moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Powstanie nasze codzienne

Działały kuchnie polowe, poczta, sądy, odbywały się koncerty i seanse filmowe, ludzie brali śluby – podczas powstania warszawskiego ludzie starali się nadać życiu choćby pozory normalności. 9 września 1944 roku, korzystając z czasowego zawieszenia broni, część mieszkańców opuściła jednak Warszawę i oddała się w ręce Niemców.

– Ludność Warszawy znalazła się w trudniejszej sytuacji niż powstańcy. Żołnierz na barykadzie, z bronią w ręku, mógł mieć choćby złudzenie, że jest panem swego losu, że może zrobić cokolwiek, by się obronić. Cywil często był zmuszony siedzieć w ciasnej, dusznej piwnicy i czekać, i zastanawiać się: „wpadnie tutaj bomba i mnie zabije, czy jednak nie wpadnie?” – wspomina Tadeusz Filipkowski, pseudonim „Filip”, uczestnik powstania warszawskiego w szeregach Szarych Szeregów, obecnie członek Światowego Związku Żołnierzy AK. A jednak codzienne życie, choć już dawno postanowione na głowie, toczyło się naprzód.

Rzecz najważniejsza: przetrwać. Uniknąć kuli, ale też oszukać głód. – Przez pierwszych kilkanaście dni ludzie jedli zgromadzone wcześniej zapasy: przetwory, mąkę, cukier. Szybko jednak żywności zaczęło brakować – opowiada Filipkowski. Jego rodzina mieszkała w najspokojniejszej, jak mówi, części Śródmieścia – przy ulicy Poznańskiej. – Wybieraliśmy się na Pole Mokotowskie, na ogródki działkowe. Warszawiacy przynosili stamtąd warzywa, ale wiązało się to z ryzykiem, bo Niemcy uczestników takich wypraw ostrzeliwali – tłumaczy. Mieszkańców ratowały powstańcze kuchnie polowe. W walczącej stolicy powstało ich sto kilkadziesiąt. Serwowana tam żywność pochodziła ze zdobytych magazynów, ale posiłki nie były zbyt urozmaicone. – Słynna stała się wówczas zupa plujka. Robiło się ją z jęczmienia i owsa, tyle że ziarna były niełuskane, pełne paździerzy. Niemal po każdej łyżce, trzeba je było wypluwać, stąd nazwa – opowiada Filipkowski.

Z czasem jednak braki w zaopatrzeniu dawały o sobie znać coraz mocniej. – Ludzie zaczęli zabijać i zjadać zwierzęta. Początkowo konie i gołębie, potem także psy i koty – wspomina Filipkowski. – Pamiętam, że jeden z moich kuzynów miał ukochanego pieska. Dokarmiał go, jak tylko mógł, dbał o niego. Pewnego dnia wybrał się na patrol. Kiedy wrócił, po mieszkaniu roznosił się zapach zupy. Koledzy namówili go, żeby spróbował. Kiedy kuzyn zjadł, jeden z nich zapytał: „A ty wiesz z czego ta zupa? Swojego Mikusia zjadłeś”. Kuzyn chwycił za karabin i gdyby go nie powstrzymali, pewnie kogoś by zastrzelił. Potem do końca życia nie można było przy nim wspominać o tamtym wydarzeniu – podkreśla.

Jeszcze większym problemem był dostęp do wody. – Tej brakowało od samego początku powstania. Ludzie ratowali się, kopiąc studnie. Jedna z nich znajdowała się na podwórzu kamienicy sąsiadującej z tą, w której mieliśmy mieszkanie. Czasem mieszkańcy czerpali wodę wprost ze zbombardowanej sieci wodociągowej. Wielu musiało chodzić z wiadrami po kilkaset metrów albo i więcej, a do studni ustawiały się kolejki – opowiada Filipkowski. – Jedną z przyczyn upadku powstania stało się wyczerpanie zapasów amunicji. Niemniej ważny okazał się jednak głód – dodaje.

Ptaszek na barykadzie

10 sierpnia: „Kochany synku! Jesteśmy na Kredytowej w suterenach. Jesteśmy cali i zdrowi. Czekamy na list od Ciebie. Całujemy. Matka”.

20 sierpnia: „Panie Antoni!!! Syn Pana jest ranny. Jest u nas w domu. Żona moja się nim opiekuje. 9 rano. Woźniak”.

5 września: „Zaniepokojony jestem losem państwa Sawickich, proszę uprzejmie o wiadomość. 20 sierpnia zawiadomił mnie pan Jan, że żyją, lecz są w samym środku walk. Z poważaniem Józef Zaremba, Śniadeckich 11 m. 7”.

Podobnych listów podczas powstania mieszkańcy Warszawy napisali około 200 tysięcy. Adresatom doręczali je harcerze. Poczta Polowa (początkowo pod nazwą Poczta Harcerska) działała od 4 września. – Przesyłki nosili zawiszacy, czyli najmłodsi członkowie Szarych Szeregów, do których ja też się zaliczałem – wspomina Filipkowski. Główny urząd mieścił się przy ulicy Świętokrzyskiej, poczta miała także siedem ekspozytur. Mieszkańcy mieli do dyspozycji 40 skrzynek zawieszonych w różnych punktach miasta. Listy nadawali za darmo, musieli jednak przystać na istotne ograniczenia. Kartki mogły zawierać nie więcej niż 25 słów. Wszystkie podlegały cenzurze. Dowództwo Armii Krajowej badało w ten sposób panujące w mieście nastroje i zabezpieczało się przed ewentualną dywersją. – Pierwsze stemple pocztowe wykonane zostały z ziemniaków, potem poczta się rozwinęła. Działała do ostatniego dnia powstania. Dzięki niej mieszkańcy mieli szansę dowiedzieć się, co dzieje się z ich bliskimi, nie stracić się z oczu w wojennej zawierusze – tłumaczy Filipkowski.

O tym, co się dzieje, dowiadywali się też w inny sposób. W mieście od 8 sierpnia aż do końca walk działała powstańcza radiostacja „Błyskawica”. Każdego dnia ukazywał się też „Biuletyn Informacyjny”, który na czas powstania z tygodnika przerodził się w dziennik. Z kolei w kinie „Palladium” wyświetlane były kolejne części filmu „Warszawa walczy”, przygotowanego przez sprawozdawców wojennych AK pod kierunkiem Antoniego Bohdziewicza „Wiktora”. Życie kulturalne na tym się jednak nie skończyło. – Na podwórkach występowały teatry kukiełkowe, koncerty, które miały podtrzymać ludzi na duchu, dawali znani artyści, choćby Mieczysław Fogg – wyjaśnia Filipkowski. Jeden z najsłynniejszych przedwojennych piosenkarzy podczas powstania nosił pseudonim „Ptaszek”. Przed publicznością w schronach, szpitalach, a nawet na barykadach wystąpił przeszło sto razy.

Order za protezy

Na jednym z najbardziej znanych zdjęć z powstania ksiądz z biało-czerwoną opaską na ramieniu i przewieszoną przez szyję stułą pochyla się nad dwójką młodych ludzi. Dziewczyna ma kraciastą koszulę, chłopak mundur i rękę na temblaku. To Alicja Treuler i Bolesław Biega. Przed chwilą wzięli ślub. Za obrączki posłużyły kółka od zasłon, zaś naprędce zorganizowana ceremonia trwała zaledwie kilka minut. Podobnie jak ponad 250 innych zaaranżowanych podczas powstania. W walczącej Warszawie ludzie żenili się na potęgę. Biegowie przetrwali wojnę, a po niej wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych. Małżeństwem są do dziś. Kilkadziesiąt lat przetrwało też małżeństwo Jana Nowaka-Jeziorańskiego. – O jego ślubie opowiadali mi znajomi. Wiem, że były kwiaty zerwane z jakiegoś balkonu, a uroczystość odbywała się jakieś 300–400 metrów od linii walk – mówi Filipkowski. Sam Nowak-Jeziorański wspominał po latach, że trwała dokładnie siedem minut.

Tymczasem z zabandażowaną ręką Bolesława Biegi wiąże się inna niezwykła historia. – Podczas walk został ranny w rękę, a stan był na tyle poważny, że nieunikniona wydawała się amputacja. Wtedy Biegę obejrzał lekarz Mirosław Vitali i zaryzykował. Zrezygnował z operacji. Potem okazało się, że ręka wydobrzała – opowiada Adrian Sobieszczański, historyk i przewodnik po Warszawie. Po powstaniu Vitali trafił do obozu jenieckiego, potem do polskiej armii na Zachodzie, po demobilizacji zaś zdecydował się zostać w Wielkiej Brytanii. – Pracował między innymi nad ulepszaniem protez, a za wybitne zasługi w tej dziedzinie królowa Elżbieta II nadała mu Order Imperium Brytyjskiego – wyjaśnia Sobieszczański.

Krucha namiastka normalności

W blisko 150 powstańczych szpitalach pracowała cała rzesza ofiarnych lekarzy i niższego personelu, który często składał się z ochotników naprędce przyuczonych do zawodu. – Przez cały czas borykali się oni z brakiem leków i środków opatrunkowych, choć te gromadzone były jeszcze przed powstaniem. Przykład? Akcja oddziału AK pod dowództwem Janusza Brochwicza-Lewińskiego „Gryfa”. Żołnierze na krótko przed wybuchem walk opanowali przeznaczoną dla Niemców aptekę Wendego i wynieśli z niej pokaźną ilość środków medycznych – tłumaczy Sobieszczański.

Podczas powstania działał wymiar sprawiedliwości, na którego czele stał Włodzimierz Sieroszewski oraz pilnująca porządku żandarmeria. Prowadzone były śledztwa i rozprawy sądowe. W ten sposób AK chciała ukrócić, na przykład, prowadzony tu i ówdzie czarny handel oraz pospolitą przestępczość. Żandarmi strzegli też wejść do kanałów. – Z podziemnych tras korzystali przede wszystkim powstańcy, w dalszej kolejności jednak też cywile. Kanałami do Śródmieścia miała przejść, między innymi, znana przedwojenna aktorka Ina Benita z dzieckiem. Ale żeby korzystać z tej drogi ewakuacji, należało mieć przepustkę. Służby porządkowe pilnowały, by tak się działo i by pozwolenia nie były fałszowane – zaznacza Sobieszczański.

Ale ta krucha namiastka ładu, którą starała się stworzyć ludność Warszawy, niemal każdego dnia była podważana przez coraz większą liczbę ofiar i coraz mocniejsze przeczucie zbliżającej się klęski. Powstanie przetrwało 63 dni. Podczas walk zginęło kilkanaście tysięcy żołnierzy polskiego podziemia. Liczba ofiar cywilnych szacowana jest na 150–180 tysięcy.

Podczas pisania wykorzystano m.in. zasoby Muzeum Powstania Warszawskiego upublicznione w Internecie – stamtąd pochodzą cytaty z powstańczych listów

 

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: Narodowe Archiwum Cyfrowe, Wikipedia

dodaj komentarz

komentarze


Syreny wyją. Co robić?
Bursztynowa Dywizja obroniła prymat w boksie
Lotnicze „drzwi” transportowe
Jastrzębie w NATO: część 2 debaty o polskich F-16
Więcej zawodowców, ćwiczenia bez zmian
Uniewinniony za strzał na granicy
Nowy blok operacyjny w szpitalu w Tarnowie
Artylerzyści z Wielbarku
Debiut Szkoły Orląt w „Orle”
Co warto wiedzieć o opiniowaniu?
Rowerowe upamiętnienie poległych
Drużyna Invictusa na starcie
Nowe Kleszcze dla rozpoznania
Nowa dostawa Homarów do Czarnej Dywizji
Sojusz ćwiczy operacje jądrowe
Musimy powstrzymać agresora
Dwie dekady na polskim niebie
„Horyzont” przedłużony
Saperzy wywieźli niewybuchy z centrum Wrocławia
Ukraina kontra odrzutowe drony
Bezzałogowiec z Karwi – zestrzelony w czasie testów
Abordaż z polskim wsparciem
Ares kontra drony
Serce Rosomaka
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Morscy lotnicy w akcji
Wirtualna wojna na AWL-u
Ewakuacja medyczna pod ostrzałem
Cztery medale żołnierzy w strzelectwie, pływaniu i podnoszeniu ciężarów
Rusza mały przegląd strategiczny
Trwa zwycięska seria st. szer. Katarzyny Wasick
Gorący lipiec PKW Łotwa
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Kormoran in the West
Drugie rozdanie SAFE
Zbrojna prowokacja na granicy Łotwy
Komisja Obrony pozytywnie o budżecie na 2027
„Czterej pancerni i pies” w Żaganiu
Constans historii
Uratowali życie koledze z NATO
Będzie więcej polskiej amunicji 155 mm
Bombowiec na dnie Bałtyku
Wojna o dane
Medale żołnierzy w strzelectwie, judo i taekwondo
Nowe Czarne Pantery w Braniewie
„Albatros” ćwiczy z NATO. Byliśmy na pokładzie
„Blue Eye ‘26”, czyli: po pierwsze drony!
Wsparcie z morza
Taktyczny robot miotany od PIAP-u
Wojna na satelitarnym łączu
Eksperci o Rosji, NATO i broni jądrowej
Flanka pod strażą
Projekt KCD MED TAC dla cywilnych medyków
Zacięta rywalizacja o prymat w crossie
Terytorialsi sprawdzili się w akcji na „Baltic Pipe ‘26”
MON i Narodowy Instytut Onkologii podejmują współpracę
Żołnierz podejrzewany o szpiegostwo
Cywilne drony na służbie
Mural na 65-lecie komandosów
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Nowy wymiar laserowych ćwiczeń
Współdziałanie dla bezpieczeństwa
Mocne wsparcie dla Homara-K
Stulecie lotu Warszawa – Tokio
Przedsiębiorcy chcą zbudować autopilota dla wojska
Ratunek dla rannego nadleciał z powietrza
Posłowie o Karcie Rodziny Mundurowej
„Zdrzałka” na pustyni
Litwini ćwiczą masową ewakuację obywateli
Bataliony Chłopskie – bojowe szeregi polskiej wsi
Nocny ogień na Łotwie
MON zmienia system gotowości obronnej
Wsparcie z powietrza
Żołnierz przed strażakiem i policjantem w Biegu o Nóż Komandosa
Skąd nadleciał ukraiński dron?
Dwukrotnie większa Daglezja u saperów z Dęblina
Najważniejszy temat dla Polski: bezpieczeństwo
Ratunek pod ogniem
Byliśmy i jesteśmy żołnierzami
Co z wysługą po powrocie do wojska?
Aplikacja wspomoże zdrowie psychiczne żołnierzy
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO