PRÓBA SIŁ

Talibowie i ich islamistyczni sprzymierzeńcy nie są jedyną siłą szykującą się do nowego rozdania w afgańskiej rozgrywce, która rozpocznie się po 1 stycznia 2015 roku.

Gdy kilka lat temu sojusz północnoatlantycki podjął decyzję o zakończeniu operacji w Afganistanie 31 grudnia 2014 roku, istniała jeszcze nadzieja, że uda się ustabilizować sytuację w tym państwie. Przynajmniej na tyle, aby przyszłym pokoleniom ta data nie kojarzyła się jednoznacznie jako symbol klęski NATO (i szerzej: całego Zachodu) o dalekosiężnych i poważnych skutkach geopolitycznych.

Niestety, wyznaczenie „daty końca wojny” z ponadtrzyletnim wyprzedzeniem i późniejsze kurczowe trzymanie się tego terminu przez USA i ich sojuszników z NATO – bez względu na zmieniające się na niekorzyść okoliczności na teatrze działań – sprawiły, że sytuacja w Afganistanie ostatecznie wymknęła się spod kontroli. Im bliżej było do owej symbolicznej daty, tym bardziej stawało się jasne, że Afganistan i jego mieszkańcy nie są jeszcze w pełni gotowi do samodzielnego funkcjonowania bez asysty ze strony społeczności międzynarodowej. Asysty odnoszącej się w głównej mierze do kwestii „twardego”, militarnego bezpieczeństwa.

Lekcja iracka

O tym, jak ważny jest to aspekt – i niestety najwyraźniej niedoceniany w Waszyngtonie oraz w Brukseli – można się przekonać na przykładzie wydarzeń w Iraku. Tam również Amerykanie wycofali się zdecydowanie przedwcześnie, kierując się własnymi, krótkookresowymi politycznymi interesami i kalkulacjami, bez oglądania się na realia polityczne i strategiczne w regionie. W efekcie bardzo szybko odbiło się to niekorzystnie na ogólnej sytuacji w kraju, sprzyjało szybkim, spektakularnym sukcesom ekstremistów z Państwa Islamskiego.

Zresztą Afganistan Anno Domini 2014 pod wieloma względami przypomina Irak z roku 2011. Tak samo targają nim niezwykle silne wewnętrzne sprzeczności polityczne, społeczno-ekonomiczne i etniczno-wyznaniowe (ciągnące się nierzadko od wieków), jest państwem o słabo rozwiniętych i nie najlepiej funkcjonujących instytucjach. Tu również są skorumpowane, niepopularne organy i osoby na szczytach władzy, tworzonej w istocie – pomimo istnienia fasadowych instytucji i reguł demokracji przedstawicielskiej – na podstawie niejasnych do końca kryteriów klanowych, rodowych lub etniczno-wyznaniowych.

I wreszcie w Afganistanie też jest słaby, pozbawiony silnego etosu i własnego esprit de corps aparat bezpieczeństwa państwa, z siłami zbrojnymi budowanymi faktycznie według kryteriów konfesjonalizmu na czele. I jakby tego wszystkiego było mało, również tu – tak jak w Iraku – te słabe struktury państwa, jego władz i sił bezpieczeństwa stają właśnie w obliczu szybko narastającego zagrożenia ze strony świetnie zorganizowanych, zdeterminowanych i ideologicznie zmotywowanych islamskich ekstremistów.

Afgańscy talibowie, dążący do odbudowy emiratu, systematycznie i niepowstrzymanie – niczym Państwo Islamskie w wypadku Iraku – poszerzają zasięg swych terytorialnych zdobyczy i umacniają pozycję na już zajętych terenach kraju. Tym, co dodatkowo działa na niekorzyść Afgańczyków, jest fakt, że nie dysponują oni nawet jedną dziesiątą bogactw naturalnych, w które opływa Irak. Gospodarka afgańska jest więc w znacznie większym stopniu uzależniona od pomocy międzynarodowej niż ekonomia iracka, mająca przed sobą – przynajmniej teoretycznie, po spełnieniu minimalnych wymogów bezpieczeństwa i stabilności politycznej – świetlane perspektywy.

Generalnie to, co się dzieje od kilku miesięcy w Iraku w kontekście ekspansji kalifatu – czyli paraliż i całkowita niemal dysfunkcyjność władz centralnych, zanik władz lokalnych w wielu regionach kraju (i przejęcie ich zadań przez tradycyjne struktury plemienne lub klanowe), głęboki kryzys polityczny, niemal całkowity rozpad armii – powinno być dla Zachodu przestrogą w kontekście afgańskim. Niestety, nie widać jednak jakichkolwiek oznak zmiany strategii NATO wobec kwestii afgańskiej.

Najwyraźniej Stany Zjednoczone i ich europejscy sojusznicy nadal wolą zaklinać rzeczywistość, mając chyba nadzieję, że w Afganistanie uda się jakimś cudem uniknąć powtórki scenariusza irackiego. Zakończenie misji ISAF w planowanym terminie jest więc nieuchronne, a wraz z nim z całą pewnością nastąpi też koniec głębszego zainteresowania ze strony większości państw zachodnich problemami odległego i pozornie mało ważnego Afganistanu.

Aktywność islamistów

Pozory mogą jednak mylić. Sytuacja w Afganistanie i wokół niego coraz bardziej jest bowiem związana nie tylko z najnowszą kampanią militarną przeciwko Państwu Islamskiemu, podjętą przez Stany Zjednoczone wraz z „koalicją chętnych”, lecz także z rosnącym globalnym zagrożeniem ze strony islamistów jako takim. Nie jest przypadkiem, że ostatnio w Afganistanie mieliśmy do czynienia z wieloma zaskakująco gwałtownymi i doskonale zorganizowanymi operacjami ofensywnymi talibów. Akcje te, w których znowu – jak przed kilku laty – brało udział każdorazowo nawet do tysiąca islamskich bojowników, już doprowadziły do poważnego pogorszenia sytuacji bezpieczeństwa w wielu regionach kraju, zwłaszcza w tych, które cieszyły się ostatnio względnym spokojem. Choć, jak na razie, żadna z tych operacji nie zakończyła się znaczącym militarnie i propagandowo sukcesem islamskich radykałów, to poważnie nadszarpnęły one zdolności logistyczne i operacyjne afgańskich sił bezpieczeństwa. Innymi słowy, jeszcze kilka tygodni takiego tempa działań operacyjnych talibów i afgańska armia – wciąż przecież wspierana logistycznie, wywiadowczo i operacyjnie przez USA i NATO – może zacząć się kruszyć. Tym bardziej że podobnie jak armia iracka, również wojsko afgańskie jest w istocie zlepkiem kilku różnych (a wziąwszy pod uwagę doświadczenia historyczne – wręcz sobie wrogich) grup etnicznych i wyznaniowych, pozbawionym głębszego i trwalszego odniesienia do takich wspólnych wartości, jak państwo, społeczeństwo czy naród.

Jest przy tym tajemnicą poliszynela, że przy planowaniu, organizacji i przeprowadzaniu tych najnowszych ataków afgańskich rebeliantów istotny udział mają struktury AQIS: Al-Kaidy Subkontynentu Indyjskiego – najmłodszego „odgałęzienia” Al-Kaidy, powołanego do życia na początku września 2014 roku przez obecnego emira organizacji, Ajmana az-Zawahiriego. Organizacja ta skupia większość regionalnych radykalnych grup islamistycznych, łącząc je w ramach jednej, zunifikowanej struktury organizacyjnej pod dowództwem Asima Umara – zasłużonego i doświadczonego komendanta polowego pakistańskich talibów.

Rywalizacja o rząd dusz

Nie ulega wątpliwości, że zarówno sam fakt sformowania AQIS, jak i jej aktywny udział w operacjach Ruchu Talibów w Afganistanie, są związane z narastającą w świecie radykalnego sunnickiego islamu rywalizacją między dwiema generacjami ekstremistów: „starą gwardią” Al-Kaidy i „młodymi wilkami” z Państwa Islamskiego. Odtworzenie kalifatu przez to ostatnie ugrupowanie wprowadziło ferment w dość jednolity dotychczas ruch dżihadu, spychając Al-Kaidę do defensywy i plasując ją w roli drugoplanowej struktury dżihadu – roli, która jest dla spadkobierców Osamy bin Ladena nie do zaakceptowania.

Formalne zjednoczenie wielu organizacji i grup dżihadystycznych regionu Azji Południowej i Centralnej (faktycznie jednak blisko współpracujących ze sobą już od wielu lat) ma więc przede wszystkim za zadanie odzyskanie propagandowej i PR-owskiej inicjatywy oraz pozycji Al-Kaidy w rywalizacji o „rząd dusz” radykalnych muzułmanów na świecie. Ogłoszenie powstania jednolitej struktury to jednak nie wszystko. Grupa ta musi jeszcze dowieść swej skuteczności. Temu celowi ma służyć właśnie wzmożona działalność AQIS w Afganistanie, gdzie wspiera ona talibów i inne ruchy rebelianckie – bliskich i sprawdzonych od dawna sojuszników Al-Kaidy. Wspólny sukces w Afganistanie – w postaci szybkiego pokonania prozachodnich władz w Kabulu i restauracji Islamskiego Emiratu – dawałby Al-Kaidzie szanse na propagandowe i medialne zrównoważenie nieprzerwanego pasma sukcesów Państwa Islamskiego i jego kalifatu na Bliskim Wschodzie. W wymiarze teologiczno-duchowym byłby to też swoisty dowód na prawdziwość głoszonej od dawna przez Al-Kaidę tezy, że tylko z regionu Chorasanu (historycznej krainy, obejmującej dzisiejszy Afganistan, Pakistan i część Iranu) może wyjść ostateczna krucjata prawowiernych w celu odzyskania Al-Quds (Jerozolimy) i utorowania drogi powracającemu na ziemię prorokowi. Przepowiednia ta, zapisana w hadisach, nic nie wspomina jednak o odrodzeniu kalifatu w Lewancie i ideologowie Al-Kaidy coraz częściej podnoszą ten argument w ideologiczno-religijnym sporze z Państwem Islamskim i jego zwolennikami.

Scena regionalna

Talibowie i ich islamistyczni sprzymierzeńcy nie są jednak jedyną siłą polityczną i militarną szykującą się do nowego rozdania w afgańskiej rozgrywce, która formalnie rozpocznie się po 1 stycznia 2015 roku. Do tej nowej fazy gry o przyszłość Afganistanu i całego regionu intensywnie przygotowują się już, także praktycznie, wszyscy sąsiedzi tego kraju, a nawet i te państwa, które – choć nie graniczą bezpośrednio z Afganistanem (jak np. Rosja czy Indie) – upatrują w nim ważnego elementu własnego bezpieczeństwa i interesów strategicznych. Każdy z tych aktorów regionalnych ma już w Afganistanie swych protegowanych i sojuszników, dzięki którym (i poprzez których) ma nadzieję wpływać na sytuację wewnętrzną w tym kraju i na zasadnicze kierunki jego polityki zagranicznej.

Pozornie najwięcej atutów w ręku ma Pakistan, niemal jawnie wspierający antykabulską rebelię i tym samym teoretycznie dysponujący największymi możliwościami oddziaływania na sytuację w Afganistanie już na obecnym etapie rozgrywki. W praktyce jednak Islamabad nie może dopuścić do zbyt szybkiego i całkowitego zwycięstwa Ruchu Talibów i ich sojuszników w Afganistanie, stwarzałoby to bowiem realne zagrożenie dla integralności terytorialnej i stabilności samego Pakistanu. Afgańscy Pasztuni, umocnieni w Kabulu, mogliby zapragnąć odświeżyć ideę suwerennego, niepodległego Pasztunistanu, położonego po obu stronach obecnej granicy afgańsko-pakistańskiej (tzw. linii Duranda). Władze pakistańskie balansują więc (z coraz większym trudem) między powstrzymywaniem nadmiernych zapędów talibów mułły Omara a udzielaniem im dalszego niezbędnego wsparcia, między innymi w celu zwalczania w Afganistanie rosnących wpływów wrogich Indii. Polityka taka staje się jednak z biegiem lat coraz bardziej ryzykowna – w miarę wzrostu sił afgańskich talibów i Al-Kaidy oraz równoczesnego słabnięcia pozycji politycznej rządu centralnego w Pakistanie, kraju targanym wewnętrznymi kryzysami.

Obawy Islamabadu co do polityki Indii wobec Afganistanu nie są tymczasem całkowicie bezpodstawne. Nowe Delhi już od kilku lat realizuje bowiem strategię pogłębiania swego zaangażowania (głównie ekonomicznego) w Afganistanie, widząc w tym bardzo skuteczny instrument geopolitycznego „otaczania” Pakistanu, a także budowania przeciwwagi dla równie szybko narastającego zainteresowania afgańskim teatrem działań ze strony Pekinu.

Chiny, sojusznik Islamabadu i regionalny rywal Indii, postrzegają Afganistan jako dogodne miejsce dla swoich interesów w tej części Azji. Chiński „ślad” w Afganistanie – w głównej mierze ekonomiczny – ma za zadanie zwiększyć oddziaływanie Państwa Środka w tym kraju, utrudniając przy okazji podobne działania ze strony innych regionalnych graczy, w większości co najmniej rywalizujących z Pekinem.

Podobnymi co Chiny intencjami kieruje się także Rosja. To po Pakistanie chyba jedyne regionalne mocarstwo, które wypracowało sobie – w dużej mierze dzięki zachowanym sprzed kilku dekad kontaktom i wpływom – pozycję i narzędzia do skutecznego rozgrywania skomplikowanych meandrów afgańskiej polityki wewnętrznej. To właśnie Rosjanie stoją na przykład za reaktywacją Sojuszu Północnego – legendarnego aliansu niepasztuńskich ludów i grup etnicznych zamieszkujących północne prowincje Afganistanu, który zasłynął przed 2001 rokiem skutecznym oporem przeciwko talibom. Sojusz Północny, w zamyśle Moskwy, ma powtórzyć tamten sukces po zakończeniu misji ISAF. Zajmowane przezeń prowincje na północnym pograniczu Afganistanu mają zaś stanowić swoisty antytalibski i antydżihadystyczny bufor, oddzielający przewidywaną przez Kreml „afgańską czarną dziurę bezpieczeństwa” od państw poradzieckiej Azji Centralnej. Region ten, będący de facto strefą wpływów Rosji, jest jednocześnie jej miękkim podbrzuszem, którędy przedostają się na północ wszystkie plagi regionu AfPak (Afganistanu i Pakistanu) – radykalne ideologie, walczący w ich imieniu ludzie, broń, narkotyki i wszelka kontrabanda.

Ideologiczne wektory

W odróżnieniu od innych regionalnych graczy, Iran kieruje się w swej strategii wobec Afganistanu zarówno względami typowo pragmatycznymi (dążenie do zabezpieczenia własnych interesów w perspektywie niepewnej przyszłości tego kraju), jak i czysto ideologicznymi. Przed swym upadkiem na przełomie lat 2001 i 2002 reżim talibów i ich Islamski Emirat Afganistanu – jako wytwór radykalnej sunnickiej interpretacji islamu – były jawnie wrogie szyickiej Islamskiej Republice Iranu. Dzisiaj Teheran aktywnie stara się więc zminimalizować prawdopodobieństwo ponownego powstania za swoją wschodnią granicą radykalnego, islamistycznego sunnickiego tworu państwowego. Co ciekawe, czyni to ten wschodni wektor irańskiej polityki zagranicznej niezwykle podobnym do zachodniego, gdzie obecnie dominuje kwestia walki z Państwem Islamskim i jego kalifatem, a także podtrzymywanie chwiejących się w podstawach proirańskich reżimów w Damaszku i Bagdadzie. Warto też zauważyć, że w tym sensie cele Iranu wobec Afganistanu i Iraku są – w ogólnym, strategicznym wymiarze – tożsame z celami polityki USA.

Zarysowana powyżej międzynarodowa, regionalna rywalizacja, narastająca stopniowo w Afganistanie i wokół niego, jest czynnikiem, który niekoniecznie będzie sprzyjać stabilizacji sytuacji w tym państwie. Wręcz przeciwnie, należy się obawiać, że w istocie okaże się elementem determinującym i znacznie przyspieszającym destabilizację rozwoju wydarzeń, począwszy od pierwszych miesięcy 2015 roku.

Tomasz Otłowski

autor zdjęć: USMC





Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO