Tatuaż zdobi żołnierza

Moda na tatuaże gości w naszej armii już od kilku lat. Na ozdobę swoich ciał żołnierze najczęściej wybierają symbole odwołujące się do wartości patriotycznych.

 

Kojarzone swego czasu najczęściej ze środowiskiem przestępczym, niegdyś tatuaże budziły spore kontrowersje. Dzisiaj takie ozdabianie ciała stało się powszechne. Moda na „dziary” dotarła także do wojska. W obawie przed dowódcami żołnierze początkowo skrywali malunki pod mundurem. Czasy się jednak zmieniły i tatuaż w armii nie musi już być dyskretny i delikatny, wręcz przeciwnie, zdarza się, że barki, ramiona, nogi wojskowych zdobią ogromne obrazy. Wybierając wzory tatuażu, żołnierze najczęściej odwołują się do symboli narodowych. Popularne są m.in. znak Polski Walczącej, symbole i portrety żołnierzy wyklętych, polska flaga, orzeł, wizerunek małego powstańca oraz motywy związane z husarią. Nierzadko wojskowi wybierają również elementy religijne, np. krzyż, różaniec, albo odnoszące się do dawnych symboli słowiańskich. „Armia to całe moje życie. Ważna jest dla mnie historia naszego kraju, dokonania moich poprzedników. Wybierając tatuaż, oddaję hołd poprzednim pokoleniom. To mój sposób na patriotyzm”, podkreślają.

 

Husarskie skrzydła

„Pierwszy tatuaż zrobiłem po powrocie z mojej pierwszej misji, czyli w 2004 roku. Kiedy służyłem w Afganistanie, przekonałem się, że wśród amerykańskich żołnierzy tatuaże są powszechne. Praktycznie trudno było znaleźć żołnierza, który nie miał w ten sposób ozdobionego ciała”, opowiada podoficer jednej z jednostek wojsk specjalnych. Postanowił zrobić na swoim ramieniu tatuaż typu tribal (tzn. nawiązujący do wzorów ludowych, plemiennych). Dziesięć lat później wykonał następny. „Tym razem wybrałem motyw patriotyczny. Na przedramieniu wytatuowałem motto kojarzone m.in. z husarią »Amor patriae nostra lex«. Oprócz tego noszę także jaszczurkę, która symbolizuje polską organizację podziemną”, opowiada.

Szeregowy Marta (nie chce podać nazwiska) z 10 Brygady Kawalerii Pancernej tego typu ozdobami zauroczyła się jeszcze przed rozpoczęciem służby wojskowej. Na pierwszym roku studiów zrobiła sobie niewielki tatuaż na szyi. Potem doszły inne, na żebrach, łopatce i przedramieniu. „Gdy w 2012 roku dostałam się do służby, postanowiłam po raz kolejny wykonać tatuaż. Ponieważ służę w szeregach 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej, to zdecydowałam się na malunek przedstawiający husarza z biało-czerwoną flagą. Czuję się patriotką i umieszczanie takich symboli na ciele jest dla mnie sposobem na wyrażenie przekonań. Jestem dumna z biało-czerwonych barw”, podkreśla 28-latka.

Tatuowanie elementów patriotycznych jest dla wielu żołnierzy dowodem na przywiązanie do polskiej tradycji, historii i symboli narodowych. W taki właśnie sposób wykonywanie tatuaży patriotycznych tłumaczy starszy stopniem oficer. Ze zrobieniem pierwszego malunku zwlekał ze względu na służbę w armii. „Środowisko wojskowe jest dość konserwatywne. Wahałem się, bo wiedziałem, że są osoby, które patrzą na to nieprzychylnie”, wyjaśnia. Ostatecznie, już jako major, zdecydował się na taką ozdobę w wieku 33 lat. „Na ramieniu wytatuowałem sobie symbol maori, na wzór polinezyjskich wojowników. Pomyślałem, że będzie to pasowało i do mnie. W końcu ja też jestem współczesnym wojownikiem”, wspomina. Krótko po pierwszym tatuażu przyszła pora na następne. Na łydce powstała kompozycja – husarza i czerwonego orła. Kolejny, największy malunek zdobi fragment klatki piersiowej, barku i ramienia. „To jak z jedzeniem chipsów – nigdy nie możesz poprzestać tylko na jednym”, żartuje. Oficer przyznaje, że tatuaże powinny być przemyślane. „Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że nosząc mundur, nie powinniśmy przesadzać”, podkreśla podpułkownik.

Pod mundurem tatuaż nosi artylerzysta z 11 Dywizji Kawalerii Pancernej. „To kilkanaście motywów połączonych w całość. Przeplata się tu moje życie prywatne ze służbowym. Jest oddana także moja pasja, czyli fotografia. Czaszka z kolei to odwołanie do mojego pseudonimu”, opisuje. Tatuażysta zgrabnie połączył aparat fotograficzny, znak graficzny migawki, czaszkę, naboje artyleryjskie, a wszystko to oplótł husarskim skrzydłem. 

Bartek, podchorąży z Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych, podczas studiów wykonał kilka tatuaży. Dziś jego ciało zdobią husaria w galopie, znak Polski Walczącej, herb rodzinnego miasta, różaniec i imię ojca. Deklaruje, że jak zmienią się przepisy, to zrobi „rękaw”, czyli tatuaże od barku do nadgarstka.

 

Legalna dziara?

Żołnierze przyznają, że tatuaż może być czasem kłopotliwy. Chor. rez. Mariusz Miernicki w armii służył 20 lat (od miesiąca w rezerwie). Jest weteranem sześciu misji wojskowych, walczył m.in. w Karbali i trzykrotnie był w Afganistanie. Na swoim ciele ma siedem różnego rodzaju tatuaży – zrobił je podczas służby wojskowej. Wszystkie są prywatne, odwołują się do życia rodzinnego: inicjały dzieci i żony. Na klatce piersiowej ma także wytatuowane nieśmiertelniki, symbolizujące każdą z misji. Nogę chorążego zdobi wizerunek małego powstańca. „Zapatrzyłem się na amerykańskich żołnierzy, których widziałem na misjach. Spodobało mi się to u nich i postanowiłem spróbować. No i złapałem bakcyla”, opowiada podoficer. Ma wytatuowane szyję, kark, klatkę piersiową, nogę i częściowo rękę. Przyznaje, że z tego powodu spotykały go nieprzyjemności. „Słyszałem negatywne komentarze, wyzwiska, ale zawsze mówiłem, że to nie tatuaż powinien mieć znaczenie, ale to, co robię. Na szczęście przełożeni nie mieli nic przeciwko moim malunkom”, opowiada. Żołnierze mówią także, że takie ozdoby mogą budzić wątpliwości, np. podczas komisji lekarskiej, przed podpisaniem kolejnego kontraktu. „Kiedyś usłyszałem, że świadczą o mojej chorobie psychicznej, że z takim wyglądem mogę rozkładać towar na półce sklepowej, a nie nosić mundur”, wspomina inny szeregowy.

Wojskowi mogli mieć w ostatnim czasie z powodu swoich tatuaży nieco więcej kłopotów. A to za sprawą zaostrzonych przepisów, wprowadzonych przez MON w połowie 2015 roku. Zgodnie z nimi tatuaże twarzy, szyi i przedramion są kwalifikowane jako szpecące i będące jednocześnie przeciwwskazaniem do służby. Zapisy o tym znalazły się w rozporządzeniu ministra obrony narodowej dotyczącym orzekania o zdolności do zawodowej służby wojskowej. Nowe regulacje obowiązują od 6 czerwca 2015 roku. I choć nie zabraniają żołnierzom tatuowania ciała, to nie każdy rysunek jest dozwolony. „Wcześniej to członkowie wojskowej komisji lekarskiej indywidualnie oceniali, czy dany tatuaż jest szpecący, czy nie. Rok temu w przepisach został dodany zapis, że malunki twarzy, szyi i przedramion należy automatycznie kwalifikować jako szpecące”, mówi Paweł Szramka, poseł Kukiz ’15, były żołnierz zawodowy. Jak dodaje, w efekcie oznacza to, że choć kandydat może być pod względem zdrowotnym zdolny do służby, to jego tatuaż tę zdolność mu odbiera.

Tak było w przypadku Piotra Stasiaka, który dwa lata temu zdecydował się zostać żołnierzem zawodowym. Po służbie przygotowawczej w Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia w Toruniu podpisał kontrakt do NSR-u w 4 Pułku Chemicznym w Brodnicy. Zaliczył ćwiczenia rotacyjne w jednostce, został też wyróżniony listem gratulacyjnym. „Złożyłem wniosek o powołanie do służby zawodowej. Egzamin z WF-u zdałem na piątkę, przeszedłem badania lekarskie, ale ze względu na tatuaż na przedramieniu otrzymałem orzeczenie o przeciwwskazaniu do służby zawodowej. Moje marzenia prysły, a rozczarowanie było ogromne”, opowiada Piotr Stasiak.

„Obecnie tatuaże są przez społeczeństwo odbierane znacznie przychylniej niż jeszcze 20 lat temu. Wielu młodych ludzi traktuje zdobienia jako małe dzieła sztuki, nierzadko o przesłaniu religijnym czy patriotycznym. Aktualne regulacje są jednak restrykcyjne i blokują karierę w wojsku dla chętnych z tatuażami, bez względu na ich przekaz”, podsumowuje Szramka.

Parlamentarzysta zwrócił się do resortu obrony z interpelacją poselską. Zaproponował, by – wzorem armii amerykańskiej – zmniejszyć obostrzenia dotyczące kandydatów do służby zawodowej mających tatuaże. Według przyjętych w ubiegłym roku przez armię amerykańską przepisów, żołnierze mogą mieć ozdobione niemal całe ciało, wyjątek stanowią szyja i twarz. „Rozumiem zakaz posiadania tatuaży na twarzy i szyi powyżej kołnierzyka. To części ciała widoczne nawet wtedy, gdy żołnierz jest w pełnym umundurowaniu. Za niezrozumiałe uważam zaś obostrzenie w przypadku zdobień na przedramionach, które w czasie działań bojowych i w warunkach służby są przecież zakryte”, argumentuje poseł Paweł Szramka.

W odpowiedzi na zapytanie posła sekretarz stanu w MON Bartosz Kownacki przyznał, że Centralna Wojskowa Komisja Lekarska w Warszawie analizowała wnioski z pracy komisji orzeczniczych dotyczące osób ubiegających się o powołanie do zawodowej służby wojskowej. „Zebrane doświadczenia oraz ocena wystąpień kierowanych do ministra obrony narodowej przez placówki orzecznicze, jak i obywateli, przemawiały za rozważeniem zmiany przepisów wspomnianego rozporządzenia”, powiedział wiceminister. Zgodnie z wolą resortu uregulowania mają być zmienione (na wzór tych obowiązujących do czerwca 2015 roku). Pozwoli to lekarzom orzecznikom indywidualnie decydować o tym, czy dany tatuaż jest szpecący i czy faktycznie może być przeszkodą w ubieganiu się o powołanie do służby zawodowej. Nowelizacja przepisów znajduje się na etapie prac legislacyjnych.

 

Ocenią lekarze

Marta z 10 Brygady problemy z powodu tatuaży miała kilka miesięcy temu, kiedy razem ze swoją jednostką musiała przejść teksty kwalifikacyjne do Sił Odpowiedzi NATO (SON). Jednym z etapów były badania medyczne. „Ze względu na to, że mam kilka tatuaży, z czego część jest rozległa, nie przeszłam pozytywnie badań do SON-u. Bałam się, że przez to dowódca nie podpisze ze mną kolejnego kontraktu. Na szczęście się udało”, opowiada. Zastanawia się, czy podobny stres będzie przeżywać co dwa lata albo podczas egzaminów do szkoły podoficerskiej. „Uważam, że tatuaże nie powinny mieć znaczenia. Jestem przeciwna obraźliwym malunkom, ale artystyczne ozdoby nie powinny być barierą”, podkreśla.

Jak ocenia Cezary Soszyński, który od dziesięciu lat prowadzi studio tatuażu Viking w Zielonej Górze, problem leży głównie w stereotypowym postrzeganiu takich ozdób przez wojskowych starszego pokolenia. „Dla mnie to co najmniej dziwne, że młody człowiek, kiedy staje przed komisją lekarską, dowiaduje się, że tatuaż, który wykonał z pobudek patriotycznych, niejako skreśla go ze służby. A przecież w armii USA tradycja tatuażu utrzymuje się od lat i nikt nie widzi w niej nic negatywnego”, mówi Soszyński. Tatuażysta przyznaje, że jego studio odwiedza kilkunastu żołnierzy w miesiącu. Niektórzy umawiają się na tatuaż, inni się nad nim zastanawiają. „Naszymi klientami są w większości mężczyźni, ale zdarzają się również kobiety w mundurach”, dodaje. Soszyński najczęściej wykonuje tatuaże patriotyczne, z motywami religijnymi oraz prywatnymi, np. portretami bliskich osób. „Rozmawiam z żołnierzami i jestem przekonany, że wzory, które wybrali, mają dla nich ogromne znaczenie. I nie jest to absolutnie związane z modą. To wewnętrzna potrzeba utożsamiania się z zakorzenionymi wartościami. I to mnie bardzo cieszy, ponieważ również uważam się za patriotę”, podkreśla.

Zastępca przewodniczącego Centralnej Wojskowej Komisji Lekarskiej płk Jacek Pryk wyjaśnia, że dla orzeczników ważne jest nie tylko miejsce na ciele, gdzie znajduje się tatuaż, lecz także jego estetyka. Żołnierzy nieco to dziwi, twierdzą bowiem, że lekarze powinni skupiać się na zdrowiu, a nie określaniu tego, co jest etyczne i estetyczne. „To kwestia treści, jakie dany tatuaż niesie. Zgadzam się, że takie ozdoby są dziś popularne i jest na nie większe przyzwolenie i akceptacja. To na pewno pokłosie misji, bo żołnierze wracają wytatuowani wzorem sojuszników”, mówi płk Pryk i dodaje: „Jeśli w obowiązujących przepisach jest zapisane, że tatuaż przedramienia dyskwalifikuje ze służby, to nie ma dowolności w orzekaniu. Teraz ma się to zmienić na korzyść żołnierzy. To lekarz orzecznik zdecyduje, czy tatuaż, np. na przedramieniu, jest szpecący”. Oficer przyznaje także, że kandydaci do służby, którzy mają rozległe malunki, są kierowani zazwyczaj do psychologa lub psychiatry. Specjaliści oceniają, czy za potrzebą tatuowania ciała nie kryją się jakieś zaburzenia psychiczne.

A co, jeśli wytatuowani żołnierze przejdą do rezerwy, a później postanowią wrócić do armii? Dziś w takim wypadku rezerwista jest traktowany jak każdy inny kandydat. Ale i tu przepisy mają się zmienić – najpierw pod uwagę mają być brane doświadczenie, staż i umiejętności.

 

Bezwzględny zakaz

Kandydat do służby zawodowej (także żołnierz NSR-u), który ma szpecący tatuaż, jest co do zasady zdolny do służby, ale zostaje uznany za niezdolnego do jej pełnienia m.in. w kompaniach jednostek reprezentacyjnych Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, w jednostkach desantowo-szturmowych, w Żandarmerii Wojskowej, a także do ubiegania się o przyjęcie do studium oficerskiego lub szkoły podoficerskiej. Szpecący tatuaż może mieć również wpływ na uznanie kandydata za niezdolnego do pełnienia zawodowej służby wojskowej w powietrzu, służby naziemnego zabezpieczenia lotów i inżynieryjno-lotniczej oraz na okrętach wojennych i innych jednostkach pływających marynarki wojennej, a także w charakterze nurków i płetwonurków.

Problem z tatuażami mogą mieć żołnierze wojsk specjalnych, którzy właśnie na podstawie tatuaży mogą być identyfikowani.

Paulina Glińska, Magdalena Kowalska-Sendek

autor zdjęć: Arch. prywatne





Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO