Slalom Kossaka

wtorek, 10 kwietnia 2012

Wybitnych polskich malarzy, którzy mierząc się z tematami batalistycznymi, prócz walorów artystycznych na oku mieli także powinności patriotyczne, było w czasach rozbiorów wielu. Dialog z narodową historią, wychowywanie polskiej, oświeconej publiczności wykluczało malowanie na zamówienie scen batalistycznych gloryfikujących zaborcze armie. Tylko jednemu malarzowi udało się rozwiązać polityczną kwadraturę koła. Tylko on, tworząc sceny batalistyczne na zamówienie zaborców, przeszedł do historii jako malarz arcypatriotyczny.

Wojciech Kossak
, kiedy dobiegał trzydziestki, miał już opinię utalentowanego piewcy wielkości polskiego oręża. Wspólnie z ojcem Juliuszem namalował „bitwę pod Raszynem”, samodzielnie zaś „Żołnierzy unoszących generała Kickiego z pola bitwy pod Ostrołęką” i „Somosierrę”. W latach 1886–1887 powstało jedno z jego sztandarowych dzieł patriotycznych – „Olszynka Grochowska”. Parę lat później, zaproszony przez Jana Stykę, stworzył najważniejsze partie „Panoramy Racławickiej”, która dla kilku pokoleń stała się nieomal patriotyczną instytucją wychowawczą. Do końca życia malował ułanów i sceny z polskich bitew.

Pod koniec XIX wieku Kossak zdobył uznanie na polskich salonach. Naprawdę wielkich pieniędzy i sławy trzeba było jednak szukać gdzie indziej– na dworach europejskich monarchów. tak się złożyło, że malarstwo Kossaka i samego artystę polubili dwaj cesarze – Franciszek Józef I oraz Wilhelm II.

Kiedy Kossak malował dla dworu wiedeńskiego, dbał, by umieścić jakiś polski element w odtwarzanym przezeń bitewnym epizodzie. I tak „Atak 1 Pułku Ułanów austriackich pod Savoną” przedstawiał co prawda austriacką szarżę w 1895 roku w wojnie we Włoszech z wojskami rewolucyjnej Francji, ale jej bohaterem był Polak w austriackich barwach, rotmistrz Brochocki, uhonorowany za tę bitwę najwyższym austriackim wojskowym orderem Marii Teresy.

Gorzej było w Berlinie. Artysta, uzyskawszy bardzo wysokie honoraria, stworzył dla Wilhelma II dziewięć obrazów batalistycznych z armią pruską w roli głównej. „Wszystkie epizody, które namalowałem, są na tle pobitej armii pruskiej”, zapisał artysta po latach. Istotnie, gdy wybierał tematy obrazów, Kossak lawirował niczym utalentowany slalomista: trzy przedstawiają klęski Prusaków, dwa – zwycięstwa, ale nad Rosją, więc jest to do zaakceptowania, trzy kolejne dzieła – zwycięstwa Prusaków nad Francuzami, ale ukazane tak, że albo artysta większą sympatią darzył tych, którzy przegrywali, albo francuskiej klęski na płótnie wcale nie widać. Przytomnie zauważyła to niemiecka cesarzowa, a kropkę nad „i” postawił Paryż, kiedy przyznał Kossakowi za obrazy malowane dla kajzera... Krzyż Legii Honorowej. Mnóstwo wpływowych rodaków wyklinało jednak malarza jako sprzedajnego zdrajcę. tłumaczenia nic nie pomagały. Dopiero parę lat później Kossak symbolicznie zerwał z niemieckim mecenatem, kiedy namalował serię obrazów o ostentacyjnie antypruskiej wymowie.

Generałom i wyższym oficerom odrodzonej Polski nie wypominano ich wcześniejszych karier w armiach zaborczych, choć austriacki generał dywizji (Feldmarschalleutnant) Tadeusz Rozwadowski za akcję pod Borowem we wrześniu 1914 roku dostał order Marii Teresy, generał Władysław Anders w tym czasie z poświęceniem bił się w szeregach carskiej kawalerii, a dowódca III powstania śląskiego pułkownik Maciej Mielżyński był jednym z adiutantów niemieckiego cesarza Wilhelma II. W sprawach patriotyzmu Polacy od artystów wymagali więcej niż od generałów.

Włodzimierz Kalicki