moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Rozkaz – „rozładować” więzienia

22 marca 1940 roku Ławrientij Beria, ludowy komisarz spraw wewnętrznych ZSRR, wydał tajny rozkaz o rozładowaniu więzień NKWD na zachodniej Ukrainie i Białorusi. W efekcie zostało zamordowanych 7305 obywateli II RP, m.in. niezmobilizowanych oficerów wojska, policjantów, urzędników. Masowe egzekucje były mniej znaną odsłoną zbrodni katyńskiej.

Po zdarciu kolejnej warstwy ziemi, ich oczom ukazały się ludzkie szczątki. Byli na to przygotowani. W czasach, gdy rządził Stalin, wioska Bykownia położona w administracyjnych granicach Kijowa, cieszyła się ponurą sławą. To właśnie tutaj pod osłoną nocy siepacze z NKWD grzebali ciała zakatowanych przez siebie ofiar. Potem Sowieci usiłowali zatrzeć ślady zbrodni. Nie do końca im się to jednak udało. Już w niepodległej Ukrainie do Bykowni przyjechały ekipy z Instytutu Pamięci Narodowej. Miały zweryfikować informacje, z których wynikało, że w masowych grobach spoczywają też dawni obywatele Polski. Teraz członkowie ekip ekshumacyjnych pochylali się nad odsłoniętym dołem. Spośród murszejących kości ktoś wydobył niewielki przedmiot. Wojskowy nieśmiertelnik, na nim nazwisko i stopień – starszy sierżant Józef Naglik. Śladów było więcej: prawo jazdy wystawione na nazwisko Franciszka Paszkiela, policyjna odznaka, grzebień, na którym ktoś niewprawną ręką wydrapał cztery polskie nazwiska... Drobiazgi rzucające odrobinę światła na zbrodnię do dziś pogrążoną w mrokach tajemnic, niedomówień i spekulacji.

 

Kto odchudził listę?

Jest początek września 1939 roku. Za kilka dni Armia Czerwona uderzy na walczącą z Niemcami Polskę. Ludowy komisarz spraw wewnętrznych Ławrientij Beria wysyła rozkazy do szefów NKWD w Kijowie i Mińsku. Poleca utworzyć specjalne grupy operacyjne, które będą przemieszczały się za regularnym wojskiem i wyłapywały szczególnie niebezpiecznych wrogów ludu: przedstawicieli polskiej administracji, żołnierzy i policjantów, polityków, posiadaczy ziemskich, fabrykantów.

Komanda przystępują do pracy 17 września. Powierzone im zadania realizują na tyle skwapliwie, że u progu kolejnego roku więzienia na dawnych polskich kresach niemal pękają w szwach. Siedzi w nich ponad 18 tysięcy obywateli II RP – głównie Polaków, ale też trochę Ukraińców i Białorusinów. 2 marca 1940 roku Beria wysyła do Józefa Stalina notatkę, w której proponuje rozstrzelanie 14,7 tysięcy polskich jeńców przetrzymywanych w obozach w Starobielsku, Ostaszkowie i Kozielsku, a także 11 tysięcy więźniów. Trzy dni później wniosek zostaje zatwierdzony.

NKWD przygotowuje stosowne listy. Tyle że ostatecznie do rozstrzelania zostaje wyznaczonych nie 11 tysięcy, lecz dokładnie 7305 więźniów. Dlaczego? – Kwestia ta do dziś pozostaje nierozstrzygnięta – przyznaje dr hab. Sławomir Kalbarczyk z Instytutu Pamięci Narodowej. – Nie wiemy ani kto, ani dlaczego zmienił decyzję Politbiura, które przecież w okresach pomiędzy zjazdami partii było w ZSRR najwyższym organem władzy – dodaje. Nie wiadomo też, dlaczego w ostatniej chwili zostali pozostawieni przy życiu właśnie ci, a nie inni więźniowie. – Listę odchudzono o blisko cztery tysiące osób. Liczba ta nie odpowiada żadnej z kategorii, na jakie byli podzieleni więźniowie. W grę musiało więc wchodzić inne kryterium – zaznacza dr hab. Kalbarczyk.

22 marca 1940 roku Beria wydaje rozkaz numer 00350. Dotyczy on „rozładowania” więzień NKWD na zachodniej Ukrainie i Białorusi, między innymi w Drohobyczu, Tarnopolu, Baranowiczach czy Pińsku. Zgodnie z dokumentami skazańcy z terenów Ukrainy mieli zostać przewiezieni do więzień w Kijowie, Charkowie oraz Chersoniu, zaś ci z Białorusi – do więzienia w Mińsku. I tu pojawia się kolejna zagadka. – W samym rozkazie Berii mowa o transporcie... sześciu tysięcy więźniów. Co zatem z 1305 pozostałymi osobami z list? Można zakładać, że oni już wcześniej znajdowali się we wskazanych miejscach. W ZSRR częstą praktyką było przecież przerzucanie więźniów z jednej placówki do drugiej – podkreśla historyk. Transporty ze skazańcami wyruszyły w początkach kwietnia.

Szczątki w uroczysku

Więźniowie byli mordowani w czterech lokalizacjach. Historycy nie są jednak stuprocentowo pewni w jakich. O ile Kijów, Mińsk i Charków jako miejsca kaźni nie budzą wątpliwości, o tyle Chersoń – już tak. – Tamtejsze więzienie nie pasuje do pozostałych. Jest małe i niczym się tak naprawdę nie wyróżnia. Co więcej, w Chersoniu, w odróżnieniu od pozostałych miejscowości, nie było obwodowego zarządu NKWD. Taki zarząd mieścił się w oddalonej o 60 kilometrów miejscowości Nikołajew – mówi dr hab. Kalbarczyk. – Być może Sowieci z jakichś bliżej nieokreślonych powodów zdecydowali się na Chersoń, a do pomocy miejscowym funkcjonariuszom wysłali ekipę z Nikołajewa? A może, choć brak na to jakichkolwiek dowodów, egzekucje zostały przeprowadzone jednak w drugiej z tych miejscowości? – zastanawia się historyk.

Do dziś nie poznaliśmy też nazwisk wszystkich zamordowanych wówczas więźniów. Personalia zgładzonych w Kijowie, Charkowie oraz Chersoniu figurują na tak zwanej ukraińskiej liście katyńskiej. NKWD wpisało na nią 3435 osób. Lista jest znana i dostępna. Jednak miejsca pochówku części rozstrzelanych nie udało się zlokalizować. Ekshumacje prowadzone w Bykowni pozwoliły przyjąć, że w kijowskim więzieniu NKWD zginęło około dwóch tysięcy polskich obywateli. Pozostali skazańcy z listy ukraińskiej prawdopodobnie w Charkowie i Chersoniu. – Tyle że w pierwszej z tych miejscowości ich grobów nie udało się odnaleźć, w drugiej zaś prace w ogóle nie były prowadzone – tłumaczy dr hab. Kalbarczyk. W Mińsku funkcjonariusze NKWD zabili 3870 więźniów. Najpewniej zostali oni pogrzebani na uroczysku Kuropaty, znajdującym się na obrzeżach miasta. W tamtejszych masowych grobach zostały odkryte przedmioty pochodzące ze środkowej Europy. Wśród nich był na przykład grzebień z datami i napisami wskazującymi na to, że wyrył je Polak przetrzymywany w mińskim więzieniu. – Niestety tutaj z kolei nie znamy żadnych nazwisk. Historycy dotąd nie natrafili na Białoruską Listę Katyńską – podkreśla dr hab. Kalbarczyk. Niektórzy z nich starają się jednak ją zrekonstruować. Do tej pory udało się ustalić kilkaset nazwisk ofiar prawdopodobnie zamordowanych na Białorusi. – Wiele wskazuje jednak na to, że wszystkich szczegółów ten odsłony zbrodni katyńskiej nie poznamy nigdy – przyznaje badacz z IPN.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: arch. Muzeum Katyńskiego

dodaj komentarz

komentarze


Polscy i czescy terytorialsi ramię w ramię
Litwini ćwiczą masową ewakuację obywateli
„Horyzont” przedłużony
350 mln zł dla 86 firm, by były w gotowości
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Modułowe koszary przy granicy
Geran-5. Rakieta w cenie drona?
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Pentagon o stałej bazie US Army w Polsce
Zbrojna prowokacja na granicy Łotwy
Ukraina kontra odrzutowe drony
Za kulisami zlotu tygrysich eskadr NATO
Biatloniści „armii mistrzów” w medalowej formie
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Technologie SECO/WARWICK wzmacniają przemysł obronny
Drony na celowniku, czyli test zdolności przeciwlotników 16 DZ
Cios w plecy
Piechur, artylerzysta, lotnik i… hydraulik
Inauguracja roku akademickiego na WAT
Podróż pamięci
Sukces polskich żołnierzy na czempionacie szermierzy
Pierwszych pięć strzałów
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Konstelacja MikroGlob już w kosmosie
MON zmienia system gotowości obronnej
Coraz więcej Daglezji w armii
Delegacja MON-u z wizytą w Waszyngtonie
Leopardy na dnie Odry i test Batalionu Model 44
Co z wysługą po powrocie do wojska?
Polsko-koreańska współpraca w programie K2 się rozwija
Bataliony Chłopskie – bojowe szeregi polskiej wsi
Kajakarka, pięcioboiści nowocześni i taekwondzistka na podium
Cisi i skuteczni od 65 lat
Żołnierze Czarnej Dywizji orientowali się najlepiej
Wojska przeciwlotnicze i dronowe na Lubelszczyźnie
„Czterej pancerni i pies” w Żaganiu
20 kilometrów z radiostacją
Wojsko na straży polskiej cyberprzestrzeni
Jak drapieżne ptaki chronią lotnisko
Dwie dekady IWspSZ
Polska w koalicji antybalistycznej
Polska Grupa Zbrojeniowa na MSPO 2026 – więcej niż premiery
Gorący lipiec PKW Łotwa
Stulecie lotu Warszawa – Tokio
Agresja na Polskę nie była „spacerem”
Czego nie wiesz o komandosach z Lublińca?
Z prądem i pod prąd
Polowanie w ogródku
Pierwszy „europejski” Husarz już w Polsce
Sukcesy na basenie i strzelnicy
Odpowiedź na rosyjską eskalację
Działajmy razem!
Białorusini ćwiczą przy granicy z Polską
Śmierć wartownika
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Na szczycie armii bez zmian
Amerykanie drugi raz wychodzą z Iraku
Wypalanie Marków
Abordaż z polskim wsparciem
Jeden cywil w gronie żołnierzy na podium
Ryś zamiast Pantery
Długa droga do domu
Polska i Norwegia razem dla bezpieczeństwa
Szwedzkie wsparcie
Nowy bezzałogowiec morski Grupy WB
Flanka pod strażą
Berlin: Rosja próbowała doprowadzić do zamachu na lotnisku

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO