrobnieniu rosyjskich sił i nie zawsze dobrej komunikacja między nimi zryw z 22 stycznia 1863 roku nie zmienił się w natychmiastową klęskę. Co prawda armia rosyjska liczyła ponad 100 tys. żołnierzy, jednak aby kontrolować cały kraj, jej dowództwo musiało obsadzić garnizonami około 140 miejscowości. W wielu z nich stacjonowały oddziały nieprzekraczające jednej lub dwóch kompanii piechoty i kilku plutonów kawalerii. Dla powstańców to i tak były poważne dysproporcje, lecz na ich korzyść często działało zaskoczenie.

Historycy wyliczają, że antycarska konspiracja w Królestwie liczyła około 20–25 tys. zaprzysiężonych ludzi. Jednakże byli oni prawie całkowicie bezbronni. Kraj zarządzeniami policyjnymi był ogołocony nawet z broni myśliwskiej, a na większe dostawy z Zachodu dopiero liczono. Karabiny i amunicję do nich miano więc zdobywać w chwili rozpoczęcia insurekcji („za pomocą siekier i kos zdobędziemy karabiny, a następnie tymi karabinami – armaty” – ten plan nazywano później w świecie „planem polskim”).

Bitwa pod Żyrzynem 1863 rok

Bezpośrednio do walki ruszyło w noc z 22 na 23 stycznia 1863 roku około 6–7 tys. powstańców. Zaatakowano 17 garnizonów, a kolejnych siedem ataków przeprowadzono 24 i 25 stycznia. Największe znaczenie miały walki w województwie płockim (gdzie miał ujawnić się Tymczasowy Rząd Narodowy). Jednakże nie zdołano zdobyć Płocka, obsadzonego przez 400-osobową załogę rosyjską. Bardziej udany był wybuch powstania na Podlasiu, gdzie prócz szlachty zagrodowej do walki stanęło wielu chłopów. Tu od razu zarysowało się więc to, co było największą szansą tego zrywu – jedność narodowa i przeciągnięcie wsi na stronę powstania. Nieprzypadkowo Tymczasowy Rząd Narodowy w chwili wybuchu walk ogłosił obok „Manifestu do narodu” dekret uwłaszczeniowy.

Sukcesy odnoszono również tam, gdzie partiami – jak nazywano powstańcze oddziały – dowodzili ludzie obeznani z wojskowym rzemiosłem. Tak było m.in. na lewym brzegu środkowej Wisły, pomiędzy Radomiem a Kielcami, gdzie dowodził Marian Langiewicz, były oficer artylerii w armii pruskiej, garibaldczyk i wykładowca polskiej szkoły wojskowej w Genui i Cuneo. Była to jednak sytuacja wyjątkowa. W zachodniej części Królestwa do powstańczych walk nie doszło w ogóle. W Augustowskiem zebrane partie rozeszły się do domów wskutek fałszywego rozkazu i wybuch powstania opóźnił się tutaj o trzy dni. W Krakowskiem zebrało się sporo oddziałów, lecz kunktatorstwo ich dowódców spowodowało ich całkowitą bierność.

Nadzieja umiera ostatnia

Bilans nocy z 22 na 23 stycznia 1863 roku wobec oczekiwań i planów był więcej niż skromny. W miejsca wojskowych zbiórek dotarła jedynie część powstańców i tylko połowa z nich ruszyła wtedy do walki. Straty zadane Rosjanom (liczone w rannych i zabitych) wynosiły co najwyżej kilkaset osób. Straty powstańców były podobne, tyle tylko że przy tej dysproporcji sił w powstańczych szeregach oceniano je na znaczne. Nie zniszczono całkowicie ani jednego rosyjskiego garnizonu, nie zdobyto żadnego większego miasta, a jeśli opanowano jakieś mniejsze miejscowości, to na krótko. Broni też nie zdobyto wiele – na co tak bardzo liczono, a utracono też sporo własnej.

Słowem – nie wyglądało to dobrze. Jakim cudem więc powstanie nie zgasło 23 stycznia, tylko zmieniło się w długą wojnę partyzancką? Rosjanie popełnili wtedy jeden poważny błąd – dali powstańcom czas. Naczelny wódz wielki książę Konstanty, zamiast wzmacniać garnizony w terenie, rozkazał swym dowódcom koncentrację sił, co oznaczało opuszczenie przez wojska rosyjskie wielu mniejszych miejscowości. To dało powstańcom kilkanaście dni spokoju „w polu” i wystarczyło, by powstańcze oddziały wzrosły do kilkunastu tysięcy. Powstały wówczas większe zgrupowania powstańcze: wspomnianego Langiewicza w okolicach Wąchocka, Apolinarego Kurowskiego w rejonie Ojcowa, Romana Rogalińskiego i Walentego Teofila Lewandowskiego na Podlasiu i w Lubelszczyźnie, Antoniego Jeziorańskiego na Mazowszu. W województwie płockim rozproszone po nocy styczniowej siły skonsolidował na nowo Zygmunt Padlewski. To dzięki tym dowódcom zdołano przetrwać do wiosny 1863 roku, kiedy powstanie w Królestwie i na Ziemiach Zabranych rozpaliło się na dobre i płonęło długo, mimo przytłaczającej przewagi rosyjskiego imperium i nikłej pomocy Zachodu (zwłaszcza Francji), na którą tak liczyli powstańcy.


 

Bibliografia
P. Jasienica, „Dwie drogi”, Warszawa 1960.
S. Kieniewicz, „Powstanie styczniowe”, Warszawa 1983.
M. Zgórniak, „Polska w czasach walk o niepodległość (1815–1864)”, Kraków 2001.

Piotr Korczyński

autor zdjęć: Wikipedia

dodaj komentarz

komentarze


Konstelacja MikroGlob już w kosmosie
Latające oko dla polskich żołnierzy
Okoń z bezzałogowcami
Polska w koalicji antybalistycznej
Kajakarka, pięcioboiści nowocześni i taekwondzistka na podium
„Horyzont” przedłużony
Berlin: Rosja próbowała doprowadzić do zamachu na lotnisku
20 kilometrów z radiostacją
Litwini ćwiczą masową ewakuację obywateli
Inauguracja roku akademickiego na WAT
Polska a broń jądrowa – mity i fakty
Program SAFE w pytaniach i odpowiedziach
Delegacja MON-u z wizytą w Waszyngtonie
Abordaż z polskim wsparciem
Kłopotliwa pamiątka na dnie Bałtyku
Leopardy bez tajemnic
Geran-5. Rakieta w cenie drona?
Za kulisami zlotu tygrysich eskadr NATO
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Flanka pod strażą
Oni podjęli wyzwanie
Z prądem i pod prąd
Pierwszy „europejski” Husarz już w Polsce
Polska Grupa Zbrojeniowa na MSPO 2026 – więcej niż premiery
„Czterej pancerni i pies” w Żaganiu
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
„Rybitwa” wyszła na morze
Odeprzeć siły przeciwnika od rzeki
350 mln zł dla 86 firm, by były w gotowości
Gry w wojnę w AWL-u
Obrona powietrzna będzie strzelać szybciej
Silny gryf na Litwie
Koniec przerw w lataniu. Szkoła Orląt zmieni system szkolenia
Biatloniści „armii mistrzów” w medalowej formie
Białorusini ćwiczą przy granicy z Polską
Nowi obrońcy polskiego nieba
Amerykanie drugi raz wychodzą z Iraku
FA-50 na straży polskiego nieba
Pięściarka Wojska Polskiego z brązem
Wojsko wraca do Łowicza po 14 latach
Kolejna rosyjska prowokacja w powietrzu
Latający miecz przy granicy
Żołnierze Czarnej Dywizji orientowali się najlepiej
Co zrobić, gdy wybuchnie konflikt?
Urzędnicy na poligonie
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Agresja na Polskę nie była „spacerem”
Batalion Model 44 pokazał moc
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Stulecie lotu Warszawa – Tokio
Odpowiedź na rosyjską eskalację
Gorący lipiec PKW Łotwa
Cios w plecy
W wojsku nie wszystkie butelki z kaucją?
Sukces polskich żołnierzy na czempionacie szermierzy
Długa droga do domu
Pentagon o stałej bazie US Army w Polsce
Offset za Apache'e
Alert RCB? Nie panikuj, działaj
Saperzy przesiadają się na nowe mosty PFM
Medale strzelców z „armii mistrzów”
Dwie dekady Jastrzębi
Piechur, artylerzysta, lotnik i… hydraulik

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO