Specjaliści zajmujący się sprawami związanymi z bezpieczeństwem i gospodarką próbują odpowiedzieć na pytanie, co się będzie działo w Afganistanie po 2014 roku.
W grę wchodzą różne scenariusze: porozumienie władz państwowych i rebeliantów, a nawet wojna domowa, która może podzielić kraj na część południową i północną. Afganistan może także wpaść w ręce talibów i stać się obozem ćwiczeń dla różnych grup terrorystycznych.
A może Afgańczycy po prostu mają już dość wojny, która targa krajem od dziesiątków lat, i chcieliby wreszcie żyć w pokoju? Może uda im się do tego doprowadzić, a złowrogie przepowiednie to element wojny psychologicznej? W centrum szkoleniowym afgańskiej armii w Kabulu ćwiczenia odbyło 200 tysięcy osób. Czas pokaże, jak sobie poradzą.
Specjaliści pozostają sceptyczni. Szerokim echem odbił się ostatnio raport ekspertów International Crisis Group. Wynika z niego, że afgańskie władze nie są przygotowane, aby zapewnić krajowi bezpieczeństwo. Jak podała „Deutsche Welle”, miesięcznie ginie tam ponad 500 policjantów i żołnierzy.
Na majowym szczycie NATO w Chicago sojusznicy ustalili, że po 2014 roku sojusz zajmie się szkoleniem, doradztwem i wsparciem sił afgańskich, nie będzie zaś prowadził operacji bojowych. Dokładna koncepcja tej misji ma być znana najwcześniej w lutym 2013 roku.
Dziennik „Wall Street Journal” ujawnił, że administracja prezydenta Baracka Obamy chce pozostawić w Afganistanie 10 tysięcy amerykańskich żołnierzy, którzy będą szkolić Afgańczyków i prowadzić działania antyterrorystyczne. Niektórzy specjaliści do spraw bezpieczeństwa twierdzą jednak, że to zdecydowanie za mało, aby kontynuować misję szkoleniową oraz antyterrorystyczną. Wskazują, że pod Hindukuszem powinno pozostać co najmniej 30 tysięcy amerykańskich wojskowych. Afgańskie Siły Bezpieczeństwa po 2014 roku mają kosztować co najmniej 4 miliardy dolarów rocznie. Polska na razie nie określiła swego zaangażowania.
Chwila próby
Jakub Gajda ekspert do spraw Afganistanu
Mimo długoletniej obecności sił amerykańskich i NATO w Afganistanie sytuacja w tym kraju pozostaje skomplikowana. Można nakreślić kilka scenariuszy wydarzeń, jakie będą miały miejsce po 2014 roku, choć żaden z nich nie wydaje się w tej chwili bardziej prawdopodobny od innych. Jest jednak kilka procesów, które warto obserwować.
Siłom rządowym i koalicyjnym nie udało się, i już zapewne się nie uda, doprowadzić do złamania oporu, jaki stawiają Islamski Emirat Afganistanu, czyli ruch talibów, i inne ugrupowania zbrojne. Im bliżej 2014 roku, tym bardziej opozycja powinna rosnąć
w siłę. Mało prawdopodobne jest, aby po 2014 roku ruch talibów okazał się na tyle mocny, by przejąć władzę w Kabulu. Rząd Islamskiej Republiki Afganistanu, któremu nie będzie już przewodził Hamid Karzaj (ten kończy urzędowanie w 2014 roku), zapewne przez jakiś czas utrzyma wpływy w większej części kraju. Pytanie, kto zostanie kolejnym prezydentem Afganistanu, wydaje się kluczowe, jeśli chcemy spróbować przewidzieć dalszy tok wydarzeń.
Tymczasem w kraju pogłębiają się różnice między poszczególnymi prowincjami, a nawet dystryktami w obrębie niektórych prowincji. Dotyczy to bezpieczeństwa, edukacji, dostępu do programów pomocowych i możliwości rozwoju gospodarczego. Afganistan zmienia się w szachownicę z białymi (względnie bezpiecznymi) i czarnymi (niebezpiecznymi) polami, co komplikuje dążenia do jedności narodowej. Zróżnicowanie wewnętrzne, mocne miejsce zbrojnej opozycji oraz animozje pomiędzy grupami etnicznymi i religijnymi w przyszłości mogą stworzyć realne zagrożenie wynikające z eskalacji wojny domowej, która trwa wszakże od lat dziewięćdziesiątych XX wieku.
Równocześnie rząd Afganistanu wiąże się sojuszem z Indiami, co z jednej strony oznacza dla tego kraju wzmocnienie w rejonie azjatyckim, z drugiej jednak prowadzi do utrwalenia antagonizmów afgańsko-pakistańskich. Warto również obserwować rozwój gospodarczy w północnym i zachodnim Afganistanie, w którym swój wkład mają Iran i Chiny ze swoimi inwestycjami w przemyśle wydobywczym. Coraz śmielsze są też deklaracje dotyczące rozpoczęcia budowy rurociągu TAPI.
Afganistan ma potencjał, by zostać w niedalekiej przyszłości nową „kopalnią Azji Środkowej” oraz by czerpać profity z tranzytu surowców w wyniku połączenia bogatej w gaz Azji Centralnej z gęsto zaludnioną Azją Południową. Wszystko jednak uwarunkowane jest nie tylko sytuacją wewnętrzną, lecz także poczynaniami uczestników nowej wielkiej gry – Stanów Zjednoczonych, Rosji, Chin i Indii, a także Iranu i Pakistanu.
Afganistan po 2014 roku będzie organizmem zbyt słabym, by samodzielnie kreować swą przyszłość. Na jego kształt największy wpływ będą miały siły obce.
Wróżenie z fusów
Zbigniew Lewicki Profesor, szef Katedry Amerykanistyki na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie
Afganistan po wyjściu NATO dostanie się w ręce talibów i będzie miejscem ćwiczeń różnych grup terrorystycznych. Opuszczenie tego regionu przez Amerykanów nie przyniesie unormowania sytuacji nawet w takim stopniu, w jakim stało się to w Iraku. Rząd afgański nie kontroluje całego kraju, lecz część Kabulu. Dziś groźba terroryzmu jest mniejsza dzięki wykorzystaniu bezzałogowych samolotów. Przestaną one jednak latać, gdy siły USA już wyjdą, ponieważ Pakistan nie zgodzi się, aby startowały z jego terytorium. Amerykanie mogą spróbować odseparować Afganistan za pomocą pewnego rodzaju kordonu, ale nie będzie to skuteczne działanie.
Celem interwencji było rozprawienie się z talibami i trudno uznać, że go osiągnięto. Dziś, niemal dwa lata przed zapowiedzianym opuszczeniem Afganistanu przez wojska koalicji, nie jestem w stanie ocenić, co będzie większym błędem: wyjście z Afganistanu czy pozostanie w tym kraju po 2014 roku? Przez dwa lata wiele może się zmienić, choć na pewno sytuacja się nie ustabilizuje. Trudno o dokładne scenariusze, gdy nie widać dobrego rozwiązania. Byłoby to wróżenie z fusów.
Trzy scenariusze
Profesor Stanisław Koziej szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego
Prawdopodobne scenariusze rozwoju sytuacji w Afganistanie po zakończeniu operacji ISAF do końca 2014 roku będą miały porównywalne przesłanki, jeśli chodzi o wyjście z tego kraju. Można przyjąć, że nie będzie on stabilny, ale też nie stanie się „próżnią bezpieczeństwa”. NATO (zwłaszcza Stany Zjednoczone) planuje po 2014 roku utrzymanie misji doradczo-szkoleniowej i nie wyklucza zaangażowania komponentu sił specjalnych.
Afgańskie Siły Bezpieczeństwa – wojsko i formacje policyjne – będą liczyć kilkaset tysięcy żołnierzy oraz funkcjonariuszy i jest szansa, że utrzymają swój potencjał stabilizujący. Społeczność międzynarodowa zobowiązała się – między innymi na konferencjach w Bonn i Tokio – że po zakończeniu transition planu zaangażuje się w tak zwaną dekadę transformacji w latach 2015–2024. Będzie to oznaczać kontynuację pomocy, przede wszystkim finansowej.
To, żeby Afganistan był stabilny i przewidywalny politycznie, leży również – mimo różnicy oczekiwań – w interesie potężnych sąsiadów tego państwa. Najsłabszym elementem wydają się tu uwarunkowania wewnętrzne: niepewny wynik wyborów w 2014 roku, rebelianci, którzy w wycofaniu wojsk koalicji mogą dostrzec szansę na przejęcie władzy nie tylko lokalnej, lecz także centralnej, podziały etniczne, korupcja, narkobiznes, znikoma samowystarczalność państwa. Wobec tak naszkicowanych warunków możliwe są następujące scenariusze rozwoju sytuacji po 2014 roku.
Po pierwsze, integracyjny, czyli porozumienie władz państwowych i rebeliantów. Dzięki kompromisowi z rebeliantami centralnym władzom politycznym mogłoby udać się zapanować nad całością lub większością Afganistanu. Byłaby to jednak mimo wszystko władza chwiejna, wrażliwa na przesilenia, zależna od wsparcia zewnętrznego i rosnących w siłę lokalnych przywódców.
Po drugie, dezintegracyjny, czyli brak porozumienia wobec przewagi siły i aktywności rebeliantów. Doprowadziłoby to do wojny domowej i w rezultacie najprawdopodobniej do faktycznego rozpadu Afganistanu na co najmniej dwie części: północną i południową.
Po trzecie, ewolucyjny, czyli brak porozumienia wobec względnej przewagi władz centralnych, utrzymujących w dyspozycji w miarę trwałe siły bezpieczeństwa. Można przewidywać w tych warunkach kontynuację działań rebeliantów przeciwko władzom, co doprowadzi do politycznego pata. Podstawowe funkcje państwa mogą się osłabiać, a to z kolei niesie niebezpieczeństwo przekształcenia się Afganistanu w państwo upadłe.
Rok zero
Katarzyna Javaheri orientalistka, dyrektor polsko-afgańskiej spółki handlowej Ariana Trade Group
Powszechnie demonizuje się rok 2014, czyli termin wycofania wojsk NATO z Afganistanu. Nazywany jest on często rokiem zero. Obawiają się go zarówno organizacje międzynarodowe, państwa ościenne, jak i sami Afgańczycy. Sytuacja jednak nie jest tak zła, na jaką wygląda.
Na terenie Afganistanu przebywa obecnie około 130 tysięcy zagranicznych żołnierzy oraz ponad 300 tysięcy funkcjonariuszy i żołnierzy służących w ramach Afgańskich Sił Bezpieczeństwa Narodowego (Afghan National Security Forces, ANSF). Tych ostatnich ma być docelowo o 50 tysięcy więcej. Trwają intensywne szkolenia funkcjonariuszy, prowadzone przez Misję Szkoleniową NATO (NATO Training Mission-Afghanistan NTM-A) oraz EUPOL (Policyjna Misja Unii
Europejskiej w Afganistanie). Warto przy okazji zaznaczyć, że policjanci i żołnierze uczą się nie tylko swojego fachu, lecz także pisania oraz czytania.
Przyszłość afgańskiej gospodarki maluje się w jasnych barwach. Od 2002 notowany jest stały wzrost gospodarczy; rosną dochody kraju (PKB nominalny) oraz jego mieszkańców (PKB per capita). Rząd afgański zadbał o bezpieczeństwo inwestycji zarówno krajowych, jak i zagranicznych. O dobrze rokujący na przyszłość sektor górniczy dba Jednostka Ochrony Złóż (Memory Protection Unit, MPU), w której zatrudnionych jest 1,5 tysiąca osób, a do 2014 roku liczba ta wzrośnie do siedmiu tysięcy. Coraz bardziej czytelny system prawodawczy zachęca zagranicznych inwestorów do rozpoczęcia działalności na terenie Afganistanu.
Od 2010 roku kraj ten jest kandydatem do Inicjatywy Branży Wydobywczej na rzecz Przejrzystości (EITI, Extractive Industries Transparency Initiative). Dzięki jasności przepisów i procedur eksploatacja bogactw naturalnych może przynieść wymierne korzyści afgańskiej gospodarce. Jest to bardzo istotne, ponieważ przewiduje się, że po 2014 roku nastąpi spadek poziomu finansowania pomocy rozwojowej ze strony społeczności międzynarodowej.
Optymizmem napawa również rozwój szkolnictwa. Do afgańskich szkół uczęszcza dziś ponad osiem milionów dzieci, z czego prawie 40 procent stanowią dziewczynki. Z roku na rok zwiększa się grupa wykwalifikowanych pracowników. Dzięki temu bez pomocy z zewnątrz mogą rozwijać się branże takie jak telekomunikacja, przemysł ciężki i lekki, górnictwo oraz sektor usług.
Tomasz Otłowski analityk Fundacji „Amicus Europae” i Fundacji Pułaskiego
Dwa lata przed terminem zakończenia operacji ISAF już widać, że nie uda się spełnić wszystkich warunków wyjścia NATO z Afganistanu ustalonych na szczycie sojuszu w Lizbonie w 2010 roku, a potwierdzonych wiosną 2012 roku w Chicago. Nie zostaną zrealizowane pierwotne plany znalezienia przed 2014 rokiem jakiegoś rozwiązania politycznego – talibowie nie chcą negocjacji, ponieważ są przekonani, że wygrywają tę wojnę. Ich strategia zakłada teraz przeczekanie do końca misji ISAF i uderzenie z całą siłą w nowych uwarunkowaniach strategicznych, po wycofaniu się sił zachodnich.
Bez sprawnej i dobrze wyszkolonej armii oraz sił policyjnych rząd w Kabulu nie będzie w stanie utrzymać się u władzy. Jego upadek to zapewne jedynie kwestia czasu – w najlepszym razie dzisiejszy reżim afgański może przetrwać dwa, najwyżej trzy lata, a i to głównie dzięki szczodremu finansowaniu z Zachodu i obecności kilku–kilkunastu tysięcy zachodnich komandosów. Nawet i w takim „pozytywnym” scenariuszu władza rządu kabulskiego po 2014 roku nie sięgnie poza rogatki Kabulu, prowincje zaś będą w większości kontrolowane przez różne frakcje rebeliantów. Bez względu na to, co wydarzy się bezpośrednio po zakończeniu operacji ISAF, Afganistan czeka zapewne wojna domowa, zbliżona charakterem do wydarzeń z lat 1992–1996. Tak jak wtedy, talibowie mogą okazać się w niej najbardziej efektywną stroną i doprowadzić do restauracji panowania nad znaczącą częścią terytorium afgańskiego. Największym zwycięzcą w takiej sytuacji byłyby Al-Kaida i sprzymierzone z nią ugrupowania islamistyczne, które ponownie zaczęłyby na szeroką skalę wykorzystywać obszar Afganistanu jako swoją bazę logistyczną, szkoleniową i organizacyjną.
Beata Górka-Winter koordynator programu „Bezpieczeństwo międzynarodowe” w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.
Po 2014 roku, kiedy siły koalicji międzynarodowej wycofają się z Afganistanu, jednym z najistotniejszych problemów pozostanie zapewnienie tam bezpieczeństwa. Będzie to niezwykle trudne, gdyż umiejętności Afgańskich Sił Bezpieczeństwa wciąż nie są oceniane wysoko. Przez ostatnią dekadę ich szkolenie, choć dość intensywne, okazało się niewystarczające do tego, żeby faktycznie mogły one funkcjonować bez dalszego wsparcia sił koalicyjnych. Poważne błędy w procesie rekrutacji, wysoki poziom dezercji, położenie zbyt dużego nacisku na działania operacyjne z jednoczesnym odsuwaniem dowódców afgańskich od podejmowania decyzji w procesie planowania działań zbrojnych sprawiły, że siły te wciąż potrzebują pomocy z zewnątrz, zarówno w sferze szkoleń, jak i dostarczania broni oraz uzbrojenia.
Także prognozy dotyczące sytuacji ekonomicznej kraju po roku 2014 nie napawają optymizmem. Odnotowuje się co prawda wzrost gospodarczy, jednak już dziś wiadomo, że budżet państwa nie będzie w stanie udźwignąć wydatków na rozbudowane siły bezpieczeństwa (szacowanych na około 4–6 miliardów dolarów rocznie). Oznacza to, że obowiązek finansowania sektora bezpieczeństwa w tym kraju w dalszym ciągu będzie spoczywał na barkach społeczności międzynarodowej, która z coraz większymi oporami podchodzi do konieczności ponoszenia odpowiedzialności za bezpieczeństwo Afganistanu.
Nie ulega zatem wątpliwości, że wbrew deklaracjom dotyczącym zakończenia misji sił międzynarodowych w Afganistanie po 2014 roku, państwa zachodnie pozostaną tam zarówno po to, żeby szkolić, jak i po to, żeby prowadzić ograniczoną operację bojową w najbardziej niestabilnych regionach kraju. Wszystkie państwa NATO, w tym Polska, powinny zatem rozważyć zakres swojej obecności w Afganistanie po roku 2014.
Generał dywizji Bogusław Pacek, rektor Akademii Obrony Narodowej
Major Arkadiusz Stachowiak szef Sekcji Współpracy Cywilno-Wojskowej 17 WBZ
Kilkuletni pobyt sił stabilizacyjnych w Afganistanie przyczynił się do rozwoju tego kraju głównie dzięki PRT. Każda inwestycja Zespołu Odbudowy Prowincji to jednak nie tylko nowa droga czy szkoła, z których mogą korzystać wszyscy obywatele, lecz także pieniądze zasilające gospodarkę, co w znaczny sposób przyczynia się do powstawania nowych miejsc pracy i rozwoju małej przedsiębiorczości. Gwałtowne odcięcie tych funduszy z chwilą wycofania się sił stabilizacyjnych z Afganistanu będzie stanowić zagrożenie dla dalszego rozwoju tej niestabilnej jeszcze gospodarki. Ponadto społeczeństwo afgańskienie wciąż nie jest gotowe do samodzielnego i racjonalnego dysponowania własnymi środkami finansowymi. Może nastąpić wzrost korupcji, a rozwój państwa i problemy zwykłych obywateli przestaną być istotne. Należy jednak wziąć pod uwagę to, że po zakończeniu operacji ISAF i wycofaniu się wojsk z Afganistanu samo wsparcie finansowe może nie rozwiązać problemów tego kraju. Przekazanie dużych środków, a następnie ich wydawanie powinno być w pewnym stopniu nadzorowane, co bez obecności wojska może być bardzo trudne w tak etnicznie i kulturowo złożonym społeczeństwie.
Podpułkownik Michał Kuraczyk dowódca 1 batalionu piechoty zmotoryzowanej Ziemi Rzeszowskiej 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej
Marcin Ogdowski dziennikarz portalu Interia.pl, autor bloga i książki „zAfganistanu.pl”
Wszystko zależy od tego, jakie są plany głównego rozgrywającego w kwestii afgańskiej, czyli Stanów Zjednoczonych. Nie wierzę bowiem, by po ewentualnym całkowitym wycofaniu wojsk Zachodu reżim Hamida Karzaja przetrwał dłużej niż kilka–kilkanaście miesięcy. Pomoc finansowa, którą teraz stara się organizować sojusz północnoatlantycki, niczego nie załatwi. Aby w Afganistanie nie doszło do powtórki z lat 1989–1996, konieczna jest fizyczna obecność dużego kontyngentu. Zdaje się jednak, że Amerykanie są gotowi na dalszą wojskową obecność w tym kraju bez znaczącej czy nawet symbolicznej pomocy sojuszników z NATO. Oficjalnie, by dalej wspierać „demokratyczne” władze i „proces stabilizacji” tego kraju. A w rzeczywistości? Może to gra o złoża litu, bez którego nie sposób dziś rozwijać elektroniki? Nawet jeśli hipoteza „wojny surowcowej” jest prawdziwa, to nie jest to najważniejsza przyczyna. Spójrzmy bowiem na mapę: od wschodu Afganistan graniczy z Iranem, zdeklarowanym wrogiem USA, a na zachodzie – z coraz bardziej rozchwianym, również muzułmańskim, a w dodatku posiadającym broń jądrową Pakistanem. Na północnym-zachodzie natomiast znajdują się Chiny – najpoważniejszy rywal Ameryki. W takim ujęciu Afganistan – a ściślej, bazy logistyczne zbudowane na jego terenie – staje się elementem wielkiej geopolitycznej gry, co w połączeniu z wojowniczością tamtejszej ludności, która przecież nie pokocha obcych wojsk, niechybnie oznacza dalszy konflikt…
Krzysztof Samborski dziennikarz podróżujący do Afganistanu
W Afganistanie byłem trzy razy w ciągu ostatnich czterech lat. Jako turysta. Wizę dostałem bez żadnych trudności w afgańskiej ambasadzie w Warszawie. Prowadzę małą firmę zajmującą się turystyką motocyklową i Afganistan jest jednym z krajów, do którego organizuję wyprawy. Niestety, trudno jest przełamać wykreowaną przez media barierę strachu i klienci obawiają się tego regionu. Mimo to kilkanaście osób pojechało tam wraz ze mną.
Nie mamy pomysłu na ten kraj, tak jak w XIX i XX wieku nie mieliśmy pomysłu na Afrykę. W północnym Afganistanie wojska koalicyjne są praktycznie niezauważalne. Miejscowi natomiast z nostalgią wspominają… Rosjan! Pamiętają lekarzy, szkoły. Mniej mówią o uciążliwościach, jakie przyniosła ze sobą armia radziecka.
Podpułkownik Mirosław Ochyra rzecznik Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych
Cały świat przygląda się natowskiej operacji ISAF w Afganistanie. W ostatnich miesiącach zauważalna jest poprawa bezpieczeństwa w tym kraju. Pozwoliło to na zmianę charakteru naszej misji na szkoleniowo-stabilizacyjną. Nie należy zapominać jednakże, że do zakończenia operacji ISAF pozostały jeszcze dwa lata i sporo może się zmienić, a historia Afganistanu już nie raz zaskakiwała. NATO zainicjowało zmiany, między innymi w rozwoju Afgańskich Sił Bezpieczeństwa. Bez wątpienia dobrze wyszkolone wojsko i policja są filarami bezpieczeństwa, ale główna odpowiedzialność za kraj po 2014 roku spoczywa na władzach afgańskich. Wsparcie po zakończeniu operacji militarnej ze strony dotychczasowych sojuszników wydaje się niezbędne, ale przewiduje się, że będzie obejmować raczej szkolenie i doradzanie niż prowadzenie operacji bojowych.
Profesor Katarzyna Żukrowska, kierownik Katedry Bezpieczeństwa Kolegium Ekonomiczno-Społecznego SGH
Z wycofaniem wojsk NATO z Afganistanu wiążą się pewne obawy. Czy nie będzie wiązało się to z ucięciem strumieni pomocy i tym samym nie doprowadzi do załamania dynamiki wzrostu? Ocena gospodarki tego kraju jest dość pesymistyczna. Wizja ograniczenia pomocy wraz z wycofaniem wojsk NATO może oznaczać spadek produktu narodowego brutto o jedną trzecią. W prognozach zwraca się uwagę na niski stopień zaangażowania Afganistanu w handel międzynarodowy, wysoki udział rolnictwa w gospodarce, jeden z wyższych stopni skorumpowania, duży poziom ubóstwa i wysoki wskaźnik bezrobocia. Czy tak pesymistyczne oceny są zasadne?
Afganistan jest dzisiaj gospodarką zdominowaną przez rolnictwo (prawie 80 procent PKB), 15,7 procent stanowią usługi, na przemysł przypada 5,7 procent. Gdy chodzi o ten ostatni, przede wszystkim rozwija się produkcja tekstylna, meblowa, spożywcza i przetwórcza, wydobywcza i chemiczna, co daje olbrzymie możliwości przeprowadzenia zmian strukturalnych, a procesowi temu towarzyszący wzrost wydajności. Może to przynieść szybko zwiększenie dobrobytu. Szanse na taki rozwój gospodarczy gwarantuje zaangażowanie się zarówno Komisji Europejskiej, USA, państw członkowskich UE, jak i Chin czy Indii we współpracę z Afganistanem. Polska ma duże możliwości pokazania, jak można wykorzystać unikalne doświadczenia zdobyte podczas transformacji systemowej po 1989 roku. Jest to nasz wielki zasób, który jeszcze nie został w pełni wykorzystany.
autor zdjęć: Sebastian Kinasiewicz Combat Camera DOSZ
