moja polska zbrojna
Strona którą odwiedzasz korzysta z plików cookies. Ustawienia dotyczące tych plików można zmienić w opcjach przeglądarki używanej do przeglądania Internetu.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o plikach cookies przeczytaj Politykę cookies.
Jeśli ustawienia cookies nie zostaną zmienione, podczas przeglądania strony informacje automatycznie zapisywane będą w pamięci Twojego urządzenia.
Nie pokazuj mi więcej tego komunikatu: kliknij tutaj

Tragedia SS „Wigry”

O losie marynarzy ze statku SS „Wigry”, który zatonął w czasie II wojny światowej, stara się przypomnieć światu Witold Bogdański, mieszkający w Islandii Polak. Dociera do ich rodzin, organizuje wystawy, pisze książkę poświęconą jednostce. Przy współpracy z islandzką strażą przybrzeżną planuje też dokładnie zbadać wrak.

Frachtowiec „River Dart”, którego portem macierzystym był Giblartar, po przybyciu do Gdyni widoczny od strony rufy podczas postoju przy nabrzeżu. Jako statek Bałtyckiej Spółki Okrętowej został przemianowany na „Wigry”.

– Po raz pierwszy groby marynarzy pokazała mi w 1985 roku mama mojej znajomej – opowiada Witold Bogdański, prezes Stowarzyszenia Polonii Islandzkiej (działa w niej ok. 30 osób, w całej Islandii zaś mieszka 18 tys. Polaków). – Zacząłem tam jeździć, zapalać świeczki 1 listopada, ale ta historia nie dawała mi spokoju. Patrzyłem na pamiątkową tablicę, na kilkanaście polskich nazwisk i kolumnę gwiazdek. Kto jeszcze był na statku? Co tak naprawdę tam się stało? Gdzie leży wrak? Pytań było coraz więcej – wspomina Bogdański, który od ponad 30 lat mieszka na wyspie. Kilka lat temu zaczął sprawdzać, szukać. – Wkrótce dotarło do mnie, jak wielki dramat rozegrał się wówczas na morzu. No i jak wiele jeszcze jest tutaj do zrobienia – mówi.

REKLAMA

Światło od kapitana

Tamtego tygodnia SS „Wigry” znalazł się w piekle dwukrotnie. Najpierw w nocy z 9 na 10 stycznia 1942 roku. Trzy dni wcześniej statek, który należał do polskiej floty handlowej, wyruszył z Islandii z ładunkiem mączki rybnej. W towarzystwie trzech innych jednostek miał dołączyć do konwoju, który zmierzał do USA. Wkrótce pojawił się silny sztorm, który uszkodził okrętowe mechanizmy. „Wigry” stracił szalupy i tratwy na lewej burcie. Kapitan Władysław Grabowski doszedł do wniosku, że dalszy rejs nie ma sensu. Trzeba wracać na Islandię i doprowadzić statek do porządku. Marynarze nie wiedzieli jeszcze, że to zaledwie przygrywka do prawdziwego dramatu.

15 stycznia „Wigry” weszły do Zatoki Faxa. Port w Reykjaviku wydawał się na wyciągnięcie ręki. I wtedy morskie pandemonium dało o sobie znać po raz kolejny. Sztorm, który się rozpętał, Islandczycy do dziś określają mianem sztormu stulecia. Prędkość wiatru osiągnęła 240 kilometrów na godzinę, fale zaś zaczęły się przelewać przez pokład statku. Rozbiły ster, w końcu zepchnęły jednostkę na skały. Kadłub pękł, do wnętrza zaczęła się wdzierać woda, a część załogi znalazła się w lodowatym oceanie. Kapitan postanowił ich ratować.

Z pokładu udało się spuścić jedyną ocalałą łódź. Grabowski jednak do niej nie wsiadł. W towarzystwie kucharza został na pokładzie i okrętowym reflektorem oświetlał drogę do szalupy. Dotarło do niej 25 marynarzy. Ostatecznie katastrofę miało przeżyć zaledwie dwóch. Kapitan i kucharz poszli na dno razem ze statkiem. Morze pochłonęło też pierwszego oficera Zbigniewa Lewickiego, który już z szalupy skoczył w toń, by ratować jednego z marynarzy. Rozbitkowie walczyli całą noc gnani wichrem. Szalupa dwukrotnie została przewrócona przez fale. Do brzegu zdołali przedostać się trzej członkowie załogi. Najwięcej sił zachował młody Islandczyk Bragi Kristjansson. Przez śniegi i wiatr ruszył w kierunku, gdzie miały się znajdować światła dostrzeżone przez rozbitków z morza. Nadludzkim wysiłkiem dotarł do farmy i sprowadził pomoc. Z dwóch marynarzy, którzy czekali na niego na plaży, udało się uratować tylko jednego – Ludwika Smolskiego, drugiego oficera.
Kiedy sztorm ustał, ocean zaczął wyrzucać na brzeg zamarznięte ciała.

Historia bardziej znana

SS „Wigry” był frachtowcem, który od 1939 roku należał do Bałtyckiej Spółki Okrętowej. – Kiedy wybuchła wojna, podobnie jak inne jednostki cywilne, zaczął pracować w odmiennym niż dotychczas trybie – tłumaczy Aleksander Gosk, zastępca dyrektora Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. Statki nadal wychodziły w morze pod cywilną banderą, transportowały zaopatrzenie dla ludności cywilnej – Wyspy Brytyjskie musiały przecież normalnie funkcjonować – oprócz tego jednak wykonywały coraz liczniejsze zadania na rzecz armii. – Wiele z nich pokonywało w konwojach Atlantyk. Krążyły między Stanami Zjednoczonymi a Europą, pływały do Murmańska ze sprzętem, który amerykański rząd przekazywał Armii Czerwonej w ramach Land-Lease’u. Wyprawiały się także do Afryki – opowiada Gosk. Wiele jednostek zostało wyposażonych w uzbrojenie, najczęściej przeciwlotnicze. – Załogi przechodziły szkolenia, podczas których uczyły się obsługi armat. Na większych statkach, na przykład transatlantyku „Batory”, sprzętem zajmowali się co prawda oddelegowani przez armię żołnierze, ale i tak każdy z marynarzy musiał mieć o tym choćby ogólne pojęcie – zaznacza Gosk.

Armata przeciwlotnicza została zamontowana również na SS „Wigry”. – Podczas feralnego rejsu załoga statku liczyła 27 marynarzy – 13 Polaków i 14 obcokrajowców, wśród których znaleźli się Islandczycy, Brytyjczycy, dwóch Łotyszy, Egipcjanin i Kanadyjczyk – wylicza Bogdański, który postanowił przypomnieć o nich światu. Rozpoczął poszukiwania ich rodzin. – Na razie dotarliśmy do bliskich dziesięciu osób, w tym rodziny kapitana Grabowskiego. W 2013 roku, dzięki pomocy ówczesnego dowódcy marynarki wojennej, admirała Tomasza Mathei, udało mi się poznać jego syna Wiesława Grabowskiego. Okazało się, że to komandor w stanie spoczynku – wspomina Bogdański. Do spotkania doszło między innymi w czerwcu tego roku w Gdyni podczas odsłonięcia tablicy pamiątkowej ku czci kapitana SS „Wigry” Władysława Grabowskiego.

– Staramy się upamiętniać załogę i statek na różne sposoby, także w Islandii – tłumaczy Bogdański. – Dzięki rozmowom ze starszymi mieszkańcami ustaliliśmy dokładne miejsce, w którym rozbiła się jednostka. Stało się to na wysokości wyspy Hjörsey. Tam, gdzie dotarli rozbitkowie, w Syðra Skógarnes umieściliśmy wykonaną w Polsce pamiątkową tablicę – dodaje. Z kolei w Muzeum Morskim w Reykjaviku zorganizowano dwie wystawy: pierwszą w styczniu ubiegłego, drugą zaś w czerwcu obecnego roku. – Ostatnia była dwa razy przedłużana. Można ją zwiedzać do 1 grudnia – zaznacza Bogdański. Ekspozycja przedstawia zdjęcia oraz informacje o statku i jego losach. Uzupełnia ją zrekonstruowany z inicjatywy islandzkiej Polonii model statku.

Tymczasem Bogdański za cel stawia sobie również dotarcie do wraku SS „Wigry”. – Wiem już, gdzie on spoczywa. Teraz chciałbym, aby zaangażowani w projekt nurkowie obejrzeli statek z bliska. Pomaga nam islandzka straż przybrzeżna, dla której to forma szkolenia – tłumaczy Bogdański i dodaje: – Może z wraku udałoby się wydobyć jakiś jego element, na przykład okrętowy dzwon i kilka pamiątek. Potem chcielibyśmy, aby ten teren został objęty zakazem nurkowania dla uszanowania grobu kapitana i brytyjskiego kucharza.

Projekt jest szerszy. – Losom statku i jego załogi będzie poświęcona książka, którą właśnie piszę. Ukaże się ona w Polsce. Kolejnym krokiem stanie się zapewne realizacja filmu dokumentalnego. Materiału mam już naprawdę sporo – przyznaje Bogdański. – Zatonięcie „Wigier” było jedną z wielu tragedii ostatniej wojny. Historia statku doskonale jednak pokazuje, że w działania wojenne zaangażowani byli także cywile i że ponosili oni wielkie ofiary. Faktycznie przecież byli żołnierzami, gdyż służbę na statkach handlowych rozkaz naczelnego wodza zrównywał ze służbą w marynarce wojennej – podsumowuje.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: Lemański Bronisław/ NAC

dodaj komentarz

komentarze


PGZ zmodernizuje Bergepanzery
„Sophia” z polskim akcentem
Srebro polskich spadochroniarzy w futsalu
Polska wigilia w Rumunii
Centrum dowodzenia NATO w Polsce?
ORP „Drużno” po nowemu
Kadra dowódcza powstania styczniowego
Jeszcze mobilniejsze NATO
Nurkowie muszą zachować zimną krew
W Elblągu powstał pułk wsparcia dowodzenia
Nowe drony kamikadze
Polscy lotnicy kontra ISIS
„Tatusiu, kiedy wrócisz?”
Artylerzyści ćwiczyli przed „Błyskiem”
Górska taktyka piechoty
Groty już w służbie
Cywile chcą zostać kapralami WOT
Drugi dzień obrad NATO w Brukseli
Oto kawałek mnie
Posłowie debatowali o modernizacji
Siedem maratonów na siedmiu kontynentach
Saperzy pod wodą
Polacy na straży bezpieczeństwa NATO
Morskie drony z PGZ
Strażacy na medal
Witamy w domu
Nowy prezes PGZ
W czasie II wojny nie było polskich obozów zagłady
Resort obrony opracował zmiany w ustawie o weteranach
Proces w Marmaros-Sziget, czyli ostatnia batalia II Brygady
Amunicja do radzieckich czołgów sprzedana
Prezydent podpisał ustawę budżetową na 2018 rok
Motoryzacyjne zakupy armii
Ministrowie obrony w Brukseli
Licytacja na rzecz weteranów
Żołnierze na skoczniach narciarskich
Walka o Zamojszczyznę
Nowa współpraca wojskowa UE
Nowa kolekcja warszawskiego muzeum
Biało-Czerwone Iskry w Pjongczangu
Ćwierćmaraton Komandosa po raz czwarty
Będzie więcej dróg o znaczeniu obronnym
Argentyńska zagadka
Troje żołnierzy wystartuje w PyeongChang
Prawie 80 dni z ORP „Wodnik”
16-28 lutego 1918 – Polacy protestują przeciwko traktatowi z Ukrainą
Trotyl pod zabytkowym mostem
Terytorialsi przysięgali we Włodawie
Sprawdź swoją kondycję na AWL
Pierwszy zrzut cichociemnych
Wyższe dodatki dla żołnierzy
Lucyna, zuch dziewczyna
Prezydent z ministrem o dowodzeniu armią
Mastery nad Dęblinem
Wisła – szybciej i taniej
Mobilna strzelnica dla terytorialsów z Lublina
Posłowie o budżecie obronnym na 2018 rok
Nowi wiceministrowie obrony
Antoni Macierewicz w Kanadzie o rosyjskiej agresji

Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO