moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Uwaga czołgi!

Z końcem historii czołgów na wojnie jest podobnie jak z… ogłaszaniem śmierci westernu. W obu wypadkach czyniono to kilkakrotnie i za każdym razem okazywało się to nieprawdą, ku zaskoczeniu tych, którzy ów kres wieszczyli. Tyle tylko, że taka pomyłka z bronią pancerną niosła i niesie o wiele poważniejsze konsekwencje niż tylko wstyd krytyków, bo klęskę na wojnie.

Wbrew pozorom, czołgi od samego początku swej historii miały w wojsku więcej przeciwników niż zwolenników. Po debiucie brytyjskich czołgów pod Sommą we wrześniu 1916 roku, kiedy to pojawienie się tych „stalowych potworów” wywołało panikę w nieprzyjacielskich okopach, Niemcy szybko nauczyli się z nimi walczyć, co przychodziło im tym łatwiej, że były to maszyny wciąż niedopracowane technicznie. Mimo to Brytyjczycy postanowili iść za ciosem i 20 listopada 1917 roku pod Cambrai armia brytyjska przy użyciu 476 czołgów przeprowadziła pierwszą w historii ofensywę pancerną. Ta pancerna pięść zdołała przerwać front i uczynić wyłom w niemieckich pozycjach, który dokładnie wyniósł… 19 km. Niemcy szybko go załatali.

Czołgi Renault, które pojawiły się pod koniec wielkiej wojny, wciąż były używane w II wojnie światowej. Fot. NAC

Nieco lepsze doświadczenia zebrali Francuzi w trzeciej bitwie nad Aisne 31 maja 1918, gdyż ich 30 Renaultów FT zdołało – choć na krótko – zatrzymać niemiecką ofensywę. Już wtedy widać było, że konstrukcja Renaulta FT (m.in. obrotowa wieża z armatą lub cekaemem, wzmocniony pancerz z przodu i silnik z tyłu), to trafiony kierunek w rozwoju broni pancernej i alianccy sztabowcy zaczęli planować kolejną wielką ofensywę pancerną na rok 1919. Wielka wojna skończyła się jednak w listopadzie 1918 roku i ofensywa pozostała w sferze nigdy niezrealizowanych projektów.

REKLAMA

Malkontenci kontra wizjonerzy

Paradoksalnie, gdyby doszło do powyższej ofensywy i gdyby zakończyła się ona sukcesem, być może Hitler nie doszedłby do władzy i świat nie musiałby przeżywać koszmaru kolejnego globalnego konfliktu. Po prostu pancerne uderzenie aliantów okazałoby się tak spektakularne, że nie byłoby później w Niemczech mowy o teorii „ciosu w plecy”, którą snuli naziści. To oczywiście hipotezy, ale z pewnością nie doszłoby wtedy do pierwszej wielkiej dysputy, w której zakwestionowano przydatność czołgów na froncie.

Tylko pozornie może dziwić, że takie opinie zrodziły się po stronie zwycięzców, a dokładnie tam, gdzie stworzono najlepszy czołg I wojny światowej. To właśnie francuscy sztabowcy doszli do wniosku, że czołgi to broń zbyt kosztowna i nieefektywna wobec coraz lepszej broni przeciwpancernej. Wprawdzie Brytyjczycy nie byli w sądach aż tak radykalni – jako pierwsi na świecie stworzyli eksperymentalną brygadę zmechanizowaną – ale kluczowe w jej nazwie pozostało słowo „eksperymentalna”.

Po prostu alianci zapłacili za swe zwycięstwo w I wojnie światowej zbyt wielką cenę i jednocześnie byli tak przekonani o jego trwałości, że nie zastanawiali się poważnie nad ewentualnością kolejnego, równie strasznego, a może jeszcze straszniejszego konfliktu światowego. Całkiem inne nastroje panowały w obozie przeciwnym – w stolicach państw pokonanych.

Blitzkrieg nim wypalił się na froncie wschodnim, dał Niemcom zwycięstwo w środkowej i zachodniej Europie oraz umożliwił opanowanie olbrzymich połaci Rosji. Na zdjęciu „konie pociągowe” Wehrmachtu – PzKpfw III wjeżdżają do rosyjskiej wsi, jesień 1941. Fot. NAC

W niemieckim sztabie generalnym kierowanym przez generała Hansa von Seeckta szybko górę wzięła opinia, że gdyby w 1914 roku armia niemiecka była zmechanizowana i posiadała czołgi, byłaby nie do zatrzymania. Już wtedy zaczęła się wykluwać taktyka, którą Niemcy zawojowali Europę po 1939 roku, czyli blitzkrieg. Generał Heinz Guderian – zwany ojcem niemieckiej broni pancernej – i jego koledzy uznali, że czołgi we współpracy z lotnictwem i piechotą zmechanizowaną są w stanie szybko przerwać front, wedrzeć się w głąb terytorium nieprzyjaciela i błyskawicznie rozstrzygnąć kampanię nawet jeśli przeciwnik jest potężniejszy. Blitzkrieg opierał się w istocie na współdziałaniu kilku rodzajów broni, a cała jego efektywność polegała na tym, że zarówno czołgi, jak i samoloty i wozy pancerne utrzymywały ze sobą stałą łączność radiową. Radio w każdym czołgu to było prawdziwe „wunderwaffe” Guderiana.

Całkiem podobną do niemieckiej doktrynę użycia broni pancernej stworzyli Sowieci, a dokładnie marszałek Michaił Tuchaczewski. Nazywała się ona teorią głębokiej operacji. Jej istotą było przeprowadzenie jednoczesnego ataku na wiele punktów nieprzyjacielskiej linii obrony. To miało na celu zdezorientować sztab przeciwnika i uniemożliwić mu przerzucenie odwodów w rzeczywiste miejsce głównego natarcia.

Po dokonaniu przełamania, w głąb terytorium nieprzyjaciela miały wedrzeć się wojska szybkie (pancerne i zmechanizowane przy wsparciu desantu powietrznego), oskrzydlając siły nieprzyjaciela oraz dezorganizując i niszcząc ośrodki dowodzenia i jego linie komunikacyjne. W odróżnieniu od Guderiana, Tuchaczewski popadł w niełaskę dyktatora i wiele z jego reform w Armii Czerwonej zostało zahamowanych, ale akurat o teorii głębokiej operacji powinno się nadal pamiętać w Europie…

Prostota jest najtrudniejsza

Przed wybuchem II wojny światowej jej poligonem doświadczalnym okazała się wojna domowa w Hiszpanii. I znowuż z pól bitewnych popłynęły dwa diametralnie różne przekazy: dla większości zachodnich specjalistów (z kilkoma wyjątkami, na przykład generała Charles'a de Gaulle'a) czołgi potwierdziły opinię o broni drogiej i nieskutecznej.

Natomiast Niemcy i Sowieci zaangażowani po dwóch przeciwnych stronach frontu, zarówno wojskowo, jak i materiałowo utwierdzili się w przekonaniu, że broń pancerna wymaga przede wszystkim świetnie wyszkolonych załóg i dowódców, którzy będą potrafili efektywnie użyć tego wrażliwego na awarie i zniszczenie sprzętu, a wtedy będą nie do powstrzymania. W tym przekonaniu utwierdzili ich… Włosi. To właśnie włoskie tankietki i czołgi w lutym 1936 roku przełamały błyskawicznie front pod Malagą i doprowadziły do zdobycia tego miasta i odwrotu znacznie liczniejszych (40 tys. żołnierzy) sił republikańskich.

Rok później, w marcu, włoskie oddziały pancerne i zmotoryzowane niemal nie odcięły Madrytu w bitwie pod Guadalajarą, w której po raz pierwszy na wielką skalę pojawił się sowiecki sprzęt i „doradcy” po stronie republikańskiej. Z tych włoskich doświadczeń oraz z własnych, zarówno Niemcy, jak i Sowieci wyciągnęli daleko idące wnioski.

II wojna światowa słusznie jest postrzegana jako ta, w której czołgi i broń pancerna były jednym z decydujących czynników pola walki. Po pierwszych ciosach zadanych przez niemieckich pancerniaków alianci tym razem bardzo szybko zrozumieli, jak efektywną i niezbędną do zwycięstwa bronią są czołgi. Doszło wtedy do wielkiej pancernej rywalizacji nie tylko na polach bitew, ale i taśmach produkcyjnych.

Niemcy produkowali coraz potężniejsze maszyny – Pantery, Tygrysy, Tygrysy Królewskie itd. – a alianci i Sowieci przede wszystkim Shermany i T-34, które nie dorównywały niemieckim maszynom, lecz miały jeden niezaprzeczalny atut – były szybsze i prostsze w produkcji, a więc wygrywały na froncie ilościowo. Alianccy pancerniacy mogli też liczyć na coraz potężniejsze wsparcie lotnicze. Ostatecznie więc III Rzesza przegrała ten wyścig z kretesem.

Merkawa Mk 3 z widocznym dodatkowym panelem pancerza po boku wieży. Merkawy stanowią dobitną odpowiedź Izraela na hasło o „końcu czołgów”. Fot. MathKnight/ Domena publiczna

Oby historia się nie powtórzyła

Zakończenie II wojny światowej nie przyniosło niestety wieczystego pokoju. Nie mogło go przynieść zwycięstwo totalitarnego Związku Sowieckiego, dla którego zajęcie połowy Europy i sporej części Azji oznaczało rywalizację z dotychczasowymi sojusznikami. Tym razem obie strony miały do dyspozycji potężną broń w postaci bomby atomowej i to w jej cieniu trwała tzw. zimna wojna, która na szczęście nie zmieniła się w gorącą i tą ostateczną.

Jednocześnie dochodziło do konfliktów lokalnych, w których obie strony angażowały wojska konwencjonalne – m.in. Korea, Wietnam, szereg wojen w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Wszędzie tam broń pancerna była obecna, ale to szczególnie starcia na Bliskim Wschodzie wywołały kolejną dyskusję o przydatności czołgów na polu walki. Wpierw izraelscy pancerniacy udowodnili swą wartość w wojnie sześciodniowej w 1967 roku. Po tym jak właściwie jedna izraelska brygada pancerna przy wsparciu lotnictwa doprowadziła do klęski armii egipskiej (ośmieszając przy okazji sowieckich „doradców” i ich sprzęt), kolejny raz potwierdziło się jak potężną i niebezpieczną bronią jest czołg.

Jednak kilka lat później, w październiku 1973 roku, doszło do nowego konfliktu arabsko-izraelskiego, w którym tym razem żołnierze koalicji egipsko-syryjskiej dysponowali potężną bronią przeciwko izraelskim czołgom i samolotom. Były to sowieckie przeciwpancerne pociski kierowane i pociski rakietowe ziemia–powietrze. Te ostatnie zatrzymały izraelskie lotnictwo, a te pierwsze dosłownie zdziesiątkowały izraelskie czołgi pozbawione osłony z powietrza. Już w pierwszym tygodniu wojny armia izraelska straciła 40 proc. swych czołgów!

Wtedy to znowu wybrzmiało hasło o końcu czołgów. Lecz jaka była odpowiedź Izraela na głosy malkontentów? Było nią wprowadzenie do służby czołgu Merkawa (Rydwan), wyposażonego w dodatkową broń zwalczania drużyn uzbrojonych w wyrzutnie pocisków kierowanych (m.in. moździerze), systemy osłonowe i nowoczesny pancerz. Zmieniono też taktykę walki, wzmacniając oddziały pancerne piechotą zmechanizowaną i artylerią. Nikt w armii izraelskiej przygotowywanej jednocześnie do działań ofensywnych, jak i obrony nie myślał ani nie myśli na poważnie o „końcu czołgów”, a Merkawy nadal są udoskonalane w wyniku kolejnych działań zbrojnych.

Natomiast na Zachodzie to hasło wciąż się pojawiało i pojawia. Na przykład było artykułowane po I wojnie w Zatoce Perskiej, kiedy to odniesiono wrażenie, że konflikt ten samodzielnie rozstrzygnęły siły powietrzne (zapominając przy tym o roli czołgów amerykańskiego VII Korpusu, które weszły głębokim łukiem na tyły nieprzyjaciela, niszcząc siły irackie wycofujące się z Kuwejtu).

Dziś, przy okazji wojny rosyjsko-ukraińskiej, znowu podniosła się dyskusja o przydatności czołgów na froncie. Obecnie czołgi mają być całkowicie wyeliminowane przez drony. Internet pełen jest filmów, na których widać jak bezzałogowce sieją zniszczenie w pancernych kolumnach, przeważnie rosyjskich. I za każdym razem pojawia się argument: „Zobaczcie, dron za kilka dolarów niszczy maszynę wartą miliony dolarów – po co więc tak marnować pieniądze?!”. Te opinie zdają się podzielać też poważne media opiniotwórcze, podkreślające, że teraz czołgi w Ukrainie, jeśli już wyjeżdżają z ukrycia, to jako „traktory” do holowania sprzętu lub wozy ewakuacyjne.

W całej tej dyskusji jednak zapomina się o tym, że jak na razie ta wojna toczy się przede wszystkim na wschodzie Ukrainy, bardziej zurbanizowanej i niedogodnej do szerokiego rozwinięcia wojsk pancernych. Zaczyna się również pojawiać sprzęt coraz bardziej odporny na ataki dronów. Ukraińcy na przykład bardzo udanie przetestowali szwedzkie Stridsvagn 122 (zmodernizowane Leopardy 2) o wzmocnionym górnym pancerzu na wypadek ataków rakietowych.

To, że obecnie obie strony nie odkrywają pancernej karty, wcale nie oznacza, że nie będzie ona decydująca w przyszłości. Co wtedy, jeśli lądowe działania wojenne przeniosą się na zachód Ukrainy, gdzie jest przestrzeń do rozwinięcia pancernej ofensywy? Nagle może się okazać, że armia rosyjska powróci do teorii głębokiej operacji i rzuci swe pancerne zagony do kilku natarć, osłanianych przez lotnictwo. W takim wypadku dobrze mieć do dyspozycji pancerne brygady wyposażone w nowoczesne Abramsy, K-2 i Leopardy, by natychmiast stworzyć prócz tarczy przeciwlotniczej – tarczę pancerną.

Warto pamiętać, że w armii rosyjskiej, tej carskiej, tej czerwonej i tej obecnej zawsze najważniejszą bronią była i jest artyleria, a główną bronią czołgu czy działa pancernego pozostaje armata. Na koniec zacytujmy zdanie wybitnego historyka i teoretyka wojskowości, pułkownika doktora Davida E. Johnsona: „Czołgi są jak smokingi. Nie potrzebujesz ich zbyt często, ale kiedy już są niezbędne, nic innego ci nie pomoże”.

Piotr Korczyński , redaktor naczelny kwartalnika „Polska Zbrojna. Historia”

autor zdjęć: NAC, Domena publiczna

dodaj komentarz

komentarze


Wojna o dane
Działajmy razem!
Byliśmy i jesteśmy żołnierzami
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Rusza mały przegląd strategiczny
Medale żołnierzy w strzelectwie, judo i taekwondo
Trwa zwycięska seria st. szer. Katarzyny Wasick
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Ratunek pod ogniem
Drużyna Invictusa na starcie
Lotnicze „drzwi” transportowe
Wirtualna wojna na AWL-u
Ukraina kontra odrzutowe drony
„Horyzont” przedłużony
Więcej zawodowców, ćwiczenia bez zmian
Eksperci o Rosji, NATO i broni jądrowej
Gorący lipiec PKW Łotwa
„Blue Eye ‘26”, czyli: po pierwsze drony!
Syreny wyją. Co robić?
„Zdrzałka” na pustyni
Cios w plecy
Sojusz ćwiczy operacje jądrowe
Zacięta rywalizacja o prymat w crossie
Taktyczny robot miotany od PIAP-u
Cywilne drony na służbie
Cyfrowy strażnik
Rowerowe upamiętnienie poległych
Musimy powstrzymać agresora
Żołnierz przed strażakiem i policjantem w Biegu o Nóż Komandosa
Constans historii
Dwie dekady na polskim niebie
Cztery medale żołnierzy w strzelectwie, pływaniu i podnoszeniu ciężarów
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Wsparcie z powietrza
Co warto wiedzieć o opiniowaniu?
Abordaż z polskim wsparciem
Nowy blok operacyjny w szpitalu w Tarnowie
Bezzałogowiec z Karwi – zestrzelony w czasie testów
Zbrojna prowokacja na granicy Łotwy
Co z wysługą po powrocie do wojska?
MON zmienia system gotowości obronnej
Żołnierz podejrzewany o szpiegostwo
Litwini ćwiczą masową ewakuację obywateli
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Uratowali życie koledze z NATO
Projekt KCD MED TAC dla cywilnych medyków
Wojna na satelitarnym łączu
Współdziałanie dla bezpieczeństwa
Bombowiec na dnie Bałtyku
Morscy lotnicy w akcji
Mural na 65-lecie komandosów
Ares kontra drony
„Czterej pancerni i pies” w Żaganiu
Ewakuacja medyczna pod ostrzałem
Najważniejszy temat dla Polski: bezpieczeństwo
Bataliony Chłopskie – bojowe szeregi polskiej wsi
Stulecie lotu Warszawa – Tokio
Wsparcie z morza
Flanka pod strażą
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Będzie więcej polskiej amunicji 155 mm

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO