moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Polacy kontra zielone diabły


Niemieccy strzelcy spadochronowi uważani byli za najbardziej fanatycznych żołnierzy Hitlera. Alianci nazwali ich „zielonymi diabłami”. Polscy żołnierze po raz pierwszy zetknęli się z nimi w boju w 1939 roku. Już wtedy „elita Hitlera” przekonała się, jak twardym przeciwnikiem są Polacy. Kolejne lata wojny dobitnie to potwierdziły, tym bardziej że niemieccy spadochroniarze dość często „brali baty” od żołnierzy z orłami na hełmach.

 

Losy wojny tak się ułożyły, że polscy żołnierze walczyli ze strzelcami spadochronowymi, gdy ci mieli już za sobą wielkie operacje powietrzno-desantowe (Holandia, Kreta) i na froncie byli wykorzystywani jako doborowa piechota lub grenadierzy pancerni. Jednak i w obronie byli niezwykle trudnym przeciwnikiem. Tak właśnie było wiosną 1944 roku w bitwie pod Monte Cassino, która może uchodzić za „majstersztyk spadochronowej obrony”. Spadochroniarze z 1 Dywizji Strzelców Spadochronowych gen. Richarda Heidricha okopali się w ruinach miasteczka i klasztoru na wzgórzu. Uparcie trwali na tych pozycjach, odpierając szturm za szturmem, zadając przy tym sprzymierzonym wojskom olbrzymie straty. W końcu jednak nierówny stosunek sił i sprzętu pozwolił aliantom (w tym II Korpusowi Polskiemu) na zajście Monte Cassino z boku. Nawet wtedy, mimo ognia szturmujących Polaków, którzy zatknęli na ruinach klasztoru swój sztandar, resztki 1 Dywizji Strzelców Spadochronowych zdołały się wycofać w porządku i oderwać od wroga. Po bitwie w kronice Pułku Ułanów Karpackich zapisano: „Należy tu zaznaczyć, że Niemcy walczyli bardzo dzielnie, a ich postawa po wzięciu do niewoli była wzorowa, co podkreślało elitarność strzelców spadochronowych”. Także w relacjach niemieckich zauważono, że w maju 1944 roku na linii Gustawa pojawił się niezwykle bojowy i twardy przeciwnik – polski żołnierz. Jeden ze spadochroniarzy niemieckich tak wspominał atak polskich ułanów na wzgórze Passo Corno 19 maja 1944 (że atakowali go Polacy, niemiecki żołnierz dowiedział się, gdy trafił do niewoli): „Spaleni na brąz żołnierze prą na nasze stanowiska z niewiarygodną determinacją i zaciekłością. Czyżby to byli Anglicy? My strzelamy, strzelamy i ładujemy, i znów strzelamy! Broń się rozgrzewa! Granaty ręczne latają tam i z powrotem! Zaledwie 20 m od nas udaje się przeciwnikowi ustawić na stanowisku karabin maszynowy. […] Przewaga [wroga] rośnie, coraz więcej płaskich hełmów wynurza się z mgły, gwałtownie potrzebujemy wsparcia...”.

Niemieccy spadochroniarze okazali się także twardym przeciwnikiem – znowu w obronie – we wrześniu 1944 roku, w czasie słynnej alianckiej operacji powietrzno-desantowej „Market-Garden”. Tu obok spadochroniarzy brytyjskich i amerykańskich w walce brali udział żołnierze polscy z 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Stanisława Sosabowskiego. Alianckim spadochroniarzom stawili czoła strzelcy spadochronowi z 3 i 5 Dywizji Strzelców Spadochronowych, które właśnie w tym czasie były reorganizowane na terytorium Holandii po krwawych walkach w Normandii latem 1944 roku. Pod Arnhem elita walczących na Zachodzie armii – brytyjskie „czerwone diabły”, amerykańskie „krzyczące orły”, Polacy „upartego Sosabowskiego” i „zielone diabły” Studenta – zwarła się w tytanicznym boju, który rozstrzygnęły... niemieckie dywizje pancerne, odpoczywające pod Arnhem. Kolejny raz przekonano się, że bez szybkiego wsparcia operacja powietrznodesantowa może zmienić się w bardzo kosztowną klęskę.

Następną wielką jednostką Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, której przyszło walczyć z „zielonymi diabłami” była 1 Dywizja Pancerna gen. Stanisława Maczka. I znowu, podobnie jak w wypadku żołnierzy II Korpusu, „Czarna Dywizja” została uwikłana w przełamywanie twardej obrony strzelców spadochronowych. Paradoksalnie do tych krwawych walk doszło w momencie, kiedy dywizja po zwycięskim rajdzie przez Francję i kraje Beneluksu, została odesłana na przełomie 1944 i 1945 roku „na odpoczynek” – do dozorowania Mozy. Okazało się jednak, że rzeki bronią niemieccy strzelcy spadochronowi. Newralgicznym odcinkiem tej obrony była łacha Starej Mozy w rejonie wyspy Kapelsche Veer (między Bredą a Tilburgiem), której w listopadzie 1944 roku nie zdołali opanować kanadyjscy pancerniacy. Niemieccy spadochroniarze zorganizowali tutaj przedmoście na wale rzeki, wysuwając mały przyczółek na południe od łachy Starej Mozy i stąd prowadzili ostrzał oraz organizowali wypady na polskie placówki rozłożone w sąsiednich miejscowościach. Dowództwo dywizji postanowiło zlikwidować ten dokuczliwy „kolec” w odcinku dozorowania. Pierwszy atak ruszył jeszcze w nocy z 31 grudnia 1944 na 1 stycznia 1945 roku i załamał się w krzyżowym ogniu broni maszynowej (13 Polaków zginęło, 37 było rannych). Podobne efekty przyniosły natarcia z 5, 6 i 7 stycznia – strzelcy podhalańscy i żołnierze 9 batalionu strzelców nie zdołali pokonać spadochronowych pozycji na Kapelsche Veer. Po tych niepowodzeniach Polaków, do zdobycia wyspy wysłano w nocy 13 stycznia „najwaleczniejszych z walecznych” w armii brytyjskiej – komandosów z 47 Royal Marine Commando, ale i oni nie dali rady „zielonym diabłom” gen. Studenta i zdziesiątkowani wrócili do pozycji wyjściowych. Strzelcy spadochronowi utrzymali się na Kapelsche Veer aż do 26 stycznia 1945, kiedy to kanadyjscy piechurzy przy wsparciu dwóch batalionów czołgów pływających za cenę dużych strat zajęli nieprzyjacielskie bunkry.

Podobne doświadczenia z niemieckimi jednostkami posiadającymi status spadochronowych mieli żołnierze Wojska Polskiego na Wschodzie, a zwłaszcza pancerniacy z 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte, którzy w sierpniu 1944 roku na przyczółku warecko-magnuszewskim przeszli chrzest bojowy w ogniu doborowej Spadochronowo-Pancernej Dywizji „Hermann Göring” gen. Wilhelma Schmalza. Ta, jak ją nazywano w armii niemieckiej, najbardziej nazistowska dywizja Wehrmachtu została ściągnięta pod Warszawę z Włoch i z marszu ruszyła do likwidacji sowieckiego przyczółka pod Magnuszewem. Z drugiej strony, na pomoc gwardzistom z 8 Gwardyjskiej Armii posłano polską 1 Brygadę Pancerną gen. Jana Mierzycana. 14 sierpnia 1944 doszło do szturmu polskich czołgów na pozycje „pancernych spadochroniarzy” we wsi Studzianki. Tak tę masakrę najlepszych oddziałów dywizji „HG” podsumował łącznik z 1 kompanii batalionu strzelców spadochronowych „HG”, unterführer Alfons Müller: „Podczas tego ataku nasz dumny batalion szturmowy, dywizyjna szkoła walki, został wybity do stanu około 35 ludzi. Niewielu żołnierzy można znaleźć wśród tych, którzy przeżyli. Ja sam byłem ciężko ranny...”. Odwet na Polakach strzelcy spadochronowi wzięli pod koniec wojny. W kwietniu 1945 roku pod Budziszynem dywizja „HG” rozbudowana do Korpusu Pancerno-Spadochronowego „HG” wraz z innymi dywizjami niemieckimi zdziesiątkowała nieudolnie dowodzoną przez gen. Karola Świerczewskiego 2 Armię Wojska Polskiego. Grenadierzy i strzelcy spadochronowi w tej bitwie rzadko brali jeńców... sprzeniewierzając się jednemu z głównych przykazań „dekalogu niemieckiego spadochroniarza”, ułożonego przez samego führera: „Z wrogiem, który walczy otwarcie, walczyć należy po rycersku”. Pod Budziszynem, w przededniu ostatecznej klęski, fanatyzm „najlepszych z najlepszych w Wehrmachcie” wziął górę nad żołnierskim honorem...

Na początku zaznaczono, że Polacy nie walczyli z niemieckimi strzelcami spadochronowymi idącymi do boju po wylądowaniu na spadochronach lub szybowcach. Był jeden wyjątek. W maju 1944 roku dowództwo niemieckie odstąpiło od dyrektywy Hitlera nieorganizowania wielkich operacji powietrznodesantowych. Ten wyjątek uczyniono, by schwytać przywódcę jugosłowiańskiej partyzantki – marszałka Tito. 25 maja 1944 w rejonie górskiej kwatery marszałka w Drvarze desantowano 500 batalion strzelców spadochronowych kapitana Kurta Rybka. Do walki z tą karną jednostką SS ruszył między innymi batalion ochrony Naczelnego Sztabu, w którym służyło bardzo wielu polskich partyzantów. Dzięki ich ofiarności Tito wymknął się z pułapki, a „zielone diabły” zdobyły jedynie galowy mundur marszałka partyzantów. Ich czas już się kończył.

Bibliografia

P. Korczyński, Elitarne jednostki specjalne Wojska Polskiego, Poznań 2013
Ułani Karpaccy. Zarys historii pułku, praca zbiorowa, Warszawa – Kraków 2015
J. Przymanowski, Studzianki, Kraków 2015

Piotr Korczyński , historyk, redaktor kwartalnika „Polska Zbrojna Historia”

dodaj komentarz

komentarze


Flanka pod strażą
Kompania dronów zamiast Rosomaków
Produkcja pocisków do Patriotów w Polsce i Ukrainie?
Abordaż z polskim wsparciem
Jak powstają polskie fregaty. Kulisy budowy Miecznika
Program SAFE w pytaniach i odpowiedziach
Sojusznicze wsparcie nad Bałtykiem
Polska gotowa zarządzać rurociągami NATO
Brąz płotkarza na mistrzostwach Europy
Żołnierze na „Horyzoncie” do końca wakacji
Powietrzna defilada
Medale żołnierzy w kajakarstwie i spadochroniarstwie
Nocna próba na Wisłostradzie
W wojsku nie wszystkie butelki z kaucją?
Legion Medyczny na poligonie
Rekordowe zainteresowanie kursem „Sondy”
SMS-y ostrzegą o zagrożeniu z powietrza
Próba przed morską paradą
Bitwa Warszawska, dzień pierwszy: Armia Czerwona w natarciu
Wicher na morzu
„Wicher" wkrótce na wodzie
Młodzi medycy na poligonie
Generał w niewoli
Wzmocnienie krajowej produkcji amunicji 155 mm
W Sejmie o rosyjskim pocisku
Gorący lipiec PKW Łotwa
Zapraszamy na Święto Wojska Polskiego
Czworo medalistów mistrzostw Europy w żołnierskich mundurach
Godzina „W” – sierpniowa rapsodia
MON i MSZ o szczycie NATO
Z prądem i pod prąd
PGZ o koalicji antybalistycznej
Walka, entuzjazm i nadzieja
PKW Irak zostaje w Jordanii
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Dowódca, który wie szybciej i więcej, wygrywa
Z ORP „Błyskawica” na trasę Tour de Pologne
Bataliony przyszłości
Żołnierze PKW Rumunia ćwiczyli w Bułgarii
„Wicher” na wodzie
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Zapraszamy na defiladę
Cyfrowa tarcza F-16
Szczyt w Ankarze okiem eksperta
CEPS – strategiczny projekt NATO się rozwija
Szachownica na Wisłostradzie
Pięć medali młodych strzelców „armii mistrzów”
Wsparcie ma znaczenie
Nowi generałowie na święto wojska
Więcej sojuszniczych wojsk w Polsce?
Wicher ochrzczony, jutro stanie na wodzie
Szer. Karbownik mistrzynią świata juniorów
Paczka z mundurem – pytania i odpowiedzi
Coraz więcej Alpha Scramble
Fallschirmjäger przeciwko Polsce
Odnaleziono „Roja”
Olimpijska pływaczka trenowała jak wojskowy pilot
Łódź centrum serwisowym Apache’y
Śmigłowiec przyszłości dla NATO
Szkolenia na pomostówkę
Kolejne ofiary zbrodni wołyńskiej odnalezione
Azjatycka szansa
Rosną inwestycje w rozwój wojsk obrony cyberprzestrzeni
Medale dla żołnierzy i pracowników wojska

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO