Lekkie i skuteczne

MSBS-y, drony, nowoczesne granatniki przeciwpancerne, karabiny wyborowe i lekkie pojazdy. Takim sprzętem będzie dysponować wojsko obrony terytorialnej.

 

ojska obrony terytorialnej są piątym rodzajem sił zbrojnych. Powstał już szkielet struktury OT – trzy brygady, a w nich cztery bataliony. Rusza też nabór do tej formacji i pod koniec pierwszego kwartału 2017 roku brygady mają stanowić w pełni skomponowane struktury składające się z kadry i pozostałych żołnierzy. Z nich powstaną dwie grupy: w jednej będą osoby z przeszkoleniem wojskowym, czyli byli żołnierze, a w drugiej te, które muszą je dopiero przejść. Wszyscy znajdą się potem w tzw. wspaniałych dwunastkach, czyli sekcjach, stanowiących trzon OT. Ministerstwo Obrony Narodowej chce, by w 2019 roku w nowej formacji służyło ponad 50 tys. żołnierzy wyszkolonych i wyposażonych w nowoczesny sprzęt – prosty w obsłudze i skuteczny, a na dodatek nadający się do szybkiego przerzutu przez lekką piechotę, jaką jest de facto obrona terytorialna. Istotne przy wyborze wyposażenia jest także to, że kadra WOT-u wywodzi się przede wszytkim ze struktur wojsk specjalnych. MON zaś chce, by sprzęt dla tych żołnierzy w większości wyprodukowały polskie firmy zbrojeniowe. Jak zatem będą uzbrojeni terytorialsi?

 

Strzał w dziesiątkę

Już podczas ubiegłorocznego pokazu wyposażenia WOT-u w podwarszawskiej Zielonce przyszli żołnierze tej formacji zaprezentowali się uzbrojeni w najnowocześniejszą broń produkowaną przez polski przemysł obronny, czyli karabinki MSBS z Fabryki Broni „Łucznik” w Radomiu. Oficerowie WOT-u uważają, że beryl, używany przez wojska operacyjne, a będący wciąż tylko modyfikacją karabinu AK, to dziś broń już przestarzała, której „formuła już się wyczerpała”. Terytorialsi mają mieć dwa jej rodzaje: w wersji kalibru 5,56 mm i z zestawem konwersyjnym, czyli 7,62 mm dla dwóch strzelców wyborowych, którzy będą w każdej dwunastce, tzn. sekcji piechoty OT. MSBS umożliwia montaż wkładek FX/DASH/UTM, służących do konwersji broni do różnego rodzaju amunicji. Może być używany zarówno przez żołnierzy prawo-, jak i leworęcznych. Kolejny plus dla MSBS-ów to system magazynków kompatybilny z tym, którego używają specjalsi, bo wojska specjalne będą współpracować z terytorialsami. Dowództwo OT ma zapewnienie producenta, że w ciągu roku zakończy się badanie i dopuszczenie do eksploatacji MSBS-ów w wersji 7,62 mm (wersja 5,56 mm została już dopuszczona). Dopóki terytorialsi nie dostaną karabinów MSBS, będą używać beryli.

Obrona terytorialna potrzebuje również broni precyzyjnego rażenia, bo w każdej kompanii znajdą się trzy pary snajperów, a w każdej „wspaniałej dwunastce” będzie strzelec wyborowy. I znowu, zgodnie z założeniami MON-u, by sprzęt pochodził z polskich zakładów, niemal na pewno zostaną oni wyposażeni w karabiny produkowane przez Zakłady Mechaniczne Tarnów, należące do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Skoro zatem strzelcy wyborowi mają używać broni kalibru 7,62 mm, a snajperzy – kalibru 8,6 oraz 12,7 mm, Tarnów dostarczy terytorialsom wielkokalibrowe karabiny wyborowe Tor i Bor.

Tor jest przeznaczony do precyzyjnego niszczenia na dystansie 2000 m lub większym takich obiektów, jak specjalistyczny sprzęt techniczny, pojazdy terenowe, samoloty znajdujące się na lotniskach przeciwnika lub stanowiska dowodzenia i łączności czy stacje radiolokacyjne. Może być też używany w działaniach kontrsnajperskich do skutecznego eliminowania strzelców wyborowych przeciwnika. Tor ma samonośną lufę, siedmionabojowy magazynek i można na nim montować różnego rodzaju celowniki. Ten karabin odznacza się małą siłą odrzutu.

Karabin Bor ma uniwersalną szynę montażową do osadzania celownika optycznego i dodatkowy zestaw szyn do mocowania innych urządzeń, np. przystawki noktowizyjnej i różnych akcesoriów. Jest przeznaczony do prowadzenia precyzyjnego ognia na odległość do 1200 m, także do sprzętu wojskowego i lekko opancerzonego. Charakteryzuje go mała siła odrzutu i lekkość. Ma samonośną lufę i zamek odporny na oddanie strzału „na sucho” – bez łuski w komorze nabojowej. Jest produkowany w układzie bezkorbowym.

 

Mocne uderzenie

Na poziomie sekcji OT mają się też znaleźć dwa ciężkie karabiny maszynowe. Na początku będą to UKM-y, ale dla lekkiej piechoty lepsze byłyby odpowiedniki karabinu Minimi w wersji Para Minimi z krótką lufą i składaną kolbą. Oficerowie WOT-u uważają, że na ich potrzeby karabin UKM jest za ciężki, za duży i podczas dynamicznej pracy 12-osobowego zespołu stwarza problemy taktyczne, np. nie pozwala na strzelanie z marszu, do czego nadaje się np. broń Para Minimi.

„Zastosowanie optoelektroniki na współczesnym polu walki znacząco zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu operacji”, mówi Jacek Klimanek, dowódca projektu szkoleniowego „Lekka piechota OT” w stowarzyszeniu ObronaNarodowa.pl. „Uzbrojenie żołnierzy stosunkowo lekko wyposażonych w nowoczesne urządzenia obserwacji i rozpoznania pola walki będzie ich dodatkowym atutem w boju”. Dlatego w każdej 12-osobowej sekcji OT będą monokulary noktowizyjne – po jednym na dwóch żołnierzy. Dla kierowców przygotowano binokulary. Do tego przewidziano sprzęt termowizyjny – po jednym na każdą sekcję i dla każdego snajpera. Wiadomo już, że dostarczy go PCO, należące do Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Na uwagę zasługuje monokular noktowizyjny MU-3M Koliber. Waży zaledwie 250 g bez baterii i może współgrać z zamontowanym na broni celownikiem kolimatorowym CK-6, tak że powstaje noktowizyjny system celowniczy. Co ważne, można go zamontować na każdym typie hełmu. Jego największą zaletą jest zaś to, że używający go żołnierz w nocy widzi nawet… cienie. Dzięki temu jest w stanie wypatrzeć np. ukrywającego się za węgłem przeciwnika.

 

Większy kaliber

Polskie wojsko używa sprzętu, którego konstrukcja pochodzi z lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Nie jest to jednak broń dla terytorialsów, m.in. ze względu na skomplikowaną obsługę, dlatego w każdej kompanii OT znajdzie się wprawdzie moździerz 60-milimetrowy, ale powinien być nowocześniejszy. Jacek Klimanek twierdzi, że taki kaliber to standard: „Należy pamiętać o tym, że to lekka piechota, więc wyposażenie powinno być wagowo i gabarytowo przystosowane do szybkiego użycia”. Dowództwo OT uważa, że tego rodzaju sprzęt produkowany w Polsce nie spełnia oczekiwań, więc liczy na poszerzenie oferty o produkt bardziej przyjazny, który łatwiej będzie obsługiwać.

Nieoficjalnie wiadomo, że obiektem marzeń polskich żołnierzy jest czeski Antos. To bardzo lekki sprzęt, w większości wykonany ze stopów aluminium, tytanu i tworzyw sztucznych. Jest odpowiedni dla jednostek powietrznodesantowych czy specjalnych, a zatem również OT, bo ci żołnierze muszą szybko się poruszać i często na własnych plecach przenosić powierzony im sprzęt. Moździerz wyróżnia się krótkim czasem przygotowania do otwarcia ognia, dużą szybkostrzelnością i wysoką celnością. Co ważne, oddanie strzału jest znacznie cichsze niż z używanego przez polskie wojsko sprzętu, powoduje także dużo mniejszy błysk, dzięki czemu nie demaskuje stanowiska ogniowego. Moździerz strzela przy niskim ciśnieniu roboczym, co minimalizuje wpływ podmuchu z wylotu lufy na strzelca. „Antos to dobra broń, choć nie jest to polska konstrukcja”, potwierdza Jacek Klimanek.

Żołnierze WOT-u zostaną także wyposażeni w sprzęt do prowadzenia walki z opancerzonym przeciwnikiem. Aby lekka piechota w takim starciu była skuteczna, każda „wspaniała dwunastka” będzie miała do dyspozycji ręczne granatniki przeciwpancerne. Tyle że polska armia, z wyjątkiem wojsk specjalnych, ma taki sprzęt radzieckiej konstrukcji – RPG-7. Żołnierze twierdzą, że trudno odmówić mu niezawodności, ale ze skutecznością strzału jest już znacznie gorzej. RPG jest bowiem bardzo wrażliwy na warunki atmosferyczne, szczególnie na wiatr. To granatnik wielokrotnego użytku. Po oddaniu strzału trzeba wziąć poprawkę z pierwszego strzału, załadować ponownie i znów strzelić. Co więcej, taki sam pocisk nie nadaje się do niszczenia np. celów pancernych i murów. Trzeba zatem mieć przy sobie amunicję różnego przeznaczenia.

Tymczasem obrona terytorialna potrzebuje nowoczesnego sprzętu, a Ministerstwo Obrony Narodowej chciałoby, żeby używała polskich produktów. Dowództwo OT czeka więc na propozycję naszego przemysłu obronnego w tej dziedzinie. Zastrzega jednak, że granatnik musi być skuteczny w walce z opancerzonym przeciwnikiem, niezawodny, celny i jednorazowego użytku. Kiedy żołnierz pozbędzie się zużytego granatnika, bez zbędnego balastu będzie mógł szybko zmieniać położenie. Do tego w pakiecie konieczny jest system symulacyjny, aby można było niedrogo szkolić terytorialsów.

Pojawiają się oferty spełniające te oczekiwania. „Polska Grupa Zbrojeniowa rozumie istotę wymagań dotyczących granatnika dla wojsk obrony terytorialnej, w tym kwestię niewielkiego ciężaru i wymiarów, które mają uczynić go sprzętem łatwym do transportowania, co w przypadku pododdziałów lekkiej piechoty ma znaczenie zasadnicze”, mówi Łukasz Prus z Biura Komunikacji Społecznej PGZ. Należący do Polskiej Grupy Zbrojeniowej Dezamet razem z norweskimi firmami Nammo i SAAB chciałby sprzedać wojskom obrony terytorialnej jednorazowy M72 – takich używają np. amerykańscy marines. Ta konstrukcja pochodzi co prawda jeszcze z lat sześćdziesiątych XX wieku i była już używana w czasie wojny w Wietnamie, ale wielokrotnie ją modernizowano. Do tego granatnika można podłączyć celownik i komputer balistyczny, dzięki czemu celność na dystansie od 20 do 350 m jest wręcz gwarantowana, przy temperaturze otoczenia od –40 do +60oC. Kiedy żołnierz ustawia się do strzału, musi tylko sprawdzić, czy wybrał odpowiednią amunicję – żółtym kolorem są oznaczone granatniki burzące, a na czarno przeciwpancerne. „Oprócz wersji bojowych przygotowujemy również trenażer wirtualny i wersję ćwiczebną granatnika”, mówi Łukasz Prus.

Należące także do PGZ Mesko razem z niemiecką firmą Dynamit Nobel Defence proponuje jednak sprzęt, w którego przypadku nie trzeba dobierać amunicji odpowiednio do celu. W RGW 90 ten sam pocisk może niszczyć zarówno cele opancerzone, jak i bunkry. Odpowiednio nastawiony przełącznik multifunkcjonalny powoduje, że pocisk wybucha od razu albo z opóźnieniem, czyli inaczej penetruje cel. Zasięg wynosi od 20 nawet do 500 m, wbija się w mur na głębokość 50 cm. Wiatr nie ma żadnego wpływu na celność, bo pocisk nie ma lotek, charakteryzuje się za to stałą prędkością lotu uzyskiwaną już w tubie. Tego sprzętu można używać w temperaturze od –46 do +71oC. W pakiecie z granatnikami bojowymi producent oferuje także sprzęt ćwiczebny wraz z systemami celowników dzienno-nocnych oraz komputerowy symulator.

W 12-osobowej sekcji OT będzie też niezbędny rewolwerowy granatnik ręczny. Tu w potrzeby WOT-u wpisuje się sprzęt produkowany już przez Zakłady Mechaniczne w Tarnowie. RGP-40 ma inteligentny bęben nabojowy z sześcioma komorami o długości 140 mm, co pozwala na użycie szerokiej gamy amunicji, także specjalnej. Ma kolbę z regulacją długości i uniwersalną szynę montażową do mocowania celownika oraz trzy szyny do mocowania dodatkowych akcesoriów. Granatniki te mogą służyć do walki z przeciwnikiem, niszczenia urządzeń technicznych, budynków, także lekko opancerzonych, oraz stawiania zasłon dymnych. 

Żołnierze WOT-u zostaną również wyposażeni w przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe Piorun, czyli zmodernizowaną rakietę Grom (więcej na ten temat str. 76–78). Według zawartego z MON-em porozumienia, wchodząca w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej spółka Mesko wyprodukuje i dostarczy Siłom Zbrojnym RP 1300 rakiet oraz 420 mechanizmów startowych.

 

Siła w kołach

Oficerowie z dowództwa wojsk obrony terytorialnej podkreślają, że żołnierze tej formacji potrzebują specjalnego pojazdu. Terytorialsi czekają teraz na ukończenie projektu „Mustang” dla Sił Zbrojnych RP, który ma zastąpić wysłużonego honkera. WOT wpisuje się więc w oczekiwania całych sił zbrojnych. Mustang ma być dla obrony terytorialnej podstawowym pojazdem transportowym, także w warunkach taktycznych. Takie samochody będą potrzebne przede wszystkim do szybkiego przerzutu pododdziałów do stref działania bądź poruszania się w nich. Jacek Klimanek twierdzi, że powinny to być pojazdy transportowe wysokiej mobilności, pozbawione opancerzenia bądź mające je na takim poziomie, jak w skorpionie 3. Zwraca też uwagę na jeszcze jeden aspekt: „Jeśli chce się brać udział w działaniach nieregularnych lub partyzanckich oraz w operacjach na terenie czasowo utraconym, należy wziąć pod uwagę nie tylko niezawodność sprzętu, lecz także łatwość przeprowadzenia obsługi remontowej”.

Wersja nieopancerzona mustanga, a takiej potrzebują wojska obrony terytorialnej, ma przewozić osiem osób i kierowcę. Taki pojazd ma mieć dopuszczalną masę całkowitą nieprzekraczającą 3500 kg i ładowność nie mniejszą niż 1000 kg, napęd zaś 4x4. Do WOT-u i całych sił zbrojnych prawdopodobnie trafią dwie polskie propozycje. Pojazd produkowany przez spółkę Concept z Bielska-Białej powstaje na podwoziu samochodu Daimler-Benz przystosowanym do specjalnych potrzeb przez firmę Oberaigner. W nieopancerzonej wersji zostanie on wyposażony w silnik wysokoprężny o pojemności 3 l i mocy zapewniającej uzyskanie około 40 kWt. W Polsce będzie wykonane kompletne nadwozie. Concept przygotowuje także wersję opancerzoną. „Pierwszy raz podajemy informację na temat naszej propozycji do programu »Mustang«”, mówi Jarosław Wójcik, członek zarządu i dyrektor handlowy spółki Concept. „Ten pojazd idealnie wpisuje się w wymagania WOT-u i wstępne założenia taktyczno-techniczne określone przez Inspektorat Uzbrojenia. W wersji nieopancerzonej zostanie zaprezentowany w lutym 2017 roku, a w opancerzonej na przełomie marca i kwietnia.

Swoją propozycję mustanga przygotowuje także Polska Grupa Zbrojeniowa. „PGZ prowadzi z wojskiem rozmowy na temat pojazdów Mustang, ale w tej fazie nie możemy ujawnić szczegółów”, informuje Łukasz Prus, z Biura Komunikacji Społecznej PGZ.

Już w czasie pokazu wyposażenia dla wojsk obrony terytorialnej zorganizowanego w Zielonce było widać, jak ważne będą dla nich aparaty bezzałogowe, czyli drony. Żołnierze OT będą używać zarówno tych uderzeniowych, jak i rozpoznawczych. Dowództwo podkreśla, że takie urządzenia sprawdziły się podczas konfliktu na Ukrainie. Drony uderzeniowe docelowo mają być stosowane zamiennie z ręcznymi granatnikami przeciwpancernymi, więc w każdym plutonie znajdzie się jedna sekcja pracująca na dronach i dwie na granatnikach przeciwpancernych.

„Dobrze, że obrona terytorialna będzie używała dronów, ale ostrzegam przed nadmierną fascynacją tym sprzętem. W trudnych warunkach atmosferycznych, np. kiedy jest silny wiatr, lub jeśli dojdzie do nagłego podmuchu powietrza wywołanego przez eksplozję, zdarzają się problemy”, mówi Jacek „Jaco” Pietrzak, były instruktor Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca. Prowadzi on Szkołę Ognia, gdzie swoje kwalifikacje podnoszą żołnierze wojsk operacyjnych, przyszli terytorialsi i członkowie organizacji proobronnych. „Uważam, że lekka piechota powinna być wyposażona nie w drony, lecz we wszelkiego rodzaju granatniki, i to takie, które umożliwiają walkę zarówno w otwartym terenie, jak i w lesie czy terenie zurbanizowanym. Ten sprzęt musi umożliwiać walkę z przeciwnikiem używającym pojazdów opancerzonych i czołgów”.

Na poziomie każdej brygady będzie również sekcja dronów rozpoznawczych. Dowództwo WOT-u zapowiada, że maszyny bezzałogowe będą służyć nie tylko w walce. Wojska obrony terytorialnej, jako formacja wspomagająca społeczeństwo, będą ich używały w czasie pokoju, np. do poszukiwań zaginionych osób. W ten sposób pomogą policji, a jednocześnie będą się szkolić operatorzy dronów.

Nie ma wątpliwości, że wymagania dowództwa obrony terytorialnej spowodują, że producenci będą zmuszeni rozwijać ofertę, bo WOT mogą się okazać znakomitym partnerem dla zbrojeniówki, nie tylko na etapie kupna sprzętu, lecz także w pracach nad modyfikacją uzbrojenia.„Możemy wyposażyć OT w nasz sprzęt od stóp do głów”, zapowiada Arkadiusz Siwko, prezes PGZ.

 

Wiesław Kukuła

Jest wiele rzeczy, których inne rodzaje sił zbrojnych mogą się nauczyć od wojsk specjalnych. Jedną z nich jest wybór wyposażenia i uzbrojenia. W WS opiera się on na dogmacie: ludzie są ważniejsi niż sprzęt. Przy takim podejściu jego skuteczność i możliwości przestają być jedynymi wyznacznikami wartości. Liczy się ergonomia obsługi. Dzięki temu osiąga się przewagę na polu walki i łagodzi trud służby. Taki musi być sprzęt nie tylko dla terytorialsów. Jeśli niemal 10% kandydatów na żołnierzy to osoby leworęczne, to jakie cechy ergonomiczne powinien mieć nasz karabinek? W jaki sposób można przekonstruować tak proste urządzenie jak moździerz sześćdziesiątka, by pozostał lekki, a zyskał odpowiednią celność? Żołnierze podobne pytania zadają od wielu lat. Wierzę, że dziś w ich głos wsłucha się również nasz przemysł. Jeśli tak się stanie, to wkrótce polskie produkty obronne zaczną konkurować z najlepszymi na świecie.

Gen. bryg. Wiesław Kukuła jest dowódcą wojsk obrony terytorialnej.

Marcin Górka

autor zdjęć: Łukasz Kermel/17 WBZ





Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO