moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Duma polskiego rangersa

Mogliśmy spać maksymalnie po dwie godziny na dobę. Byliśmy skrajnie zmęczeni, głodni i niepewni jutra. Przeszliśmy ekstremalny trening w wodzie, pokonywaliśmy bagna, tory przeszkód. Maszerowaliśmy z plecakami ważącymi 40 kilogramów. To były najtrudniejsze 63 dni mojego życia. Ale było warto! – wspomina ppor. Dariusz Letki z 15 Brygady. Jest absolwentem amerykańskiego kursu Ranger.

Niewielu żołnierzy w Polsce nosi na ramieniu naszywkę z napisem „Ranger”. Jest Pan z niej dumny?

Podporucznik Dariusz Letki z 15 Brygady Zmechanizowanej: Bardzo! Kilka tygodni temu ukończyłem niezwykle trudny kurs w Szkole Rangersów w Stanach Zjednoczonych. Od tamtej pory z dumą noszę na mundurze odznakę rangersa.

Jak to się stało, że poleciał Pan do Stanów?

Dwa lata temu skończyłem Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Lądowych i rozpocząłem służbę w 15 Batalionie Saperów 15 Brygady Zmechanizowanej. W tym czasie wielokrotnie reprezentowałem swoją jednostkę na różnych zawodach sportowych i wojskowych. Należę do ludzi aktywnych, dużo ćwiczę, trenuję np. crossfit. Dlatego, kiedy otrzymałem od dowództwa 15 Brygady propozycję szkolenia w Stanach Zjednoczonych, bardzo się ucieszyłem.
Zanim jednak poleciałem za ocean, musiałem przejść kwalifikacje w Warszawie. W ambasadzie USA zdawałem egzamin językowy razem z żołnierzami z innych jednostek, m.in. 6 Brygady Powietrznodesantowej, którzy również aplikowali na kurs Ranger. W teście wypadłem najlepiej. Ostatnim etapem był sprawdzian sprawnościowy, który poprowadził amerykański ranger. Musiałem m.in. przebiec osiem kilometrów na czas, wykonywać brzuszki i pompki oraz podciągać się na drążku.

A potem wysłali Pana do Georgii, gdzie znajduje się Szkoła Rangersów. Był Pan jedynym obcokrajowcem na kursie?

Byłem jedynym Polakiem, ale nie jedynym obcokrajowcem. O tytuł rangersa walczyli także żołnierze z Belize, Holandii, Rumunii, Filipin oraz Bośni i Hercegowiny. Zanim jednak rozpoczęliśmy szkolenie, musieliśmy przejść kurs przygotowawczy, tzw. pre-Ranger. Przez dwa tygodnie Amerykanie zapoznawali nas ze swoimi procedurami, wyposażeniem i zasadami obowiązującymi rangersów. Dali nam tak w kość, że nie wiem, czy później – już podczas właściwego kursu – byłem tak wyczerpany, jak wówczas.

Kurs Ranger jako pierwszy Polak ukończył mjr Krzysztof Wójcik z GROM-u. Absolwentami są także żołnierze 6 Brygady Powietrznodesantowej, 25 Brygady Kawalerii Powietrznej i wojsk specjalnych. Polscy rangersi mówią, że kurs w Stanach to prawdziwe piekło. Pan też tak uważa?

Tak, ja też przeżyłem piekło! Największą trudnością tego kursu jest to, że przez 63 dni człowiek jest skrajnie zmęczony i bardzo głodny. Proszę sobie wyobrazić, że bywały tygodnie, kiedy pozwalano nam spać tylko godzinę na dobę albo wcale. I przy tym wyczerpaniu trzeba się skupić! Wykłady odbywały się na zmianę z zajęciami praktycznymi i sprawdzianami. Wiedzę trzeba było przyswajać szybko, na bieżąco. Ci, którzy nie nadążali z nauką, musieli wrócić do domu.

Takie kursy kończy zazwyczaj do 40% uczestników, nie więcej. Jak było w tym przypadku?

Kurs rozpoczęło niemal 500 osób, a tylko 170 otrzymało certyfikaty jego ukończenia. Odpaść ze szkolenia można było na każdym etapie. Największy odsiew był już pierwszego dnia. Mieliśmy pobudkę o 2 w nocy, a już o 3 przystąpiliśmy do sprawdzianu. Trzeba było na czas przebiec osiem kilometrów, zrobić jak największą liczbę brzuszków, pompek i podciągnięć na drążku w ciągu dwóch minut. Żołnierze rezygnowali w trakcie szkolenia, bo nie wytrzymywali rygoru i tempa kursu. Wielu zostało skreślonych przez instruktorów, część odpadała na egzaminach. Nie wszyscy wytrzymywali też psychicznie. Instruktorzy robili bowiem wszystko, by utrudnić nam życie. I nie było ważne to, czy ktoś jest oficerem, czy podoficerem. Wszyscy byliśmy numerami. I wszyscy jednakowo dostawaliśmy kary.

Jakiego rodzaju kary?

Instruktorzy nie mieli litości dla tych, którzy przysypiali na zajęciach. Trzeba było wykonywać dziesiątki pompek, przysiadów, brzuszków, biegać pod górę albo stać bez ruchu godzinami. Niewłaściwe wykonywanie zadań było podobnie „nagradzane”.

Czego uczył się Pan podczas kursu?

W pierwszym tygodniu działaliśmy indywidualnie. W tym czasie sprawdzana była głównie nasza odporność psychiczna i fizyczna. Chodziło o to, by jak najszybciej wyeliminować najsłabszych uczestników. Musieliśmy na przykład zdać sprawdzian wodny, podczas którego trzeba było w wodzie zdejmować umundurowanie na czas, nurkować, skakać do wody z dużej wysokości, chodzić po belce zawieszonej 10 metrów nad taflą. Miało to wywołać strach u żołnierzy. Byli bowiem tacy, którzy nie umieli pływać i tacy, którzy mieli lęk wysokości... No, ale woda to nie wszystko. Musieliśmy pokonywać bardzo trudne tory przeszkód, nawigować po nieznanym terenie, w dzień i w nocy, tylko z pomocą mapy i kompasu.

Później podzielono nas na drużyny i plutony. Wtedy zaczął się etap intensywnej nauki. Dostaliśmy broń indywidualną i zespołową. Każdy miał karabin M4 i na drużynę – karabiny maszynowe M240 i M249. Otrzymaliśmy także wyposażenie amerykańskiego żołnierza piechoty: mundury, kamizelki taktyczne, plecaki. Uczyliśmy się zasadzek, zasad rozpoznawania obiektów, zakładania baz patrolowych, a także reagowania na kontakt ogniowy czy ostrzał z moździerzy. Kiedyś musieliśmy zaliczyć na przykład sprawdzian z zadań rangersa. Poruszaliśmy się od punktu do punktu, a tam, na różnych stanowiskach, czekali instruktorzy. Trzeba było przy nich jak najszybciej złożyć i rozłożyć broń, ustawiać radiostację na określone częstotliwości, obsługiwać GPS. Nikogo nie interesowało to, że jesteś obcokrajowcem i nie znasz tego wyposażenia. Nie poradzisz sobie? Odpadasz.

Który moment kursu był dla Pana szczególnie trudny?

Zdecydowanie etap szkolenia, który odbywał się w górach. Nie byłem przyzwyczajony do wielokilometrowych marszów po górach z plecakiem, który potrafił ważyć 40 kilogramów. Poza tym mieliśmy zajęcia ze wspinaczki wysokogórskiej, wykłady i ćwiczenia praktyczne. Następnie przez 10 dni bez przerwy byliśmy na górskich szlakach. Nie działaliśmy wówczas indywidualnie, ale współpracowaliśmy w plutonach. Każdy musiał się sprawdzić jako dowódca takiego pododdziału. Niestety, dowodzenie 52 bardzo zmęczonymi, niewyspanymi i głodnymi Amerykanami nie poszło mi najlepiej. Żołnierze nie chcieli się podporządkować, no i w konsekwencji nie zaliczyłem tego etapu. Dostałem drugą szansę. Musiałem powtórzyć cały etap szkolenia górskiego, to była jedyna szansa, by go zaliczyć. Żeby to jednak zrobić, musiałem poczekać na kolejną grupę rekrutów, która w ten rejon dotarła za trzy tygodnie. I to oczekiwanie było bardziej męczące niż sama wspinaczka po górach.

Czy ukończenie etapu górskiego oznaczało zakończenie kursu?

Ostatni etap kursu odbył się na Florydzie. Żołnierze, którzy byli przez Amerykanów dopuszczeni do wykonywania skoków spadochronowych, mieli tam desantowanie. Pozostali działali tylko na lądzie. To również był trudny moment. Głównie dlatego, że działaliśmy cały czas w deszczu. Byliśmy mokrzy, oblepieni piaskiem. Musieliśmy pokonywać gęste zarośla, bagna, a przy tym wystrzegać się jadowitych gadów. Każdy z żołnierzy musiał także dowodzić plutonem podczas kilkudniowych zajęć. A na koniec kursu odbyła się jeszcze ocena koleżeńska. I w tym momencie, tuż przed finałem, również odpadło kilkunastu uczestników.

Udało się i otrzymał Pan tytuł rangersa.

Byłem niezwykle szczęśliwy i dumny, że udało mi się zakończyć szkolenie. Nie tylko zdobyłem nowe, cenne umiejętności. Zyskałem przede wszystkim pewność siebie.

Od powrotu ze Stanów minęło już kilka tygodni. Czy zdobytą tam wiedzę udało się Panu wykorzystać w Polsce?

Oczywiście. Po moim powrocie w 15 Brygadzie zrodziła się inicjatywa stworzenia kursu przywództwa dla podoficerów młodszych, który nazwano „Wilk”. Zaangażowani w to byli żołnierze, którzy szkolili się w Izraelu, Niemczech i Stanach Zjednoczonych. Bardzo chętnie włączyłem się w organizację tego przedsięwzięcia. Przygotowując program szkolenia, wzorowałem się na swoich doświadczeniach z USA. Z kursu Ranger zaczerpnąłem m.in. zadania związane z nawigacją terenową, marsze z obciążeniem i zajęcia dobowe. Żołnierze działali niewyspani i maksymalnie zmęczeni. Uczyliśmy ich, jak w trudnych warunkach planować i prowadzić działania taktyczne, jak wydawać i egzekwować rozkazy. Ale kurs z przywództwa wojskowego „Wilk” to nie wszystko. Nadal będę wykorzystywał umiejętności zdobyte za oceanem, szkoląc żołnierzy. A w pierwszej kolejności chciałbym popracować nad zwiększeniem poczucia własnej wartości polskich podoficerów.

Ppor. Dariusz Letki ma 26 lat. W lipcu 2014 roku ukończył Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Lądowych we Wrocławiu na kierunku zarządzanie (specjalność saperska). Zaraz po studiach rozpoczął służbę w kompanii drogowo-mostowej 15 Batalionu Saperów 15 Brygady Zmechanizowanej. Jest obecnie jedynym żołnierzem 15 BZ, który ukończył szkolenie Ranger w USA. Zgodnie z decyzją dowódcy brygady, oficer już niedługo rozpocznie służbę na stanowisku dowódcy plutonu w kompanii rozpoznawczej 15 BZ.

rozmawiała Magdalena Kowalska-Sendek

autor zdjęć: Zachar, arch. ppor. Dariusza Letkiego

dodaj komentarz

komentarze


Cywilne drony na służbie
Gorący lipiec PKW Łotwa
Nocny ogień na Łotwie
„Czterej pancerni i pies” w Żaganiu
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Więcej zawodowców, ćwiczenia bez zmian
Wsparcie z powietrza
Nowy wymiar laserowych ćwiczeń
„Horyzont” przedłużony
Byliśmy i jesteśmy żołnierzami
Zbrojna prowokacja na granicy Łotwy
Więcej szwedzkich granatników w wojsku
Ukraina kontra odrzutowe drony
Żołnierz przed strażakiem i policjantem w Biegu o Nóż Komandosa
Drugie rozdanie SAFE
Bezzałogowiec z Karwi – zestrzelony w czasie testów
Bombowiec na dnie Bałtyku
Wojna na satelitarnym łączu
Nowe Kleszcze dla rozpoznania
Ares kontra drony
Trwa zwycięska seria st. szer. Katarzyny Wasick
Uniewinniony za strzał na granicy
Syreny wyją. Co robić?
Nowe Czarne Pantery w Braniewie
Przedsiębiorcy chcą zbudować autopilota dla wojska
W powietrzu, na wodzie i lądzie: studenckie drony walczą o nagrodę szefa MON-u
MON zmienia system gotowości obronnej
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Mural na 65-lecie komandosów
Skąd nadleciał ukraiński dron?
Projekt KCD MED TAC dla cywilnych medyków
Stulecie lotu Warszawa – Tokio
Wsparcie z morza
Co z wysługą po powrocie do wojska?
Żołnierz podejrzewany o szpiegostwo
Cztery medale żołnierzy w strzelectwie, pływaniu i podnoszeniu ciężarów
„Albatros” ćwiczy z NATO. Byliśmy na pokładzie
Debiut Szkoły Orląt w „Orle”
Nowy blok operacyjny w szpitalu w Tarnowie
Posłowie o Karcie Rodziny Mundurowej
Ratunek pod ogniem
Rowerowe upamiętnienie poległych
„Blue Eye ‘26”, czyli: po pierwsze drony!
Miliardy z SAFE dla polskich firm zbrojeniowych
Medale żołnierzy w strzelectwie, judo i taekwondo
Ewakuacja medyczna pod ostrzałem
Wirtualna wojna na AWL-u
Musimy powstrzymać agresora
Bursztynowa Dywizja obroniła prymat w boksie
Morscy lotnicy w akcji
Taktyczny robot miotany od PIAP-u
Co warto wiedzieć o opiniowaniu?
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Aplikacja wspomoże zdrowie psychiczne żołnierzy
„Zdrzałka” na pustyni
Constans historii
Artylerzyści z Wielbarku
Terytorialsi sprawdzili się w akcji na „Baltic Pipe ‘26”
Wojna o dane
Najważniejszy temat dla Polski: bezpieczeństwo
Mocne wsparcie dla Homara-K
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Uratowali życie koledze z NATO
Serce Rosomaka
Będzie więcej polskiej amunicji 155 mm
Flanka pod strażą
Eksperci o Rosji, NATO i broni jądrowej
Rusza mały przegląd strategiczny
Bataliony Chłopskie – bojowe szeregi polskiej wsi
Litwini ćwiczą masową ewakuację obywateli
Ratunek dla rannego nadleciał z powietrza
Komisja Obrony pozytywnie o budżecie na 2027
Nowa dostawa Homarów do Czarnej Dywizji
Jastrzębie w NATO: część 2 debaty o polskich F-16
MON i Narodowy Instytut Onkologii podejmują współpracę
Dwie dekady na polskim niebie
Kormoran in the West
Dwukrotnie większa Daglezja u saperów z Dęblina
Saperzy wywieźli niewybuchy z centrum Wrocławia
Lotnicze „drzwi” transportowe
Sojusz ćwiczy operacje jądrowe
Zacięta rywalizacja o prymat w crossie
Drużyna Invictusa na starcie
Współdziałanie dla bezpieczeństwa
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Abordaż z polskim wsparciem

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO