moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Strach przed zagładą

58 lat temu na ulicach Berlina stanęły naprzeciw siebie gotowe do walki czołgi USA i ZSRR. Świat wstrzymał oddech. Wystarczyła iskra, by utarczka przerodziła się w globalną konfrontację dwóch supermocarstw. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Podczas zimnej wojny los milionów, jeśli nie miliardów ludzi, kilkakrotnie wisiał na włosku.

Po jednej stronie dziesięć amerykańskich M48 Patton, po drugiej tyle samo sowieckich T-54 i T-55. Wszystkie z włączonymi silnikami, lufami wymierzonymi w przeciwnika i załogami czekającymi na sygnał do ataku. 27 października 1961 roku na ulicy Friedrichstrasse, nieopodal posterunku Checkpoint Charlie, gdzie przebiegała granica między zachodnią a wschodnią częścią Berlina, zapachniało wojną. I to wojną w wymiarze globalnym.

 

REKLAMA

Miasto murem podzielone

Sowieci i ich niemieccy sojusznicy mieli nie lada problem. Mimo wytężonej pracy służb, na zachód odpływała z NRD całkiem pokaźna fala uciekinierów, którzy nie bardzo chcieli wiązać swoją przyszłość z komunistycznym rajem. Sytuacja  mogła okazać się groźna dla enerdowskiej gospodarki.

Bramę do wolnego świata stanowił Berlin, gdzie ciągle jeszcze można było w miarę swobodnie poruszać się pomiędzy wschodnimi a zachodnimi dzielnicami. Komuniści postanowili działać. Najpierw przywódca ZSRR Nikita Chruszczow zażądał, by alianci wycofali z Berlina Zachodniego swoje wojska. A kiedy ci powiedzieli: „nie”,  w nocy z 12 na 13 sierpnia 1961 roku enerdowskie wojsko, policja i straż graniczna zablokowały przejścia graniczne między obydwoma częściami miasta. Chwilę później ruszyła budowa muru liczącego blisko 160 km, przez miejscową propagandę zwanego „antyfaszystowskim”, który odgrodził Berlin Zachodni od NRD. Termin „żelazna kurtyna”, którego kilkanaście lat wcześniej użył Winston Churchill, nabrał zupełnie nowego wymiaru, napięcie między ZSRR a USA zaś sięgnęło zenitu. I właśnie w takiej atmosferze pod koniec października na przejściu przy Friedrchstrasse straż graniczna NRD zatrzymała, pod bliżej nieokreślonym pretekstem, zachodniego dyplomatę.

Na ulicę wyjechały amerykańskie i sowieckie czołgi. Stanęły naprzeciw siebie w odległości 200 metrów. Żołnierze czekali na rozkaz otwarcia ognia. Ale rozkaz nie nadchodził. – Przywódcy obydwu stron się wahali, bo wiedzieli, że drobny incydent może przerodzić się w atomową konfrontację dwóch supermocarstw – zaznacza prof. Marek Kornat, historyk i sowietolog z Polskiej Akademii Nauk oraz Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Impas trwał od godziny 17 do 11 następnego dnia. Wreszcie pierwszy z sowieckich czołgów cofnął się o kilka metrów. W odpowiedzi podobny ruch wykonał amerykański czołg Patton. Kolejne załogi zrobiły to samo. I tak krok po kroku maszyny wycofały się z Friedrichstrasse. – Komuniści eskalowali napięcie, jednak od globalnej konfrontacji byliśmy wówczas mimo wszystko stosunkowo daleko – uważa tymczasem prof. Krzysztof Kubiak, historyk wojskowości z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. – Budowa muru to element strategii defensywnej. Poza tym Berlin Zachodni nie został przez Sowietów i ich sojuszników na dłużej zablokowany, a tak przecież stało się kilkanaście lat wcześniej. I właśnie pierwszy z kryzysów berlińskich był, według mnie, dla losów świata groźniejszy – dodał.

Jeż w portkach

Rok 1948. Alianci dążą do zjednoczenia zachodniej części Niemiec. Pierwszym krokiem jest wprowadzenie nowej, wspólnej waluty, która ma stanowić remedium na szalejącą inflację. Podobnie czynią w okupowanej  części Berlina. Stalin nie może się z tym pogodzić. Po cichu liczy, że ostatecznie całe miasto przypadnie jemu. 24 czerwca Armia Czerwona zamyka wszystkie drogi prowadzące do Berlina Zachodniego. Rozpoczyna się blokada, która potrwa blisko rok. Amerykanie i ich sojusznicy mają dwa wyjścia – albo odblokują miasto siłą, albo znajdą inny sposób dostarczania do niego żywności, opału, lekarstw. Czyli wszystkiego, co niezbędne do codziennego funkcjonowania. Wkrótce w powietrze wzbijają się stacjonujące na zachodzie Niemiec transportowe Douglasy. Przez kolejne miesiące na berlińskim lotnisku Tempelhof co kilka minut lądują samoloty z zaopatrzeniem. – Gdyby alianci nie zdecydowali się na operację, w dziejach lotnictwa bez precedensu, zapewne prędzej czy później doszłoby do zbrojnej konfrontacji. A ta mogłaby oznaczać początek III wojny światowej – przekonuje prof. Kubiak. Pozostaje pytanie o jej skutki. Amerykanie mają już wtedy bombę atomową. Sowieci jeszcze nie, ale intensywnie nad nią pracują. Pierwszą udaną próbę przeprowadzają pod koniec sierpnia 1949 roku. Trzy miesiące po tym, jak odblokowali Berlin Zachodni. Atomowy wyścig zbrojeń rozpoczyna się na dobre. Odtąd groźba globalnej hekatomby będzie towarzyszyła każdemu kolejnemu kryzysowi.

Prawdopodobnie najbliżej katastrofy świat znalazł się jesienią 1962 roku. Wówczas od przeszło roku prezydentem USA był John F. Kennedy. Chruszczow doszedł do wniosku, że ma do czynienia z przeciwnikiem niedoświadczonym i zdecydował się na ryzykowny ruch. „Wpuścimy Amerykanom jeża w portki” – ogłosił swoim współpracownikiem, po czym wysłał na Kubę rakiety zdolne przenosić głowice atomowe – tłumaczy prof. Kubiak. Amerykanie jednak wykryli pociski, zanim te osiągnęły gotowość bojową. Kennedy postanowił zagrać ostro. Zarządził blokadę Kuby. US Navy dostała rozkaz niedopuszczenia do wyspy kolejnych statków i wypłoszenia z jej rejonu sowieckich okrętów podwodnych. Wojna wisiała na włosku. Podobno osaczony przez amerykańskie jednostki dowódca jednego z okrętów wydał rozkaz załadowania do wyrzutni torpedy z głowicą jądrową. „Zdmuchniemy ich! Umrzemy, ale zatopimy ich wszystkich!” – miał krzyczeć. Od zamiaru wystrzelenia torpedy odwiódł go jego zastępca. Ostatecznie Sowieci odpuścili. Zgodzili się wywieźć z Kuby rakiety w zamian za wycofanie amerykańskich rakiet z Turcji. – To był tak naprawdę jedyny moment podczas krótkiej prezydentury Kennedy’ego, kiedy przemówił do Sowietów językiem siły. Zareagował tak, bo bezpośrednio zagrożone zostało terytorium USA – podkreśla prof. Kornat.

OKO i fałszywy świat

Globalna wojna atomowa stała się niezwykle realna także w 1983 roku. – Schyłek rządów Breżniewa, rządy Andropowa i Czernienki to był bardzo niebezpieczny czas – uważa prof. Kubiak. – Sowieci zdawali sobie sprawę, że zaczynają przegrywać wyścig zbrojeń. Doszli więc do wniosku, że Amerykanie potajemnie przygotowują się do zmasowanego ataku jądrowego. Ich percepcja była jednak zupełnie inna niż ówczesna rzeczywistość – dodaje. Ronald Reagan co prawda prowadził z ZSRR wojnę psychologiczną i gospodarczą, ale na konfrontację militarną nie miał ochoty. Tymczasem psychoza Kremla doprowadziła do zestrzelenia koreańskiego samolotu pasażerskiego, który omyłkowo naruszył sowiecką przestrzeń. Najpełniej jednak dała o sobie znać w listopadzie 1983 roku podczas natowskich manewrów „Able Arch”. Według ich scenariusza, wojska Układu Warszawskiego atakują Zachód z użyciem broni chemicznej, ten zaś odpowiada uderzeniem nuklearnym. Ćwiczebne uruchomienie procedur z tym związanych Kreml wziął za przygotowanie do oczekiwanej przecież wojny. Kiedy więc wojska NATO ćwiczyły na zachodzie Europy, na wschodzie sowieckie wyrzutnie i samoloty czekały w pełnej gotowości na sygnał do kontruderzenia. Na szczęście Kreml nie postawił kropki nad „i”.

Na tym jednak nie koniec. Wojna atomowa przynajmniej dwukrotnie mogła się rozpocząć nie tyle za sprawą ludzi, ile niedoskonałości systemów, które mieli oni do dyspozycji. Pewnego listopadowego dnia 1979 roku amerykański system wczesnego ostrzegania NORAD poinformował, że Sowieci wystrzelili w kierunku USA kilka tysięcy rakiet. Amerykański prezydent miał kilka minut na podjęcie decyzji o kontruderzeniu. Zanim jednak do tego doszło, stało się jasne, że coś tu nie gra. Satelity nie potwierdziły informacji o ataku. Jak się później okazało, ktoś omyłkowo uruchomił program ćwiczebny. Cztery lata później błędną informację podał satelitarny system ostrzegania przed pociskami balistycznymi OKO, z którego korzystali Sowieci. Pełniący dyżur ppłk Stanisław Pietrow dostrzegł na monitorach pięć rakiet zmierzających w stronę terytorium ZSRR. Zgodnie z procedurą powinien był natychmiast powiadomić o tym zwierzchników, którzy rozpoczęliby postępowanie związane z sowieckim kontratakiem. Pietrow jednak się zawahał. Nie wierzył, że Amerykanie mogą uderzyć tak nieznacznymi siłami. Było to niezgodne z doktryną MAD, która mówiła o uderzeniu mającym zetrzeć przeciwnika z powierzchni ziemi. Oficer nie puścił informacji dalej. Wkrótce okazała się ona fałszywa. Niezależnie od tego Pietrow poniósł służbowe konsekwencje. Został poddany wyczerpującym przesłuchaniom i odsunięty na boczny tor. – Sowiecka psychoza trwała aż do połowy lat 80. Osłabła wraz z dojściem do władzy Michaiła Gorbaczowa – wyjaśnia prof. Kubiak.

Walka o serca i umysły

Broń jądrowa budziła strach po obydwu stronach ideologicznej barykady. – Kolejni przywódcy supermocarstw wiedzieli, że naciśnięcie atomowego guzika prawdopodobnie oznaczać będzie kres cywilizacji. Niezwykle trafnie określił to Albert Einstein. Mówił, że trzecia wojna światowa, jeśli oczywiście wybuchnie, będzie wojną atomową. Ale już czwarta, będzie starciem na maczugi – podkreśla prof. Kornat. Mimo to po zapadnięciu żelaznej kurtyny nikt nie mógł być pewny, co przyniesie jutro. – Amerykanie przygotowywali się jedynie do wojny obronnej. Zakładali jednak, że w określonej sytuacji mogą użyć arsenału jądrowego jako pierwsi. Stałoby się tak wówczas, gdyby Sowieci rozpoczęli wojnę w Europie, gdzie mieli przewagę w broni konwencjonalnej. Zanim USA zdołałyby wzmocnić swoje wojska, sowieckie oddziały mogłyby dojść do Atlantyku. Stąd tak radykalny krok – wyjaśnia prof. Kornat. I dodaje: – Kreml za wszelką cenę próbował wywrzeć na Amerykanach publiczną deklarację, że jednak po broń jądrową nie sięgną. W podobnym tonie wypowiada się prof. Kubiak. – USA nigdy nie przygotowywały się do wojny zaczepnej w wymiarze strategicznym. Czy dążył do tego ZSRR? Trzeba pamiętać, że mieliśmy do czynienia z totalitarnym reżimem. Sposoby rozumowania kremlowskich przywódców i liderów zachodniego świata trudno ze sobą zestawiać. Warto pamiętać, że komuniści od początku skłonni byli postrzegać swój kraj jako oblężoną twierdzę – zaznacza historyk. – Sowieci, mając w Europie przewagę w broni konwencjonalnej, liczyli, że zdołają rozbić jedność NATO. Silna presja militarna miała sprawić, że małe państwa wyjdą z założenia. Iż „lepiej być czerwonym, niż nie być wcale”, Amerykanie zaś ten kontynent po prostu odpuszczą. Jednocześnie Kreml próbował osłabić przeciwnika, inspirując potajemnie np. liczne ruchy antyatomowe. Zimna wojna nie była prostą rozgrywką o liczbę czołgów i głowic nuklearnych. To była również walka o serca i umysły ludzi – podsumowuje prof. Kubiak.

Pisząc tekst, korzystałem m.in. ze strony internetowej www.berlin.de oraz fragmentów książek: Piotra Skórzyńskiego, Wojna światów. Intelektualna historia zimnej wojny, Warszawa 2011, Jerzego Holzera, Europa zimnej wojny, Kraków 2011 i Jerzego Kubowskiego, Stany Zjednoczone w obliczu zagłady atomowej. Kryzys kubański – trzynaście dni, które wstrząsnęły Ameryką, Warszawa 2014

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: wikipedia

dodaj komentarz

komentarze


Polki mistrzyniami świata w maratonie
Mistrz sztangi
Gorzki finisz wielkiej wojny
Szczecińska dywizja na morzu
Nothing Can Stop Our Tanks
Żołnierz zwyciężył w tegorocznym Biegu Niepodległości
Our efforts passed muster
Kaper ’18, czyli jak ocalić zakładników
Bądźmy razem dla niepodległej Polski
Polscy weterani razem z Kanadyjczykami w rugby
Testament geopolityczny prezydenta
Polska Casa nad Irakiem
Sto lat niepodległości
Wojsko szuka pielęgniarek
Chętni na dostawę Mustanga
Kolejne Jelcze dla armii
Pododdziały 12 Dywizji w drodze na wschodnią flankę
Cel – Fort Trump
Wybitni Polacy odznaczeni Orderem Orła Białego
Zmiany w powołaniach do służby wojskowej
Tak działa magia Invictusa
Oddawali krew dla Niepodległej
Amerykańskie dowództwo przyszłości
„Wostok”, czyli pokaz sztuczek wojennych
Pamiętajmy o grobach bohaterów Niepodległej
Polska świętuje na piknikach „Służymy Niepodległej”
Film Frames from the War Front
Prezydent złożył podpis pod reformą dowodzenia
Kawalerzyści na górskich trasach
Radary dla programu „Wisła”
Wyślij paczkę do PKW
Polsko-amerykańskie negocjacje
Amerykanie będą mieli wojska kosmiczne
Invictus Games Sydney 2018 zakończone!
Polscy zwiadowcy na walijskich szczytach
Pierwszy kontrakt Huty
We Build the World of Details
Wolna Polska na gruzach starego świata
He Who Awaken Poles to Arms
Posłowie z komisji obrony o planowaniu w armii
Bezpieczny powrót myśliwców
Rakiety Homara
Generalskie gwiazdki na 11 listopada
Wyjątkowe Święto Niepodległości
Europejski Fundusz Obronny, czyli pieniądze (nie) do wzięcia?
„Anakonda” na Bałtyku
Więcej pieniędzy dla żołnierzy
Rząd za kluczowymi zmianami
Zmiany w ustawie o weteranach
Śmigłowce w chmurach
Konwój idzie przez Bałtyk
Kto zbiera burzę
The United States of America Have It Their Way
„Niepodległą mamy we krwi”: czas na nagrody
Przełajowcy z 12 Dywizji Zmechanizowanej najlepsi

Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO