Rzeczpospolita Zasmycka

Oddział samoobrony polskiej wsi dał początek 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK.

Wiosną 1943 roku sytuacja Polaków na Wołyniu była dramatyczna. Nacjonaliści z Ukraińskiej Powstańczej Armii dokonywali coraz śmielszych napadów na polskie osady. Na szczęście były ośrodki tzw. samoobrony, w których Polacy stawiali zbrojny opór sotniom banderowców. Jedną z takich twierdz były Zasmyki.

Ta położona 15 km na południe od Kowla osada była niemalże jednolita etnicznie – zamieszkiwana przez Polaków. Początki konspiracji w Zasmykach sięgały jeszcze okupacji sowieckiej, ale intensywniej zaczęła się ona rozwijać dopiero w 1941 roku, po agresji III Rzeszy na ZSRR. Takie działania, jak rozprowadzanie prasy podziemnej, nasłuchy radiowe i praca wywiadowcza, szybko okazały się niewystarczające. Oprócz głównego przeciwnika – Niemców, pojawił się inny – nacjonaliści ukraińscy. Wszystkie inne narodowości zamieszkujące te ziemie miały, według nich, zniknąć. Na przełomie 1942 i 1943 roku na Wołyniu wśród Polaków coraz więcej mówiło się o mordach dokonywanych przez bandy UPA i konieczności obrony bezbronnej ludności polskiej.

Parszywa dwunastka

Nic dziwnego, że władze konspiracyjne Okręgu Wołyń Armii Krajowej zdecydowały w kwietniu 1943 roku o jak najszybszym tworzeniu oddziałów partyzanckich. Aby wesprzeć powstającą samoobronę Polaków, komendant, płk Kazimierz Bąbiński „Luboń”, rozkazał objąć kontrolą konspiracyjną te oddolne inicjatywy. Na początku lipca 1943 roku do Zasmyk z pobliskich Radowicz zjechał zatem 12-osobowy oddział pod dowództwem ppor. Henryka Nadratowskiego „Znicza”.

Ta wieś idealnie nadawała się do prowadzenia samoobrony. Od północy oddzielały ją duży las i trudna do przebycia piaszczysta droga. A od południa od wsi ukraińskich chroniły ją liczne zagajniki i niewielkie jeziorka. Na dodatek wokół Zasmyk znajdowały się mniejsze polskie wioski, takie jak Stanisławówka, Janówka, Radomle, Batyń, Gruszówka i Stefanówka. Z niedalekiego Kowla do Zasmyk zaczęli przybywać młodzi członkowie konspiracji i delegowani oficerowie w celu sformowania pierwszych oddziałów partyzanckich i objęcia nad nimi dowództwa. Wśród nich znalazł się por. Władysław Czermiński
„Jastrząb”. Ten młody oficer, z wykształcenia nauczyciel, zaczął organizować wraz z por. Michałem Fijałką „Sokołem” – cichociemnym, obrońców na wzór wojskowy. Sformował plutony i wprowadził żelazną dyscyplinę wojskową.

Siła socjotechniki

„Jastrząb” wiedział, że do obrony polskich osad nie wystarczą siły, jakimi dysponuje. Nie mając przewagi militarnej, postawił na działania psychologiczne i podstęp. Jak wspomina Leon Karłowicz „Rydz”, jeden z pierwszych żołnierzy oddziału partyzanckiego „Jastrzębia”: „Ukraińcy nie mieli pojęcia, ile ludzi liczy załoga, kto nią dowodzi, jaką dysponuje bronią. A rozsiewane celowo wieści o tysiącach żołnierzy, o działach i karabinach maszynowych, o nieustannie napływającej pomocy, i to aż zza Buga, robiły swoje. Dowództwo czyniło wszelkie możliwe wysiłki, aby rozpuszczane pogłoski udokumentować wizualnie. W tym celu niewielki oddział dzielono na dwie, trzy części i prowadzono pod same ukraińskie wsie, aby przeciwnicy mogli oglądać uzbrojonych ludzi w tym samym czasie. Nieraz »Jastrząb« ustawiał chłopców w długi rząd w znacznych odległościach i kazał przemykać w samo południe między drzewami i krzewami, przebiegać szybko przez odkryte tereny w kółko, by po kilka razy znikać w gęstwinach, a po paru minutach wybiegać znowu z poprzedniego miejsca na odkryte pole, zatoczyć krąg i natychmiast zniknąć. Z dala robiło to wrażenie przynajmniej kilkusetosobowego oddziału”.

Aby nie wyczerpywać zbytnio sił swoich żołnierzy, por. Czermiński nakazał dawać broń nieuzbrojonym kolegom i odbywać przemarsze na skrajach ukraińskich wsi. Wiedział bowiem, że są pilnie obserwowani przez miejscową ludność. Gdy zwiadowcy UPA zapuszczali się pod polskie wsie, widzieli liczne warty, które często były uzbrojone w karabiny… wystrugane z kijów. Tego typu działania zniechęcały dowództwo UPA do bezpośredniego ataku na twierdzę zasmycką, a ta ciągle się powiększała o kolejne polskie przyległe wsie.

Ukraińcy spod znaku UPA również postanowili wykorzystać fortel i w celu infiltracji polskiej załogi wysłali miejscowych Ukraińców do polskich zagród pod pretekstem wymiany handlowej bądź sąsiedzkich odwiedzin. Czujni Polacy na pytania sąsiadów o siłę polskiej partyzantki odpowiadali jednak, że jest wielotysięczna, uzbrojona w armaty i z każdym dniem się powiększa o nowo utworzone lub przybyłe siły.

Obawiając się bezpośredniej konfrontacji, upowcy zainicjowali negocjacje ze stroną polską, tzw. dohowory, w sprawie wspólnej walki z okupantem niemieckim. Odbywały się one w zasmyckiej szkole. Banderowcy proponowali żołnierzom Armii Krajowej braterstwo broni, ale dopiero po rozbrojeniu polskich wsi. Por. „Jastrząb” wykorzystywał takie okazje, żeby wprowadzić w błąd Ukraińców i urządzał kolejne „przedstawienia”. W czasie negocjacji stron organizował pod oknami szkoły przemarsze swoich jednolicie umundurowanych i dobrze uzbrojonych żołnierzy. Gdy znikali z pola widzenia Ukraińców, przekazywali elementy umundurowania i broń kolejnym kolegom, którzy następnie odstawiali to samo widowisko na oczach delegacji ukraińskiej. Ponieważ przeciągane przez stronę polską rozmowy nie przyniosły skutku, Ukraińcy postanowili skoncentrować znaczące siły w celu rozprawy z partyzancką załogą.

Czas próby

Ostatecznie banderowcy postawili Polakom ultimatum. Do 31 sierpnia załoga polskiej samoobrony miała złożyć broń i podporządkować się rozkazom UPA. Polscy oficerowie dowiedzieli się, że we wsi Gruszówka znajdują się znaczne siły przeciwnika, przygotowujące się do rozprawy z Zasmykami. „Znicz”, „Sokół” i „Jastrząb” postanowili przeprowadzić atak wyprzedzający.

W nocy z 30 na 31 sierpnia 1943 roku polscy partyzanci zakradli się pod zabudowania zajętej przez Ukraińców wsi. Atak był totalnym zaskoczeniem. Przerażeni banderowcy po intensywnej, ale krótkiej wymianie ognia uciekli przed dużo mniej licznymi siłami polskimi, które zdobyły porzuconą broń, żywność i tabory przygotowane do „oczyszczania” Zasmyk i okolicznych wsi z Polaków. W trakcie walki poległ strzelec Stanisław Romankiewicz „Zając”. Następnego dnia w zasmyckim kościele odbył się jego uroczysty pogrzeb, który stał się wielką manifestacją miejscowej ludności polskiej.

W trakcie nabożeństwa żałobnego ksiądz Michał
Żukowski wygłosił doniosłe przemówienie: „W obliczu Boga Wszechmogącego, przed trumną tego z was, polskiego żołnierza, który pierwszy oddał życie na polu walki za wolność nas wszystkich, ogłaszam Wolną i Niepodległą Rzeczpospolitą Zasmycką! Dziś jest ona tylko Zasmycką, ale niedługi już czas, gdy rozszerzy swoje granice do rozmiarów, które jej się z tytułu prawa i historii należą! I stanie się wtedy Najjaśniejszą Rzeczpospolitą Polską! Nie ma dziś w naszej Rzeczypospolitej Zasmyckiej ani jednego wroga, a da Bóg, że nie będzie go na wszystkich polskich ziemiach!”. To przemówienie wywarło ogromne wrażenie na zebranych i wywołało poruszenie. Zaraz potem rozległ się z wieży kościelnej dźwięk dzwonu, który został zdjęty we wrześniu 1939 roku. Miał być ukryty w ziemi, aż do dnia odzyskania niepodległości.

Kolejne tygodnie 1943 roku przyniosły partyzantom „Jastrzębia” działania ofensywne. Rozbito sotnie m.in. w Osieczniku, Rymaczach, Dażwie. Ewakuowano też polskich mieszkańców Dąbrowy do twierdzy zasmyckiej. Akcja ta została przeprowadzona niemalże w ostatniej chwili, bo gdy polskie tabory opuszczały wieś, z jej drugiej strony pojawiły się bandy UPA. Konwój cywilów był ewakuowany pod ostrzałem i prawie bez strat dotarł do Zasmyk. Działania polskiej samoobrony zaczęły wykraczać daleko poza obronę ludności polskiej.

Niedaleko Zasmyk była miejscowość zamieszkana przez osadników czeskich – Kupiczów. Stacjonował tam niewielki garnizon niemiecki, zajmujący się zbieraniem kontyngentów żywnościowych na potrzeby III Rzeszy. Po zbiorach załoga przeniosła się do Kowla, a mniejszością czeską zainteresowali się banderowcy. Mieszkańcom postawili ultimatum: albo przyłączą się do rzezi Polaków, albo sami padną jej ofiarą. Przerażeni ludzie wysłali w połowie listopada 1943 roku delegację do porucznika „Jastrzębia” z prośbą o wsparcie. Jego oddział wyruszył na pomoc Czechom i zajął poniemieckie pozycje wokół Kupiczowa. Wielu partyzantów mówiło, że ich dowódca miał niesamowity instynkt, ponieważ w niedługim czasie nastąpił frontalny atak UPA na tę miejscowość. Ramię w ramię polscy partyzanci walczyli z czeskimi konspiratorami z lokalnej organizacji Aktyw. Banderowcy użyli w tych walkach m.in. czołgu własnej konstrukcji, przerobionego z traktora, który został szybko zniszczony przez obrońców. 

Ukraińscy rezuni nie dawali jednak za wygraną. Po raz kolejny postanowili zaatakować Zasmyki, tym razem stosując fortel. W święta Bożego Narodzenia ostrzelali z armat czeski Kupiczów i przeprowadzili na tę miejscowość pozorowany atak. Była to jednak mistyfikacja, ponieważ w tym samym czasie na teren samoobrony zasmyckiej wjechały wozy z ludźmi w niemieckich mundurach. Byli to przebrani banderowcy, którzy wiedzieli, że Polacy starają się unikać walk z niemieckim okupantem i nie będą stawiali oporu, a więc przepuszczą wozy. Zaskoczenie faktycznie było ogromne. Spłonęły wówczas kolonie Janówka, Radonie i Stanisławówka. Zginęło blisko 50 obrońców i ludności cywilnej, ale atak został odparty. Było to ostatnie frontalne uderzenie UPA na polską twierdzę.

Na początku stycznia 1944 roku Armia Czerwona przekroczyła przedwojenną granicę Polski. Dowództwo Okręgu Wołyń AK wydało 15 stycznia 1944 roku rozkaz o mobilizacji oddziałów partyzanckich na bazie samoobrony w Zasmykach i okolicznych polskich wsiach. Miejscowi dowódcy dalej stali na czele swoich formacji, które rozrosły się już do batalionów. W następnych miesiącach brały one udział w walkach powstałej 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, aż do jej rozbrojenia w lipcu 1944 roku pod Skrobowem na Lubelszczyźnie przez Armię Czerwoną.

„Jastrząb”, „Sokół” i „Znicz” przeżyli wojnę i byli potem znanymi działaczami społeczności wołyńskiej. Po Zasmykach niestety nie zostało do dziś prawie nic. Jedynym symbolem obecności Polaków w tej miejscowości jest cmentarz wojenny żołnierzy, którzy w latach 1943–1944 oddali swoje życie w obronie polskiego narodu.

Jakub Nawrocki

autor zdjęć: Roman Szołdra





Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO