moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
To zostaje w człowieku na zawsze

Karbala? Tego się nie da wymazać z pamięci – o tym, jak misje zmieniły Wojsko Polskie, a także jak wpłynęły na samych żołnierzy, rozmawiamy ze st. chor. sztab. Andrzejem Woltmannem ze Sztabu Generalnego WP, weteranem misji w Iraku i Afganistanie, a także uczestnikiem największej misyjnej bitwy z udziałem Polaków.

Dwukrotnie był pan uczestnikiem misji w Iraku i dwukrotnie w Afganistanie. Czy działania poza granicami kraju to najważniejszy punkt w pańskim służbowym życiorysie?

St. chor. sztab. Andrzej Woltmann: To przede wszystkim niesamowite doświadczenie, nieporównywalne z niczym innym. Ukończyłem szkołę chorążych, byłem więc przygotowywany do tego, co mam robić jako żołnierz. Byłem już także wówczas doświadczonym dowódcą, liderem zespołu. Ale i tak nie można tego wszystkiego porównać z realnymi działaniami bojowymi, jakie prowadziliśmy w czasie misji, bo nie do takich byliśmy przygotowani. Szkoliliśmy się do obrony kraju, więc to co na nas czekało poza jego granicami, było dla nas novum, szczególnie Irak. Była to pierwsza taka misja Wojska Polskiego. Obowiązywały tam inne niż dotychczas uwarunkowania prawne, w dodatku działaliśmy w zupełnie innym środowisku kulturowym. Jeśli chodzi o umiejętności, przygotowanie, to absolutnie nie mam tu sobie ani kolegom nic do zarzucenia, bo wojsko dobrze nas wyszkoliło. Życie jednak zweryfikowało wiele rzeczy.

Chodzi o sprzęt?

Także o kwestie jego użycia. Wbrew pozorom, to nie od nas zależy. Wysyłano nas tam, gdzie państwo uważało za konieczne, przez co musieliśmy działać w określonych warunkach i niestety pewne doświadczenia zbieraliśmy na miejscu.

A z perspektywy żołnierza, co jest w takiej misji najważniejsze? Dużo się mówiło o tym, że kasa, kasa, kasa…

To obiegowa opinia. Oczywiście każdy chciał polepszyć swój status materialny, nie ma chyba człowieka, który tak nie myślał. Na pewno pieniądze były czynnikiem zachęcającym do wyjazdu, ale nie była to główna motywacja. Chciałem zweryfikować swoje umiejętności, wiedzę, sprawdzić się prowadząc realne działania, a nie tylko ćwicząc na poligonach. I zarówno Irak, jak i Afganistan dały mi taką możliwość.

W czasie, gdy służył pan w Iraku zdarzyła się Karbala. Czy kiedykolwiek spodziewał się pan, że może brać udział w takiej operacji?

Mój dziadek walczył w czasie drugiej wojny światowej, o czym dużo się w mojej rodzinie mówiło, czytałem też dużo książek historycznych i od zawsze chciałem służyć w wojsku. Jestem w pełni świadomym żołnierzem. W Iraku służyłem w kompanii rozpoznawczej i dobrze wiedziałem do jakich zadań mogę zostać skierowany. Poza tym nasz dowódca, wówczas kpt. Grzegorz Kaliciak, mówił nam wprost – przygotujcie się na najgorsze. Starał się nas przygotować pod względem ogniowym czy świadomości sytuacyjnej. Jednak nie mogliśmy przewidzieć tego, że koalicjanci będą chcieli skierować nas do działań ofensywnych, zwłaszcza do walki w mieście. Karbala to nie tylko City Hall, to też udział w operacji oczyszczania miasta z bojowników.

A kiedy to się skończyło – ulga, niedowierzanie czy może totalna pustka?

Nie, czegoś takiego nie można wymazać z pamięci. Po czasie przychodzi refleksja, że ma się rodzinę, dzieci, a na miejscu kolegów. W takich sytuacjach działa się automatycznie. Żołnierz ma wyuczone pewne zachowania, ruchy, dużą rolę odgrywa pamięć mięśniowa wyćwiczona jeszcze przed misją. No i obok cały czas jest drugi człowiek, którego trzeba ubezpieczać. Presja jest potężna. Wspomnienia wracają nawet teraz... Zwłaszcza podczas spotkań z kolegami, z którymi walczyłem ramię w ramię. O czymś takim nie można zapomnieć...

Dziś jest pan Starszym Podoficerem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Czy pańskim zdaniem nasze zaangażowanie w działania poza granicami kraju zmieniło żołnierzy i samą służbę?

Diametralnie. Gdyby nie misje bojowe, to przede wszystkim nie mielibyśmy dziś profesjonalnego korpusu podoficerów i szeregowych. Pierwsze misje realizowane na taką skalę pokazały nam wyraźnie, że nie powinniśmy do takich działań angażować żołnierzy służby zasadniczej. Przykładem może być druga zmiana PKW Irak. Nasz batalion złożony był z niewielkiej liczby kadry zawodowej, w większości to byli podoficerowie od stopnia sierżanta w górę, oficerowie i szeregowi. Kaprale czy plutonowi to byli żołnierze służby zasadniczej, nadterminowej i było ich niewielu. Za mało. Tworzenie służby zawodowej rozpoczęło się dopiero w 2008 roku. Korpus podoficerów młodszych był wówczas budowany od podstaw, a nam, podoficerom i oficerom młodszym, dano większe pole do popisu. Zaczęliśmy mieć większy wpływ na to, w jaki sposób ma wyglądać szkolenie, zmienił się też jego realizm, pojawiły się zagadnienia z ratownictwa pola walki. Uważam, że misje pomogły nam przekształcić się w armię zawodową, bo bez tych doświadczeń nie byłoby dzisiejszych szeregowych zawodowych.

Wróćmy na chwilę do „zetki”. Rzeczywiście biorąc pod uwagę ramy czasowe misji bojowych, to, że byli w nie angażowani żołnierze służby zasadniczej jest oczywiste. Ale czy to rzeczywiście było tak, że człowiek rozpoczynał służbę, która miała trwać rok, a nagle dowiadywał się, że jedzie do Iraku?

To nie tak. Do Iraku jechali żołnierze nadterminowi, którzy podpisali kontrakty. Jednak wiem z własnego doświadczenia, że padał rozkaz, nie ma dyskusji, jedziemy, choć oczywiście wszyscy podpisywaliśmy zgody. Wcześniej zadania na misjach realizowali żołnierze zawodowi, ale wówczas były one inne, inna była też skala zaangażowania. Jestem żołnierzem zawodowym i to, że nim będę, to moja świadoma decyzja. Ale czy żołnierze nadterminowi mieli takie samo podejście? W Iraku każdy mógł zostać ranny, mógł zginąć, nawet jeżeli wykonywał tylko czynności pomocnicze w bazie. Od końcówki pierwszej zmiany PKW do samego końca misji funkcjonowaliśmy w stanie permanentnego zagrożenia.

Przez wiele lat pokutowało w wojsku przeświadczenie, że żołnierz, który uczestniczył w misji, to nieładne określenie, ale jest po prostu lepszy.

To stereotyp, choć trudno pozbyć się takiego wrażenia. Każdy dąży do tego, aby być lepszym, w jakiś sposób się wykazać, zdobyć dobrą ocenę czy medal. To naturalne. Ale pamiętajmy, że to też zamknięte środowisko, którego stałym elementem jest rywalizacja. Moim zdaniem takie przekonanie pojawiło się na początku działań bojowych Wojska Polskiego poza granicami kraju. Ale wówczas nasze zaangażowanie było zupełnie inne, a co za tym idzie w misjach zagranicznych uczestniczyło stosunkowo niewielu żołnierzy. Z czasem, gdy skala działań była coraz większa, także więcej żołnierzy zaczęło wyjeżdżać. Skutkiem tego status weterana misji nieco spowszechniał. Być może dziś takie przepychanki słowne można jeszcze gdzieniegdzie usłyszeć, ale raczej w formie żartu. W każdym razie ja już tego tak nie odczuwam.

A jak wygląda kwestia obecnych misji? Polscy żołnierze, na przykład na Łotwie czy w Rumunii na co dzień szkolą się wspólnie z sojusznikami. Jednak gdyby była taka konieczność, to właśnie oni stanęliby na pierwszej linii frontu.

Żołnierze są tego świadomi. To zawodowcy. Wiedzą, jakie jest ich zadanie. Obecne kontyngenty w większości tworzą zwarte pododdziały, żołnierze znają się nawzajem. Oczywiście każda misja jest inna. Jednak bardzo ważne jest też to, że żołnierz służący za granicą jest ambasadorem swojego kraju. To nie pan pułkownik czy generał może wywołać regionalny konflikt, tylko ten młody podoficer czy szeregowy w transporterze bojowym, który nie utrzyma nerwów na wodzy i może przyczynić się do eskalacji napięcia w rejonie misji. Naprawdę nie trzeba wiele, by tak się stało.

Czy możemy powiedzieć, która misja przyniosła żołnierzom najważniejsze doświadczenia?

To bardzo indywidualne. Każdy ma „swój” Irak, Afganistan czy Kambodżę i ten jeden moment, który będzie dla niego najważniejszy. To, która misja była ważniejsza, mogą oceniać nasi przełożeni, a nie my, ich uczestnicy. Dla mnie mocnym przeżyciem była Karbala. Nigdy nie zapomnę też wypadku Tomasza Rożniatowskiego, czy dnia, w którym zginął mój żołnierz. Takie rzeczy zostają w człowieku na zawsze.

Magdalena Miernicka

autor zdjęć: st. szer. Łukasz Kermel / SGWP

dodaj komentarz

komentarze


Szef MON-u: bez rezerwistów nie ma silnej armii
Bataliony Chłopskie – bojowe szeregi polskiej wsi
Polowanie w ogródku
Piechur, artylerzysta, lotnik i… hydraulik
Polscy i czescy terytorialsi ramię w ramię
Coraz więcej Daglezji w armii
Współdziałanie dla bezpieczeństwa
Odpowiedź na rosyjską eskalację
Modułowe koszary przy granicy
Polska w koalicji antybalistycznej
Biatloniści „armii mistrzów” w medalowej formie
Pentagon o stałej bazie US Army w Polsce
Zbrojna prowokacja na granicy Łotwy
Szwedzkie wsparcie
Działajmy razem!
Sukcesy na basenie i strzelnicy
Podróż pamięci
Drony na celowniku, czyli test zdolności przeciwlotników 16 DZ
Jak drapieżne ptaki chronią lotnisko
MON zmienia system gotowości obronnej
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Geran-5. Rakieta w cenie drona?
Co z wysługą po powrocie do wojska?
Długa droga do domu
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Flanka pod strażą
Sukces polskich żołnierzy na czempionacie szermierzy
Inauguracja roku akademickiego na WAT
Polska Grupa Zbrojeniowa na MSPO 2026 – więcej niż premiery
Polsko-koreańska współpraca w programie K2 się rozwija
Kajakarka, pięcioboiści nowocześni i taekwondzistka na podium
Stulecie lotu Warszawa – Tokio
Litwini ćwiczą masową ewakuację obywateli
Cisi i skuteczni od 65 lat
Wypalanie Marków
Wojsko na straży polskiej cyberprzestrzeni
Ryś zamiast Pantery
Ukraina kontra odrzutowe drony
Amerykanie drugi raz wychodzą z Iraku
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Polska i Norwegia razem dla bezpieczeństwa
Żołnierze Czarnej Dywizji orientowali się najlepiej
Pierwszych pięć strzałów
Śmierć wartownika
Agresja na Polskę nie była „spacerem”
„Czterej pancerni i pies” w Żaganiu
„Horyzont” przedłużony
Delegacja MON-u z wizytą w Waszyngtonie
Ujarzmić wzburzony tłum
Technologie SECO/WARWICK wzmacniają przemysł obronny
350 mln zł dla 86 firm, by były w gotowości
Jeden cywil w gronie żołnierzy na podium
Wojsko zobaczy więcej
Białorusini ćwiczą przy granicy z Polską
Leopardy na dnie Odry i test Batalionu Model 44
Cios w plecy
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Gorący lipiec PKW Łotwa
Abordaż z polskim wsparciem
MON przedstawił zasady „zielonej listy”
Trening z robotem
Z prądem i pod prąd
Czego nie wiesz o komandosach z Lublińca?

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO